Nie było tajemnicą, że Ministerstwo Magii używało wszystkich dostępnych środków, by rozwiązywać palące problemy; w tym pomocy Niewymownych oraz innych specjalistów. Zadanie Morpheusa było proste - dowiedzieć się, dlaczego magia w Stonehenge zachowuje się dziwnie; już po nieszczęsnym rytuale Brygadziści wspominali w swoich raportach, że niektóre zaklęcia działały bowiem bez zarzutów, inne ze zwiększoną mocą, zaś kolejne w ogóle nie miały szans na rzucenie w kromlechu. Isaacowi natomiast polecono sprawdzenie run, które, jak się okazało, wyryto w przewróconym kamieniu służącego Isobell za ołtarz.
Na Stonehenge zostało rzucone zaklęcie, które ukrywało was przed ciekawskimi - dla nich to miejsce wyglądało tak samo, zupełnie tak, jakby ktoś w zapętleniu wyświetlał film. Kiedy przybyliście na miejsce, słońce wisiało w swym szczytowym miejscu, a żar lał się z nieba. Pośród kamieni kręciła się urocza Esther Moss w niepasujących do pogody rękawiczkach; wiedzieliście jednak (czy to z ministerialnych plotek, czy drogą dedukcji, gdy zobaczyliście charakterystyczne blizny po oparzeniu wymykające się spod kołnierza munduru i wkradające się na linię żuchwy), że ukrywa pod nimi ślady po walce stoczonej w Beltane. Przywitała się z wami uprzejmie, sprawdziła wasze przepustki i natychmiast zniknęła z waszego pola widzenia, choć mieliście pewność, że was obserwuje ze swojej kryjówki.