• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora

[10.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#11
28.06.2024, 00:30  ✶  
Basilius miał dziwne, niepoparte niczym wrażenie, że jednak się z Islandią nie polubią, ale kim był, aby teraz zmieniać zdanie, skoro już obiecał kuzynce, że się z nią tam wybierze? Uśmiechnął się więc do niej i skinął głową.
– W takim razie nie mogę się doczekać – powiedział, nawet nie kłamiąc, aż tak bardzo. Tak, oczywiście miał raczej dość negatywne nastawianej do tego pomysłu, i nie wierzył Pandorze, gdy ta zapewniała go, że nie będzie mu zimno, ale naprawdę chciał zobaczyć i może nawet zrozumieć, co jego kuzynka widziała w tamtym kraju. No i pozostawała jeszcze sprawa tego chłopaka, którego bardzo chętnie by poznał...
– Zostańmy na razie przy kompromisie – powiedział z uśmiechem. – Wiesz, ostatni raz gdy ktoś mi proponował, abym zamieszkał w domku z ogrodem, skończyło się to bardzo złą randką, więc chyba na razie dalej mam uraz wobec takich pomysłów. – Co gorsza czarownica, która to zaproponowała, planowała im też od razu dzieci na pierwszej randce, a chociaż od tamtego wydarzenia minęły niemal trzy lata, Basilius wciąż się krzywił na jego wspomnienie.
Przez chwilę czarodziej nic nie mówił, przypatrując się po prostu tej scence i ciesząc się w duchu z tego, że opuścił bankiet. Chwile takie, jak te przypominały mu te wszystkie letnie wakacyjne wieczory, gdy jeszcze byli w Hogwarcie i znali coś takiego, jak wakacje, kiedy przesiadywali z Pandora, albo i reszta młodszej części rodziny, w stajniach wraz z abrakasanami. Uśmiechnął się i odruchowo zaczął delikatnie drapać szyję Sylvaine'a. Tak, rzeczywiście trafił mu się wierzchowiec idealny, chociaż musiał przyznać, że gdy tak słuchał tych sprzeczek pomiędzy Pandora, a Marą nie mógł nie stwierdzić, że obie również idealnie do siebie pasowały.
– Na pewno tak zrobię – zapewnił Marę, teraz to jej poświęcając nieco więcej uwagi. – Sylvaine co myślisz o Islandii?
– Nigdy jeszcze tam nie byłem, więc trudno mi wyrobić opinie, ale z tego co słyszałem to brzmi ona całkiem sympatycznie – odpowiedział abrakasan, podchodząc do Pandory, teraz do od niej domagając się atencji.
Basilius jednak nie miał zamiaru czekać do wyjazdu, który niewiadomo kiedy miałby się odbyć, aby poznać więcej szczegółów na temat drugiej Mary życia kuzynki.
– No dobrze, ale powiesz mi coś o nim też teraz, czy każesz mi czekać do Islandii? – spytał, wpatrując się w Pandorę zaciekawionyn spojrzeniem, które graniczyło nieco z rozbawieniem. – Kto w ogóle wie? Domyślam się, że nie wuj, skoro nie słyszałem, aby ostatnio przechodził jakiś zawał serca.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#12
11.07.2024, 19:08  ✶  
Pandorze ciężko było uwierzyć, że nie można lubić wszystkich miejsc na świecie. Ona sama zawsze była zafascynowana widokami i odmienną kulturą, możliwością próbowania nowych rzeczy. Jej serce było szczególnie poruszone, gdy najbliższe otoczenie przypominało spokojną wieś, otoczoną lasami i ze stadami dziko żyjących zwierząt, zarówno magicznych, jak i zwykłych — chyba była już trochę stara.
- Pójdziemy na gorące źródła, wtedy na pewno nie zmarzniesz. - zapewniła go jeszcze z uśmiechem, przesuwając spojrzeniem po twarzy kuzyna. Miała nadzieję, że polubią się z Hjalmarem, że znajdzie sojusznika wśród Prewettow — nie licząc Laurenta oczywiście, który pomoże mu podjąć odpowiednią decyzję, gdy przyjdzie czas, aby stanął oko w oko z Edwardem i wszystkimi faktami, które pomijała, a o które on nigdy nie pytał. Wiedziała przecież, że to wszystko mogło być dla niego zbyt intensywne i zbyt obciążające, nie każdy był przecież chciwy, jak typowy londyńczyk.
- Hmm? - ściągnęła brwi, posyłając mu pytające spojrzenie. Nie bardzo wiedziała, jak dom i ogród mogli skończyć się złą randką, ale wiadomość, że Bas był otwarty na nowe relacje i może uda się jej poznać w najbliższym roku jakąś stałą jego partnerkę, była pokrzepiająca. Pandora życzyła mu jak najlepiej, a ciężko było samemu na świecie. - Na pewno nie było aż tak źle, trudno sobie to wyobrazić, gdy stanowisz połowę pary.
Nie było sekretem, że nadzwyczaj dobrze o nim myślała. Trzeba jednak przyznać, że nawet dla niej ewentualna rozmowa o potomstwie na pierwszym, wychodzącym poza oficjalne brzmienie, spotkaniu, to byłoby zbyt dużo.
Powiadało się, że te magiczne konie wybierały sobie same właściciela, a jeśli ktoś próbował na siłę je połączyć z jeźdźcem, który nie uzupełniał w jakiś sposób ich charakteru, to nic z tego nie wychodziło. Kłóciły się, ale mężczyzna miał rację — były ze sobą zżyte i zawsze w najważniejszych kwestiach, miały podobne zdanie. Mara była charakterna i impulsywna, zupełnie, jak Pandora. Częściej najpierw działała, niż układała w głowie odpowiedni plan, ale też nie bała się jego ewentualnych konsekwencji. Jeśli chodzi o wspomnienia, miała od tego klasery zdjęciowe. Całe stosy zdjęć rodziny oraz przyjaciół, do których wracała raz na kilka tygodni, popadając w kilkugodzinną nostalgię, odbywając podróż pełną sentymentu. Gdy była nastolatką, nie mogła doczekać się niezależności oraz dorosłości, ale mając już na karku trzydzieści lat, tęskniła za szkołą i wszystkimi przygodami, które oferował Hogwart. Mieli dla siebie wszyscy więcej czasu, sprawy nie były tak skomplikowane i łatwiej było ze sobą rozmawiać, chociaż brunetka nigdy nie narzekała na relację z bliskimi, te zawsze były dość dobre.
Mara uderzyła kopytem o ziemie z podekscytowaniem, zaczepiając wargami ubranie Basiliusa — z czystej zadziorności, nie chcąc go uszkodzić. - Moglibyśmy się ścigać jak kiedyś!
Zaproponowała zarówno właścicielowi, jak i jego zwierzęciu, którego obdarzyła krótkim spojrzeniem rubinowych oczu. Przekręciła nieco łeb, sugerując, że Prewett mógłby podrapać ją za uchem. Pandora przesuwała palcami po szyi Sylvana, zachwycona jego gracją i elegancją. Jej dłonie delikatnie wplatały palce w gęstą grzywę, rozczesując ją i poprawiając. Ciężko było znaleźć żywe stworzenie, nad którym nie wpadałaby w zachwyt, bo w końcu nawet takie włochate pajączki były pożyteczne i potrzebne, pomimo odrobinę odstraszającego wyglądu. Westchnęła na jego pytanie, przenosząc na niego spojrzenie brązowych oczu, czując, jak śniade lica oblewa rumieniec.
- Laurent go poznał i mama, ale mama nic nie wie na temat tego, że ze sobą jesteśmy. Myśli, że to znajomy, z którym już chyba nie mam kontaktu... Tak mi się zdaje? Jak już wiesz, jest Islandczykiem i zajmuje się rzemiosłem, jego rodzina od pokoleń prowadzi kuźnie i być może miałeś okazję odwiedzić ich pracownię w Anglii. - wyjaśniła ogólnikowo, nie bardzo wiedząc, co właściwie powinna o Hjalmarze powiedzieć. - Najlepiej by było, gdybyście się po prostu poznali. Wiesz, że zawsze się liczę z Twoim zdaniem. To dobry człowiek Bas, o wielkim sercu i skromności. Rzeczy materialne nie mają dla niego znaczenia.
Urwała, przygryzając na chwilę dolną wargę, po czym westchnęła, przysuwając się bliżej złotego konia i przytulając go mocniej. Jak miała niby powiedzieć, że biedny kowal nie miał pojęcia o zamku, złotym tronie, majątku i kilku innych aspektach, które towarzyszyły noszeniu ich nazwiska. Lubiła to w ich relacji, budowała się naturalnie. Nie chciał Pandory, która miała być dziedziczką Edwarda, tylko Pandorę, która była po prostu — miała nadzieję — interesującym go człowiekiem.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#13
20.08.2024, 20:40  ✶  
Basilius na wzmiankę o ciepłych źródłach jedynie zaśmiał się cicho i skinął głową na znak, że ostatecznie go przekonała, a potem jednak skrzywił się nieco, bo może i był połową tamtej randki, ale absolutnie nie była to randką, którą jakkolwiek można by było zaliczyć do udanych.
– Obawiam się, że nawet moja obecność nie mogła temu pomóc. Najpierw zaczęła gadać o dzieciach i ślubie, a potem się obraziła, gdy wpadliśmy na moją ranną znajomą i z wiadomych względów skupiłem się na niej – A potem w sumie to uznała, że to on wypadł gorzej od niej na tym spotkaniu i opuściła jego mieszkanie obrażona, a jako że pracowała w jednej księgarni, to Basilius stracił jedno miejsce do kupowania książek. Pokręcił głową. Na szczęście było to już niemal trzy lata temu, a ona nigdy więcej go nie dręczyła. Tylko księgarni szkoda, bo chyba nagadała swoim koleżanką z pracy niestworzone rzeczy na jego temat.
Prewett przejechał palcami po sierści ogromnego wierzchowca i zgodnie z zachętą Mary, podrapał ją za uchem. Pewnie i tak nie mógłby się ścigać zbyt często, ale rzeczywiście czasem tęsknił za tym. Cholera może ten dom pod Londynem nie był znowu, aż takim głupim pomysłem? Tylko, że pewnie urządzenie tam stajni dla Sylvaine'a nie byłoby wciąż takie łatwe.
– Brzmi jak dobry plan – odpowiedział stworzeniu, a potem wyciągnął drugą rękę w stronę Sylvaina, aby głaskać oba olbrzymie wierzchowce jednocześnie, wpatrując się przy tym w kuzynkę i słuchając tego co miała mu do powiedzenia o tym tajemniczym czarodzieju. Naprawdę nie mógł sobie wyobrazić zbyt wiele sytuacji, w których skrytykowałby wybory miłosne czarownicy. Znał przecież Pandorę, nie była głupia i nie zakładał, aby pchała się w jakieś podejrzane relacje, z których musiała się potem tłumaczyć, by jakkolwiek uzasadnić trwanie w nich.
– Nie wątpię, że to dobra osoba, Doro. Nie mogę się doczekać, aż go poznam – zapewnił ją ciepło, zastanawiając się czemu starsza Prewett, aż tak naciskała na podkreślanie, że nie zależy jej na dobrach materialnych. To znaczy... Domyślał się, że pewnie jej Islandczyk nie zarabiał szalenie dużych pieniędzy na rzemiośle, a ona była dziedziczką rodziny, która wzbogaciła się na nieco wątpliwe sposoby, ale zastanawiał się po prostu jaka musiała być to różnica. Mężczyzna był przeciętnym obywatelem z przeciętnymi zarobkami? A może było bardzo źle i stąd te ciągłe zaznaczanie? – Jest obecnie w Londynie, czy Islandii? Jest coś jeszcze o czym powinienem wiedzieć? I wiesz...  Patrząc na decyzję romantyczne w tej rodzinie, myślę, że ty naprawdę nie masz się czego powstydzić.
W końcu żadne z nich nie miałoby braci, gdyby nie skoki w bok ich ojców i chociaż Basilius oczywiście za nic na świecie nie zmieniłby tego, że ma rodzeństwo, tak stanowiło to jednak dość śmieszny wzór.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#14
27.10.2024, 01:48  ✶  
Pandora miała to do siebie, że była uparta niczym najgorszy z osłów i gdy czegoś chciała, zwykle udawało się jej to dostać lub właśnie kogoś do czegoś przekonać. Czasem mniej, a czasem bardziej nachalnie, starając się przyciągnąć uwagę tym, co dany człowiek lubił. Był to jeden z powodów, dla których miała tak wielu klientów indywidualnych. Posłała mu jeden ze swoich najbardziej promiennych uśmiechów, gdy przytaknął i z trudem powstrzymała się, aby go mocno nie uściskać i nie wydać z siebie jakiegoś pisku.
- Mój Drogi — wybacz, ale nasza rodzina ma naprawdę przystojnych Gentlemanów i nie powinieneś być zdziwiony, że kobiety widząc Cię i poznając Twoją inteligencję oraz usposobienie, planują ślub oraz dzieci. - wzruszyła ramionami, przyglądając mu się badawczo. Nie umiałaby wskazać Prewetta, który byłby brzydki. Byli jakimiś wygranymi na loterii w sprawach majątków oraz aparycji, czasem również talentu. A Bas zasługiwał na absolutnie najlepszą i najmilszą przyszłą żonę w całym Londynie. Nie wspominała również głośno o tym, że snuła myśli o byciu matką chrzestną jego dzieci, gdy się ich dorobi. A może tak poznać go z którąś z koleżanek? One na pewno doceniłyby fakt, że pomógł komuś rannemu. Westchnęła cicho, kręcąc głową do własnych myśli. Miała trochę wyrzutów sumienia, że tak mało czasu poświęcała ostatnio swojej rodzinie.
- Najważniejsze to mieć plan, prawda? Potem jakoś się ułoży lub rozwinie. Z drugiej jednak strony, czy życie nie wymaga od nas odrobiny spontaniczności? - zapytała go z poważną miną, której jednak w Pandorowym stylu, nie mogła utrzymać długo i zaraz zastąpiła ją uśmiechem. Chciała też się wkupić w łaski obrażonego konia, który jednak tylko obdarzył ją krótkim spojrzeniem, tym razem pozbawionym prychnięcia.
Była ostrożna z natury, gdy chodziło o romans. Nie ufała ludziom przez to, że większość z nich patrzyła na majątek i nazwisko. Nigdy nie chciała takiego związku. Niewinny flirt jedna lub dwie randki? Nie było problemu! Coś poważnego? To wymagało znacznie więcej. I nawet jeśli ktoś przeszedł wszystkie te próby charakteru, które rzucała ludziom Pandora, pozostawała kwestia jej rodziny. Edward był trudnym przeciwnikiem, zwłaszcza gdy chodziło o jego córkę. Ufał jej na tyle, że mogła długo ukrywać wszelkie zainteresowania mężczyznami, bo nigdy nie przyniosła rodzinie skandalu i nie zrobiła czegoś, co by jej zaszkodziło. Dawało to jej dużą przewagę i rodzicom świadomość, że była dobrze wychowana, a przynajmniej w to chciała wierzyć.
- Mhm, ja też. Będę spokojniejsza, wprowadzając go do Prewettów powoli, a nie rzucając na głęboką wodę podczas jakiegoś bankietu lub innej uroczystości. O ile do tego czasu nie ucieknie ode mnie z krzykiem. Nie mieliśmy łatwego początku! Wiesz, że mnie autentycznie nie lubił? - skrzyżowała ręce na piersiach, zaprzestając głaskania abraksanów i skupiając uwagę na Basiliusie, jednocześnie mając w głowie wydarzenia sprzed lat, gdy spotkała Hjalmara pierwszy raz. I wtedy też pokazał jej wilki, a ona nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo są ze sobą powiązani! Jeśli chodziło o majątek, była na tym punkcie po prostu przewrażliwiona. Nie lubiła czuć się lepsza od innych, ale gdy padało jej nazwisko, trafiała często do worka snobów i rozkapryszonych księżniczek. Spotykała też ludzi, którzy chcieli wykorzystać relacje z nią do zdobycia przywilejów i galeonów.
- Powinien teraz być w Londynie, ma coraz więcej zleceń. To rodzina wychowana w taki sposób, że zawsze są dla siebie i od razu idą z pomocą, więc często bywa też na Islandii, pomóc matce lub siostrze, przyjaciołom. Obydwoje dużo podróżujemy, chociaż mnie nie ma znacznie częściej, wiesz, jak to wygląda z moją pracą. - przesunęła palcami po odkrytych ramionach, czując kolejny przypływ wyrzutów sumienia w związku z zaniedbywaniem relacji. Ciężko było być tak otwartym i kochającym ludzi człowiekiem, będąc jednocześnie ambitnym pracoholikiem. Połączenie dwóch światów było skomplikowane. Na jego ostatnie słowa, roześmiała się pogodnie, nie mogąc się już powstrzymać i zmniejszyła między nimi dystans, obejmując go i przytulając. - Dlatego właśnie Cię uwielbiam, między innymi oczywiście! Oj, nie było aż tak źle, ale mamy więcej szczęścia w kartach, niż związkach zwykle, to prawda. I co ja bym bez Ciebie zrobiła, Bas?
Zapytała retorycznie, wzdychając teatralnie i wdrapując się na palce, aby później dać mu całusa w polik. Na przyjęcie już nie wrócili, a Abraksany przestały być obrażone po nocnej przejażdżce w eleganckich ubraniach.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3019), Pandora Prewett (4475)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa