adnotacja moderatora
Rozliczono - Basilius Prewett - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Gdy już się upewnili, że wariatka na pewno sobie poszła, a on poczuł się nieco lepiej, Basilius szybko ogarnął swoją twarz, tak by zmyć z niej krew, narzucił na piżamę płaszcz, by nie paradować po ulicy w starym t-shircie i spodniach, przetransportowal Icarusa ostrożnie na fotel, rozkazując przy tym aby się nie ruszał i poszedł po pomoc do Florence. Na całe szczęście wystarczyło jedynie przejść kilka kroków, bo kuzynka mieszkała tuż obok, tak że nawet dla niego w tym stanie nie było to żadne wyzwanie.
Otworzył mu nieco zaskoczony skrzat, który, gdy Prewett wyjaśnił, że chciałby rozmawiać z czarownicą, bez słowa ruszył po najstarszą z rodzeństwa Bulstrode. W tym czasie Basilius oparł się o ścianę, przymykając na chwilę oczy, bo jakoś tak chyba mogło mu się trochę zakręcić w głowie... Wyglądało na to, że przejście tych kilku kroków przy zmęczeniu spowodowanym tym całym zamieszaniem, jak i niewyspaniu było jednak było pewnym wyzwaniem, wbrew temu co chwilę temu zakładał. Poza tym dalej bolał go nos, a obrzęk wcale nie malał. No i znowu poleciała mu z niego krew i jakoś ciężej było mu oddychać. Jasna cholera, chyba rzeczywiście był złamany. Może powinien był jednak rozważyć karierę w rodzinnej mafii kasynowej, skoro już i tak, w wyniku dziwnych aktywności i awantur w środku nocy, kończył ze złamanym nosem.
Słysząc kroki natychmiast otworzył oczy, ale nawet nie próbował się wyprostować i udawać, że miał więcej energii, niż w rzeczywistości. Florence i tak przejrzałaby go w pięć sekund.
– Przepraszam, że cię budzę, ale zaatakowała nas historyczka magii, Icarus ma złamane żebra, a ja nos – powiedział, uznając, że najlepiej będzie jak najszybciej wytłumaczyć Florence, co się tak właściwie stało bo zakładał, że dla czarownicy widok jej odpowiedzialnego kuzyna z krwawiacym nosem, włosami w chaosie i jeszcze z narzuconym na piżamę płaszczem, mógł być nieco zaskakujący.