• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[11.08.1972] The Kiss of Dawn | Sauriel & Victoria

[11.08.1972] The Kiss of Dawn | Sauriel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
20.09.2024, 22:49  ✶  

Czasami wystarczyło usłyszeć kilka słów, by się uspokoić. Otrzymać kilka konkretnych gestów, by wiedzieć, że nie jest się niechcianym. Że furtka z dwóch stron nie jest wcale zamknięta, że nie było kategorycznego nie i ucieczki. Prawdę mówiąc na ten moment wystarczało jej usłyszeć, że jest dla niego bardzo ważna, wystarczał ten jeden pocałunek, który wydarł z niej powietrze i wlał do głowy tyleż odpowiedzi co pytań – tylko, że nowych i innych. Była spragniona tego dotyku, uwagi, ale nie chciała też niczego poganiać, ani przyspieszać. Sauriel paradoksalnie podarował jej duszy bardzo dużo spokoju. Ten się pewnie w którymś momencie wyczerpie, bo tak to było, że nie można było tylko brać, trzeba było też dawać, ale póki co myśli o tym, że nie jest idealna, że się nie podoba, że to i tamto, odsunięte były na bok. Spokój osiągnięty kilka dni temu walczył z niepokojem otrzymanym wczoraj i ze słabością jej umysłu, lecz aktualna obecność Rookwooda wpływała w pewien sposób jak kojący balsam, jak zimny okład na oparzenie. Będzie pewnie bolało jeszcze przez jakiś czas, ale taka rana, odpowiednio zadbana, miała szansę szybko zniknąć, zaś odpowiednio potraktowana na początku być może nie będzie aż tak bardzo rozległa. I teraz czarnowłosy był takim lekarstwem, choć pewnie nie spodobałoby mu się porównanie do maści, której ewidentnie Victoria zapomniała nałożyć sobie na siniaki.

Nic dziwnego, że Luna cieszyła się z zabawy – bo pewnie właśnie tak to traktowała: jako zabawę i dawkę atencji, której jako mały kociak bardzo potrzebowała. A Sauriel dawał jej to wtedy, kiedy nie mogła Victoria, i to chyba nie był wcale zły układ? Miała nadzieję, że czarnowłosy nie czuł się wykorzystywany. A że czuł się tu jak u siebie – nie było takie znowu nadzwyczajne: po pierwsze miał klucz i został zaproszony więcej niż raz, po drugie jej koty ewidentnie go uwielbiały i traktowały chyba jako członka… stada, czy jakkolwiek się tam koty rodzinnie identyfikują, po trzecie nie było tu nikogo więcej, nie kręciła się Isabella, Alexander, nawet mała Olivia, którą Sauriel miał poznać, a jakoś… ciągle nie było okazji, a za niedługo ta znowu zniknie, kiedy zacznie się szkoła. Victorii nie przeszkadzało to, że on czuł się tu swobodnie (a może nawet zbyt). To prawda, że to mieszkanie było zupełnie inne od pokoju Sauriela w domu Rookwoodów – ale pewne rzeczy były zbieżne: ciemne ściany i meble, gramofon… Fakt, że zamiast mnóstwa zapisów nut  i plakatów, były tu kwiaty.

Objęcie ramieniem było jak dotyk czarodziejskiej różdżki, bo po kilku sekundach spięcia, jakie Sauriel mógł wyczuć pod palcami, Victoria się rozluźniła i chwilę później nawet podciągnęła nogi na kanapę i przysunęła się do niego, wtulając nawet bardziej. Przez moment drżała, ale czym to mogło być spowodowane? Raczej nie temperaturą. To były emocje, jej całe rozedrganie dnia, które kazało jej leżeć i myśleć, te wszystkie myśli, które spiralując nakładały się na siebie, a ona czuła się źle sama ze sobą i z tym co się wydarzyło i w jaki sposób. Nie powiedziała nic, po prostu słuchała tembru jego głosu, skupiała się na słowach, na opowieści, nawet jeśli nie była prawdziwa, a Sauriel wymyślał teraz coś na poczekaniu, bo wyczuł, że to moment, którego potrzebowała, żeby odłączyć się od czegoś, co ewidentnie ją dręczyło. Tak mogło być po Beltane – gdy poprosiła go, żeby został, bo nie chciała być sama, ale nie mógł. Ale przyszedł teraz – nie musiał, nawet o to nie prosiła, a stanął na wysokości zadania i widać było, że bardzo się starał nie narobić większych szkód, ze chciał poprawić jej humor. Poprawiał. Nieważne, o czym gadał – o jakimś starożytnym alkoholu, wódce z ziemniaka czy pierwszych piwach i zakazie, żeby się nie spijali. Koty przebiegły po nich kilka razy w tej dzikiej gonitwie, nim nie położyły się na fotelu bliżej Sauriela i kwiatka, a kiedy ten skończył opowiadać, na moment zapadła pomiędzy nimi cisza, lecz nie z tych niezręcznych, nie. Victoria myślała sobie o tym, co właśnie jej powiedział i co mówił wcześniej, a myśli o Windermere jakoś samoistnie się przebijały.

– Nie boisz się czasem? Że wypijesz za dużo i stracisz kontrolę? – zapytała o to pozornie od czapy. To było normalne pytanie, w jej zmęczonym głosie próżno było słychać wyrzutów. Ciekawiło ją to ze względu na jej własne położenie – niezwiązane z alkoholem, ale zdecydowanie dotykające braku kontroli.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
22.09.2024, 14:43  ✶  

Porównanie do maści na siniaki wcale nie było złe, kiedy samego siebie porównywało się do śmieci. Maści były pożyteczne. Leczyły. Koiły. Zapobiegały. Kojarzyły się z czymś dobrym, bo dobre były - może poza zapachem co poniektórych, ale to już zależało od wrażliwości nosa i własnych upodobań. Nie wspominając, że maść stosowało się na skórę, a niejeden mężczyzna chciałby takie ciałko Victorii podotykać... ale tu chodziło o Sauriela - a Sauriel dotykać nie miał potrzeby. Nikogo. Drobne czułości, sporadyczne, były miłe, tak jak ta tutaj. W tej chwili. Więc w sumie... co prawda nie leżał na Victorii jak ta maść, ale obejmował jej trochę zbyt skąpo ubrane ciałko. Musiało być zbyt skąpo ubrane, skoro się trzęsła przez moment.

Saurielowi niezręcznie zaś się zrobiło. No bo - co robić? Albo - co mówić dalej? Nic nie mówić? Siedzieć i... i co? Najlepiej byłoby się czymś zająć, paleniem na ten przykład, ale teraz byłoby to niewygodne. Więc ruszyć się? Stwierdzić, że koniec już tych przytulanek? Albo może trzeba było od nich nie zaczynać w pierwszym miejscu, żeby właśnie do tego niezręcznego punktu nie doprowadzić? O siniaki nie będzie pytał, bo to było równie głupie pytanie jak "wszystko w porządku", kiedy widzisz, że definitywnie w porządku nie jest. Albo jak dajesz pijakowi funta, bo chce na kiełbase - jak twierdzi - a ty mu wierzysz. Były pewne poziomy durnoty, której w poszczególnych momentach osiągać nie chciał - całkowicie świadomie. Bo zazwyczaj chciał te poziomy głupoty przekraczać. Też bardzo świadomie. Chociaż nie, w sumie nie. Czasami to były po prostu jakieś odruchy. Skrzywił się trochę, ale w końcu znalazł sobie zajęcie - patrzenie na koty. Czy ten niebieski skurwol wyglądałby jak szczotka, gdyby jego futro się naelektryzowało? Albo jak taki abażur dla zjebów-bogaczy, co oglądają się za jakimiś wymyślnymi stylami jak at nouveau? Na szczęście Victoria oderwała go od jakże kreatywnych przemyśleń swoim pytaniem.

- Hm? Ale czego? - Właściwe pytanie brzmiało tu "ale nad czym". Kontrolę "nad czym"? To jedno z tych pytań, które zadajesz, żeby zadając je jednak zrozumieć, co druga strona miała na myśli. - Kiedyś się bałem. - Bardzo. Poziom żałości, jaki wtedy sobą prezentował, obniżał jego godność jednostki myślącej o przynajmniej 90%. Nie zagłębiajmy się lepiej w matematykę, zostawmy ją profesjonalistom. - A teraz mam w większości wyjebane. - Nie było sensu pytać "a co takiego mogło się niby stać"? Stać się mogło dużo. Bardzo dużo. Nie wątpił, że ludzie w jego otoczeniu potrafili o siebie zadbać i żaden nie strugał wariata-bohatera, mając przed sobą żarłocznego wampira, ale w takich sytuacjach mogło się zdarzyć wiele rzeczy, jakich nie sposób przewidzieć. Niewiadome zapalały swoje lampki, przez co trudno było brnąć do przodu. Tak samo trudno byłoby iść przejmując się każdą chwilą swojego życia. Jeden, drugi trup... - Najgorsza możliwość to to, że po pijaku zostanę ojcem. - Uśmiechnął się drwiąco. Druga to to, że zabije kogoś... z osób bliskich. Możemy jeszcze obie te rzeczy połączyć, wtedy w ogóle robi się wesoło. Wszystko wspaniale, dopóki komuś naprawdę nie stanie się krzywda, prawda? Nie była to jedna z tych rzeczy, które dały się Saurielowi wyjaśnić. Które on przyjąłby ze spokojem, pokiwał mądrze głową i powiedział, że no tak, tak - teraz się nauczy. Weźmie sobie do serduszka przestrogi i będzie uważał. Zdążył sam wpaść na te możliwe opcje, ba - rozważał najkoszmarniejsze z nich wiele lat temu, dlatego zresztą poucinał kontakty z ludźmi, albo chociaż je ograniczył. - Co tam w ogóle robiłaś ciekawego wczoraj? Czy tam przedwczoraj... chyba przedwczoraj. - Czasami dni i noce mu się trochę zlewały. A szczególnie, jak sobie wycinałeś jedną noc upijaniem się.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
22.09.2024, 17:16  ✶  

Punkt widzenia zależał od punktu siedzenia, czy nie tak? Victoria wzięła za punkt honoru powtarzanie Saurielowi, że nie jest śmieciem, ani rynsztokiem, więc porównanie do ziołowej maści na oparzenie było tym bardzo przedmiotowym (i równie abstrakcyjnym, wszak panna Lestrange nigdy nie odczuła faktycznego oparzenia na własnej skórze; nie było to w ogóle możliwe) w jej wykonaniu, na szczęście nie powiedziała niczego takiego na głos.

Czasami nie trzeba było mówić. Czy musieli się ciągle wymieniać słowami? Zagłuszać ciszę szeptem? Czy tak źle było po prostu potrwać chwilę w tej ciszy? Victoria nie była w formie do prowadzenia długich konwersacji, do wyrzucania z siebie myśli, a był to znak, że naprawdę nie jest dobrze, nie miała w sobie tej przytłumionej energii, którą – z braku lepszego słowa – „tryskała” (choć jak wiemy, nie była osobą, z której się ta żywotność wylewa, raczej była w swym życiu dość… powolna, a przynajmniej pozornie). Nie miała więc pojęcia, że Sauriel czuł tę niezręczność, której ona, przez swoje zmęczenie, wyczuć nie mogła; że coś jest nie tak i że wolałby cofnąć swoje słowa i nigdy tego nie proponować.

– Co czego? – tym razem to ona nie zrozumiała. Czego się mógł czasem bać? Czy może jeśli wypije czego za dużo? I, co zabawne, tyczyły te wątpliwości wszystkiego, tylko nie tej rzeczy, o którą pytał Sauriel. – Chodzi mi o brak kontroli nad sobą i swoimi decyzjami, kiedy wypije się za dużo alkoholu – wyjaśniła zaraz, bo nie chciała, żeby się źle tu zrozumieli. W ogóle nie chciała, żeby się źle rozumieli, między innymi dlatego zwykle starała się Saurielowi tłumaczyć jakieś swoje ruchy czy myśli. Dzisiaj po prostu była bardziej w tym ociężała. – Dlaczego? – zapytała, gdy stwierdził, że teraz ma to w większości gdzieś. Nie rozumiała tego – i przede wszystkim wydawało jej się, że było mnóstwo rzeczy, które mógł zrobić pod wpływem, równie złe jak stworzenie nowego wampira wbrew czyjejś woli. Przy tym zresztą, gdy mówił o zostaniu ojcem, poczuła lekki niepokój, nim przypomniała sobie, że przecież wampirze „zostawanie rodzicem” to coś zupełnie innego niż to, o czym sobie właśnie pomyślała.

– Wczoraj i przedwczoraj – właściwie to obie odpowiedzi były dobre, nawet jeśli Sauriel strzelał, bo stracił poczucie czasu. Na moment, na kilka sekund zapadła cisza, nim ciemnowłosa westchnęła i nadal gapiąc się po prostu w przestrzeń mu odpowiedziała. – Miałam już kończyć zmianę, ale dostaliśmy wezwanie, że ktoś w mugolskim ośrodku wypoczynkowym widział żywe trupy, więc w środku nocy szukaliśmy wygłodniałych zombie, a przy okazji osoba, która nas zawiadomiła, sama zaginęła, możesz sobie chyba wyobrazić co się działo – poruszyła się nieco niespokojnie na tej kanapie. Z jednej strony wcale nie chciała o tym rozmawiać, a z drugiej… sama nie wiedziała. Może tak będzie łatwiej? – Tam się działo coś dziwnego. Ludzie na przestrzeni lat znikali, znajdowanie byli martwi. Inni wyjeżdżali stamtąd odmienieni, po tym jednym pobycie tam niektóre małżeństwa i przyjaźnie rozpadały się, albo tworzyły nowe, czasami zupełnie przypadkowe. Jakby jakaś moc mieszała im w głowach i zmuszała do rzeczy wbrew nim samym – jakby tracili kontrolę. – I ta sama moc wpływała też na trytony żyjące w tamtejszym jeziorze, które stanęły nawet przeciwko sobie, a nie tylko ludziom… Więc jeśli pytasz co robiłam, prócz szukania trupów i zaginionego, to pilnowałam jeszcze cywili, dla których to była świetna zabawa i niestety byłam z tym sama, bo mojemu partnerowi siadło na głowę i musieli go ewakuować, a potem zrobiłam maraton po jeziorze, bo coś rozwaliło nam łódkę i próbowaliśmy się dogadać z wodzem trytonów… i takie tam. Ale nie wiem czy nazwałabym to ciekawym – i straciłam kontrolę, lecz to był tylko mały ułamek wszystkiego, ułamek, który dość jasno tłumaczył, skąd te siniaki.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#14
25.09.2024, 13:07  ✶  

Tak, to był właśnie ten dziwny moment, kiedy zadajesz pytanie, ale zadając je znasz na nie odpowiedź, więc w zasadzie od razu kontynuujesz, ale druga osoba nie orientuje się, że to nastąpi, zadaje pytanie i wasze zdania nachodzą na siebie. Nie lubił tych momentów, kiedy zwracał na nie uwagę, bo nie wiedział, czy ma wtedy kontynuować, czy jednak dać sobie spokój. To jest - w większości przypadków dawał sobie spokój, albo uderzał kogoś w ryj, żeby się zamknął. W przypadku Victorii to trochę inna bajka. Więc ona zadała swoje pytanie i znów - on kontynuował, bo zrozumiał przecież, o co chodzi, bez jej wyjaśnień, ale ona chciała wyjaśnić swoje pytanie i... Sauriel odetchnąłby, gdyby tylko jego ciało czuło potrzebę regulacji oddechu, więc zamiast tego zrobił tylko swoją grumpy minę czekając, aż skończy, zanim sam ponowił swą jakże "pasjonującą" odpowiedź. Nie była pasjonująca w jego mniemaniu. Nie miał zbyt szerokiego pola do popisu, albo raczej - nie chciał tego szerokiego pola tworzyć. Sieć odpowiedzi nie byłaby dla Victorii satysfakcjonująca, chociaż może właśnie powinien był tę satysfakcję zbijać, żeby miała więcej świadomości z tym, z kim się zadawała i do kogo robiła swoje maślane oczka. Była wielce zakochana, jak ten kiciuś łażący za właścicielem. Bezdomny kiciuś, którego przygarnąłeś. Nie zamierzał jej w tym jednak uświadamiać i nie zamierzał czekać na konsekwencje tego uświadamiania. Było mu dobrze dokładnie tak, jak teraz. W tym małym kącie pomiędzy dwoma różnymi światami, z których żaden do siebie wzajem nie pasował. Pośrodku było jednak idealnie. Tam, gdzie wygładzane były krawędzie i nie sięgały krzyki.

- Kochanie, ludzie to chodzące steki. Ja wiem, że niektórzy płaczą nad biednymi krówkami, ale ja nie jestem jedną z tych osób. - Wargi drgnęły mu w uśmieszku, kiedy przesunął dłonią po jej głowie, burząc fryzurę, której i tak nie miała. Cóż, teraz były zburzone jeszcze bardziej. A Sauriel nie był świadomy tego, jak to trudno było później rozczesać.

- Nie ciekawym? - Zapytał z rozbawieniem, unosząc brwi i zerkając na nią z nutą niedowierzenia. - No jak to nie jest ciekawe, to nie wiem, kurwa... magnetowidy są. - Tak, był świadom tego, że Victoria nie miała pojęcia, czym jest magnetowid. - Masz szczęście, że miałem chwilę wolnego. Albo chwilę-nudzę-się. - W lipcu miał tego wolnego całkiem sporo, bo zajmował się profesjonalnie nic-nie-robieniem i większość nocy była wypełniona pustkami. Sam sobie tego życzył. Pora się było jednak trochę rozruszać, bo widok sufitu własnego pokoju, nawet jeśli miły, przestał być już atrakcyjny. - Trzeba rozluźnić kija w dupie, praca też może być dobrą zabawą. - Klepnął ją w udo z plaśnięciem i wrednym uśmieszkiem.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
25.09.2024, 23:39  ✶  

Ze swojej perspektywy nie mogła zauważyć miny, jaką zrobił Sauriel, nie domyślała się ani trochę ani jego dyskomfortu, ani poirytowania tą rozmową i tym, że mu tłumaczyła, o co jej chodzi, choć robiła to po to właśnie, żeby nie było spięć i niedomówień. Chciała mu przekazywać swoje myśli, pokazać, jaką jest osobą, że może jej powiedzieć wiele rzeczy… Czy nie akceptowała tego, że nosił na przedramieniu znak, który przynajmniej w teorii powinien ich postawić po dwóch różnych stronach barykady? Skąd mógł więc wiedzieć, jakie odpowiedzi byłyby dla niej satysfakcjonujące, a jakie nie? Doskonale wiedziała, z kim się zadaje – tak z zajęcia jak i z natury. Nie sądziła też, że robi maślane oczka, ani że łazi za kimś krok w krok – prawdę mówiąc coś takiego byłoby uwłaczające dla jej dumy, tym bardziej, że starała się dać Saurielowi przestrzeń i sama nie poruszała więcej tematu, który… popsuł pomiędzy nimi tak wiele. Nie zamierzała się prosić. To on brał ją za rękę, ciągał do zamku, który był „miejscem schadzek” i to on zainicjował pocałunek – nie ona. Nie chciała być żadną desperatką, walniętą laską, która nie rozumie „nie” i dalej łazi za chłopem i prosi, by przynajmniej zaszczycił ją spojrzeniem.

Kochanie sprawiło, że wyżej uniosła brwi i poruszyła się lekko, jakby chciała się odsunąć, by spojrzeć na Sauriela – lecz tylko się poprawiła na tym jego ramieniu. To zdradzieckie serce zabiło mocniej; ależ była prosta w obsłudze, wystarczyło kilka czułych słówek, pogłaskanie po włosach i demon-nie-kobieta zostawał ujarzmiony, chociaż pomyślała sobie, że pewnie tak o mu się wyrwało, bo się zapomniał… Powinna się skarcić za takie myśli, ale cały dzień przeleżała w jakiejś spirali spierdolenia i wyjątkowo kiepskiego nastroju, wiec nic dziwnego, że to negatyw pierwszy wpływał do jej myśli. Nadal jednak poczuła jakieś takie rozlewające się po jej sercu ciepło, które nie miało nic wspólnego z temperaturą ciała.

– Nie, nie, nie o to mi chodziło – poprawiła się zaraz. – Wiem, że nie jesteś, to nic złego – wciąż uważała, że wampirza natura jest dla niego po prostu… czymś normalnym i zbrodnią byłoby wymagać, by nie postrzegał ludzi jako w pewnej formie jedzenia. Byli nim i to nie podlegało żadnej wątpliwości. I pamiętała o tym bardzo doskonale, wystarczyło zamknąć oczy i na nowo poczuć ten głód, dzikość nienasyconej bestii… – W sumie to myślałam o czymś zupełnie innym – nie o tym, że kogoś zaatakuje, że wypije za dużo krwi i ten ktoś zemdleje… a już na pewno nie myślała o tym, że kogoś po pijaku przemieni w wampira – o to dopiero byłoby smutne, ale myślał o tym Sauriel. – Chodziło mi o… Na przykład powiedzenie komuś czegoś, czego zdecydowanie nie powinieneś mówić. O zrobienie czegoś, co mogłoby narazić kogoś tobie bliskiego, takie rzeczy – o to, że zrobiłby coś, co wysłałoby go ekspresem do Azkabanu na przykład… Nie bał się? Że upije się i zdradzi jakąś tajemnice? Pokaże komuś nieodpowiedniemu kawałek przedramienia, gdy akurat tatuaż będzie bardziej widoczny… Że zrobi coś, czego nie będzie się dało posprzątać, odwołać. W sumie to nie wiedziała do końca, jak Sauriel zachowuje się, kiedy już jest mocno wstawiony, więc to wszystko to były takie ogólniki. – Nie musisz odpowiadać. Po prostu myślałam nad tym przez to, co działo się z ludźmi nad tym jeziorem – z ludźmi i z nią… Bo Victoria bardzo bała się utraty kontroli nad sobą.

– Co to są… – Sauriel dobrze wiedział, co robi. Może i bywała w mugolwskich domach, ale starała się wtedy nie chłonąć ich… kultury zbyt mocno. – Magonety…widy? – spróbowała powtórzyć i aż zmarszczyła brwi. To się Saurielowi udało – bo odciągnął przynajmniej chwilowo jej myśli od tych wszystkich złych rzeczy. – No dobra, może to i było ciekawe obiektywnie. Subiektywnie po prostu za wiele tam było nerwowych dla mnie momentów. Zwłaszcza jak głupia trytonka też w jakiś sposób sobie kontrolowała ludzi – kocioł… Z mazią. Kocioł, który zniszczyła, żeby w Ministerstwie nikomu nie przyszło do głowy badać to świństwo i użyć przeciwko komukolwiek. Po czyjej stronie była Victoria? Zdecydowanie po swojej własnej. – Za dużo stężenie wpływania na myśli i zachowania ludzi wokół, wiesz? – stwierdziła po prostu. I była naprawdę wdzięczna, że Sauriel miał właśnie chwilę wolnego i ochotę na spędzenie z nią czasu. Tak, miała szczęście… A te wszystkie myśli pierzchły, kiedy tak po prostu trzepnął ją w udo, aż podskoczyła na kanapie, zupełnie na to niegotowa i aż się wyprostowała i spojrzała na niego z zaskoczeniem przemieszanym z leciutkim wyrzutem.

– Hej! – taka nieuczesana, z włosami dodatkowo „poprawionymi” przez Sauriela, z jedną nogą na kanapie a drugą na podłodze, przez co krótka, koronkowa koszula nocna tym bardziej niebezpiecznie wysoko się podwinęła. – Kija w dupie! – obruszyła się i z przekory też plasnęła Sauriela otwartą dłonią w udo, chociaż on miał spodnie i odgłos nie był taki satysfakcjonujący jak w jej przypadku. Nie zrobiła tego tez jakoś bardzo mocno, ale na pewno mocniej niż mogłoby sugerować jej szczupłe ciało. – Co ty wiesz o tym co mam w- – już miała się odgryźć, ale właśnie sobie uświadomiła co plecie, więc zatkała dzioba, a jej mina wyglądała teraz jakby była obrażonym szczeniaczkiem. Głównie to obrażonym na siebie.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#16
27.09.2024, 16:39  ✶  

Magiczne słowo "kochanie" miało u niego personalny wydźwięk. Czuły, bo przecież tym było i zarazem dobrze wiemy, że rzadko kiedy świat był oczywisty. Szczególnie przy Saurielu Rookwoodzie. Był więc czuły, nie był przypadkowy, ale nie był tym personalnym zwrotem, którym obdarzasz osobę, z którą tworzysz związek. To nie było to. Wątpliwości były jak stado wygłodniałych psów, które dobierały się do pierwszego lepszego ciała i rozszarpywały je na strzępy. Victoria była właśnie ofiarą tego strzępienia. Miło byłoby powiedzieć, że Sauriel by trzymał się faktycznie z daleka wiedząc, jakie to wszystko było poplątane i dalekie od bycia super-szczęśliwym-związkiem. Nigdy super szczęśliwym związkiem nie będzie. Wiedział to, był tego świadom, ale egoizm wygrywał. Wyjebane. Tak samo na to, że przecież mógł kogoś skrzywdzić, jeśli za dużo się napije. Wcale nie było w tym wspaniałej i pełnej poświęceń chęci, żeby Victoria była szczęśliwa. Brał to pod uwagę, ale nie potrafił znaleźć prostoty w tej zbudowanej podłodze - była za bardzo wypaczona. Koniec końców bolała go głowa i przestawał się nad tym zastanawiać jakkolwiek. Zbyt męczące. Zbyt ciążące. Niech świat płynie dalej, a on popłynie wraz z nim i Victorią za rękę. Co ma być - niech będzie. Ostrożnie stąpał na miękkich poduszkach łap tą drogą.

Przekręcił głowę, żeby na nią spojrzeć. To, jak się poprawiła - nawet on nie był aż takim ignorantom, żeby nie zwrócić na to uwagi. Czy to sprawiało, że było jeszcze dziwniej? Odczekał te trzy szybkie uderzenia jej serca, ale nic się nie zmieniło, a rozmowa trwała dalej. Ten moment napięcia, jaki się zebrał w niej i który rezonował na niego zaniknął. W czym? Kanapa była miękka i wygodna, więc może to ona to wszystko pochłonęła?

- Aaaa..! - Uf, cisza była naprawdę zakończona. Było bardzo dużo chwil, w których siedzenie obok Victorii było... po prostu siedzeniem obok Victorii, ale jakoś to nie był jeden z tych wieczorów. Szukanie przyczyny? Jakaś by się na pewno znalazła, ale czarnowłosy ukrócił to do tego, że po prostu Victoria była przylepą i to dlatego. Gorzej się czuła, nie wiadomo było, co z nią zrobić, więc cholera wie, czy milczeć, czy mówić, czy w ogóle zacząć żonglować, albo pytać ją o to, dlaczego kaszka jest manna. - Przynajmniej mi wtedy na grobie napiszą: żył żartem, pił serio. - Uniósł kąciki ust w formie zadowolenia. Czy jednak się tego bał naprawdę? Niby nie, a jednak wcale tego nie ignorował. Chyba nie do końca poważnie się nad tym zastanawiał. - Nie chce mi się bać o takie rzeczy. Miałem dziewięć żyć, zobaczymy kiedy dobrnę do zera. - I mówił o tym całkiem poważnie.

- A to takie widły z magnetofonem. - Gdyby tak się nie zatrzymała przy wypowiadaniu tego, to nawet by nie wpadł na taką niewątpliwie błyskotliwą interpretację tego słowa. - To nie poszłaś do pracy na aurora po takie akcje, jak ta? - Gdyby Sauriel miał zdawać na aurora to... - Może zatrudnię się u Brygadzistów... co myślisz? - Kurwa, znał prawo lepiej niż 90% z nich! Na prawnika to nie, za dużo tych formalności, ale na takiego brygadzistę? - Byłbym jak Atreusek - napierdalałbym ludzi pięścią a potem mówił, że to za złe zaparkowanie miotły. - W sumie to nie wiedział, czy Atreus kiedykolwiek tak powiedział. Atreus raczej przypierdalał pięścią i niewiele potem mówił. - Bleeeh... paskudztwo. - Skrzywił się, kiedy powiedziała o tym, że za dużo wpływania na ludzi i Victoria mogła poczuć, jak przez moment napina mięśnie i trochę się poprawił.. Zaraz je jednak rozluźnił.

- Ooo... nie możemy się zdecydować, czy jestem wulgarna, czy pruderyjna? - Wyszczerzył kły z zadowoleniem i przesunął się na tapczanie tak, żeby siedzieć do niej bardziej przodem. Oparł przy okazji łokieć o wezgłowie kanapy. - No nie wiem, jakiś tam kijaszek się kręcący..? Zaraz zresztą chyba podejrzę w tej twojej serwetce, którą nazywasz pidżamką. - I bez skrupułów spojrzał na górną część jej ud.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
28.09.2024, 20:12  ✶  

Czasami nadmierne analizowanie tematu prowadziło do kompletnie błędnych wniosków. Łatwo było też mówić o tym, czym związek nie będzie, gdy nigdy się w żadnym nie było – wyobrażenia w głowie urastały do dziwacznych wielkości, a potem rzeczywistość wszystko weryfikowała. Nie będzie szczęścia, nie będzie dobrze – bo… tak podpowiadał instynkt, strach, który przez całe życie nie pozwalał się do nikogo przywiązać i zbliżyć? Sauriel był pesymistą i nic dziwnego, skoro życie nie pozwoliło mu odczuć, że czeka na niego coś dobrego, a tylko nieszczęście, przeciwko któremu obudował się szczelnym pancerzem złości i nienawiści. Były jak miły kokon dla małej larwy – emocje ciepłe, gorące wręcz, lecz wcale nie miłe i przyjemne, które powodowały tylko więcej szkód dla niego samego. Bo nie dopuszczał do siebie tych dobrych rzeczy, które faktycznie mijał po drodze i w swym zacietrzewieniu gotów był je odrzucić również. W końcu źli bohaterowie nie zasługują nawet na gram szczęścia, tak?

Victoria nie była przy tym tak negatywna. Tak – jej doświadczenie związkowe było zerowe, chociaż na tyle, na ile się naoglądała: ludzie rzadko byli szczęśliwi tam, gdzie zmuszano ich wbrew woli, a że zmuszanie było trybem domyślnym w rodzinach czystej krwi, to szczęście było rarytasem. Ale było możliwe. Jak spoglądała na siebie i Sauriela? Nie wiedziała, co ma myśleć, co robić, co mówić, nikt jej tego nie nauczył. Nie wiedziała nawet, co to jest, to pomiędzy nimi, nigdy nienazwane. Ale czy mieli szansę na szczęście? Gdyby uważała to za sprawę przegraną, to nigdy by się nie starała, ani nie przejmowała, a prawda była taka, że ten wielki i zły wampir potrafił jej w moment poprawić humor (i również w moment go zepsuć, choć tak działo się na początku ich znajomości). Był kiedy go potrzebowała, mogła na niego liczyć i widziała w nim przebłyski czegoś jasnego – co jeszcze nie przegrało całkowicie z mrokiem i dymem. Nawet jeśli nie ułatwiał tego, bo wystawiał przed siebie tarczę z obelżywego języka, miał humory, które zmieniały się w moment i starał się nie myśleć i mieć wyjebane, to mimo wszystko… Są tacy ludzie, o których warto zawalczyć, czyż nie? Tak jak i o własne szczęście.

Jej napięcie kumulowało się, ale miało źródło całkowicie dwojakie, tak jak i tę naturę. Jej milczenie nie do końca wynikało z tego, ze się denerwowała jego obecnością. Raczej… Z braku sił, z kiepskiego humoru. Sauriel zebrał część tej ciężkości z jej ramion, kiedy się do niego przytuliła, ale chyba nie nosił tego za nią. Może faktycznie wyparowało, pochłonięte przez miękką kanapę – tę samą, na której kiedyś przespał całą noc i dużą część dnia, gdy Victoria znalazła go przyćpanego w zaułku. Mogła ją wyrzucić i wymienić na inną, gdy się przeprowadzała, ale nie chciała. Chyba właśnie przez wzgląd na tamto wydarzenie… Było jak taki punkt kulminacyjny, wielki zwrot akcji w tej relacji.

– Pierdolenie – wymamrotała pod nosem, komentując tę jakże „piękną” myśl o życiu żartem i piciu serio, w nosie mając, że Sauriel nie lubił, kiedy przeklinała. Rzadko to robiła, najczęściej w momentach wzburzenia lub chcąc cos podkreślić, ale w tej chwili po prostu jej filtr na mowę zniknął; jej nastrój sprawił, że zapomniała go założyć. – To w sumie łatwo powiedzieć, nie chcieć się bać, bo szkoda czasu. A trudniej zrobić – Victoria tak nie potrafiła, powiedzieć „nie chce mi się” i faktycznie nie poświęcać temu myśli. – Mam nadzieję, że niezbyt szybko.

– Nie… Poszłam bo, hmm… Byłam amnezjatorem, wiesz? Wcześniej. Cztery lata – czy rozmawiali o tym kiedykolwiek? Sauriel myślał, że gonienie za czarnoksiężnikami to jakieś jej życiowe powołanie? Nie było nim. – Stamtąd znam twojego kuzyna, Ulyssesa. Często nas razem wysyłali na akcje z Pogotowia Ratunkowego. Więc byłam amnezjatorem i restauratorem. Ale po którejś akcji, w której potrzebowaliśmy pomocy aurorów powiedzieli mi, że byłabym świetnym aurorem i że się tam marnuję, więc… Tak trafiłam do BUM-u. A potem do aurorów, standardową procedurą – zarabiała tu zresztą znacznie lepiej. Ale Victoria długo nie potrafiła sobie znaleźć miejsca, czuła zresztą, że jako lekarz też nie czułaby się spełniona. To stanie nad kociołkiem i wymyślanie nowych rzeczy tak najbardziej ją kręciło. Piwnica pełna składników w słoiczkach i pudełkach, opary wydobywające się z małych kociołków i dużych kotłów. Cicho zachichotała, ale tak naprawdę bardzo cicho na wzmiankę o Atreusie. – Nie wiem, czy mówisz serio, czy na żarty, ale ja odpowiem ci całkiem na poważnie. Uważam, że nadałbyś się do BUM-u. Jestem stuprocentowo pewna, że dobrze byś się bawił. Miałbyś odpowiednią dawkę ruchu, nieraz trzeba komuś dać w mordę, a poza tym mało kto lubi nocne zmiany i no… To faktycznie nie jest nudna robota – a Sauriel faktycznie znał prawo doskonale, była przekonana że egzaminy wstępne zdałby z palcem w nosie. – W pakiecie przychodzi Brenna, chaos w czystej formie, ale ty ją chyba lubisz, więc…

Victoria spiorunowała go wzrokiem, co chyba sprawiło, że usadził się wygodniej, jakby oglądał niezłe widowisko, wiedząc doskonale, że kobieta się co najwyżej trochę popiekli, ale nic mu nie zrobi.

– Co zdecydować! A od kiedy niby bije ode mnie pruderyjność, co? – też coś! Co, ubierała się tak, że dekolty zapinała pod samą szyję? Świńskie żarty to ojejej nie nie, obrzydliwe? Cholera, nawet rozmawiała z nim o potencjalnym zbliżeniu seksualnym gdyby któreś z nich było ciekawe, jakby to było, a ten jej sugerował, że jest pruderyjna? I tak, była ciekawa, ale w tym stanie ich dziwnej relacji nie śmiała o tym mówić. – Kijaszek! – oburzyła się świecie, no bo kto jak to… Ludzie mieli ją za taką, owszem, ale ci, których dopuściła bliżej, doskonale wiedzieli, że Victoria nie jest ani święta, ani sztywna, ani nie trzyma się wcale tak zasad i że lubi się rozerwać na wiele sposobów (nawet jeśli niekoniecznie umiała to pokazać). Zmrużyła oczy, kiedy nazwał jej piękną, drogą, koronkową, śnieżnobiałą koszulę nocną serwetką, pozwalając Saurielowi bezczelnie się pogapić na teraz już naprawdę mocno odkryte uda na zgrabnych nogach, a w tym czasie Lestrange zrobiła szybki ruch za siebie, by złapać druga z poduszek i przyłożyć nią Saurielowi. – A masz! – zawołała tryumfalnie, choć rzecz jasna mógł się odsunąć i wcale nie dostać tą straszną bronią. Mięciutką. Za to zdecydowanie nie różową.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#18
30.09.2024, 17:20  ✶  

Kobiety i mężczyźni potrafili nadawać na falach dla siebie niezrozumiałych. Ciągi myślowe i skojarzeniowe niewiast potrafiły być całkowicie czarną magią dla umysłów, które potrafiły się wsadzić do czarnego pudełka i nie myśleć wcale. Oczywiście później dochodzimy do myślenia, że płeć to tylko taki koncept społeczny, ale nie było w tym niczego bardziej bzdurnego. Były wyjątki, większość ludzi nie była zero jedynkowa, a niektórzy rzeczywiście zarówno biologicznie jak i psychicznie byli gdzieś pomiędzy, albo tworzyli zadziwiającą mieszankę, której odmienność nakazywała im się chować po kątach, żeby ostracyzm społeczny ich nie dopadł. Ona nie potrafiła nie zaprzątać sobie tym myśli, a on - po prostu nie myślał. I tak sobie brnęło to życie, czasami tylko potykasz się o kłody pod nogami i przyglądasz się - co to za dziwy? Kiedy ty to tutaj zostawiłeś i co tutaj robi od samego początku? Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić - zgadza się. Jak wiele rzeczy. Człowiek bywał mocny w gębie, a rzeczywistość wytykała potem palcem, jakie słowa potrafiły być puste.

- He? Potrafisz hipnotyzować? - Historia kariery jak historia kariery, ale jakoś zupełnie nie spodziewał się tego, że interesuje ją ta konkretna dziedzina magii. Sam nie do końca wiedział, na czym hipnoza polegała, bo wiedzieć, czym jest, a dokładnie się na tym znać to dwie różne sprawy. Może powinien się spodziewać? W końcu interesowało ją to, co związane z chronieniem umysłu, a czasem najlepszym sposobem na poznanie możliwości wroga jest dokładne poznanie tej samej magii. Wroga wyimaginowanego, tajemniczego Pana X, który czaił się gdzieś z wahadełkiem, albo czarem Legilimens. Wszystko, byle dostać się do głowy i przejąć kontrolę. - Żartuje sobie. Dobrze mi pod Nokturem i nad Nokturnem. Tam mnie nikt nie rozlicza z... z niczego. - Pewnie, że rozliczali, bo przecież kiedy bierzesz robotę to musi być zrobiona, ale to zupełnie inny poziom. Inne stawki. Poza tym ryzykować, że ktoś zobaczy tatuaż? O tak, to dopiero byłoby wspaniałe. - Choociaż... praca z rodzeństwem Longbottom... fiu fiu~. - Pokiwał głową na boki, uśmiechając się z rozbawieniem. - Nie uwierzysz, ale poznałem Erika w Ministerstwie. I zaprosił mnie na pojedynek do Klubu. Powiem więcej: stwierdził, że powinienem tam udzielać lekcji. Posrało was wszystkich, jestem chujowym nauczycielem. - Powiedział to w taki sposób, ale jednocześnie w pełni rozbawionym tonem.

- No nie wiem, Truskaweczko... może w momencie zawahania się. - Tak, plaśnięcie w udo zdecydowanie nie brzmiało tak zjawiskowo, a Sauriel ani myślał odpędzać przy tym jej rączkę. Za to nieco osłonił się przedramieniem przed groźną bronią w postaci poduszki. - O kurwa! Ręka mi odpada! - Złapał się w dramaturgiczny sposób za przedramię, trochę nim trzęsąc, jakby naprawdę właśnie odpadała i ręka sama w sobie miała przed-agonalne drgawki. Zaraz przestał. - Ja to myślę, że to aurorowanie ci nie służy. Wcale nie wydajesz się zadowolona, a potem są takie akcje i jest jeszcze gorzej.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#19
30.09.2024, 22:28  ✶  

Nie było nic nadzwyczajnego w tym, że ona aż za bardzo analizowała sytuację, że myślała o rzeczach, gdy Sauriel miał po prostu błogą pustkę w głowie. Można by powiedzieć – ot, normalna sprawa i w pewien sposób zbiegali się po drodze uzupełniając wzajemnie. Victoria była czasami aż do przesady kobieca pod pewnymi względami, by pod innymi kompletnie odbiegać od tych utartych schematów i tak samo było z Saurielem – czasami do bólu typowy facet, a czasami… zwłaszcza humorzasty jak baba przed okresem.

– Kiedyś umiałam. Nie robię tego od lat, wyszłam z wprawy zupełnie – nie nosiła ze sobą wahadła, a w pamięci teraz to już bardzo rzadko coś komuś miała ochotę zamieszać, więc i nic dziwnego, że nieszlifowana umiejętność gdzieś tam zanikła. Pewnie gdyby poćwiczyła, przypomniała sobie, jak to robić, to udałoby jej się znowu z wprawą czyścić ludzką pamięć, ale prawdę mówiąc… bardziej w zgodzie z samą sobą czuła się bez tego. Sama nie chciała, by ktokolwiek ruszał jej umysł i pamięć, hipokryzją więc byłoby, gdyby na co dzień robiła to innym. – Mówiłam ci chyba? Że nie umiałam się w szkole zdecydować, jaki zawód dla siebie wybrać? Czy nie mówiłam? – wydawało jej się, że mu mówiła, że znajomi byli pewni, że pójdzie do Wizengamotu, ale Lestrange miotała się, nie potrafiąc powiedzieć, co tak n a p r a w d ę ją interesuje. Co chciałaby robić, gdzie było jej tak zwane powołanie, a to, że każdy członek rodziny chciał od niej czegoś innego, też w niczym nie pomagało (ale tego akurat faktycznie mogła mu nie mówić… nie była pewna). – W każdym razie wybrałam Czarodziejskie Pogotowie Ratunkowe, bo myślałam, że to taki światły cel, wiesz. Pomagać w razie wypadków i chronić kodeks tajności przed mugolami, bla bla bla bla. A potem obrót do góry nogami i BUM, a potem trzy lata szkolenia i oto jestem – Sauriel poznał ją, gdy była już przy końcu swojego szkolenia, tuż przed ostatnimi egzaminami na aurora. I niby babrała się w tym od ponad trzech lat, to jakoś… Nie, nie pasowało to do niej, prawda? Gdzieś był zgrzyt z jej powolną fasadą i analitycznym umysłem, który ciągle tworzył sytuacje i możliwe rozwiązania. – Nad Nokturnem? – puściła mimo uszu to, że go nie rozliczali, bo chyba oboje mieli świadomość, że to cholerna nieprawda, nawet jeśli był najemnikiem… Nadal był też pracownikiem Ministerstwa, co pewnie wielu wprawiłoby w zdziwienie – on i te kontakty z wampirami… Jeśli o ten nieszczęsny tatuaż chodziło, to i na to miała pewien pomysł w głowie, chociaż ten jeszcze do końca nie wykiełkował. Ale chciała zrobić maść, która nałożona będzie się stapiać z kolorem skóry i zakrywać to, co ma zakryć… Ale najpierw eliksiry. Tak. – Właściwie to czemu mam nie uwierzyć? – Erik był… rzucał się w oczy, był popularny, przystojny, miał swoich wielbicieli. Brenna wyznała jej niedawno, że to wielka szkoda, że Victoria i Erik się ze sobą nie spiknęli, ale każde z nich poszło w swoją stronę. – Erik to ten spokojniejszy z rodzeństwa. Ma z Brenną niezłe urwanie głowy, zawsze miał – wyznała, przypominając sobie, co potrafiła z Brenną odkurwiać za dzieciaka. Heh… NADAL potrafiły. A włamywanie się do mieszkania sąsiada to tylko wierzchołek góry lodowej. – Nie jesteś chujowym nauczycielem, tylko tak sobie wmawiasz. I mnie nie posrało, wypraszam sobie – obruszyła się niemalże. NIEMALŻE. – I co? Nie chcesz pobawić się w instruktora? Móc bezkarnie nawrzeszczeć na tego i owego? – zachichotała, wyobrażając sobie, jak poprawia ludzi, bo „nie, chujowo to robisz, tak trzeba” albo „w dupie byłeś i gówno widziałeś, źle trzymasz różdżkę”. – Erik nie jest typem, który bezmyślnie coś robi albo mówi, więc musiał mieć ku temu jakiś powód. Musiałeś zrobić wrażenie – dodała zaraz znacznie spokojniej.

– Bo się zawsze krzywisz, jak używam podwórkowego języka! – wyrzuciła mu, choć to wcale jej do tej pory nie powstrzymywało i wcale się nie zawahała właśnie z tego powodu. Przemoc! Przemoc domowa się właśnie działa, ręka mu odpadała, bo Victoria, która trzymała poduszkę za ucho, przywaliła nią Saurielowi, a potem dołączyła do tego drugą rękę, żeby już pewniej złapać narzędzie zbrodni i pacnąć nim Sauriela raz jeszcze, najlepiej żeby skapitulował i się przewrócił na kanapę, a nie siedział niewzruszony. Truskaweczka była bardzo miłym określeniem, które trochę rozchmurzyło ten jej nastrój (kolejna z rzeczy). Victoria teraz już klęczała na kanapie, szlafrok siłą rzeczy trochę zsunął się z ramion, ale to nic. Za chwilę i ona się uspokoiła i usiadła na swoich nogach. – Tak myślisz? – uśmiechnęła się blado. – Ja też tak myślę. Nigdy nie wiązałam z tym zawodem całego mojego życia – a że jej nie służyło… No tak. Nie dało się ukryć. Coraz częściej zastanawiała się, czy po prosu nie walnąć wypowiedzenia i złożyć podanie do na przykład Departamentu Tajemnic. Miała przeczucie, że wzięliby tam taki okaz jak ona z pocałowaniem ręki: Ta, Która Weszła Do Limbo i Wróciła. – Ale ostatnio jest gorzej, dużo gorzej – dodała ciszej.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#20
02.10.2024, 18:14  ✶  

Nie dość, że nie było w tym niczego złego, to Sauriel jeszcze błogosławił. Victoria miała niebanalne pomysły, była inteligentna, potrafiła go zaskakiwać i dzięki temu, że jednak szukała rozwiązań i zastanawiała się nad tym, gdzie mogą być, dokąd zawędrować... dzięki temu wszystkiemu byli tutaj. Na tym tapczanie, zwróceni bardziej do siebie, z poduszką jako bronią w roli głównej, a nie różdżkami między nimi. Przynajmniej jedna z nich krzesałaby z siebie zielony promień nadchodzącej śmierci. Sauriel nie przepadał za tą metodą zabijania, bo była... zbyt szybka. Pozbawiona emocji, drgnięć strun, które potrafiły z siebie wydawać przedziwne dźwięki - wcale przy tym nie chodzi o gitarę. Zamiast tego najbardziej śmiertelne zaklęcie, które mógł wystosować w jej kierunku to gilgotki-łaskotki. Wiem, brzmi przerażająco.

- Taa, mówiłaś, ale daamn, dziewczyno... - Słowo "dziewczyna" do Victorii nie pasowało - wyglądała starzej niż na swój wiek, właściwie to można się było zapomnieć, ile naprawdę ma lat. Albo to przez tą aurę, jaką wokół siebie tworzyła? Coś sprawiało, że "dziewczynka" brzmiało już zupełnie obraźliwie, ale rzecz jasna nie obrazy miał teraz w głowie! Ani trochę! Nie było potrzeby mówić tego na głos - zrobiła na nim wrażenie, lustro jego oczu odbijało podziw. - Ratowałaś biednych mugoli i zatrwożonych czarodziei mieszając im w głowach. - Druga rzecz, że widział w tym ironię, która go bawiła, a nie w jego stylu było nie pozaczepianie jej. Ironię, ale wcale nie tą złego rodzaju - więc to nie był "przytyk". Ledwo szturchanie palcem. Ciągnięcie za warkoczyk i to nie chciał, żeby zabolało. Robiła to, żeby chronić czarodziei i mugoli zarazem, ale czy ktokolwiek chciał, żeby mu grzebano w umyśle? Sauriel doskonale rozumiał ból, jaki sprawiało, gdy ktoś chciał cię kontrolować, miał obsesję na tym punkcie. Tym bardziej rozumiał, że czuła się zagubiona po Windermere. Nie wiedział, co z tym zrobić - czy cokolwiek by dało, gdyby powiedział, że mu przykro i drążył? Było mu przykro. Jasne, że było mu przykro, że musiała przez to przejść. Gdyby tak więc podejść żartobliwie do tego wszystkiego? Działało. Victoria się też ewidentnie obudziła - przestała być fatalnym cieniem samej siebie.

- Ay... nad Nokturnem... - Wymruczał, przez moment się jej przyglądając. Nie chciał mówić więcej. Dwa słowa więcej wypowiedziane i czegoś można żałować. Że się usłyszało, że się powiedziało. Gdzie tajemnica była tajemnicą, a gdzie już zaczynała kolibać się między ludźmi? Nie sądził, żeby Victoria mogła cokolwiek wygadać komukolwiek, ale sam lepiej spał (heh) wiedząc, że ma ją oddzieloną po drugiej stronie barykady. Lepszej stronie barykady. Mógł jej przynosić głupie opowiastki, tak jak ona jemu z pracy, ale... niektóre sprawy po prostu musiały pozostać sekretami. - A czasem mnie rozliczają z pracy na Pokątnej. Nie wiem czy znasz, taka jedna laseczka z dwoma kotami. - Smirk zagościł na jego twarzy.

- A nie wiem, to tak się po prostu nie mówi? - Zapomniał, że chciał czymś zająć ręce. Przypomniało mu się dopiero, kiedy zaczął mechanicznie bawić się frędzlem poduszki. - Nie odmówiłem Erikowi, więc tylko czekaj na moją nową karierę. - Otworzył ramiona, prezentując się wszem i wobec, nawet wysilił na wyprostowanie się - bo niekoniecznie chodził naprostowanym cały czas. - No kurwa, raczej! Poskładałem go jak bobo. - Sauriel w pełni uważał, że miał po prostu przewagę na dwóch płaszczyznach - chyba Erik nie spodziewał się kogoś wprawionego w realne potyczki, gdzie walczysz o przeżycie każdym machnięciem różdżki. Po drugie - byli w klubie pojedynków i Erik myślał o tym, by zrobić wrażenie. A Sauriel tylko o praktyczności i wygranej. Kolejne pojedynki wcale nie były jednostronne.

- O... ooo! Agresja! - Prychnął z rozbawienia i trochę się pochylił w tył, odganiając poduszkę ręką, żeby nie wylądowała na jego twarzy, kiedy nastąpił kolejny atak, tym razem jeszcze bardziej agresywny! Proszę bardzo, ile energii potrafi być w zmęczonym człowieku! Wystarczy tylko odrobina czegoś pozytywnego, odrobina poprawienia humoru.

- Taa... odkąd cię poznałem to w tej robocie jest tylko gorzej. Ja tam bym się wkurwiał na takie czary mary, ale przygoda zajebista. To Windermere. Ten statek. Ale ty jesteś na to za... wrażliwa? - Zrobił trochę dziwną minę, krzywiąc się, ale nie dlatego, że to określenie mu się nie podobało. To była mina pod tytułem "nie jestem pewien, co mówię". - Czy jakby to tam określić... no jesteś sobą i tyle. - Czy musieli tutaj rozwlekać się nad tym, jakie cechy sprawiały, że jego zdaniem to nie była praca dla niej? To przecież nie była pojedyncza cecha, tylko ich zbiór składający się na jedną Victorie Lestrange.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (10825), Victoria Lestrange (14242)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa