• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
« Wstecz 1 2
[Wiosna 1972, 30 kwietnia] Polana Ognisk - Cisza przed burzą / spotkanie brygadzistów

[Wiosna 1972, 30 kwietnia] Polana Ognisk - Cisza przed burzą / spotkanie brygadzistów
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#1
18.01.2023, 00:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2023, 20:38 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic

30 kwietnia 1972
cisza przed burzą

Eugenia Jenkins ogłosiła, że podobnie jak podczas Ostary, na Beltane pojawią się ministerialne patrole mające dbać o bezpieczeństwo zgromadzonych...

Niedziela trzydziestego kwietnia to przeddzień Beltane, które zgodnie z tradycją odbywa się w nocy z pierwszego na drugiego maja. Jeżeli liczyliście na to, że będzie to wasz dzień wolny, to musieliście obejść się ze smakiem - organizacja patroli, które będą miały miejsce podczas jutrzejszych uroczystości, wymagała od was zapoznania się z polaną i ustalenia pomiędzy sobą wielu rzeczy, między innymi sygnałów, które mogliście nadać sobie w chwili ewentualnego ataku. Miejsce, które mieliście zabezpieczyć, nie było czymś, co opisywały podręczniki, z których uczyliście się o zabezpieczaniu dużych wydarzeń. Kiedy zbliżacie się w stronę środka polany ognisk - miejsca, w którym normalnie płoną rytualne ogniska, odczuwacie przytłaczającą siłę. Jeżeli istniały na świecie żyły magiczne, to musiała być jedna z nich. Onieśmielająca wręcz moc energii płynącej z miejsca kultu sprawiała, że ziemia zdawała się dudnić pod waszymi stopami. Wypalona przestrzeń otoczona była szeregami kamieni i drobnych roślin. Kwiaty i trawa na polanie ognisk rosły jednak w dziwny sposób, jakby jakaś niewidzialna siła kazała im pochylać się na bok i tworzyć kształt wielkiego wiru. Ogromne, zielone tereny, na których rozstawiano właśnie stoiska i majowe pale zgromadzą niedługo setki czarodziejów. Wśród nich, być może, znajdą się osoby mające spowodować zagrożenie. Waszym zadaniem było temu zapobiec.

Otrzymaliście już informacje o waszym partnerze. To z nim jutro będziecie patrolować budujące się alejki. Dzisiaj jednak jesteście jednak grupą. Waszymi liderami zostały ogłoszone osoby najbardziej doświadczone - jedna osoba o najdłuższym stażu wśród Aurorów i jedna osoba o najdłuższym stażu u Brygadzistów. Wspólnie musieliście dojść do zgody w tym, która z par będzie odpowiedzialna za jaką okolicę. O godzinach, w jakich będziecie się wymieniali. Wiele kwestii wymagało omówienia. Na co dokładnie powinniście zwracać uwagę? A jeżeli wydarzy się coś nieoczekiwanego, w jaki sposób mieliście dać znać reszcie? Kapłanka Kowenu nadzorująca czarodziejów pracujących przy rozstawianiu stołów była do waszej dyspozycji. Mogła odpowiedzieć na dowolne wasze pytania i nie protestowała, kiedy chcieliście wprowadzić jakieś zmiany w obecnym rozmieszczeniu ze względów bezpieczeństwa. Dostrzegaliście błędy. Ciasne przejścia zablokowałyby drogę ucieczki w chwili masowej paniki. Brak wyraźnego wejścia i wyjścia z terenu mogło być kłopotliwe - od Doliny Godryka i wielkiej Kniei nie oddzielało was nic. Wystarczyła chwila, aby ktoś niepożądany mógł zjawić się tu i opuścić to miejsce niemal niepostrzeżony. Czy zabezpieczenie sabatu było w ogóle możliwe? Czy stos taśm i tabliczek mógł faktycznie pomóc, czy stworzy jeszcze większe niebezpieczeństwo?

Spotkaliście się tutaj w południe.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Na potrzeby tej sesji utworzę wam na discordzie forumowym wątek, w którym będziecie mogli informować się wzajemnie o swoich przemyśleniach i ewentualnych obsunięciach. Zakładam, że na wstępie będziecie chcieli ze sobą porozmawiać - nie czekajcie więc na mój ruch, tylko piszcie. Jeżeli będę chciała coś dodać, to przerwę wasze rozmyślania swoim postem. Możecie odezwać się do mnie, gdybyście szukali większej ilości informacji lub chcieli porozmawiać z postaciami niezależnymi i czekalibyście na mój ruch, a ja bym tego nie zauważyła.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#2
18.01.2023, 11:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 11:03 przez Heather Wood.)  

List od Brenny był dosyć enigmatyczny, poinformowała ją jedynie o tym, że ma pracować w Beltaine, wziąć ze sobą miotłę i być gotowa. Nie, żeby jej się to specjalnie uśmiechało, wiadomo, że to jeden z najprzyjemniejszych sabatów w roku, czas wolny możnaby całkiem dobrze spożytkować, no ale jak mus to mus. Do tego dostała informację na temat tego z kim będzie mieć dyżur. Rookwood, jakiś stary dziad, który pracował tu od lat, chyba wolałaby już pracować jak zawsze z Brenną, albo trafić na jej brata - wydawał się być bardziej rozrywkowy. Zastanawiało ją, czy ten Rookwood, to jakaś rodzina Charles'a, pewnie tak, ciekawe tylko jak bliska. Z tego, co opowiadał jego rodzina była dość specyficzna i mało kto był tak otwarty jak Charlie, nie wróżyło to nic dobrego.

Heather pojawiła się na miejscu chwilę przed południem. Nigdy jeszcze nie brała udziału w takim spotkaniu, także nie do końca wiedziała czego się spodziewać. Przyleciała na miotle - nie mogło być inaczej, czasem docierało do niej, co mówiła Brenna. Zaparkowała miotłę pod jakimś drzewem i zaczęła rozglądać się po okolicy w poszukiwaniu znajomych twarzy, nie kojarzyła wszystkich brygadzistów, znaczy może z widzenia tak, jednak poznała osobiście raczej małą część. Miała nadzieję, że szybko znajdzie Brennę, w końcu to ona była jej partnerką i co tu dużo mówić, naprawdę o nią dbała i potrafiła we wszystko wprowadzić, jej najbardziej ufała.

Zastanawiała się, co będą robić, miejsce w którym miał się odbyć sabat było dosyć duże, mogło to spowodować, że nie będą w stanie upilnować wszędzie porządku. Ciekawiło ją, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień, czy podzielą się na jakies sektory, czy wymyślą coś innego. Heather Wood była gotowa wykonywać wszelkie polecenia, czuła lekką ekscytację w końcu to jej pierwsze Beltaine po stornie stróżów prawa. Nadal nie mogła dostrzec Brenny, co wzbudzało w niej mały dyskomfort, aż dziwne, że panna Wood potrafiła się czuć nieswojo.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
18.01.2023, 11:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 11:47 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna prezentowała światu w ostatnich dniach swój zwykły uśmiech, choć mówiła nieco mniej im bliżej było do Beltaine, a w duchu stała się kłębkiem nerwów. Partnerzy przydzieleni z aurorów trochę ją niepokoili, trochę cieszyli - z jednej strony utrudniało im to operowanie w zwykłych duetach i wolałaby mieć oko na Heather, którą sama wezwała na dyżur, z drugiej oznaczało pewnie, że Ministerstwo też spodziewało się kłopotów. Po wejściu na polanę rozejrzała się, jakby już szukała rzeczy, które tutaj można by naprawić... i przy okazji dojrzała rudą głowę.
- Dajcie mi sekundkę, rozejrzę się i mam coś do przekazania Heather w sprawie Ollivanderów! - zwróciła się do Mavelle i tych domowników, którzy razem z nimi przyszli na polanę. Niezbyt cicho, jeśli ktoś chciał akurat podsłuchiwał.
Obiecała Wood szczegóły, a przecież nie mogła wiele powiedzieć, kiedy obok nich znajdą się Atreus oraz Chester.
Brenna szybkim krokiem ruszyła do Heather.
- Cześć, młoda - rzuciła do dziewczyny, dając jej znak, aby na moment odeszły na bok. Ustawiła się przodem do lasu - wyglądało na to, że obserwuje ją pod kątem zabezpieczeń... co też zresztą mówiła. - Nie mamy za wiele czasu, więc krótko - mruknęła, zniżając głos i pochylając ku niej głowę, gdy upewniła się, że nikt nie stoi blisko. Liczyła, że zdołają porozmawiać na spokojnie, ale przydziały pokrzyżowały plany. - Raz, sprawa Ollivanderów faktycznie trwa, czeka nas pewnie wizyta na Nokturnie sprawdzić parę miejsc w sprawie włamania. Dwa. Spodziewamy się kłopotów. Te pary z aurorami chyba to potwierdzają. Musimy obserwować ogniska i obrzeża.
Zastanawiała się, czy te ogniska wygasną, czy wręcz przeciwnie.
W tym drugim przypadku, zdaje się, byłby to ten rzadki przypadek, gdy klątwa Heather mogłaby się przydać.
Brenna poczekała, czy Heather coś odpowie, a potem obróciła się, gotowa wraz z nią wrócić na miejsce zbiórki.

- Chyba nie blokujemy wejść i wyjść? To Beltaine, i tak wszyscy będą się wymykać - rzuciła do wszystkich, którzy już byli. Zakładała, że śmierciożercy i tak się tu dostaną. Nie zdołają ich przed tym powstrzymać. Z dwojga złego wolała by łatwiej było stąd uciec niż trudniej wejść.
Nie proponowała nic więcej z prostego powodu - na razie musieli poczekać aż wypowie się Erik i nadciągnie Charles, bo zdaje się, że oni mieli najdłuższy staż.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#4
18.01.2023, 19:33  ✶  

Nie mają bladego pojęcia, co się może stać, pomyślał ponuro Erik, przemierzając miarowym krokiem tereny wyznaczone na świętowanie Beltane, zerkając raz po raz na ludzi rozkładającym kolejne stoiska. W drodze ku polanie skinął uprzejmie głową kapłance kowenu, jednak nie podszedł bliżej, aby się przywitać. Mieli tu robotę do wykonania. Widział, że w miejscu zbiórki pojawiło się już parę razy, więc nieco zwolnił. Niedawno wpadła mu w ręce rozpiska składów poszczególnych drużyn, które miały za zadanie patrolować Beltane podczas głównych obchodów.

Miał dosyć ambiwalentne odczucia w tej kwestii. Wymieszanie brygadzistów z aurorami utrudniało wyciek informacji z Ministerstwa Magii, ale z drugiej strony mogło im to nieco utrudnić działanie. Wolałby też miał pod ręką Thomasa, ale nie mógł też narzekać na towarzystwo Patricka. W sumie może im to nawet pomoże? Wypadałoby, żeby nauczyli się grać w jednym zespole i przyzwyczaili do swojej obecności. Podczas ostatniego spotkania wydawali się niezwykle zgodni i jednomyślni, więc może to początek bardzo owocnej współpracy?

— Tommy? Możesz podejść na moment? — rzucił, zatrzymując na moment mężczyznę, gdy ten znalazł się niedaleko niego. Poprowadził go na krótką chwilę na bok do pustego stoiska. — Te nowe patrole trochę pokrzyżowały nam plany, ale powinieneś wiedzieć... Mamy się skupić na ogniskach, przede wszystkim w Beltane. Zapoznaj się z terenem, spróbuj się z nim oswoić, okej? Podczas obchodów może być dosyć... słabo.

Może wyrażał się nieco enigmatycznie, ale wolał zakomunikować Hardwickowi, co jest ich głównym celem podczas rozpoznania terenu. Przynajmniej nieoficjalnie, bo gdyby działali tylko w ramach rozkazów Ministerstwa, to powinni tylko zabezpieczyć teren dla gości. Nie chcąc niepotrzebnie przedłużać, Erik wznowił swój spacer w kierunku polany, mając nadzieję, że nie zaczęto niczego ustalać bez niego.

— Dziękuję, że poczekaliście. Mam nadzieję, że — odezwał się, Erik, jednak urwał nagle, gdy poczuł swego rodzaju wibracje. Wbił wzrok w trawę, po czym zerknął na wszystkich, którzy zdążyli się już zebrać na miejscu. — Faktycznie da się wyczuć tę energię. Huh.

Zerknął przelotnie na Brennę. Cynk, który otrzymali, nabierał na znaczeniu z każdą chwilą.

— Masz trochę racji — przytaknął na sugestię siostry. — Jeśli odetniemy polanę, sami sobie utrudnimy robotę. Dzieciaki i tak się przemkną, a jak zobaczymy zerwaną taśmą, będziemy tracić czas zwykłe wybryki. Jakieś propozycje? Myślę, że moglibyśmy oświetlić nieco linię drzew Może jakieś magiczne lampiony od kowenu lub wyczarowane orby przez organizatorów?

Dzięki temu być może zmniejszą szansę na kompletne zaskoczenie, jeśli dojdzie tu do jakiegoś incydentu. Poza tym, pracownicy Ministerstwa będą mieli prostsze zadanie, jeśli w świetle będą widzieć, kto się akurat wymyka do lasu lub z niego wychodzi. Nie zapewni im to pełnej kontroli nad okolicą, ale biorąc pod uwagę okoliczności, nawet mała przewaga miała znaczenie.


Odkryj wiadomość pozafabularną
TLDR:
  • Erik wita się z kapłanką kowenu,
  • Erik zatrzymuje na chwilę Thomasa, aby przekazać mu nieoficjalne instrukcje na co powinien zwrócić uwagę podczas zabezpieczenia terenu oraz podczas samego Beltane,
  • Erik komentuje silną energię magiczną na polanie,
  • Erik przyznaje Brennie rację w kwestii nie blokowania wszystkich dróg ucieczki, prosi innych zebranych o sugestie, a sam proponuje dokładniejsze oświetlenie linii drzew


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#5
18.01.2023, 19:56  ✶  
Naprawdę miał w zanadrzu inne plany na dzisiejsze święto. Przynajmniej, gdy nadeszła jakże nieprzyjemna wiadomość od Erika, były jeszcze w zalążku, nie musiał wiec robić jakichś dziwnych wygibasów i się ich pozbywać. Zostało więc jedynie pogodzić się z kolejnym dyżurem w pracy i przyjść na spotkanie, podczas którego mieli się przygotować do pilnowania tego całego zbiegowiska.
Przybył wraz z resztą zgrai mieszkającej w rezydencji Longbottomów, na miotle ma się rozumieć, ponieważ nie chciał na wstępie opróżniać swojego żołądka z całkiem smacznego śniadania. Był zwarty i gotowy do działania, wiedząc, że nie czeka ich za łatwe zadnie. Przywitał się na wstępie, patrząc na w większości znajome twarze. Jutrzejszy patrol miał odbyć z Lucy, co jak dla niego nie było złą opcją, choć wolałby przesiedzieć wieczór ze swoim ulubionym Longbottomem. Przyzwyczaił się z nim pracować, ufali sobie i dobrze się rozumieli. Skinął Brennie, gdy ta oznajmiła, że idzie do swojej koleżanki, po czym spojrzał na Erika. Ten chciał z nim pomówić, więc kiwając ze zrozumieniem, podreptał grzecznie na bok. Chciał nawet zażartować, że pamięta o obiecanym piwie, widząc jego poważną minę, szybko zrezygnował z tego pomysłu. Uśmiech, który do tej pory widniał na jego twarzy, zniknął.
- Czyli nie będzie to rutynowe zabezpieczenie imprezy masowej? Wiadomo coś więcej, czy ściśle tajne przez poufne? Zresztą mniejsza, dobrze chociaż wiedzieć, z czego może wynikać główne zagrożenie - mówił cicho, nie wiedząc, kto może, a kto nie dowiedzieć się o całej sprawie. - Cóż, wiesz, że możesz na mnie liczyć, postaram się być blisko możliwych źródeł zamieszania. Choć niewątpliwie sami świętujący też dostarczą nam wrażeń jak zawsze. - Pokręcił głową, wciskając ręce do kieszeni.
Kiedy wrócili, przytaknął Brennie, rozumiejąc jej tok rozumowania.
- Warto sprawdzić całą polanę i poszukać miejsc szczególnie niebezpiecznych. Takich, w których można się ukryć. Można też spojrzeć na teren z góry - spojrzał na miotłę swoją i te, które przynieśli ze sobą inni brygadziści i autorzy. - Zawsze będziemy wiedzieć więcej - wzruszył ramionami, zerkając, czy jego słowa zyskały aprobatę.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#6
18.01.2023, 22:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2023, 21:31 przez Morgana le Fay.)  
Nie trzeba było „polecenia z góry”, żeby od jakiegoś czasu wiedzieć, że to Beltane nie będzie Beltane, w którym weźmie czynny udział. Przynajmniej, jeśli przez to polecenie rozumiało się przełożonych w Brygadzie i tylko w Brygadzie.
  Wiedza bywała błogosławieństwem, ale i przekleństwem. Teraz zaś miała wszelkie powody do tego, by niemalże dosłownie siwieć; spędzała też jakoś więcej czasu na rysowaniu, a w jej ruchach pojawiła się pewna zaciekłość.
  Teraz zaś rozglądała się po polanie, zaciskając usta w dość wąską linię. Nieszczególnie podobało się jej to, co widziała, choć być może należało nawet stwierdzić, iż najchętniej po prostu odwołałaby całe Beltane.
  Tak byłoby najbezpieczniej.
  Skinęła lekko głową pod adresem Brenny, gdy ta poinformowała o konieczności rozmówienia się z Heather; sama zaś skupiła się na rozglądaniu po drodze i notowaniu w pamięci odpowiednich szczegółów.
  I coraz bardziej jej się to nie podobało, zwłaszcza mając w pamięci posiadane informacje. Czy przy takim rozmiarze święta w ogóle było możliwym zabezpieczenie? Miała co do tego coraz większe wątpliwości.
  - Wejścia i wyjścia to jedno – wtrąciła się cicho, wsadzając dłonie do kieszeni skórzanej, mugolskiej kurtki – Drugie, kwestia samych przejść. Jak na moje oko są za wąskie, ludzi będzie dużo… trzeba pamiętać, że tłum rządzi się swoimi prawami. Znaczy, zmierzam do tego, że ludzie muszą mieć możliwość ucieczki, nie mogą się tworzyć zatory – zerknęła w stronę drzew, rozważając kolejną kwestię – Doświetlenie jest co najmniej wskazane – zgodziła się z Erikiem i skinęła głową na sugestię Thomasa; zerknięcie z góry nie powinno zaszkodzić.
  - Od razu zaznaczę, że dobrze by było tak rozmieścić patrole, żeby stworzyć swego rodzaju siatkę. Nie wszyscy znają Fale, niemniej przy odpowiednim ustawieniu, takie osoby mogłyby przekazywać informacje do grup w swoim pobliżu. – szczegół, że jak na złość, wśród najbliższych jej osób, to tylko ona sama znała tę sztuczkę. W każdym razie takie rozwiązanie powinno pomóc przy kontrolowaniu, czy nie dzieje się coś niepokojącego na obrzeżach polany.


312
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#7
18.01.2023, 23:56  ✶  
Patrick westchnął. Wiedział, że ten dzień (noc właściwie) musiał nadejść, a jednak jego nadejście przywitał raczej z cichym zrezygnowaniem niż specjalnym wybuchem radości. Jak większa część członków Zakonu Feniksa, spodziewał się ataku Śmierciożerców podczas Beltaine. Ale zmierzając na miejsce zbiórki pojął, że i bez popleczników Lorda Voldemorta podczas święta mogło się wiele wydarzyć. Podczas każdego święta aurorzy i brygadziści musieli być w dodatkowej gotowości. A to miejsce emanowało zaklętą w nim mocą. Idąc, rozglądał się uważnie dookoła, choć tak naprawdę chyba jeszcze nie wiedział, czego właściwie szukał.
Przywitał się krótko z kapłanką Kowenu, bardziej po to by oddać jej należne honory i w razie późniejszych problemów, skorzystać z jej pomocy, niż wiedziony grzecznością, a potem zbliżył się do reszty. Zasadniczo przez to, że jako jeden z niewielu tu obecnych, nie mieszkał w domu Longbottomów, pojawił się na miejscu, gdy większość już była.
Przystanął nieopodal zebranych. Przywitał się ze stojącymi i niezajętymi rozmową. Chwilę obserwował Brennę rozmawiającą z Heather, a potem przeniósł wzrok na Erika i Thomasa. Cóż, przynajmniej miał pewność, że rodzeństwo Longbottomów wywiązywało się ze swoich ustaleń. Podniósł wzrok na Mavelle, gdy ta zdecydowała się zabrać głos.
- Te przejścia w ogóle trzeba poszerzyć. Wydaje mi się, że jeszcze jest czas na przesunięcie straganów. Panika, ucieczka i tratowanie to jedno, ale jeśli pozostaną zbyt blisko siebie a ktoś przypadkiem zaprószy tu ogień… - wykonał gest rękoma, który miał wskazywać na to, że te miejsca mogą zamienić się w dodatkowe, gigantyczne ognisko, które pochłonie dodatkowe ofiary.
Czarodziej
I won’t let you down
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziejka nie wysoka, może zginąć w tłumie, ale jej nie lekceważ. Gdy jednak zobaczysz jej pełen uroku, życzliwy uśmiech na pewno go nie zapomnisz! Aby poznać Lucy musisz ją spotkać!

Lucy Longbottom
#8
19.01.2023, 01:24  ✶  
Kiedy Lucy otrzymała informację o patrolowaniu Beltane nie była tym zaskoczona. Chociaż sama nie wzięłaby udziału w uroczystości, ponieważ uważała się za tą aspołeczną osobę, która nigdy nie pasuje do reszty. Jak i większość rodziny, która pracowała w Ministerstwie, udała się w południe 30 kwietnia na spotkanie brygadzistów i aurorów, dotyczące zabezpieczenia miejsca obchodów święta. Nie było tu jej siostry Danielle, pomyślała Lucy na całe szczęście, że nie pracuje w tym departamencie, więc trzymała się z tyłu za wszystkimi. Brenna poszła porozmawiać z jakąś młodą pracowniczką, której Lucy nie kojarzyła, natomiast Erik wziął na stronę Thomasa, z którym to właśnie jutro miała patrolować wydarzenie. Akurat z tej pary w patrolu cieszyła się, bo wiedziała, że Thomas dobrze zna swój fach. Jednak gdzieś w rozmowach międzyludzkich nie odnajdowała się jak zawsze, więc postanowiła, że weźmie się za to, co potrafi robić najlepiej, czyli do pracy. Oddalając się trochę od wszystkich skłoniła się z lekkim, serdecznym uśmiechem Kapłance Kowenu i zaczęła się rozglądać. Wówczas uderzyły ją jej przemyślenia, czy to święto w ogóle powinno się odbyć, bo w tych czasach zainteresowanie Śmierciożerców tak ogromną zbiorowością czarodziejów było więcej niż pewne i nie dało się ich odfiltrować od reszty. Z drugiej jednak strony, gdyby Beltane zostało odwołane, pokazałoby to, że wpływ Czarnego Pana i jego popleczników na społeczeństwo normalnego świata odniósł sukces i złamał zwyczajnych czarodziejów, którzy chcieli przyjść świętować. Lucy zaczęła więc rozglądać się w poszukiwaniu tego, co jest nie w porządku. Kiedy znowu zbliżyła się do wszystkich i zaczęła słuchać przemowy Erika, a następnie Mavelle i Patricka, który w międzyczasie pojawił się na miejscu, o wąskich przejściach potakiwała lekko kiwając głową, bo choć była tu jedną z osób z dłuższym stażem i tak pewnie nikt nie zwracał na nią uwagi. Ponieważ miała jutrzejszy patrol odbyć z Thomasem myślała czy by nie podejść do niego na słowo, jednak zrezygnowała z tego. Miała nadzieje, że Thomas też myśli, że gdyby co może na nią liczyć. Lucy wyobrażała sobie, jak będzie wyglądać to święto. To będzie działo się w nocy, przy ogniskach, tłum czarodziejów. Bardzo łatwo w takim miejscu wywołać panikę. Postanowiła jednak nie dzielić się tymi wizjami ze wszystkimi, mając nadzieję, że jeszcze uda jej się złapać na słówko Erika.
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#9
19.01.2023, 01:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2023, 01:41 przez Chester Rookwood.)  
Chester dostał dzień wolny na Ostarę, a to oznaczało, że nie miał co liczyć na kolejny podczas następnego Sabatu. Nie pierwszy raz brał udział w zabezpieczaniu takich wydarzeń i nie będzie to ostatni. Znał te wszystkie procedury na pamięć. Zawsze stosował się do wydanych mu poleceń, ale nie ukrywał tego, że nie jest zadowolony z przydziału, który otrzymał. Jego partnerką na czas patrolowania tego terenu podczas Sabatu miała być Heather Wood. Mówiąc wprost... przydzielili mu żółtodzioba zamiast doświadczonego Brygadzisty, który w razie potencjalnego zagrożenia okazałby się odpowiednim wsparciem. Co może pójść nie tak? Inną sprawą było to, że jego partnerka będzie siłą rzeczy patrzeć mu na ręce. Ponadto, przypadła mu rola lidera po stronie Aurorów.
Przybył tutaj przed południem, pozostawiając swoją miotłę opartą o jedno z drzew. Stojąc w jego cieniu wypalił papierosa, po czym udał się na poszukiwanie zaangażowanych w te przygotowania Brygadzistów i Aurorów. Gdy tylko ich odnalazł, skinął im wszystkim głową na powitanie. Heather, Brennie, Erikowi, Thomasowi, Mavelle i Patrickowi oraz Lucy. Tyle uprzejmości z jego strony. Postanowił każdego wysłuchać i samemu zabrać głos.
— W pierwszej kolejności powinniśmy ustalić to trasy naszych patrolów i godziny zmian wart. Obszar wzdłuż linii drzew to tylko jedna z tras — Zasugerował rzeczowo, najbardziej przychylając się do stanowiska Brygadzistki Bones. Wychodził jednak z założenia, że jedna sprawa na raz. Odrobina porządku nie zaszkodzi. A ustalenie tras patrolów i kwestia zmian wart to podstawy, od których powinni zacząć. Uznał, że te przygotowania pogalopowały trochę za daleko, skoro tak szybko wypłynęła kwestia ewakuacji cywilów i rozkładzie obiektów na tej polanie.
— Jak słusznie zauważyła Brygadzistka Bones, nie wszyscy potrafią wykorzystywać Fale. Nie możemy polegać tylko na jednej umiejętności występującej wyłącznie u części Brygadzistów i Aurorów. Będziemy krążyć w tłumie ludzi. Możemy użyć tych czerwonych flar, które otrzymaliśmy od Ministerstwa na czas tego wydarzenia. Pozwalają nadać sygnał świetlny bez użycia magii. W ostateczności możemy wystrzelić snop czerwonych iskier. Oba sygnały będzie trudno przeoczyć — Kontynuując swoją wypowiedź, w tym momencie zatrzymał poważne spojrzenie na wymienionej z nazwiska Brygadzistki. Następnie spojrzał na Erika, czarodzieja będącego liderem po stronie Brygadzistów. Będąc już Aurorem starej daty, Chester wychodził z założenia, że w łańcuchu dowodzenia nie było miejsca na prawdziwą demokrację. Wszyscy musieli się dostosować.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#10
19.01.2023, 13:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2023, 13:15 przez Heather Wood.)  

Heath nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać. List, który otrzymała od Brenny nie był specjalnie wylewny. Na całe szczęście partnerka dostrzegła ją na polanie i do niej podeszła. Wood przywitała ją uśmiechem, naprawdę cieszyła się, że nie jest tutaj sama, w końcu była chyba najświeższym narybkiem wśród brygadzistów.

- Hejka Stara.- Powitała Brennę z entuzjazmem. Widać było, że jest pełna energii i gotowa do działania, w końcu to jej pierwszy raz, kiedy przyszło jej ochraniać takie wielkie wydarzenie, dla Heath było to nowe wyzwanie, a ona je bardzo lubiła. Zobaczyła, że kobieta nachyla się w jej stronę, stanęła więc na palcach, aby ułatwić jej podzielenie się informacjami. - Super, chętnie pójdę na Nokturn, może znajdziemy tam jeszcze coś ciekawego, w końcu to jedno z tych miejsc, gdzie przestępcy kręcą się po ulicach!- Myśl o możliwości aresztowania kilku osób ponownie wzbudziła w niej ekscytacje, może ta robota nie będzie wcale taka nudna! - Jasne, obserwować ogniska, czy mogę robić to z góry?- W końcu sama Longbottom wspomniała w liście, żeby wzięła ze sobą miotłę, dużo lepiej czuła się w powietrzu, mogła też mieć większe pole widzenia. - Jakby coś poszło nie tak z ogniem, to pamiętasz o mojej przypadłości?- Miała świadomość, że Brenna jest bardzo szczegółowa i nie mogłaby tego zapomnieć. - Myślę, że nie wszyscy o tym wiedzą, może lepiej też póki co im nie mówić?- Wolałaby nie być wytykana palcami jako ta przeklęta. Jeśli zaś przyjdzie taka potrzeba to skorzysta ze swojego daru, o ile jej się uda, wolała nie mówić o tym głośno, że nie do końca nad tym panuje.

Heather ruszyła za Brenną, aby wrócić na miejsce zbiórki.

Stała z boku, póki co wolała się nie wtrącać, słuchała co mają do powiedzenia Ci bardziej doświadczeni. - Czy czerwone sygnały świetlne mogą nie zostać pomylone z płomieniami? Ogniska podczas sabatu są wysokie, będzie ciemno, wydaje mi się, że może to spowodować zamieszanie.- Dodała od siebie po tym, co powiedział Chester.. - Zgadzam się też z kolegą, wydaje mi się, że z powietrza można mieć na oku cały teren sabatu.- Uśmiechnęła się do Thomasa, bo uważała, że jego pomysł był dobry.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1495), Chester Rookwood (1616), Erik Longbottom (2278), Eutierria (504), Heather Wood (1240), Lucy Longbottom (1166), Mavelle Bones (1471), Patrick Steward (1035), Thomas Hardwick (1131)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa