• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne]

05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne]
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#41
03.11.2024, 12:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.11.2024, 12:27 przez Ambroise Greengrass-Yaxley. Powód edycji: zgoda mg )  
Badanie piasku okazało się wcale nie aż tak bezcelowe jak można byłoby przypuszczać na samym początku. Nie było tak pasjonujące jak bezpośredni kontakt z mandragorą, toteż Ambroise od czasu do czasu patrzył w kierunku drugiej grupy. W pewnym stopniu żałował zachowawczości, ale to zdecydowanie nie był jego dzień. Nie musiał pochopnie sprawiać, że będzie jeszcze gorszy.
Poza tym jak sam wcześniej stwierdził: do pewnego stopnia ufał osobom zajmującym się tamtą częścią badań. Ponadto zawsze znacznie więcej ochotników pchało się do tych najbardziej pasjonujących czynności przynoszących dreszczyk emocji. Sianie i badanie piachu oraz przelewanie i analiza wody były niezbędne w myśl zasady, że powinno się zwracać uwagę na wszystkie elementy układanki.
Natomiast niespecjalnie dziwił się, że ich grupa składała się z tych bardzo określonych osób. Zarówno Cameron jak i Nora mieli zacięcie eliksiralne, chemiczne, medyczne. O sobie mógł powiedzieć, że gdyby nie irytacja na własny nos, zmęczenie i brak wiary w zabezpieczenia postawione przez Towarzystwo Herbologiczne (zazwyczaj ufał głównie swoim, których nie mógł tu wykorzystać) to możliwe, że chętniej poszedłby do akcji, ale z drugiej strony wolał to zostawić Roselyn, która aż rwała się do działania.
A więc piach i woda. Mieszanki ziemi i płynnych substancji nawożących. Mozolna, bardzo metodyczna praca przynosząca jasne, ale zastanawiające wnioski.
- Mhm. Też to widzę - odpowiedział Norze w dalszym ciągu przyglądając się wyjałowionym próbkom.
Miał już otworzyć usta do Camerona, żeby spytać młodzieńca o więcej wniosków dotyczących wody oraz substancji nawożących, gdy gwałtownie przerwano im dotychczasową ciszę. Wejście nowej osoby do pomieszczenia odbyło się pokazowo, ale ściągnięcie Lupina w żaden sposób nie zdziwiło Greengrassa. Takie rzeczy się zdarzały. Nawet częściej niż rzadziej. Pożegnał młodszego kolegę kiwnięciem głową, po czym wrócił wzrokiem do panny Figg.
- Chyba nie ma sensu wchodzić na jego miejsce. Powiedziałby nam, gdyby było tam coś niezwykłego - stwierdził, ale mimo wszystko przeszedł do części stanowiska po Lupinie, przyglądając się wynikom, podczas gdy Nora kontynuowała.
- Nie, nic nie mam. To, co mówisz może mieć sens, natomiast zadajmy sobie również drugie pytanie. Jakim cudem ona w dalszym ciągu rośnie? - Zmarszczył brwi, patrząc na Norę, ale po chwili przeniósł wzrok na tubę mieszczącą bydlaka ten rzekomo całkiem pokaźny okaz - niestety w dalszym ciągu skryty przed ich oczami. No nic.
Z opisów przedstawionych wcześniej nie wyglądało, jakby roślina miała niedługo więdnąć i umierać z braku substancji odżywczych, skoro była w stanie atakować ludzi z Ministerstwa. Wręcz przeciwnie. A skoro nikt nie uprzedził ich o tym, że ziemia jest wyjałowiona i przez to do czasu ponownego przesadzenia dostaje więcej odpowiednich substancji wraz z wodą do podlewania (Cameron również pewnie by im o tym powiedział) to oznaczało, że Towarzystwo prawdopodobnie tego nie wie. Zaś to znaczyło, że dawki nawozów nie powinny wystarczyć, żeby podtrzymać roślinę w co najmniej dobrym stanie. Nie mówiąc o tym, żeby się dalej rozrastała, na co wskazywała wielkość tuby.
- Czym ona się karmi, skoro nie otrzymuje zwiększonych dawek substancji odżywczych? - Mruknął do Nory, ale jednocześnie do siebie, bardziej pod nosem niż głośno i wyraźnie, po czym uniósł brew i spojrzał w kierunku drugiej grupy, szukając wzrokiem obciętej witki, której tam nie było. Zastanawiające. Nie zdołali jej pozyskać. - Energia z zewnątrz? Nekromancja? Ale to znaczyłoby - no właśnie: to znaczyłoby coś bardzo konkretnego i mogącego uderzyć w Towarzystwo albo przynajmniej jakiegoś z członków.
Nawet miał już swój typ. Raczej szybko wydawał osądy. Mimowolnie rzucił kątem oka w kierunku zastępcy pani Abbott, przy czym odruchowo nasunął nauszniki głębiej na uszy - tak, że teraz odciął sobie dostęp do dźwięków. Kopułka spadła wraz z przerwaniem im działań, więc to było rozsądne.
Znajdując się na powrót tuż przy Norze, bez słowa nasunął jej te absurdalne kocie nauszniki. Jak matka dziecku, szczególnie przy ich różnicy wzrostu, ale przezorny zawsze ubezpieczony a nie chciał tracić czasu, bo drugą grupa właśnie wracała do badań.
- Idziemy do nich? - Pokazał jej na migi, poruszając ustami. Decyzja była jasna, więc w miarę możliwości przeszli do drugiej grupy.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#42
06.11.2024, 15:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2025, 11:55 przez Dearg Dur.)  
Mimo badawczej frustracji, ruch i działanie tchnęły nową energię w zespół.

Pani Abbot pozostała pasywna, czujnie obserwując zebranych, choć jej wzrok uciekał cały czas ku tubie. Ururqat trzymając w rękach nauszniki podszedł za Norą i Ambroisem do Ekipy stojącej przy transparentnej doniczce. Nic spektakularnego się nie wydarzyło po pozbawieniu rośliny wici, nie zaatakowała zgromadzonych, nie naparła na magiczne szkło, ale też nie pojawiła się w mniejszym wymiarze: druga witka, której mogli się spodziewać, nie zajęła miejsca pierwszej.

Ostatecznie, gdy drzwi za Cameronem się zamknęły, pani Abbot zdecydowała się zsunąć nauszniki, aby normalnym głosem przekazać swoje sugestie:
- Szanowni państwo. Sądzę, że ów wici reagują tak samo jak liście po odseparowaniu od rośliny, co oznacza, że należałoby z niej pobrać sok, ale próbka pobrana z bulwy nie powinna się rozsypać. Rozumiem państwa obawy co do bezpieczeństwa podczas tej operacji, proponowałabym, abyśmy zachowali podział na zespoły. Razem z panem Ururquatem zabezpieczymy donicę. Uwolnię podstawę tuby, aby rozsypać ziemię i odsłonić bulwę do poziomu wystąpienia jej ramienia, a gdy Panstwo pobiorą sok z niego oraz próbkę z głównej części rośliny, zamknę dół, a mój zastępca translokuje ziemię, by na powrót uspokoić roślinę jej ciężarem. Byłoby wskazane, żeby któryś z państwa był gotowy, aby wesprzeć mnie lub jego w tych działaniach. Awaryjnie. Mam pełną świadomość, że magia bywa toporna w tak subtelnych pracach, ale to rozwiązanie wydaje mi się... bezpieczniejsze, niż dezaktywowanie tuby od góry. Chyba, że któreś z Państwa ma inną sugestie przeprowadzenia tego badania? - Czas ostudził jej głos, zdawała się być znów tylko życzliwą, nieco zdziwaczałą staruszką, która dałaby się łatwo wprowadzić w przysłowiowe maliny. Osoby znające się na ludziach wiedziały, że najchętniej poszłaby za sercem i pierwszym planem, który zakłądał całkowite opuszczenie tuby i konfrontację z tym co zastaną wewnątrz, ale najwidoczniej miała powody, by trzymać swój temperament na wodzy.

Tura trwa do 11.11, godz. 23:59
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#43
10.11.2024, 22:23  ✶  
Wraz z Norą podeszli do pozostałej części Towarzystwa oraz Jonathana, przystając stosunkowo blisko punktu badawczego. Nieznacznie kiwnął głową w kierunku pozostałych czarodziejów, czekając aż ktoś inny z tamtej grupy zdejmie swoje nauszniki. To zasugerowałoby, że mogą być względnie bezpieczni przed nieoczekiwanymi dźwiękami.
Co prawda niespecjalnie ochoczo zareagował na fakt, że to pani Abbott była tym człowiekiem. W dalszym ciągu patrzył sceptycznie na jej zdroworozsądkowe działania. Mimo to po chwili zsunął ochronę z uszu, lecz tylko nieznacznie - zostawił nauszniki na głowie. Jedynie przesunął je o kilka centymetrów w tył, żeby w razie czego móc szybko wepchnąć je na uszy. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Wysłuchał planu przedstawicielki zarządu Towarzystwa, zachowując milczenie do momentu, kiedy kobieta skończyła swoją wypowiedź. Dopiero wtedy odchrząknął i powiódł spojrzeniem po twarzach reszty grupy. Nie zatrzymał wzroku na nikim konkretnie. Kilkanaście sekund później wrócił do pani Abbott i odezwał się powoli.
- Co tak właściwie zaszło w związku z pobraną próbką? - Nieznacznie nachylił się ku stanowisku drugiej grupy badawczej szukając wzrokiem tego, co udało im się pozyskać.
Nie zamierzał ukrywać, że wraz z Norą (a wcześniej także Cameronem) zajmowali się swoją częścią zadań, więc warto byłoby, żeby ktoś wprowadził ich w całą sytuację. Ambroise nie dostrzegał kawałka wici w probówce albo pojemniczku.
Zwrócił za to uwagę na pewną ilość piasku, który raczej nie miał prawa wysypać się aż tak przez małą dziurkę, więc odruchowo skierował wzrok ku Roselyn, oczekując zwartych, krótkich i najlepiej szybkich wyjaśnień zanim przystąpią do dalszej części planu pani Abbott.
Zdecydowanie nie zamierzał zmieniać zdania co do tego, że pierwotne propozycje były niedorzeczne. Natomiast druga możliwość dała się tolerować, toteż kiwnął głową (bardziej do siebie niż do kogoś konkretnego), na chwilę przenosząc wzrok na Roselyn a potem na Norę, żeby zobaczyć ich reakcje.
Po czym odezwał się do reszty grupy. Niezbyt entuzjastycznie, ale raczej po prostu neutralnie. Bez zbędnego okazywania swojej aprobaty albo dezaprobaty.
- Jeżeli nikt nie ma innych propozycji - rozejrzał się dookoła, bo to był wprost idealny moment na uniesienie ręki - sądzę, że powinniśmy skupić się na tym, aby jedno z nas było gotowe wesprzeć panią, pani Abbott, natomiast drugie było całkowicie skupione na zapewnieniu wsparcia pani zastępcy - stwierdził, bo wyłanianie jednej osoby do reagowania tu i tu mogło skończyć się problemami i chaosem, którego dało się uniknąć.
Rzecz jasna reszta grupy, poza tymi zaangażowanymi nieszczęśnikami, z pewnością nie miała stać w miejscu i patrzeć jak dzieje się coś złego albo niebezpiecznego, ale odpowiedzialność miała to do siebie, że rozmywała się, gdy wokół było zbyt wielu ludzi. Lepiej było od razu ustalić przydziały.
- Powiedzmy, że jeśli reszta grupy nie ma nic przeciwko, wesprę panią w razie potrzeby zajęcia się kopułą - no cóż, tym samym odcinał się od udziału w procesie bezpośredniego pobierania  próbki soków, ale mógł to zostawić Roselyn, Norze i...
...Victorii? To wydawało się logiczne, bo Jonathan nie był członkiem Towarzystwa. Natomiast Selwyn mógł mieć całkiem przydatne umiejętności, żeby wesprzeć obie kobiety w razie powtórki z rozrywki w Ministerstwie. Wiedział, czego spodziewać się po roślinie.
Natomiast Victoria najpewniej dysponowała refleksami przydatnymi w przypadku, w którym trzeba byłoby szybko zająć się zasypaniem rośliny. Nie bez powodu była aurorem. To miało sens.
- Victorio, będziesz tak miła, aby wesprzeć pana Uruquata, gdyby zaistniała konieczność odcięcia rośliny przy pomocy ziemi? - Spytał uprzejmie, kierując spojrzenie w stronę panny Lestrange, która z racji wykonywanej profesji miała prawdopodobnie największe szansę, aby zareagować odpowiednio szybko w razie zagrożenia.
Rzecz jasna nie zamierzał jej do niczego przymuszać. Jedynie przejmował część inicjatywy, skoro nikt inny do tej pory nie palił się ku temu, żeby wyciągnąć rękę w górę. Niespecjalnie się temu dziwił. Badanie było znacznie ciekawsze niż stanie w pogotowiu a nie można było być skutecznie skupionym na jednym i drugim.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#44
11.11.2024, 00:22  ✶  

Doszli z Greengrassem do tych samych wniosków obserwując próbki ziemi. Nie, żeby ją to zdziwiło, bo wiedzieli co robią. Tyle co z tego, skoro właściwie to nie przyniosło im żadnych odpowiedzi poza tym, że ziemia była wyjałowiona, roślina najwyraźniej czerpała z niej wszystkie składniki, co było nie do końca naturalne, znaczy nie w takiej ilości.

- Tak, Cameron na pewno uprzedziłby nas przed wyjściem, gdyby znalazł coś istotnego. - Nie wiedzieć czemu panna Figg bardzo ufała temu młodemu człowiekowi (nie, żeby był dużo młodszy od niej, ale jakoś tak trochę traktowała go jak młodszego brata). Może to przez to, że czuła, że połączyła ich pewna więź, kiedy razem wywiało ich w świat podczas Beltane.

- To jest bardzo dobre pytanie, czym ona się teraz żywi? - Skoro ziemia, która znajdowała się w doniczce była zupełnie pozbawiona składników odżywczych, to czym się odżywiała, jakim cudem dalej rosła? To pozostawało zagadką. Liczyła na to, że wkrótce poznają odpowiedź na to pytanie.

- Może czerpie pożywienie z zewnątrz, nie tylko korzeniami, chociaż to byłoby raczej nietypowe. - Znała rośliny, które żywiły się chociażby owadami, może i ta mandragora zachowywała się podobnie, tyle, że teraz chyba nie miała ku temu okazji, co by trochę przeczyło jej teorii. Było w tym wszystkim wiele niewiadomych.

- W jaki sposób niby mogłaby się żywić nekromancją, ktoś miałby ją nią karmić? - Nie do końca potrafiła to sobie zwizualizować.

Jej usta drgneły w uśmiechu gdy Ambroise nasunął jej różowe, kocie nuszniki na uszy. Zapomniała o tym, że wypadałoby to zrobić, a kopuła przy roślinie opadła więc był to zdecydowanie odpowiedni moment. Kiwnęła jeszcze głową w podziękowaniu. - Mhm. - Mruknęła cicho, chociaż pewnie tego nie słyszał, ale udała się wraz z mężczyzną w stronę pozostałych osób.

Nie miała nic do powiedzenia na słowa ciotki. Zsunęła jedynie delikatnie nauszniki, żeby usłyszeć całą wymianę zdań. Zresztą nie czuła się też na siłach, aby asekurować kogokolwiek podczas tych działań, bo nie chciała być odpowiedzialna za żadne niepowodzenie. Figgówna nie była szczególnie wprawioną czarownicą jeśli chodzi o czarowanie, zdecydowanie lepiej szło w innych dziedzinach związanych z magią bardziej pośrednio.

Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#45
11.11.2024, 10:11  ✶  
Gdy druga grupa badawcza podeszła, Roselyn odsłoniła jedno ucho. Spojrzała na Norę i Ambroise nieco zrezygnowanym wzrokiem.
- Witka, którą odcięła Victoria, rozpadła się. Dosłownie - zmieniła się w piasek - powiedziała, dłonią wskazując na próbkę piasku, który zebrała Victoria. - Odcinanie części rośliny, jakichkolwiek, skończy się zapewne tak samo. Musimy pobrać sok.
Dodała, zerkając na pozostałych. Potem powróciła wzrokiem do brata i uniosła brew, dziwiąc się, że chce wesprzeć panią Abbott w tym konkretnym zakresie. Spodziewała się raczej, że będzie próbował bezpośrednio pobrać soki, ale... Uniosła dłoń do nausznika i podrapała się za uchem, a potem przeniosła wzrok na Norę. Nie miała z nią do czynienia za bardzo, ale w zasadzie teraz nie miały wyboru: skoro Ambroise chciał, żeby on i Victoria zajęli się zaklęciami, by wesprzeć Abbott i jej asystenta, to pozostawały one dwie oraz Selwyn. Selwyn z kolei chyba nie potrafił pobierać soków z rośliny, a przynajmniej tak zakładała, bo przecież on tu tylko dostarczał roślinę, a nie odpowiadał za badanie. Sięgnęła po dwie wielkie strzykawki z długimi, grubymi igłami. Jedną podała Norze.
- To co, będziemy kłuć pacjenta, Nora? - uśmiechnęła się, chociaż jakoś takoś nerwowo. Co prawda niejednokrotnie robiła to, co teraz zamierzała, ale cholera jasna - wtedy roślina nie próbowała jej zabić. A na dodatek w tej sytuacji nie mogła polegać na magii, więc musiała być na wyciągnięcie ręki, musiała to zrobić ręcznie. Może Nora użyje różdżki...? Spojrzała na nią, sięgając pamięcią do wspólnych spotkań towarzystwa. Nie widziała, by Nora czarowała, ale przecież na spotkaniach nikt wtedy nie czarował. Bo, niespodzianka, nic nie próbowało ich zabić. Mieli wtedy czyste pole do działania, nie walczyli z czasem, jak oni teraz.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#46
11.11.2024, 17:18  ✶  

Mieli więc chwilę przerwy, pewien impas – bo roślina nie wystawiała kolejnych witek, najwyraźniej wyczuwając, co jej przez to grozi, ani też oni nie mieli zamiary wyciągać jej za liście z ziemi. Tymczasowo byli więc bezpieczni, a gdy zamknęły się drzwi i pani Abbott sama ściągnęła nauszniki, i Victoria lekko odsunęła swoje.

Gdyby nie jej opanowanie, to pewnie uniosłaby wyżej brwi na to, że Ambroise i Nora podeszli do nich i jeden z nich już zaczął wszystkich rozstawiać po kątach, choć zapewne nazwałby to inaczej. Lestrange nie za dobrze znosiła takie wydawanie poleceń, gdy nie miała w kimś autorytetu, albo nie był jej bezpośrednim przełożonym. Jednak nie bez powodu ludzie mieli ją za zimną i chłodną w obyciu, od lat przecież do perfekcji opanowała mimikę swojej twarzy i nie poddawanie się emocjom, do czego oklumencja była jej niezwykle pomocna.

– A co z waszymi próbkami? – zwróciła się do dwójki, która do nich dołączyła, gdy Roselyn dała swoją odpowiedź. Łatwo było zadawać pytania, szkoda tylko, że nie podzielili się tym, co sami ustalili w tym czasie, w którym im jedyne co się udało, to rozsypać witkę i zebrać jej piasek. A wnioski drugiej grupy mogły przecież wpłynąć na to, jak postąpić w następnej kolejności.

Nie bardzo patrzyła na resztę zebranych, skupiając się bardziej na obserwowaniu przezroczystej tuby, choć, oczywiście, słuchała. A słysząc, że Roselyn odzywa się do Nory i podaje jedną ze strzykawek Figgównie… Cóż. Najwyraźniej propozycja brata nie była czymś, co należało przedyskutować i założono, że Victoria zrobi to, o co się ją prosi. Czyli co – miała patrzeć jak Urquartowi idzie translokowanie ziemi i w razie wypadku miała ją translokować? Prawdę mówiąc, nie uważała, żeby to był dobry pomysł. Owszem, znała się na zaklęciach, ale translokacja to nie było coś, co wykorzystywała na co dzień.

– Czy nikt z pozostałych nie czuje się na siłach w asekuracji przy translokowaniu ziemi? – zapytała grzecznie, zamiast odpowiedzieć, że tak, oczywiście, będzie tak miła. Ale tu nie chodziło o bycie miłą, a o to, że doskonale wiedziała, w czym była dobra, a w czym nie, i mogła co najwyżej stworzyć ziemię w tubie. – Mogę w razie potrzeby wykształtować ziemię, ale ona nie będzie prawdziwa i za jakiś czas po prostu zniknie, w przeciwieństwie do problemu. Mogę też wytworzyć drugą barierę, ale nadal to chyba nie jest oczekiwana awaryjna pomoc – teraz już odwróciła głowę do Ambroise, bo to do niego głównie się zwracała. Jeśli już się mieli dzielić tak, że jedna osoba wpierała panią Abbott albo pana Urquarta, to z przedstawionych przez Mirabellę propozycji, Victoria znacznie pewniej czuła się w asekurowaniu właśnie jej. I nie chodziło tu o żadne sympatie czy antypatie, choć nie można było ukryć, że jej uparty charakterek wdawał się we znaki. Zresztą wciąż trzymała w ręce strzykawkę i rurkę, jakby to nie była wystarczająca sugestia do tego, jakie plany na działanie były wcześniej. Zaraz jednak odłożyła je z cichym westchnieniem.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#47
11.11.2024, 23:54  ✶  
Mandragora coraz bardziej go irytowała. Nie dość, że jej witki postanowiły rozpaść się w piasek, zupełnie nie jak na przyzwoitą mandragorś przystało, to jeszcze teraz nie raczyła wyciągnąć drugiej witki, aby mogli spokojnie pobrać z niej sok.
Pozwolił innym zebrać się i omówić dalszy plan działania, jak i oczywiście wysłuchać tego co do powiedzenia miała sama Abbot, zsuwając z uszu swoje gustowne nauszniki, które sam fenomenalnie wyczarował w taki sposób, aby jednocześnie wszystko słyszeć, ale i móc je bardziej szybko ponownie zasunąć na uszy.
Wszyscy najwyraźniej sprawnie podzielili się obowiązkami, co było dla Jonathana o tyle dziwnym odczuciem, że niby był w pracy, ale to jednak nie on był szefem (no dobrze, zastępcą szefa), który wydawałby rozkazy i wszystkich organizował. Nie, że zamierzał zmieniać ten stan, oczywiście że nie. No chyba, że doszłoby do walki. Nie miał przecież najmniejszych wątpliwości, że w przypadku walki to on najlepiej poradziłby się z ogarnięciem potencjalnego chaosu. Już raz przecież niemal samodzielnie ujarzmił tę bestię.
Gdy Victoria zadała swoje pytanie, Selwyn zerknął na mandragorę, uczestników badania, a potem na strzykawkę, którą czarownica właśnie odłożyła na stół. Nie wątpił, że poradziłby sobie we wsparciu Uruquata w podnoszeniu ziemi (grunt, aby ta ziemią nie mu zabrudziła przypadkiem jego nowej koszuli), ale też możliwe, że teoretycznie były inne zakamarki wiedzy magicznej, w których znacznie bardziej się specjalizował. Przenoszenie ziemi, czy raczej asekuracja w przenoszeniu ziemi, nie wydawała się jednak szalenie skomplikowanym zadaniem, on robił znacznie trudniejsze rzeczy wymagające translokacji w swoim życiu, a tak poza tym to nie wypadało odbierać marzeń o wbiciu się igłą w pustynną skórę twardej maszkary tej konkretnej Lastrange, jednej z ulubionych krewniaczek Shafiqa.
– Mogę się zająć asekuracją – zaoferował więc, wyciągając różdżkę, jakby dla podkreślenia swoich słów i uśmiechając się do Victorii porozumiewawczo.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#48
12.11.2024, 10:26  ✶  

Słuchała tego, co miała im do powiedzenia Roselyn. Cóż, nie do końca wiedziała, jak to możliwe, że witka się rozpadła, to by oznaczało, że ocięta od rośliny od razu umierała, tak jakby nie mogła istnieć poza źródłem, które utrzymywało ją przy życiu. Tylko która jej część w takim wypadku była za to odpowiedzialna? Nie miała pojęcia. Jasne było dla niej to, że jej fragmenty mogły obumierać, ale że od razu rozsypywać się na części? To było dziwne. W sumie zmarszczyła nos i zaczęła skupiać się na informacjach, które przeczytała, zanim się tutaj znalazła. - Czy one tak po prostu nie mają, że jak się je odetnie to zamieniają się w piach? - Poczuła się, jakby jakaś żarówka zaświeciła się jej nad głową, tak chyba było napisane w tych notatkach, które przeczytała.

Wyciągnęła dłoń, aby przejąć strzykawkę z igłą, była wielkości niemalże jej całej dłoni, jeśli nie większa.. Cóż, jakoś sobie z tym poradzą. Grunt to pobrać soki z jej wnętrza może one zaspokoją ich ciekawość. - Jasne, chętnie ci pomogę. - Rzuciła jeszcze do dziewczyny.

Przeniosła wzrok na Victorię, w sumie wypadałoby, aby powiedzieli jej czego się dowiedzieli, szkoda, że nie miała do przekazania jakichś szczególnie wielkich wiadomości. - Próba ziemi z tuby, jest zupełnie wyjałowiona, jakby ona pochłonęła z niej wszystkie składniki odżywcze, nic nie zostało. - To wydawało się być najistotniejsze w sprawie i właściwie też jedynym, czego się dowiedzieli.

Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#49
12.11.2024, 17:15  ✶  
Słuchając odpowiedzi ze strony siostry, opuścił ręce swobodnie wzdłuż ciała, wsuwając dłonie do kieszeni spodni i co jakiś czas bardzo nieznacznie kiwając głową. Instynktownie bardziej nachylił się ku tubie z mandragorą, ale po chwili powrócił wzrokiem do Roselyn. Nieznacznie zmarszczył czoło, po czym kiwnął głową.
- A więc wracamy do punktu wyjścia - stwierdził bez większego nacechowania emocjonalnego, po prostu przyjmując ten fakt, choć słysząc o piasku, odruchowo przeniósł wzrok na słoik, gdzie ten powinien się znajdować, żeby spróbować stwierdzić czy był on podobny (lub wręcz ten sam) do tego, który badali z Norą w mieszance. Miał podobny kolor? Konsystencję? Sypkość? Cokolwiek?
Potem niemal od razu przeniósł spojrzenie na Victorię i odpowiadającą jej Norę.
Nie był w stanie odpowiedzieć na wcześniejsze pytanie ze strony Figgówny, nie posiadał tej informacji. Tak właściwie to cała jego wiedza zamykała się w kilku krótkich zdaniach, między którymi nie kryło się żadne dotyczące przemiany mandragory pustynnej w piasek, choć byłoby to całkiem logiczne.
- Właśnie tak. Natomiast, jeśli chodzi o wodę i nawozy, nie ma tam nic szczególnego - dopowiedział, kiwając głową. - Co sprawia, że aktualny stan mandragory jest tym bardziej interesujący, bo skoro nie ma czym karmić się z ziemi i nie dostaje bardziej skondensowanych składników to powinna zacząć schnąć i przymierać. No, rzecz jasna, kiedy zużyje zmagazynowane zasoby - a to może trochę potrwać, to mówiąc przesunął spojrzeniem po reszcie osób, wyciągając różdżkę i robiąc kilka kroków, aby dołączyć do Abbott.
Co zaś tyczy się jego propozycji...
Słuchając słów Victorii, oparł ręce na biodrach, po czym bardzo nieznacznie wzruszył ramionami. Nie uważał, aby to, co robił było rządzeniem się. Jedynie przejmowaniem inicjatywy i próbą kontrolowania sytuacji, która mogła w łatwy sposób wymknąć się z rąk Abbott czy Urquart, w których Roise po prostu nie wierzył. Nikt wcześniej nie postanowił się odezwać, toteż jako normalny, pełnoprawny członek Towarzystwa postanowił zasugerować jakieś rozwiązanie.
Co zaś tyczyło się panny Lestrange, odmowa z jej strony nie była dla niego czymś szczególnie godzącym w ego Ambroisa. Wręcz przeciwnie, uśmiechnął się lekko, jakby zrozumiał jej decyzję, ale nie przywiązał zbyt dużej wagi do odmowy.
Tym bardziej, że kobieta poniekąd po prostu przekierowała odpowiedzialność na innego, równie profesjonalnego człowieka, który sam postanowił się zaoferować. Sytuacja została rozwiązana. Zadania przydzielone. Trudno byłoby nie być zadowolonym z takiego obrotu sprawy.
Nawet jeśli Greengrass zdecydowanie wolałby być częścią grupy aktywnie pobierającej próbkę z rośliny, wbrew pozorom miał całkiem rozwinięte poczucie odpowiedzialności. Co prawda wyłącznie w kierunku tych nielicznych osób, które były mu bliskie, natomiast w tym konkretnym przypadku chodziło przynajmniej o dwie, więc mógł przez chwilę nie myśleć o swoim nosie.
Bądź co bądź żenująco niedziałającym, bo Roise nadal nie wyczuwał większości zapachów, ale cóż poradzić. Mógł odstąpić szansę na wkłucie się Roselyn i Norze, a teraz również Victorii, samemu pilnując, żeby nic ich w między czasie nie zeżarło, wbijając im haczykowate nitki od strony, w którą nie patrzyły. Selwyna mimowolnie uważał za będącego w stanie sobie poradzić, choć bez wątpienia pomógłby mu w razie potrzeby.
Prawdę mówiąc, dopiero teraz przypomniał sobie tamtą sytuację z samego początku spotkania i wzrok, jaki Urquart kierował w stronę Victorii. Więc może dobrze wyszło, że kobieta nie miała bezpośrednio współpracować z tym śliskim typem.
- Ależ oczywiście - przytaknął całkiem grzecznie, kulturalnie, w dalszym ciągu z małym uśmieszkiem na twarzy, po czym obrócił głowę do Jonathana. - Ładna koszula. Prowansalska bawełna? - Spytał niezobowiązująco, choć ze względu na jego raczej bliską znajomość z Selwynem, Jonathan zdecydowanie mógł zrozumieć przekaz niewerbalny: nie upierdol jej ziemią, eleganciku, psia jego mać. Poza tym podrzuć namiary na krawca. Sam sprowadza materiały?
Cóż, wyraz twarzy Greengrassa pozostał neutralny, ale mężczyzna zdecydowanie odnotował, aby poruszyć ten temat z kuzynem, gdy tylko znajdą się w lepszych warunkach do prowadzenia rozmów. Sam wyjątkowo starannie dbał o odpowiednią prezencję i tak - swojej koszuli również wolałby nie spisać na straty.
Co prawda była ciemna, prawie czarna, ale piach miał tendencję do wcierania się głęboko w strukturę włókien zaś krew to już w ogóle kurewsko źle spierała się z tego rodzaju materiałów. Zaklęcia czyszczące przesadnie je osłabiały i ubrania w dalszym ciągu nadawały się do kosza. Z tym, że może po jednym razie założenia więcej.
No cóż. To nie byłby pierwszy raz, gdy ryzykował poświęceniem drogich ubrań dla dobra nauki (i nie tylko) a pewnie także nie ostatni, znając życie. Przygotował się do zajęcia dogodnej pozycji i nasunięcia nauszników w pierwszej chwili, kiedy padnie decyzja o rozpoczęciu prac. W ręce trzymał różdżkę.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Profilaktycznie na ten nieszczęsny piach z witki w słoiku.

Czy jestem w stanie cokolwiek dostrzec, wizualnie porównując go z tym, który wcześniej badałem? Coś ciekawego? Jakieś odstępstwa, różnice? Poblask, sypkość, ilość kwarcu etc.

Percepcja (••)
Rzut N 1d100 - 100
Krytyczny sukces!

Rzut N 1d100 - 53
Sukces!


Jeśli tak, to czy coś mi to może powiedzieć?

+ Wiedza o przyrodzie (••••)
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#50
13.11.2024, 20:00  ✶  

Była po prostu różnica pomiędzy przetranslokowaniem kilku przedmiotów na raz, a całego zwału ziemi, a biorąc pod uwagę swoje doświadczenie w pracy, doskonale zdawała sobie sprawę z braków i że powinna popracować nad tą dziedziną magii. Może i wychowywano ją w duchu, że powinna być najlepsza, ale czy istniał faktycznie taki człowiek? Najlepszy we wszystkim? Może profesor Dumbledore. Może Lord Voldemort. I choć nie lubiła się przyznawać do słabości, starała się zręcznie te braki przekierować tak, by uwypuklić to, w czym faktycznie była dobra.

Kiwnęła więc do Jonathana z lekkim uśmiechem, gdy ten zaoferował, że wspomoże Urquarta.

Wysłuchała też tego, co miała do powiedzenia Nora o tym, co udało im się ustalić przy badaniu próbek ziemi, a na jej pytanie o to, czy te mandragory tak po prostu nie mają, leciutko zmarszczyła brwi. Nie było co ukrywać – pustynne okazy nie były żadną z jej specjalności i nie przyszła tutaj przygotowana, bo nie wiedziała nawet, że będzie działo się coś poza rozmową z panią Abbott.

– Czyli wyssała z ziemi absolutnie wszystko? – to w zasadzie nie było nawet pytanie, powtórzyła po prostu za Norom i Ambroise i przeniosła spojrzenie na wielką tubę. – Może żywi się czymś z powietrza? Albo się jakoś hibernuje? – biorąc pod uwagę, że była to magiczna roślina i że czuć było od niej nekromancję – może i rzucała bzdurne pomysły, ale wolała wziąć pod uwagę wszystko co tylko przyjdzie do głowy.

To nawet nie do końca było tak, że koniecznie chciała być jedną z tych osób, które wbiją się strzykawką w mandragorę. Wcześniej ucinała witkę, bo Roselyn się do tego nie paliła, Jonathan też nie, a więc padło na nią. Zwyczajnie zrobiła krótki bilans swoich dobrych i złych stron i wychodziło, że być może lepiej, żeby nie zajmowała się translokowaniem ziemi.

– Możemy zrobić tak, że wy spróbujecie się wbić strzykawkami, a ja was będę osłaniać i spróbuję zareagować, gdyby coś poszło nie tak. Wydaje mi się, że dwie próbki nam wystarczą? Chociaż… No zobaczymy jak odsłonimy korzeń – powiedziała do wszystkich, ale swoją wypowiedź kierując głównie do Roselyn i Nory.

A kiedy wszystko będzie uzgodnione, planowała nasunąć z powrotem nauszniki szczelnie na uszy i złapać mocniej różdżkę, gotując się na… cokolwiek.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (9043), Cameron Lupin (2124), Dearg Dur (6992), Jonathan Selwyn (2864), Nora Figg (3740), Roselyn Greengrass (3534), Victoria Lestrange (5274)


Strony (8): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa