• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne]

05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne]
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#51
13.11.2024, 21:15  ✶  
W zasadzie powinna zapytać o to samo, co Victoria, ale pokładała ogromne nadzieje w swoim bracie i tym, w jaki sposób dzielił się z nią zdobytymi informacjami. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy panna Lestrange zapytała o wyniki ich próbek, a potem potrząsnęła głową. W sumie powinien od tego zacząć, ale na tyle na ile go znała, to zwykle najpierw pytał, potem dodawał coś od siebie. Wierzyła, że teraz nie mogło być inaczej.
- Nie jestem dobra w translokacji - odpowiedziała Victorii, uśmiechając się nieco przepraszająco. Pamiętała, że ma do czynienia z Aurorką, a oni przecież byli prawie że idealni, wybitni, jeśli chodzi o zaklęcia. Fakt był jednak taki, że Rose nie była nawet przeciętna z translokacji. To, że udało jej się zamerdać magicznie wacikiem by zmusić witkę do ataku, zrzucała na karb szczęścia.

Gdy Nora zadała swoje pytanie, zmarszczyła brwi.
- Nic mi o tym nie wiadomo - odpowiedziała, potrząsając głową. - Przynajmniej nikt nie udokumentował do tej pory faktu, że to witki czy inne części po odcięciu się tak zachowują. Może się w ten sposób rozmnaża, ale witka nie jest kwiatostanem. Ale może...
Roselyn podrapała się wolną ręką po skroni. Spojrzała raz jeszcze na mandragorę, potem na Victorię.
- Te rośliny uspokaja ciężar ziemi i ciemność. Jeżeli wytworzona ziemia zniknie, to wolę nie wiedzieć, co się stanie. Bezpieczniej jest przenieść istniejącą już ziemię - powiedziała, przestępując z nogi na nogę. Gdy Nora podzieliła się wynikami badań nad próbką ziemi, przeniosła wzrok na Selwyna.
- Mówił pan, że w jakim otoczeniu została ona znaleziona? - nie chciało jej się wierzyć, że ta mandragora miała cokolwiek wspólnego z nekromancją, ale... Jeżeli znaleźli ją w jałowej ziemi, a wokół nie było innych roślin, to może...? Zerknęła na Victorię, która jako pierwsza wysnuła ten wniosek, a potem westchnęła.
- Może czerpie pokarm z powietrza? Za dnia na pustyni jest sucho, ale w nocy... Może czerpie z niego wilgoć i ją przechowuje? Może atakuje inne rośliny albo mniejsze stworzenia? Niektóre rośliny tak robią, głównie te które rosną w cieplejszym klimacie. Monstery, dzbaneczniki, mucharnica...
Zaczęła wyliczać, ale nie była co do tego przekonana. To by oznaczało, że witkami wysysa z roślin, powietrza oraz swoich ofiar składniki, których potrzebuje do życia. A z tym się nigdy nie spotkała: przynajmniej nie z tak agresywną formą.
- Roise, zachowuj się - mruknęła cicho, mrużąc oczy, gdy tylko usłyszała wzmiankę o koszuli. Jeszcze tego im brakowało, jakichś kłótni w chwili, gdy zaraz zdejmą tubę i będą musieli pobierać sok i jednocześnie uważać, by nic ich nie odtrąciło, zaatakowało, zjadło czy zabiło wrzaskiem. Nie czekała na jego odpowiedź: nasunęła z powrotem nauszniki, docisnęła klapki i wzięła strzykawkę. Stanęła po jednej stronie Mandragory, robiąc miejsce dla Nory i Victorii. Była gotowa, chociaż odrobinę się stresowała. Starała się jednak pozostać w pozycji nieruchomej, wierząc że nic jej nie pierdolnie. To tylko roślina, prawda...?
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#52
14.11.2024, 01:47  ✶  
Słuchał tego co pozostali mówili o wyjałowionej ziemi i zmarszczył brwi. Z tą pustynną poczwarą naprawdę było coś nie tak i już najwyraźniej nie chodziło tylko o to, że uwielbiała atakować ludzi.
– Nie spotkaliście się wcześniej z czymś takim? Na przykład badając szaleństwo roślin po Beltane? – spytał, zastanawiając się jakie było prawdopodobieństwo, że zebrani tutaj magibotanicy mieli już na przykład styczność z krwiożerczym, czy raczej minerałożerczym, dębem, lub jodłą. – Zastanawiam się... Może warto wsadzić do niej jakieś sadzonki, aby zobaczyć co z nimi zrobi i w jakim tempie? – Chyba, że od razu je pożare, bo to najwyraźniej też było możliwe. – Szkoda, że nasza królowa jest najwyraźniej na tyle wstydliwa, ze nie wyciągnęła do nas kolejnej witki, tak aby zebrać z niej tę paraliżującą substancję. Chyba, że coś zachowało się z tego w piasku?
Hm... Czy to był ten moment, aby zacząć żałować, że na zielarstwie w Hogwarcie skupiał się bardziej na zalecaniu się do tej jednej Gryfonki rosyjskiego pochodzenia, która podrzuciła mu kiedyś zapisaną cyrylicą laurkę, niż na zajęciach? Nie, chyba nie.
Spojrzał na Ambroise'a i posłał mu jeden z tych czarujących uśmiechów.
– Peruwiańska – doprecyzował, bo przecież nie przyszedłby tu reprezentować swoje biuro w byle czym! Co miał niby robić? Założyć ogrodniczki? Koszmar!
Następnie posłał kolejny uśmiech, tym razem skierowany w stronę Victorii i wreszcie odpowiedział na pytanie Roselyn.
– Została znaleziona w magazynie, w którym przebywała przez pięć lat w drewnianej skrzyni wraz z innymi sadzonkami, które potem zjadła, aż nie zaczęła domagać się wolności. Niestety obie firmy związane z przesyłką zbankrutowały, a to bardzo komplikuję naszą pracę – odpowiedział, dodając to ostatnie, aby lekko zasugerować, że to, że paczka tyle tam siedziała nie było winą OMSHMu.
Potem jeśli nikt nie miał dalszych pytań, nasunął nauszniki na uszy i przygotwał się do swojego zadania.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#53
15.11.2024, 11:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2025, 11:53 przez Dearg Dur.)  
Abbot przysłuchiwała się ich rozmowie, nie wcinając się, poczyniając pamięciowe notatki, jeśli powiedzieli coś, do czego zamierzałaby się mimo wszystko odnieść. Pokiwała głowa w zamyśleniu na słowa Nory o tym, że liście również rozsypują się w piasek, a jej słowa ewidentnie zagnieździły się bardziej w ściągniętych brwiach wiekowej damy szukającej na płaskiej powierzchni śladów listowia. Cmoknęła w niezadowoleniu - dalej żadnych tam nie było.

– Dziwne, zdawało mi się, ze tydzień temu wykiełkowało ich kilka... – mruknęła – Pamiętasz Ururquat, czy poziom ziemi nie był nieco niżej? Może bulwa rozrosła się, skoro tak wyciąga wszystko co może z ziemi, i po prostu przykryła swoją czuprynkę? Choć przyznam, że stan ziemi jest wysoce niepokojący. Zdecydowanie nakażę zwiększyć ilość nawozu po naszym spotkaniu – Niestety asystent liderki towarzystwa tylko wzruszył ramionami, przyznając się do tego, że nie umie odpowiedzieć na to pytanie.

– Liście owszem zamieniają się w podobny piach, dlatego przy ewentualnej obróbce mandragory tniemy bulwę. Roślina się regeneruje, a my mamy surowiec... Proszę Cię Victorio, jeśli nic nie będzie zagrażać naszemu życiu, to żeby spróbowała pani podjąć próbkę bulwy mimo wszystko. Ona nie powinna się rozsypać, choć nie wiadomo oczywiście jak będzie w tej mutacji.

Chwilę jeszcze podumała, po czym machnięciem różdżki stonowała światło, otrzymując półmrok, który pozwalał im na swobodę działań, a mógł nieco stonować agresywne tony rośliny. Dodała też dobrodusznie:
– Tymczasowa ziemia z dziedziny kształtowania i tak utrzyma się przez dłuższy moment bez konieczności utrzymania koncentracji, lepsza taka, niż żadna. Proszę więc asekurantów o czerpanie z dziedzin, w których czują się bardziej władni. Jeśli jesteśmy wszyscy gotowi, czas zaczynać...

Operacja okrycia Pustynnej Róży zaczęła się. Pas tuby został odsłonięty, ziemia zaczęła przesypywać się jak w prostackiej klepsydrze. Wszyscy wpatrywali się z uwagą w odsłaniający się obraz, ale żadne oczy nie wypatrzyły wspomnianych liści. "Głowa" mandragory pozostała łysa, ukształtowana bardzo dziwacznie, bezkształtnie, jakby wyrastała z niej druga podłużna, rozwarstwiająca się bulwa, w pokrętnym wyobrażeniu boga głębin o twarzy kałamarnicy. Druga wić - ta która się nie pokazała - oplatała ciasno ów dodatkową część, aż w końcu przyszło zrozumienie - wewnątrz słoja nie znajdował się jeden okaz, a DWA i właśnie któraś z sióstr pożerała bliźniaczkę na ich oczach, mając w ustach najprawdopodobniej całą jej głowę. Jeśli któreś z zebranych powiedziało cokolwiek, umknęło to słyszeniu pozostałych. Odór afrykańskiej nekromancji wzmógł, przebijając się nawet przez katar Greengrassa. Roślina odsłonięta do połowy poruszyła się nieco pozbawiona ciężaru ziemi, ale nie zaatakowała intruzów, nie będąc jeszcze "świadomą" ich obecności, zbyt zajęta konsumpcją. Z pewnością nie potrwa to jednak długo, należało działaś szybko i możliwie skutecznie.

– Trzeba je rozdzielić! – usłyszeliście bardzo stłumiony przez nauszniki krzyk Ururquta, który trzymał różdżkę w pogotowiu, ale sam na razie poddając się roli, która mu została przydzielona. Z kolei pani Abbot patrzyła na wszystko w widocznym oszołomieniu i nawet nie zareagowała na intensywną reakcję swojego asystenta.

[+]pogladowy rysunek, tak wiem, ze to nie bulwa tylko korzen
[Obrazek: u81SptN.png]
[+]Ambroise
Nie miałeś niestety czasu, a tak bardzo, bardzo, bardzo chciałeś mieć go więcej. Twoje przeczucie mówi Ci jednak, że niezwykła witka może oznaczać niezwykłe właściwości. Twoje przeczucie mówi Ci, że zdecydowanie nie będą to legalne właściwości.

Tura trwa do 18.11, godz. 23:59


Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#54
16.11.2024, 00:46  ✶  
W dalszym ciągu przyglądając się niewielkiemu słoiczkowi z próbką piasku, który w międzyczasie znalazł się w długich palcach Greengrassa, przesuwany w nich to pod światło, to przysłaniany drugą dłonią, żeby obejrzeć piach w zacienieniu, bardzo powoli kiwnął głową na słowa Victorii będące poniekąd powtórzeniem ich własnych wypowiedzi.
Nie miał zbyt wiele do dodania ponad to, że właśnie tak - ziemia była wyjałowiona a oni jeszcze nie wiedzieli, co dokładnie sprawiło, że mandragora była w stanie tak doszczętnie wyssać minerały i substancje odżywcze z gleby i to w stosunkowo krótkim czasie (w końcu została przesadzona). Ani czym żywiła się wobec tego, jeśli nie nagromadzonymi wcześniej zapasami, które mogła mieć, ale nie musiała. Ambroise nie znał się aż tak bardzo na tym konkretnym gatunku.
- W tubie nie miałaby raczej zbyt wielkich możliwości żywienia się czymś z powietrza. Raczej nie mogła zwabić do siebie małych stworzeń ani skorzystać z innych gatunków roślin, skoro jest tu zamknięta - stwierdził bardzo powoli, marszcząc przy tym czoło w zastanowieniu. - Natomiast zapadanie w stan, w którym oszczędnie dysponuje magazynami zgromadzonych substancji mógłby być nawet całkiem prawdopodobny?
Choć czy pustynna mandragora miałaby zachowywać się w taki sposób? Z drugiej strony na pustyni raczej nie dysponowała zbyt wieloma składnikami odżywczymi. Tamta gleba nie była raczej specjalnie sprzyjająca szerokiemu i szybkiemu rozwojowi, raczej powolnemu przetrwaniu, co zdecydowanie mogło pasować do ich agentki. No i pozostała, oczywiście, jeszcze jedna opcja.
- Rzecz jasna jest też wcześniej wspomniana nekromancja - tym razem odezwał się już całkiem normalnym, nie przesadnie cichym tonem głosu, po prostu neutralnie rzucając alternatywę dla wyjaśnienia.
Choć raczej nie zamierzał jej przy tym specjalnie rozwijać, ponieważ z tego, co było wiadomo ludziom z jego otoczenia, był uzdrowicielem specjalizującym się w zatruciach eliksiralnych i roślinnych. W żadnym razie nie powiązanym z urokami, zaklęciami czy, nie daj Matko, obrzydliwymi mrocznymi sztukami.
Przede wszystkim dlatego, że w oczach Ambroisa nekromancja nie była niczym z natury wypaczonym, skalanym, godnym aż takiego demonizowania jakie otrzymywała w związku z czarnym PRem. W zależności od intencji i sposobu wykorzystania, była po prostu narzędziem do osiągnięcia celu. Złego czy dobrego. To cel był nacechowany, nekromancja sama w sobie była neutralna. Była narzędziem w rękach wykorzystującego ją czarodzieja.
Natomiast z samą czarną magią... ...tu sprawa robiła się znacznie bardziej skomplikowana, bo Greengrass zdecydowanie rozróżniał te dwa pojęcia. Paradoksalnie korzystając z obu tych metod, dziedzin, jak zwał tak zwał. W obu przypadkach po to, aby osiągnąć cel, który przecież sam w sobie uświęcał środki.
Wokół rozwijała się wojna. Poplecznicy Lorda Voldemorta raczej nie patyczkowali się przy coraz częstszych atakach. Nie zastanawiali się nad etyką, moralnością, tym bardziej nie nad legalnością wykorzystywanych zaklęć bądź metod.
Jasne, można było udawać, że to wszystko dotyczy głównie czarodziejów mugolskiego pochodzenia, charłaków, pewnych osób półkrwi i bandy debili walczących po stronie dobra za ideę równości i sprawiedliwości ciepłego wygazowanego piwa i średniej hawajskiej dla każdego natomiast prędzej czy później każdy przedstawiciel czarodziejskiego świata miał zostać postawiony przed okolicznością zmierzenia się z przeciwnikami.
Ambroise wiedział o tym aż za dobrze. Aż nazbyt w praktyce odczuł to na własnej skórze. I być może gdyby w tym wszystkim chodziło wtedy wyłącznie o niego samego to posunięcie się do instynktownego odpowiedzenia ogniem na ogień nie przyszłoby mu tak błyskawicznie (choć pewnie w dalszym ciągu by przyszło), że aż niemal karykaturalnie. Natomiast przyszło. A potem przychodziło jeszcze wielokrotnie. Szczególnie wtedy, kiedy dostrzegł, że to działa, że wywołuje element zaskoczenia. Szczególnie wtedy, kiedy już nikt nie kontrolował jego autodestrukcyjnych zapędów.
A ciągoty do ciemnych sztuk, testowania ich granic i zastosowań miał od wielu lat, obracając się w takim a nie innym środowisku, gdzie tylko głupi unikałby możliwości uzyskania wiedzy. Poznaj swojego wroga i jego metody brzmiało jak doskonałe wewnętrzne wytłumaczenie. Z tym, że gdzieś tam w długiej i krętej drodze zatraciło cały swój pierwotny sens i znaczenie. I nawet zabawa nie była zbyt przednia.
Mało co było dla niego ostatnio wyjątkową rozrywką. Słysząc o Beltane, wyłącznie nieznacznie się skrzywił. Paskudny, naprawdę paskudny okres, ale nie miał od siebie nic odkrywczego do powiedzenia, więc wymownie milczał.
Tak samo jak przez resztę czasu, na słowa o peruwiańskiej koszuli robiąc aprobującą minę i odnotowując w głowie, żeby rozwinąć temat. Zaś na reakcję siostry wyłącznie pobłażliwie machając ręką. Nasunął nauszniki, przyjął odpowiednią pozycję, niedaleko pani Abbott, ale w dalszym ciągu przy stole. Instynktownie nie odkładając słoiczka z naprawdę interesującym piaskiem trzymanego w lewej dłoni.
Przygotował się do interwencji, aby móc zareagować w razie potrzeby, ale to, co się wydarzyło było...
...kurwa, nieoczekiwane.
Na tyle, że odruchowo spojrzał w kierunku siostry, a gdy nie odnalazł jej spojrzenia, przeniósł wzrok na Norę. Na co oni właśnie patrzyli?
Napotykając spojrzenie przyjaciółki, zmarszczył brwi, wpatrując się w jej strzykawkę i chyba... ...no tak. Tak, to miało sens. Niewielki, trochę wypaczony, ale sens.
Przelotnie rzucił wzrokiem w kierunku Roselyn, obdarzając ją w teorii wymownym, ale chwilowo niewiele mówiącym spojrzeniem. No cóż, to miało się zmienić i to szybciej aniżeli później. Jeśli komentarz skierowany do Jonathana odnośnie jego naprawdę świetnie leżącej, jakościowej koszuli stanowił dla młodszej Greengrassówny podstawę do takiego a nie innego komentarza to te następne pośpiesznie podjęte decyzje miały ją wręcz załamać.
Szczególnie, że nie było zbyt wiele czasu na to, żeby rozważać wszelkie inne możliwości. Musieli zadziałać stosunkowo szybko, żeby spróbować cokolwiek zdziałać zanim ta bardziej żywa i agresywna bulwa mandragory jorgnie się, że została częściowo wystawiona na widoczność. Mieli niewiele czasu zanim ta wstydliwa królowa jak ją określił Jonathan postanowi (również zgodnie z życzeniem Selwyna; dzięki, chłopie, siła wizualizacji jest w tobie mocna) wyciągnąć do nich swoje witki.
Rzecz jasna mogli stracić wszystko, co już zrobili. Stchórzyć, wycofać się, ale to byłoby wręcz żenujące a obecny poziom funkcjonowania Towarzystwa już błagał o pomstę do Matki Natury. Rozwiązanie było zatem jedno. Proste w swoim skomplikowanym, pokrótce nakreślonym w znaczących spojrzeniach i poruszeniu ustami planie.
Spojrzenie góra-dół, przyzezowanie w stronę mandragory, ruch ręką w stronę swoich barków i wymowne potem spierdalamy zawarte w machnięciu głową w tył.
Nie proponował tego siostrze, szczególnie że sama powiedziała, że nie zna się na translokacji a to mógł być ich awaryjny plan b. Mimo ich bliskości, z Roselyn nie miał blisko dwudziestu lat wypracowanego systemu weź se po to po prostu sięgnij, jeśli nie możesz tego ruszyć różdżką, podsadzę cię. Victoria zamierzała osłaniać dziewczęta ze strzykawkami. Jonathan miał praktyczne doświadczenie w walce z mandragorą.
Ignorując odór nekromancji, który wreszcie przebił się przez jego cholerny katar (tak, rzeczywiście śmierdziało), zrobił krok w kierunku kobiet, zamierzając rozproszyć niewielki fragment kopuły od góry na wysokości, na której mandragora nie od razu dostrzegłaby ruch.
Niezależnie od efektów, dalsza improwizacja była cóż, bardzo pokazowo improwizacyjna. Komuś z pewnością miało się udać umożliwienie im pobrania próbki, szczególnie że Ambroise wyraźnie zagestykulował swój (a także poniekąd Nory, zdecydowanie bardziej Nory) zamiar.
Roise instynktownie wsadził sobie różdżkę między zęby, pochylając się do przodu w taki sposób, żeby Nora mogła wdrapać mu się na barana. Odruchowo schował mały słoiczek do głębokiej kieszeni spodni razem z innymi zielarskimi śmieciami, które nosił upchane wszędzie. Zrobił to szybko i bezwiednie, instynktownie, żeby móc szybko zareagować.
Walić krzesło. Było chybotliwe i mogła z niego nie sięgnąć. W przypadku konieczności znalezienia się blisko morderczej rośliny lepiej było nie ufać martwym przedmiotom. Jeśli ten manewr im się powiódł, to Greengrass wyprostował się, asekurując Figg na swoich barkach przy pomocy jednego ramienia biorąc różdżkę w drugą rękę. Mogłaby zacząć sięganie do mandragory w celu pobrania próbki, o ile któremuś z nich albo innych ludzi udało się rozproszyć fragment osłony.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Lecimy z Bellami wersja jeszcze bardziej budżetowa:

Rzut na rozproszenie małego okienka od góry mandragory - na kobiece ręce. Wysokość pozwalająca Norze nachylić się i szybko wbić igłę. Postać sama w sobie ma 189 cm wzrostu, to tur.

Rzut N 1d100 - 56
Sukces!


AF na podniesienie Nory w taki sposób, żeby się utrzymała

Rzut Z 1d100 - 65
Sukces!


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#55
16.11.2024, 01:19  ✶  

- Chyba nikt nie może żywić się tylko powietrzem, nawet roślina. - Odpowiedziała jeszcze Victorii, przynajmniej nie zwykłym powietrzem, a nikt nie wspominał o tym, żeby w tubie były jakieś specjalne gazy.

- Jasne, to może zadziałać. - Czy Nora uważała, że akurat ona powinna to robić? Cóż, trochę bała się tej rośliny, ale skoro stwierdzili, że jest odpowiednią osobą, to nie zamierzała tego negować. Uśmiechnęła się niemrawo, jakby faktycznie wiedziała, co robi. No, bo przecież wiedziała, była z niej wspaniała zielarka, nie takie rośliny oglądała już w swoim życiu, prawda? No, nie do końca, ale mniejsza o to.

Zwrociła się do Rose - Przeczytałam to w notatkach, one tak mają, że się rozsypują po tym, jak się je odetnie. - To było chyba stwierdzenie faktu, a nie pytanie, nie wspomniała o tym, iż wtedy po jakimś czasie wyrastają z nich dwie kolejne bulwy, bo to nie wydawało jej się istotne, tam pisali o latach, a tyle czasu nie mieli.

Zsunęła ponownie kocie nauszniki na uszy. Była gotowa do działania. Oby szybko miały to z głowy i przeszły do tej mniej inwazyjnej części. Nie czuła się zbyt pewnie z tym, co miała zrobić, bo ta roślina była duża, a ona była malutka, nawet w swoich butach na obcasie, nie takie rzeczy jednak robiła w swoim życiu, należała do organizacji walczącej z śmierciożercami, to i z byle rośliną powinna sobie poradzić, tak, próbowała sobie wmówić, że jest potężną czarownicą mimo swoich raczej niewielkich umiejętności związanych z zaklęciami, które mogłyby się jej przydać podczas ewentualnej walki, oby nie musiała tutaj robić nic takiego, zreszta koło niej stała Victoria, która była aurorką, na pewno ją obroni, gdyby coś poszło nie tak.

Poczuła smród, który dotarł do jej nozdrzy, gdy tuba się uniosła. Wpatrywała się w roślinę, właściwie to dwie z szeroko otwartymi oczami. Tego się nie spodziewała. - O KURWA. - Rzuciła jeszcze elokwentnie, najwyraźniej nie miała nic więcej w tej chwili do powiedzenia. Musiała się rozmnażać zdecydowanie szybciej, niż było napisane w notatkach, nie mogli odcinać kolejnych części, bo zaraz będą tu mieli całą hodowlę tych stworzeń.

Poczuła na sobie wzrok Ambroisa, więc uniosła głowę, aby na niego spojrzeć, na pewno miał jej coś ważnego do przekazania. Zrozumiała jego gesty, tak właściwie to chyba była najlepsza z możliwych opcji. Bez problemu utrzymałby ją na swoich barkach, był wielki, nie ma się co oszukiwać, że sprawiłoby to mu jakikolwiek problem, mógłby ja asekurować, nie musiałaby się martwić o to, czy w ogóle sięgnie do rośliny z krzesła.

Nie mieli zbyt wiele czasu, także nie miała zamiaru zwlekać, gdy Roise się nachylił wdrapała mu się na plecy bez chwili zawachania, ufała mu, wiedziała, że jej nie upuści.

Rozsiadła się całkiem wygodnie na jego barkach, miała nadzieję, że członkowie towarzystwa nie będą teraz podziwiać jej pośladków, bo cóż, sukienka, którą miała na sobie była dosyć krótka, ale czego się nie robi dla nauki!

Figg trzymała mocno w dłoni igłę, bo nie chciała, żeby jej teraz wypadła. Miała zamiar wkłuć się witke, aby pobrać soki z rośliny.


teraz tak, zaczynam od rzutu na WoP - chcę wybrać najbardziej odpowiednie miejsce do wbicia igły, robię to w miejscu, w którym Roise rozproszył tubę, później pobieram próbkę przy pomocy rzemiosła - Figg pracuje z roślinami, sama tworzy sobie komponenty do eliksirów, no zna się na rzeczy jak przystało na prawdziwego specjalisę

Rzut PO 1d100 - 98
Sukces!
- WoP
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana
rzemiosło
Rzut Z 1d100 - 30
Akcja nieudana
rzemiosło
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#56
18.11.2024, 10:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2024, 15:52 przez Roselyn Greengrass.)  
Czyli zjadła inne rośliny. Czyli Roselyn miała rację - ta madragora jadła swoje otoczenie. Pytanie tylko, czy ograniczała się do roślin, czy także do istot bardziej żywych, rozumnych? Spojrzała na tubę z powątpiewaniem: czy gdyby podsunąć jej człowieka, to pożywiłaby się jego energią? Bardzo nie chciała się przekonywać.
- To jest dobry pomysł, ale skoro mówi pan, że zjadła inne rośliny w magazynie, to będzie wynajdowanie koła na nowo - odpowiedziała Jonathanowi, poprawiając uścisk dłoni na strzykawce. Zerknęła jeszcze na Norę, a potem na Ambroise, ale nie powiedziała nic, jedno zmarszczyła brwi, swoje przemyślenia zostawiając dla siebie.

Gdy ziemia osypała się, ukazując nie jedną, a nie bulwy, Rose sapnęła. Nie tego się spodziewała. Jakim cudem rozmnożyła się tak szybko? Czy ktoś czegoś im nie przekazał? A może to ona miała rację, gdy myślała, że to nie jest zwykły okaz? Chociaż w sumie każdy z tu zebranych mówił pani Abbott, że to nie jest zwykła pustynna mandragora. Roselyn zerknęła na Mirabellę, ale widząc jej bezradność, tylko zmarszczyła brwi gniewnie. Do tej pory jej broniła, ale teraz zaczęła odczuwać gniew. Czemu nic nie robiła?!

Roselyn ustawiła się obok dziwnego tworu z ludzkich ciał, czyli Ambroise i Nory, nie mając zamiaru komentować ani gaci kobiety, ani faktu, że jej brat chyba zapomniał, kto jest jego prawdziwą siostrą. Na fochy przyjdzie czas później - ona nie była głupia, wiedziała że czas tykał i płynął nieubłaganie. Dlatego też oceniła miejsce, w której mogłaby się wkłuć, a potem spróbowała rozproszyć część tuby i to zrobić.

Rzut na wiedzę o przyrodzie IV oraz aktywność fizyczną I x2

WoP
Rzut PO 1d100 - 84
Sukces!

AF
Rzut O 1d100 - 51
Slaby sukces...

Rzut O 1d100 - 60
Sukces!


ZMIANA RZUTÓW ZA ZGODĄ MG
Rzucam na Rozproszenie II
Rzut N 1d100 - 84
Sukces!


Jeżeli rozproszenie wyjdzie to rzucam na WoP IV oraz następnie na AF I
Rzut PO 1d100 - 33
Slaby sukces...


Rzut O 1d100 - 3
Akcja nieudana
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#57
18.11.2024, 16:27  ✶  

A jednak wszystko wskazywało na to, że mandragora coś z nekromancją miała. Zapach nie wziął się z niczego, ale poza tym to jej zachowanie, to jak do zera wyciągała minerały z ziemi i że zjadła sadzonki, z którymi była w skrzyni… Domyślała się, ze nie chodziło o dosłowne zjedzenie, bardziej, że i z nich wyssała wszystko, co w sobie miały. Ale ciągle myślała o tym, co się działo tutaj. Czym żywiła się, gdy już nie miała niczego w ziemi? Ciągle coś jej tu nie grało.

– W porządku, mogę spróbować – odpowiedziała Mirabelli, kiedy ta poprosiła ją, by jeśli będzie możliwość, odcięła dla nich kawałek bulwy do badań. W czasie, kiedy pani Abbot na moment zamilkła, i Victoria zmarszczyła brwi, pozwalając swoim myślom zakiełkować. Kiwnęła do niej głową na zgodę, że jak wszystko inne zawiedzie, to po prostu wyczaruje ziemię w tubie, żeby chociaż na chwilę uspokoić roślinę. Zerknęła też na Ambroise, kiedy ten mówił, widziała, że bawił się słoiczkiem z próbką – choć nie miała pojęcia dlaczego. Owszem, była do zbadania, ale chyba nie w tej chwili? – Mam takie dziwne pytanie… Czy odkąd roślina jest tutaj, to czy zajmowano się nią długo w czasie jednego posiedzenia? Czy osoby przebywające z nią nie czuły się może dziwnie zmęczone? Albo po przyniesieniu jej tutaj? Czy ktoś ją dotykał? – odpowiedź nie była ważna na już, to mogło zaczekać na później tak po prawdzie, bo to już i tak niczego nie zmieni, to była w zasadzie ciekawość Victorii i coś, nad czym warto było się zastanowić na później.

Upewniła się, że nauszniki ciasno przylegają do jej uszu, że rękawice nie zsunęły jej się z dłoni, po czym zaczęła się przyglądać, jak ziemia zaczyna opadać, odsłaniając mandragorę. Czy raczej… mandragory. W tym momencie wyrzuciła z myśli wcześniejszy obraz niedosłownego jedzenia sadzonek, bo byli naocznym świadkiem tego, co jedna robi drugiej. Je ją bardzo dosłownie. Mimowolnie wstrzymała oddech i uniosła dłoń by zakryć sobie nos, nawet jeśli doskonale wiedziała, że nic to nie da. Pomysł Jonathana był właśnie sprawdzany na żywo, nie musieli jej podrzucać żadnych sadzonek, ona jadła drugą, niemałą mandragorę.

Ale jakim cudem przeoczono, że były tutaj dwie?

Z lekkim niepokojem i sceptycyzmem oglądała, jak Ambroise rozprasza kawałek tuby gdzieś na górze, a potem podnosi Norę. Ona też nie była zainteresowana bielizną koleżanki (a i tak zakładała, że będzie różowa, zero sensacji). Bardziej bała się, że mogą stracić równowagę – nic takiego jednak się nie wydarzyło. Tuż obok niej Roselyn rozproszyła kawałek tuby na ich wysokości i wsadziła tam ręce. Victoria nie miała zielonego pojęcia jak im dokładnie idzie to pobieranie soków, miała mało czasu na ocenę sytuacji – bo póki co mandragora jeszcze się chyba nie skapnęła co się dzieje, ale za chwilę…

To mógł być idealny moment na to, żeby odciąć kawałek bulwy. Zbadanie takiego kawałka też na pewno im się przysłuży. Sięgnęła więc po jedno z ostrzy, które leżało na stole i zbliżyła się do Roselyn, by skorzystać z otworu, który ona zrobiła w tubie. Przełożyła przez nie obie dłonie i starała się ocenić, które miejsce będzie najlepsze do odcięcia kawałka mandragory – potencjalnie takie, żeby ta za szybko nie zaczęła robić… cokolwiek mogła robić. A następnie po prostu spróbowała uciąć kawałek bulwy. Jeśli wszystko dobrze się udało, a Roselyn coś nie poszło, wskazałaby jej to miejsce do potencjalnej przyszłej próby.


Percepcja III – by dostrzec miejsce, które najlepiej nada się do odcięcia, posiadam też Wiedzę przyrodniczą III
Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!


Aktywność fizyczna II x2 – by odciąć kawałek bulwy
Rzut N 1d100 - 32
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 29
Akcja nieudana


[+]Korzystam ze statystyk postaci sprzed zaakceptowanego rozliczenia
[Obrazek: XDlG20t.png]
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#58
19.11.2024, 16:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2025, 11:53 przez Dearg Dur.)  
Mirabella Abbot była świadoma, że ten egzemplarz jest inny niż standardowe pustynne mandragory. Mówiła o tym od samego początku, wskazując na okoliczności jej odnalezienia i gargantuiczne rozmiary. Całe gremium młodych badaczy zostało zwołane tego dnia po to, by zbadać jakie są nowe właściwości tej zmutowanej rośliny.

Mirabella Abbot była też zszokowana tym co widzi, z podobnych względów co Nora - mandragora rozmnażała się co osiem lat, nic dziwnego, że jej przyspieszone rozdzielenie obmalowało się na twarzy szefowej Towarzystwa szokiem.

Jonathan trwał, w pogotowiu jakby zaczęło dziać się coś dziwnego, gdy pozostali skupili się na pobieraniu próbek. Ambroise i Nora zdecydowali się na współdziałanie - mężczyzna zrobił bardzo wysoko okno w tubie, wziął na barana przyjaciółkę, która wypatrzyła dogodne miejsce do pobrania soków. Kobieta już wbiła igłę, gdy roślina poruszyła się niespokojnie i próbka nie została pobrana.

Wysokość okna i tłoczenie się przy nim nie sprzyjało skorzystanie z tej samej drogi pozostałej dwójce kobiet. Roselyn zrobiła okno niżej i nawet dostrzegła dobry punkt dla swojej igły, choć nieco ryzykowny, możliwe że zbyt głęboko skryty wewnątrz tuby. Nie podzieliła się tą refleksją z Victorią, ułatwiła więc jej zadanie tylko utworzonym oknem. Z resztą zadanie aurorki było inne - miała uciąć kawałek bulwy. Wypatrzyła odpowiednie miejsce i już, już zatapiała ostrze w chropowatej skórce rośliny, gdy wydarzyło się coś bardzo gwałtownego.

Ururquat zirytowany tym, że kolejny raz został zignorowany, wziął sprawy w swoje ręce. Zamachnął różdżką i gwałtownie rozdzielił od siebie dwa okazy, próbując uratować tym samym drugą z olbrzymich mandragor przed pożarciem, czy wyssaniem życiowej energii.

Abbotowa dostrzegła co oznacza uwolnienie obu ust mandragor, ale było już za późno.

Przeraźliwy podwójny wrzask rozległ się w sali badawczej, odpychając odruchem ludzkiego ciała znajdujących się przy tubie magów, którzy mimo nauszników słyszeli ten wrzask. Nora aby utrzymać równowagę naruszyła udami i dłońmi nauszniki Greengrassa, który był przez to ochroniony tylko trochę - paraliżujący krzyk nie uczynił więc z niego spetryfikowanej kłody, ale poczuł z przerażeniem rozchodzące się od tułowia stężenie ciała.

Ułamek sekundy później, trzy wici uderzyły z mocą w ukształtowaną, podziurawioną tubę i magiczne szkło rozprysło się na wszystkie strony, raniąc odsłonięte fragmenty skóry wszystkich zebranych oraz uwalniając dwie bulwy, przypominające siedzące na usypanej górce piasku przerażajace, monstrualne niemowlaki o wykrzywionej wściekłością i bólem twarzy.

Tura trwa do 22.11, godz. 23.59

AmbroiseNie jesteś jeszcze sparaliżowany, ale Twoje działania są utrudnione. Masz tylko jedną kość Akcji w tej turze. Zamiast drugiej dodaj na końcu pojedynczy rzut obronny 1d100 przeciwko postępującej petryfikacji.

Nora i AmbrosieJedno z Was musi wykonać pojedynczą udaną Akcję Aktywności Fizycznej na utrzymanie pozycji "na barana" lub bezpieczne z niej wyjście. Porażka oznacza bolesny upadek i strącenie nauszników na ziemię.

Jonathan dostajesz dodatkową kość Akcji (razem 3) wynikającą z przygotowania do obrony pozostałych. Nie zdążyłeś zareagować przed zniszczeniem tuby, ale teraz, ponieważ nie było Cię przy niej, możesz działać szybciej niż pozostali. Zachęcam, żebyś odpisał możliwie szybko w turze.

W związku z rozpoczęciem walki
  • Wprowadzam limit 400 słów na post. Do limitu nie wlicza się opis rzutu i rzut.
  • W każdej turze przysługują dwie Akcje, chyba że Mistrz Gry indywidualnie zarządzi inaczej.
  • Każdy rzut jest jedną Akcją.
  • Proszę podkreślać w poście najważniejsze akcje podejmowane przez postaci, w tym przemieszczanie się postaci i to na co postać patrzy.
  • Treść akcji w poście powinna pokrywać się z deklarowanym rzutem na jego końcu. W przeciwnym wypadku Mistrz Gry może zignorować wynik rzutu.
  • Proszę pamiętać, aby opisywać rzuty na końcu posta wg. poniższego wzoru: Cecha, rzymska liczba określająca poziom zaawansowania cechy (lub 0), ewentualne przewagi/zawady, które wg. gracza powinny być wzięte pod uwagę oraz skrótowo podejmowaną akcję. (np. Percepcja II, daltonizm, szukam najlepszego miejsca żeby jej przyłożyć)
  • Teleportacja wymaga rzutu.

[+]pobieranie probek, progi sukcesu
Każdy zmniejszył próg pobierania próbki dla siebie o 5. Nikomu nie udało się osiągnąć sukcesu.
Nora Rzemiosło III: sukces od 31
Roselyn Aktywność fizyczna I: sukces od 41
Victoria Aktywność fizyczna II: sukces od 36

[Obrazek: oFJy3kw.png]
  • żółte pieczywo to stoły badawcze
  • różowa kropka na dole to krzesło na którym siedziała Aoife
  • drzwi znajdują się na dole
  • granice pokoju badawczego wyznacza czarna linia
  • od połowy mapy w górę ściany i sufit są kopulaste i przeszklone grubym, wzmacnianym magicznie zielonym szkłem.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#59
21.11.2024, 02:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2024, 14:09 przez Jonathan Selwyn.)  
Jonathan grzecznie stał i czekał, aż będzie potrzebny, zakładając, że bycie potrzebnym w tamtym momencie będzie po prostu oznaczało zasypanie mandragory, czy raczej teraz dwóch mandragor, ziemią, kiedy przyjdzie na to porą.
No cóż... Życie niczym przewrotna sztuka teatralna, najwyraźniej lubiło czasem stawiać na niespodziewane zwroty akcji. Tylko czemu na domiar złego, tych szkarad musiało być teraz dwie?
Możliwe, że po prostu Matka wiedziała, że jedna poczwara to dla niego już żaden problem, więc podwoiła wyzwanie.
Nie było dobrze. Szybko otrząsnął się z szoku wywołanego dwiema paskudami na wolności i pękniętym szkłem i przygotował się do pomocy reszcie. Trzeba było, jak najszybciej spacyfikować te herbologiczne maszkarony, zanim zrobią krzywdę reszcie.
– Zróbcie barierę! – krzyknął w jakiejś nikłej nadziei, że jego głos przedrze się przez paskudny jazgot i nauszniki, ale nie czekał na reakcję reszty, a po prostu postanowił zrobić dwie rzeczy. Najpierw, spróbował powtórzyć manewr ze złotym kagańcem, chcąc rzucić zaklęcie kształtowania na oba stwory, a potem, również i tutaj nie czekając nawet na to, aby upewnić się, że poprzednie zaklęcia zadziałały, czy też nie, roztoczyć kopułę ochronną nad mandragorami, tak aby to one nie zrobiły nikomu krzywdy.


Rzut na kształtowanie (II), na wyczarowanis kagańca dla mandragory po lewej
Rzut N 1d100 - 62
Sukces!


Rzut na kształtowanie (II) , na wyczarowanie kagańca dla mandragory po prawej
Rzut N 1d100 - 43
Slaby sukces...


Rzut na rozproszenie (IV) w celu wytworzenia ochronnej kopuły nad mandragorami
Rzut PO 1d100 - 99
Sukces!


+ jeśli jest jakakolwiek szansa, że taki Uruquat usłyszał/załapał co krzyczy Jonathan, to dodam, że mam Dowodzenie II
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#60
21.11.2024, 14:00  ✶  
Roselyn bardzo starała się pobrać próbkę z rośliny, zanim dojdzie do czegoś, czego każdy tu pożałuje. Wtedy nawet gdyby doszło do tragedii, to mieliby na czym się oprzeć, badając roślinę i próbując pomóc ewentualnym rannym. Niestety ale Roselyn nie przewidziała tego, że ktokolwiek będzie na tyle głupi, żeby na siłę i na szybko rozdzielać rośliny. Przede wszystkim dlatego, że cholera jasna: większa mandragora była zajęta i mieli większe szanse na pobranie próbek.
- TY CHOLERNY IDIOTO! - jej krzyk zapewne nie przebił się przez nauszniki i wrzask mandragory, ale nie mogła powstrzymać się przed tym wybuchem złości. Najchętniej cisnęłaby Ururquatem, żeby to nim mandragora zajęła się w pierwszej kolejności, ale cóż...

Roselyn wyszarpnęła różdżkę i spróbowała wyczarować barierę, która oddzielałaby ją oraz Victorię od mandragory.

Dwa rzuty na wyczarowanie bariery oddzielającą Viki i Rose od mandragor, rzucam na Kształtowanie III

Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (9043), Cameron Lupin (2124), Dearg Dur (6992), Jonathan Selwyn (2864), Nora Figg (3740), Roselyn Greengrass (3534), Victoria Lestrange (5274)


Strony (8): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa