Proszę bardzo. I już się śmiała. łatwo było ją rozbawić? Saurielowi wydawało się, że ma raczej denne żarty, a jego poczucie humoru gdzieś tam wewnętrznie bawiło tylko jego. Najwyraźniej jednak Victorii to odpowiadało. Sarkazm jej odpowiadał. Jasne, do konkretnego stopnia, w odpowiednim tonie, ale większość rzeczy można było robić, jak to już określił: z włosem albo pod włos. Skoro został wytyczony kurs "z włosem" to teraz należało się go trzymać. Choć nieźle miotało tym statkiem na boki i czasami jednak ciężko było utrzymać stery.
Uśmiechnął się pod nosem, bo zdawał sobie sprawę, jakie to jest genialne. Ktoś inny w jego rodzinie też sobie zdał. I tak to właśnie było. Jej optymizm był niemal zaraźliwy. Na tyle, że wyobraził sobie siebie samego w biurze aurorów.
- Coś czuję, że byłbym najbardziej uwielbianym gościem w biurze. - Trochę ironicznie, a trochę nie. Bo zdawał sobie sprawę z tego, że ludzie potrafili go lubić. Że miał charyzmę, która jednak przyciągała niektórych. Zwłaszcza niewiasty. Tym nie mniej przez swoją gburowatość jednak większość ludzi, nawet jeśli na początku go polubiła, to wystarczyło kilka słów i spotkanie zamieniało się w koszmar. - Już jestem specjalnym płatkiem śniegu. - O tak, jednostka specjalna do zwalczania zła i terroryzmu! Walczyłby... no, przeszedłby na stronę przeciwną. Zastanowił się, czy wśród tych trupów za jego plecami był jakiś auror. Łatwo było nie zobaczyć krwi na dłoniach, skoro tak łatwo ją było zmyć. - Och, panienko Lestrange, przy panienki walorach moje gasną zupełnie. - Zaintonował to specjalnie wyniosłym głosem i nawet uniósł dłoń, jakby był heroldem, co właśnie przedstawia prawdziwą królową, czy też księżniczkę.
- Chętnie. - Chociaż wcale nie był pewien, czy to dobry pomysł. Czy powinien. Czy będzie tam pasował. Czy coś się nie spierdoli. Brzmiało to jak odpowiedzialność, na którą nie był gotów. - Dziwnie się przy tobie czuję. Bezbronnie. - Bo nie wiedział, co z nią robić i nie wiedział, jak w ogóle do tego podchodzić. To znaczy niby wiedział, ale to go rozbrajało. I niby mu się podobało to uczucie, a z drugiej strony nie podobało mu się wcale. Więcej w tym było niepodobania się jednak. Bo wiedział, że musi być uzbrojony.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.