• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[24.08.1972] Poznaj moją siostrę | Sauriel & Victoria

[24.08.1972] Poznaj moją siostrę | Sauriel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#31
11.01.2025, 17:49  ✶  

On wiedział o niej rzeczy, za które ludzie by chętnie zapłacili i ona wiedziała o nim rzeczy, za które ludzie tez by pewnie zapłacili. Rzecz polegała na tym, by sobie wzajemnie ufać. On jej zaufał albo był zdesperowany, że zdradził swój największy sekret, ona… ufała mu bardzo i podzieliła się o sobie tym, co się dowiedziała. Nie brała pod uwagę, że któreś z nich mogło te tajemnice podać dalej, to by było… To byłaby zdrada, prawda? Taka, po której już nigdy więcej nie zaufasz, o ile w ogóle będzie jakieś „później”.

Może i Saurielowi ta ignorancja wyszła na dobre, ale czy na dobre wyszła Victorii? Ona przez ponad miesiąc żyła z wyrokiem, że niedługo umrze, niemalże w ten sam dzień porzucona przez narzeczonego, tygodniami miała w myślach, że została z tym wszystkim sama, że nie jest wystarczająca, ani odpowiednia. Nie widywali się zbyt często i to naprawdę było… jakby jej ten ograniczony czas przeciekał przez palce.

Oczywiście, że zignorowała ten zły wzrok do niej posłany. Jakby zawsze robiła wszystko to, co tylko chciał Sauriel, to byliby teraz w zupełnie innym miejscu. Jakby nie wykazywała się upartością i cierpliwością do niego, pokazując mu, że można inaczej i że też wcale nie będzie źle (jak to sobie wyobrażał w tej swojej pesymistycznej głowie). Victoria nie płonęła, nigdy, a więcej ludzi pewnie byłoby skłonnych powiedzieć, że jest jak lód – dosłownie i w przenośni, a przecież serce miała ciepłe.

– Nie przeceniam.  Po prostu nie czuję się traktowana jak przedmiot – a przecież było to czuć, kiedy człowiek się tak czuł, kiedy był traktowany po macoszemu i tylko na chwilę, żeby zaspokoić pragnienie. Jak te dziwki, którym płacił – one mogły się tak czuć. Z tą narracją to było tak, że… cóż. Sauriel cały czas uważał się za potwora, gdyby mógł, to by o tym przypominał na każdym kroku, jakby nienawidził tego, czym się stał i jednocześnie słowa o tym, że istnieje możliwość, by tym potworem przestał być… Był nieprzekonany. Jakby uważał, że zasłużył na bycie potworem. A kiedy się jak taki nie zachowywał, kiedy Victoria mu o tym mówiła, to i tak chętnie by zaprzeczał. Oczywiście – mogłaby go zacząć uważać za takiego, wiedziała, że istniał scenariusz, w którym widziałaby w nim potwora, nawet pomimo jego natury, ale to nie był ten moment. Westchnęła. – Mów do mnie – jak miała go zrozumieć, jak miała coś objąć umysłem, zaakceptować i się z czymś pogodzić, kiedy do niej nie mówił i tak wiele zostawiał w swojej głowie? Teraz na przykład otworzyły jej się oczy, że Sauriel zwyczajnie się bał, że mógłby jej zrobić krzywdę, albo może właśnie, że spojrzałaby na niego jak na potwora, którym, w głębi duszy, wcale nie chciał być.

Nie oponowała, kiedy złapał jej rękę i odsunął.

– Nie planuję, to nie jest moment na stylizację à la Yule – odparła i zmarszczyła brwi, bo miała wrażenie, że Sauriel znowu jest w trybie „chcę uciec”, a ona chyba psychicznie nie miała na to siły, nie biorąc pod uwagę ostatnie dwa dni, które znowu zdołały ją przeorać, nawet jeśli w tej chwili trzymała się w garści całkiem nieźle.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#32
11.01.2025, 19:57  ✶  

Stanął przed nią, ale nie puścił jej dłoni. Spoglądał przez chwilę w jej twarz. Słowa mów do mnie brzęczały i odbijały się od ścian otoczenia tak, jakby słowiczy trel dotarł do uszu specerowiczów w środku lasu zimą. Nie był wyrokiem. Jej spojrzenie nie było wyrokiem. Tu nie było przykazów, to było... prośba. Wyczuwał w niej jakąś... nawet nie wiedział, jak to nazwać. Bezradność? Chyba gdyby miał ubierać emocje w słowa to tak by to określił. Jej własna bezradność, że kolejny raz się odbijała od niego, bo... tak, całkowita racja. Znowu chciał się wymknąć, bo robił to zawsze, kiedy tylko pojawiały się jakieś emocje, a on chciał o nich przede wszystkim... zapomnieć. Nie chciał z nimi robić niczego pożytecznego - chciał się z nich ostudzić i zapomnieć. Dzięki temu wracaliśmy do tego słowa klucza, którym operował. Tego, które tak namieszało między nimi, bo on powiedział, że chce, żeby było "normalnie", a potem działy się rzeczy, które temu zaprzeczały. Działamy na stopniu pewności, żeby wchodzić na wody zupełnie niepewne.

Pogładził jej dłoń kciukiem.

Ciągle gdzieś czekał na to, że jednak się zachwieje. Nie liczył na to - ale obawiał się tego. To się w końcu stanie, tylko pytanie, kiedy - zaraz, za chwileczkę, za sekundę - takie mu to dawało wyobrażenie. Tymczasem nic się nie działo. Nic złego. Nie musiało wcale też się wydarzyć cokolwiek złego między nimi - gdyby tylko był w stanie uwierzyć... w siebie. Nie w nią, nie w nich - w siebie. Bardzo wiele tu okręcało się wokół "ja", którego Victoria nie mogła zrozumieć - nie dlatego, że uważał, że tego w ogóle nie pojmie, a dlatego, że on milczał. Więc jak mogła?

Podniósł ją z ziemi w ramionach jak księżniczkę i wyniósł do kuchni nie zważając na protesty. Dopiero tam ją postawił i odsunął przed nią krzesło zapraszającym gestem. Nie oddychał, więc nie mogła czuć alkoholu w jego oddechu, ale zapach whiskey mieszał się teraz z jego perfumami. Wyjął mleko, wyciągnął garnek do jego gotowania, gestem przywołał filiżankę, kakao, cukier... wszystko, co niezbędne do zrobienia tego magicznego naparu.

- Nie chcę sobie dawać argumentów do tego. - Powiedział to już na głos? Albo nie? Wcale nie był pewien. - Robisz jeden wyjątek, drugi... i nagle staje się to regułą. - Sekret tego opanowania? Trzymanie się sztywnych reguł i dawanie upustu bestii tylko tam, gdzie wiedział, że może sobie na to pozwolić. Takim sposobem żyło się w kooperacji z tym potworem, który był tobą, a nie robiło mu na pohybel. Oj tak - i mówił to on! Ale mówił to z doświadczenia. Bo to był kolejny przeciwnik, z którym przegrał. - Kanibalizm nigdy nie był zbyt popularny, a ja nie zamierzam go popełniać na osobie, na której zależy mi najbardziej. - Słyszała opowieści o kanibalizmie? On znał ich naprawdę sporo. Wampiryzm był, w jego mniemaniu, dokładnie tym. - Im więcej sobie pozwolę, tym potem trudniej będzie zachować kontrolę. Gdyby się cokolwiek zdarzyło. - W końcu Victoria ciągle pakowała się w jakieś tarapaty. A nawet i niech będzie głupie przecięcie noża. - Lubię naszą normalność. Nie chcę wnosić w to bestii, która towarzyszy mi wszędzie. - Bo tutaj czuł, że ta relacja jest chociaż trochę od tego wolna. Nie wiedzie prymu. Wcale nie miał ochoty się przekonywać o tym, że wcale tak być nie może, ryzykować, że coś by się zmieniło. A obawiał się, że już się trochę mogło zmienić. Powiedział to kiedyś do swojego najlepszego przyjaciela - że spośród wszystkich ludzi, gdyby miał wybierać, wybrałby jego szyję. To samo się właśnie tyczyło Victorii. Nawet teraz, kiedy tu stał, ciągle czuł miotające się zwierzę w swojej głowie, które chciało jeszcze. Kiedy jednak przestałoby się miotać? Ile miałby wziąć? Weź, ile chcesz, no nic jej nie jest..! Miał ochotę sobie pizgnąć w ryj za te myśli. Niby jego - a jednak nie do końca. - Nie lubię o tym mówić. - Zamknął gestem dłoni szafkę i obrócił się w końcu w stronę Victorii.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#33
11.01.2025, 22:51  ✶  

Była pewna, że jednak zaraz dłoń Sauriela zsunie się z jej i odsunie się bardziej, a później zwieje do jakiegoś kąta, albo jak najdalej od niej, ale nic takiego się nie stało. Jego szorstkie palce ciągle zaciskały się na jej, i wcale nie odwracał wzroku gdzieś w kąt. Patrzyli na siebie i nic dziwnego, że odczytał z niej tą bezradność, kiedy tak bardzo starała się go zrozumieć i ciągle zmniejszała dystans między nimi, by nie dać mu się skryć i znowu zapomnieć o temacie. Nadal – mógł nic nie mówić. Mógł milczeć, tak ja teraz milczał. Mógł nie chcieć podzielić się z nią tym, co miał w głowie i w sercu, co go napędzało, co było motywatorem. Tak, to była prośba, nie żaden rozkaz, nie żadne ultimatum. Prośba: proszę, mów do mnie, bo chcę cię zrozumieć, nic więcej. Oboje czuli się zagubieni, ale z zupełnie różnych powodów: ona, bo dostawała sprzeczne sygnały i nie miała pojęcia, co z tego wszystkiego wyczytać i w jaką stronę osadzić swoje uczucia, zaś Sauriel był zagubiony w sobie samym, w tym co chciał w głębi serca, co wydawało mu się, że chce, w tym jak pokazać wszystkim, łącznie z samym sobą, że sam najlepiej wybierze swoją drogę, robiąc na przekór, nie mówiąc już o emocjach, przed którymi chciał uciekać.

Uśmiechnęła się leciutko do niego, kiedy poczuła ten czuły gest i jego palec przesunął się po wierzchu dłoni. Nie uciekał nigdzie, ciągle tutaj był, stał przy niej, milczał, ale był tutaj. I z tym biegiem sekund ona sama nie czuła się wcale gorzej, do jej ciała nie docierało, że powinno być teraz słabe, że lepiej byłoby siedzieć, albo się położyć, że w głowie powinno wirować – nie. Victoria jak na złość stała przed Saurielem, nawet sama zgięła odrobinę palce , by zamknąć je na tych jego, i ani myślała o tym, żeby teraz nagle zacząć być panienką w opresji – a tym bardziej przez niego. I zupełnie nie przewidywała, że nagle Sauriel wyślizgnie dłoń z tego uścisku i schyli się, by złapać ją pod kolanami i na plecach i podnieść – a ona wręcz, nieprzygotowana, w pierwszej chwili wydała z siebie dziwny dźwięk, a potem zamachała nogami, nim złapała się go ręką, obejmując go tak na plecach.

– Kocie? Co się dzieje? – to było tak zupełnie niespodziewane, tak… losowe, że skonfundowanie z pewnością było widoczne na jej twarzy, kiedy wyszli z salonu na korytarz, a potem schodami w dół i po chwili znaleźli się w kuchni. – Sauriel? – spróbowała po drodze, wiercąc się trochę, a potem… znowu stała na własnych nogach i odsunięto przed nią krzesło… na które usiadła, nie mniej skołowana, patrząc, jak Rookwood rządzi się w jej kuchni, wyciąga to, tamto.

Nie wiedziała, co się właśnie działo. Ani dlaczego. Poprosiła go, by do niej mówił, a milczał i nagle znaleźli się w kuchni, a Sauriel gotował mleko w garnku.

I wtedy się w końcu odezwał. Jakby… kupował tym sobie czas, by móc znaleźć odpowiednie słowa. Nie chciał sobie dawać argumentów – to fatycznie już powiedział wcześniej, ale tym razem na tym się nie skończyło. Mówił dalej. A Victoria słuchała, wpatrzona w jego plecy, w to, jak się ruszał… Oparła też głowę na splecionych dłoniach.

Wcale nie spodziewała się tych kolejnych słów, które wyjdą z jego ust. Że… Że nie chce tego popełniać na osobie, na której zależy mu najbardziej? Chodziło mu o nią? Tak o niej myślał? Może nie powinno, zważywszy na kontekst, ale Victoria poczuła takie przyjemne ciepło, które rozlało się jej po sercu, chyba nawet zabiło szybciej.

– Rozumiem – odezwała się w końcu, kiedy odwrócił się do niej. Mogła mówić do jego pleców, ale sama układała sobie w głowie słowa, a poza tym… wolała na niego patrzeć, a nie udawać, że mówi do ściany. – Chodzi ci o pokusę i wymówki, by po nią sięgać – naprawdę… o ileż prościej było, kiedy do niej mówił, kiedy jej tłumaczył, kiedy starał się przekazać. Może nie łapała wszystkiego idealnie, ale bardzo się starała to wszystko pojąć. – Wolisz patrzeć na to przedmiotowo, bo łatwiej ci się w ten sposób odciąć i jednocześnie boisz się, że mógłbyś wtedy spojrzeć tak na mnie? – to było tak pytanie jak i stwierdzenie, ale i tak chciała to usłyszeć od niego. Lubił ich normalność, tak? Victoria uśmiechnęła się do Sauriela i pomyślała sobie, że ta bestia, jak o tym mówił, i tak była jego częścią, czy tego chciał, czy nie, a tutaj… To brzmiało jakby to rozdzielał. Siebie od łaknienia krwi, a przecież tworzyli całość. Pamiętała przy tym rozmowę z Astarothem, który też zdawał się nie godzić ze swoją wampirzą naturą. – Już mówiłam, że nie będę cię do niczego zmuszać. Szanuję twoje zdanie – i wybory zresztą też… problem w tym, że te wybory były dla niej często zupełnie niejasne. Ale tutaj było wszystko czarno na białym. – I akceptuję je, bo ma sens – dodała i w końcu położyła dłonie na blacie stołu. – A ja lubię jak do mnie mówisz, bo często zupełnie cię nie rozumiem, chociaż bardzo próbuję – i robiła co mogła i może i wychodziło jej całkiem nieźle, to domyślanie się pomiędzy słowami, jaki Sauriel mówił, a jakich nie wypowiadał. – Naprawdę zależy ci na mnie najbardziej – to znaczy… mówił jej, że mu zależy, ale że najbardziej? Irracjonalność tej rozmowy została gdzieś za drzwiami.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#34
12.01.2025, 00:02  ✶  

Sęk w tym, że... nic się nie działo. Już jej to powiedział, tak? Ona też powiedziała. Nic się nie dzieje. Nic się nie działo. Istnieją, gdzie istnieli - zgodnie z tym, co się rzekło. Nie miał nawet dobrych słów, by przerwać ciszę, kiedy ją niósł. Alkohol mu z pewnością w tym pomagał. W irracjonalnym zachowaniu jak na niego również. NAWET jak na niego. Chciał jej tylko powiedzieć, żeby się nie wierzgała, żeby siedziała spokojnie, ale po co będzie strzępić tego ryja. Zaraz ją postawi. Usiądzie. I będzie w porządku. Zaraz wszyscy będą zadowoleni. Zaraz wrócimy do norm. Zaraz... no, wszystko zaraz. Tylko najpierw zrobi jej kakao, bo to ważne, żeby bić kakao, jak się jest osłabionym. I powiecie: no ale wszystko okej! Otóż nie było takiego języka, w którym by to do Rookwooda dotarło. Że "wszystko jest okej" w tej chwili.

Tak, kupował sobie czas. Ona chciała, żeby on mówił, a on w gruncie rzeczy nie lubił mówić. Przynajmniej nie o tym, co działo się w jego pokręconej głowie. Co tam się pałętało po jego myślach i emocjach. Żeby takie rzeczy powiedzieć trzeba przede wszystkim samemu jeszcze potrafić je zwerbalizować. W tym zaś też nie był najlepszy, bo nawet nie chciał być najlepszy. I kupował sobie przestrzeń. Nie lubił do końca, kiedy ona była naruszana, gdy jej potrzebował, bo to wtedy zachęcało tym bardziej do tego, żeby się wynieść. Ale jednocześnie wcale nie tak, że nie lubił jej dotyku. Nie było złotego środka, dlatego będzie musiał ją sadzać i czymś zajmować. Żeby on mógł poprzeżywać rzeczy dokładnie tak, jak tego potrzebował. Dać im z siebie zejść, tak jak musiały z niego schodzić. A nie należało do tego siedzenie w miejscu. On po prostu... musiał się ruszyć. Inaczej nie osiągał powrotu do spektrum komfortu.

Zwolnił dopiero, kiedy wypluła z siebie zdanie, nad którym się zastanowił. Patrzeć przedmiotowo, żeby wtedy czuć się z tym lepiej...

- Tak. - To było bardzo dobrze zwerbalizowane. Dobrze ujęte. Dokładnie trafiające w to, o czym myślał, jak sam na to patrzył, a i tak, jak sam tego nie ujmował w swojej głowie. Tylko nie bardzo był pewien, co do tego drugiego - że mógłby tak spojrzeć na nią... może to właśnie o to chodziło. W tym tkwiło sedno problemu, którego dokładnie nie nazywał, bo nie potrafił, ale czuł całym sobą, że nie chce i zostawiał to za ścianą? Wyjebywał to oknami, rurami i kominem - każdą wentylacją w tym pieprzonym burdelu, jakim była jego głowa. - Ay... widzę. - Spojrzał na nią z nieco uniesionymi brwiami. Lubiła, kiedy do niej mówił. Tak, w sumie to już o tym wspominała kiedyś. Mieli tutaj lekki konflikt - skoro on mówić nie lubił. Czasami nie było to aż takie straszne, a niekiedy po prostu... jakoś mu to umykało. To, jak bardzo milczy i jak wiele zostawia tylko swojej głowie. Oparł się o wyspę w kuchni z tą filiżanką między swoimi łapami i zaczął nią przesuwać z jednej do drugiej, jakby to była jakaś piłeczka do zabawy. Wyciągnęła hasło-klucz. Słowo-klucz. NAJBARDZIEJ. Miał teraz to stopniować? Czy wybrałby ją czy Stanleya? Albo ją czy Anne? Wybór powinien być prosty - miał wiele żalu i nienawiści do tej kobiety, a jednak wcale by nie był. Ale miał teraz zaprzeczyć? Jakoś tak to powiedział i teraz... no było. I nie było pytaniem. Skinął głową tak czy siak, bo przecież to nie była kwestia wyborów. Zależało mu na niej. Bardzo mu zależało. - Jak mam coś do przemielenia we łbie to po prostu daj mi czas. Muszę to rozchodzić. I mi przejdzie. - Chodziło mu o to chociażby, co tu zaszło, albo... co wielokrotnie zachodziło, kiedy sytuacja eskalowała. Wolał zresztą to niż groźbę wybuchu, bo może i się uspokoił trochę, ale to wcale nie znaczyło, że przestał być wybuchowy. Nie bardzo znał teraz swoje limity. Uniósł na nią spojrzenie.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#35
12.01.2025, 02:14  ✶  

Nic się nie działo, a jednak wylądowała w ramionach Sauriela, który niósł ją z salonu do jej kuchni bez słowa – więc… coś się jednak działo? Czy może był to sposób na to, by zamknąć jej buzię, ale skoro tak, to mało skuteczny, bo nadal miała te swoje pytania. Jak chciał ją uciszyć, to był na to znacznie skuteczniejszy sposób, który raz już wykonał.

Lubiła, gdy mówił do niej kompletne bzdury i lubiła, gdy mówił do niej rzeczy poważne. Nie chodziło o to, że sama wolała słuchać, nie, przecież buzia potrafiła jej się nie zamykać, aż łapała się na tym, że chyba mówi nawet za dużo, że może druga strona chciałaby coś powiedzieć? Miała swoje mocne zdania, była uparta, wiedziała o tym. Ale… tu nie do końca był konflikt interesów, bo Sauriel mógł sobie przy niej milczeć ile chciał, problem pojawiał się wtedy, kiedy milczał aż za bardzo, a Victoria nie miała skąd czerpać danych żeby poukładać sobie to, co się dzieje. Nie musiał mówić wcale pięknie, mógł mówić pokracznie, jej wystarczyło tylko zarzucić wędkę, a myśli i tak biegły przed siebie galopem, mogła znaleźć te słowa za niego.

Jak dzisiaj.

I nie chodziło o żadne stopniowanie, czy wybieranie, przecież nie rzucała mu tego w twarz wymieniając inne imiona. Te inne imiona i osoby w tym momencie nawet jej nie przychodziły do głowy. A może powinny wejść jej pod skórę i szepnąć, że są tacy, przy których zawsze będzie drugim wyborem, przecież to nie tak, że jej pewność siebie się odbudowała i gdy patrzyła w lustro, to myślała sobie, że mogłaby rzucić cały świat na kolana. Kiedyś może i tak było. Dzisiaj… Niekoniecznie. Tak czy siak, to były jego własne słowa, których nie chciała puścić mimo uszu, chociaż Sauriel nie miał nic do dodania i tylko skinął głową.

– W porządku, po prostu… – okej, więc potrzebował chwili czasu i przestrzeni. Victoria odetchnęła, bo absolutnie nie chciała go przyciskać, żeby się w sobie zamknął i obwarował w tej twardej skorupie, jaką żółw Sauriel nosił na plecach. – Może i nieźle mi idzie obserwowanie i wyciąganie wniosków i sprawiam wrażenie, że mam wszystko pod kontrolą, ale więcej razy niż ci się wydaje, jestem po prostu w kropce i nie wiem, i przydałaby mi się chociaż wskazówka – jak teraz: że potrzebuje chwili. Dałaby mu ją, gdyby wiedziała, że zaraz nie zwieje po prostu jak miewał w zwyczaju. – Bałam się, że uciekniesz i już nigdy nie wrócimy do tej rozmowy i potem ty będziesz udawać, że jest okej, a ja będę się zastanawiać co się właściwie dzieje – i nigdy nie zapyta… albo zapyta, jak już ją wszystko przerośnie. A przecież… wystarczyło jej powiedzieć, jak wtedy, po tym pocałunku, żeby nie pytała o to czy o tamto. I… nie pytała, nie rozdrapywała, chociaż za cholerę nie miała pojęcia, gdzie ich dwójkę w ogóle umiejscowić. To, że im na sobie zależało było jasne. Bardzo jej zależało. – Mogę nie zawsze poprawnie rozczytać sytuację – chociaż chyba i tak nieźle jej szło, bo zazwyczaj, w sumie dość instynktownie robiła to, co potrzebował, znaczy, że… no dawała mu ten czas. Jak ostatnio, jak mu zaproponowała, żeby poszedł zapalić, a ona się pójdzie ogarnąć – ale wtedy było to dla niej jasne. A dzisiaj… ni cholery. – Wystarczy, że mi powiesz, że potrzebujesz chwili… jak się sama nie domyślę – bo były tematy, które mimo wszystko warto było przegadać, nawet jeśli Sauriel wolałby nie. Jak dzisiaj… czy to wychodziło im na złe, że jej powiedział? Wręcz miała poczucie, że wyszłoby im na złe, gdyby jednak nie doszło do tej rozmowy w kuchni. – Nie chcę się narzucać – nigdy nie chciała i tyczyło się to właściwie każdej płaszczyzny życia i tego, co było pomiędzy nimi.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#36
12.01.2025, 15:35  ✶  

No tak, no przecież - przecież to takie oczywiste, że nie wie, bo skąd? Z drugiej strony był jakoś przyzwyczajony do tego, że ona... wiedziała. Właśnie - skąd? Z tych obserwacji, o których mówiła? Z tego, co zdążył jej już powiedzieć, zakomunikować gdzieś w trakcie ich wszystkich rozmów, spotkań, starć? Za mało się kłócili. Zdecydowanie za mało - kiedy teraz o tym myślał. Pewnie dlatego, że zanim cokolwiek mogłoby nastać z kłótni to się wycofywał? Pytanie, tak, bo rozważanie tego tylko sprawiło, że lekko pokręcił głową do własnych myśli, kiedy obrócił się z powrotem do kuchenki i gestem dłoni zaprosił naczynia do fruwania. Mleko ugotowane, grzecznie zalało kakao, a filiżanka, co wfrunęła z jego dłoni, do nich wróciła. Tym razem ze spodeczkiem i pełna. A potem gładko powędrowała do Victorii.

- Mam nadzieję, że nie wrócimy do tej rozmowy. - Tylko że gdyby nie zostało dzisiaj dopowiedziane to, co jej przekazał, to z jej strony sprawa nie byłaby, jak powiedziała sama - zamknięta. Domknięta. Nie potrafiłaby zrozumieć, co go motywuje w takim nastawieniu i co go prowadzi do przodu. Dzięki temu, że w końcu słowa przebiegły między nimi i nie odciął jej... och, jak wiele potrafi zdziałać dobra komunikacja! No cuda! Sauriel nie chciał jej jakoś zrażać do tego, żeby pytała, żeby w sumie go do komunikacji zniechęcała przez brak odzewu czy... czegokolwiek. Za to nie o wszystkim rozmawiać chciał - a miała rację. Gdyby wyszedł stąd to by już do tematu wracać nie chciał. Sam by go uznał za zamknięty i by się wkurwił, że znowu jest ruszany. To jak kręcenie starą drzazgą wbitą w palec. Nie boli to, że jest. Bolało dopiero to, jak ktoś próbował ją ruszać. - Masz rację. Łatwo przychodzi mi zamykanie tematów i brak chęci do ich powrotu. Bez względu na zrozumienie innych. - Brzydki nawyk, prawda? Widział w tym błąd, ale nie miał w sobie chęci zmieniania tego. Miał co najwyżej chęć otwierania się bardziej, żeby Victoria mogła poznać, co kryło się w jego głowie, zanim taki temat już zamknie. Słowa do dziennika, dziennik do śmietnika... chyba każdy znał tę wyliczankę. Kiedyś bawił się tak z profesorami w Hogwarcie. Dzisiaj stawka wzrosła - i nagle trzeba było brać za siebie samego ogromną odpowiedzialność. Siebie i swoje czyny. - Męczące, co? - Uśmiechnął się nieco pod nosem. - Radzenie sobie z takim mną. - Z tymi humorami, zachowaniami... ale jej się nadal chciało. Nadal nie odpuszczała. Nawet mimo tego pojebanego poplątania, które działo się w jej życiu i z jej życiem. - Dobrze, Vika. Postaram się. - Tyle naprawdę mógł jej obiecać. - Postaram się więcej do ciebie mówić.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#37
12.01.2025, 17:20  ✶  

Oczywiste – nieoczywiste. Rzeczy oczywiste miały to do siebie, że przestawały takie być, gdy ktoś tłumaczył nam swój punkt widzenia, zupełnie odmienny. Albo zaczynały być oczywiste po wyjaśnieniu. Victoria już dawno odrzuciła „oczywistym” w stosunku do Sauriela, odkrywszy, że to, co dla niej było wyraźne i niezaprzeczalne, dla Sauriela było niedostrzegalne, a to, co jemu wydawało się pewne – dla Victorii nawet nie istniało, póki nie powiedział jej o tym słowa. Wiele z tego co mówił Sauriel na te ważne tematy, to zresztą były urwane zdania, niedokończone myśli, gdy podwijał pod siebie ogon i uciekał. I miała przy tym poczucie, że to, co mówił, to niekoniecznie zawsze było faktycznie to, co myślał. A gdy jeszcze do tego robił coś zupełnie innego, to jak tu nie być skonfundowanym? Nie, to nie było proste, Sauriel nie był prostym człowiekiem. Według siebie nie był nawet człowiekiem – z czym się akurat nie zgadzała.

– Chyba w tym momencie nie ma powodu do niej wracać? – bo… wszystko wydawało się być jasne, ponieważ p-o-r-o-z-m-a-w-i-a-l-i. Bo Sauriel zmusił się i powiedział trochę więcej, niż miewał w zwyczaju; to były właśnie te starania. Może coś w jej twarzy wtedy, w jej głosie sprawiło, że uznał, że się tym podzieli, a może dlatego, że właśnie postanowił zrobić trochę więcej – wyjść ze swojej strefy komfortu. Nie wiedziała. Fakt, swoim zachowaniem Sauriel potrafił skutecznie zniechęcić do tego pytania, do lekkiego szturchania i ciągnięcia za język i zresztą były pomiędzy nimi takie tematy, w które Victoria bardzo się bała wsadzić choćby mały palec u stopy, a co dopiero całą nogę, ale poza tymi, przy których miała ewidentne PTSD, nadal próbowała gdzieś łagodnie go wciągnąć w rozmowę. Może nawet dyskusję.

Jej dłonie owinęły się wokół ciepłej filiżanki, która podleciała do niej za sprawą magii Sauriela. Chłonęła to ciepło, które nie było w stanie ogrzać jej ciała i uśmiechnęła się do czarnowłosego – to było słodkie, to co zrobił. Zaparzenie jej tego kakao, tak jak niedawno parzył dla niej herbatę. Złapała za uszko filiżanki i podsunęła ją sobie pod nos, nie odrywając spojrzenia od Sauriela nawet wtedy, gdy dmuchała w powierzchnię kakao, ani nie zrywając kontaktu wzrokowego, gdy upijała łyk. Mógł czytać z jej oczu, gdy te zmrużyły się lekko w zadowoleniu.

– Nie – nie nazwałaby tego męczącym, bo to wcale nie było tak, że po takich „sesjach” z Saurielem czuła się wydrenowana z siły i wolała posiedzieć sama. – Bywasz upierdliwie irytujący, ale nie męczący – stwierdziła jak gdyby nigdy nic i chyba tylko puszczone na koniec oczko, które łatwo byłoby przeoczyć, mogło oznaczać, że nie mówiła śmiertelnie poważnie. Zresztą… Nie miała nic złego na myśli. Sauriel… był wyzwaniem. Był trudny – to wszystko była prawda. Był uparty aż do przesady, robił sobie samemu na złość (co się jej w głowie nie mieściło, póki nie dostrzegła, że ma skłonności do czarnowidzenia, autodestrukcji i do apokaliptycznych wizji na swoje życie), nie mówił, kiedy powinien i sam sobie utrudniał życie (i innym też…). Ale… miał też w sobie dobro. Był pogubiony i zniszczony przez swoją rodzinę, lecz nie był stracony. – Dziękuję – uśmiechnęła się do niego szczerze, bo naprawdę doceniała te starania, obietnice… nawet jeśli nie każdą udawało się dotrzymać. – To wiele dla mnie znaczy – lekko opuściła filiżankę na spodeczek. – I za kakao też dziękuję – lepiej sobie radził w kuchni, niż ona.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#38
13.01.2025, 15:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.01.2025, 16:50 przez Sauriel Rookwood.)  

Skinął głową na znak zgody, bo nie było. Teraz, w przyszłości... w ogóle? Odkrywał ze zdumieniem, że w zasadzie to chyba nie miałby nic przeciwko, przynajmniej teraz, żeby niektóre te rzeczy wracały. By wybrzmiewały pytania, a on się jednak nad nimi zastanawiał. Zdawał sobie też sprawę z tego, że to wrażenie jest tu i teraz. Jest chwilowe. Nie jest stałą, którą mógłby wpisać w kalendarz swojej codzienności. Zmieni się to dzisiaj, może jutro, albo za tydzień, jeśli wiatr zawieje - ale w tygodniowe stałości jakoś wątpił. Chociaż..? Gdyby tak zastanowił się nad szybkością i jednocześnie leniwością płynącego dla niego czasu to... tydzień wcale nie wydawał się nieprawdopodobny. To po prostu utrzymanie jednego toru podróży wydawało się mrzonką, o której się tylko mówi, a nigdy nie doświadcza. Normalność. Ciągle to jedno słowo, które dzisiaj było dominantą w jego głowie. Produkowało emocje niechętnie sprzeczne z odczuciami - bo istniało w wyparciu i niedowierzaniu, a jednocześnie istniało w jakiejś... tęsknocie? Nie potrafił tego nawet dobrze nazwać. Zakopane w czymś głebokim, otulone puchowym śniegiem. Albo zwiędłymi liśćmi na jesień. Zbliżały się jego urodziny, których nie obchodził, a na które prezent już otrzymał. Ten aparat, który powinien nosić zawsze przy sobie. Zawsze? Już zdradliwa myśl, kolejna z wielu, wkradła się do środka. Widział nagle swoje życie w tej perspektywie, jaką żył kiedyś. Całkowitej ucieczki stąd, zaczęcia nowego życia. Koncerty, gitara i aparat. Spacery w słońcu, bo nocą te zdjęcia wcale nie wychodziły dobrze. Miały swój klimat, ale ten łapany mrok wcale nie był tym, czego szukał. Nie na obrazie.

Dzięki Victorii wychodzenie na słońce przestało być jedną z tych mrzonek. Już za tym tęsknił. Za tym ciepłem dotykającym jego twarz.

- To co? - Przerwał tę ciszę. Nie męczącą, ale dla niego budującą potrzebę, żeby był pierwszym, który jednak się z niej wyrwie. Ponieważ musiał się wyrwać z własnych przemyśleń i wrażenia, że było mu zwyczajnie dobrze. Bardzo zgubna myśl, bo przecież nie mógł się stać nadmiernie zachłanny. Kiedy stałby się zachłanny i chciał więcej, mógłby zacząć rezygnować z innych rzeczy. Gdyby stracił swój focus i zaczął za dużo uwagi przenosić gdzieś indziej... Balans w życiu - coś, w czym nie był dobry. Za to był dobry w byciu upartym. I uparcie nie chciał rezygnować z Victorii. Uparcie chciał jej każdy kolejny kawałek. - Może dam ci się ograć w kart, pani "jestem taką zimną suką". - Żartował z tą suką, ale to w sumie nie był ani pierwszy, ani ostatni żart policyjny, jaki zamierzał robić. Zresztą to do niej pasowało. Jak określenie kija w dupie. Zimna twarz, maska, królowa krocząca po chodniku - albo mnie słuchasz i dorastasz do moich oczekiwań, albo nie przeszkadzaj! Pierwsze wrażenie zbudowane przez strach i konieczność odcięcia się od świata, który gnębił i gnoił. Wystarczyło tylko poczekać i zajrzeć pod zimną skorupę, żeby zobaczyć, jak ciepło było w środku.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (10461), Victoria Lestrange (12511)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa