On wiedział o niej rzeczy, za które ludzie by chętnie zapłacili i ona wiedziała o nim rzeczy, za które ludzie tez by pewnie zapłacili. Rzecz polegała na tym, by sobie wzajemnie ufać. On jej zaufał albo był zdesperowany, że zdradził swój największy sekret, ona… ufała mu bardzo i podzieliła się o sobie tym, co się dowiedziała. Nie brała pod uwagę, że któreś z nich mogło te tajemnice podać dalej, to by było… To byłaby zdrada, prawda? Taka, po której już nigdy więcej nie zaufasz, o ile w ogóle będzie jakieś „później”.
Może i Saurielowi ta ignorancja wyszła na dobre, ale czy na dobre wyszła Victorii? Ona przez ponad miesiąc żyła z wyrokiem, że niedługo umrze, niemalże w ten sam dzień porzucona przez narzeczonego, tygodniami miała w myślach, że została z tym wszystkim sama, że nie jest wystarczająca, ani odpowiednia. Nie widywali się zbyt często i to naprawdę było… jakby jej ten ograniczony czas przeciekał przez palce.
Oczywiście, że zignorowała ten zły wzrok do niej posłany. Jakby zawsze robiła wszystko to, co tylko chciał Sauriel, to byliby teraz w zupełnie innym miejscu. Jakby nie wykazywała się upartością i cierpliwością do niego, pokazując mu, że można inaczej i że też wcale nie będzie źle (jak to sobie wyobrażał w tej swojej pesymistycznej głowie). Victoria nie płonęła, nigdy, a więcej ludzi pewnie byłoby skłonnych powiedzieć, że jest jak lód – dosłownie i w przenośni, a przecież serce miała ciepłe.
– Nie przeceniam. Po prostu nie czuję się traktowana jak przedmiot – a przecież było to czuć, kiedy człowiek się tak czuł, kiedy był traktowany po macoszemu i tylko na chwilę, żeby zaspokoić pragnienie. Jak te dziwki, którym płacił – one mogły się tak czuć. Z tą narracją to było tak, że… cóż. Sauriel cały czas uważał się za potwora, gdyby mógł, to by o tym przypominał na każdym kroku, jakby nienawidził tego, czym się stał i jednocześnie słowa o tym, że istnieje możliwość, by tym potworem przestał być… Był nieprzekonany. Jakby uważał, że zasłużył na bycie potworem. A kiedy się jak taki nie zachowywał, kiedy Victoria mu o tym mówiła, to i tak chętnie by zaprzeczał. Oczywiście – mogłaby go zacząć uważać za takiego, wiedziała, że istniał scenariusz, w którym widziałaby w nim potwora, nawet pomimo jego natury, ale to nie był ten moment. Westchnęła. – Mów do mnie – jak miała go zrozumieć, jak miała coś objąć umysłem, zaakceptować i się z czymś pogodzić, kiedy do niej nie mówił i tak wiele zostawiał w swojej głowie? Teraz na przykład otworzyły jej się oczy, że Sauriel zwyczajnie się bał, że mógłby jej zrobić krzywdę, albo może właśnie, że spojrzałaby na niego jak na potwora, którym, w głębi duszy, wcale nie chciał być.
Nie oponowała, kiedy złapał jej rękę i odsunął.
– Nie planuję, to nie jest moment na stylizację à la Yule – odparła i zmarszczyła brwi, bo miała wrażenie, że Sauriel znowu jest w trybie „chcę uciec”, a ona chyba psychicznie nie miała na to siły, nie biorąc pod uwagę ostatnie dwa dni, które znowu zdołały ją przeorać, nawet jeśli w tej chwili trzymała się w garści całkiem nieźle.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)