• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria

[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#31
25.01.2025, 16:53  ✶  

Przechodziło szybko - jeszcze szybciej niż po poprzednim napadzie. Natężenie było zdecydowanie mniejsze, a odpowiedź pojawiła się szybko w jego własnej głowie. Stres. Stres powodował nerwy. Nerwy prowadziły do gniewu. Gniew został wylany na Victorię. Niesprawiedliwie. Z jakiegoś powodu sama konieczność tłumaczenia sobie tego produkowała więcej negatywu, jakoś nie było satysfakcji w wypowiedzeniu tego. Czuł tak mocną ścianę, na którą musiał napierać, żeby to wykrztusić... to jakby musiał się obdzierać z całej męskości, jaką posiadał. Zniżać do jakiegoś poziomu cioty, który musiał usprawiedliwiać wszystko, co powiedział, albo co zrobił, bo nie miał żadnej siły, żeby utrzymać się na powierzchni. Ani tej psychicznej, ani tej fizycznej. Którąś musiałeś posiadać. Inaczej byłeś, kurwa, nikim. Nic nie znaczyłeś. Znikałeś, zadeptany przez szare masy pochłaniające ten świat. I tylko Victoria sprawiała, że to nie było aż takie żałosne. Jej reakcje - albo ich brak. To, że nie prychała, nie wzdychała, nie rzucała komentarzy, które niby miałyby pomóc, a w swojej istocie mogłyby tylko przeszkodzić całemu procesowi, jaki miał miejsce pod czarną kopułą włosów.

- Słodki. - Sceptycyzm został uhonorowany specjalnym miejscem w tym jednym słowie powtórzonym za Victorią. Za tym nie poszło skrzywienie - był za to uśmiech. Trochę zakłopotany, trochę niedowierzający, ale ten komentarz nie został przyjęty źle. Od niej? Nie mógłby... Oooj, mógłby! Wszystko zależało od chwili i momentu - teraz wylosowało się akurat tak. Całkiem dobrze, bo był od jakiegoś czasu ewidentnie skłonny do łapania nastroju akceptacji i zrozumienia. Albo przynajmniej chęci zrozumienia. I to nie była aż taka losowanka. To była świadoma decyzja wobec tego, że chciał się przed nią otworzyć i przyciągać ją bliżej swojego życia. - Tylko dla ciebie i tylko przed tobą. - Szukał w sobie jakiejś frustracji tym słowem. Oznak, że mu się nie podobało... ale dopóki to było między nimi - podobało mu się. Mógł być dla niej słodki, chociaż... to wcale nie brzmiało jak określenie, którym chciałby zostać mianowany na stałe.

- Gdybym mógł dostać zawału - to prawie go dostałem. - Jakby była jakakolwiek wątpliwość co do tego po jego minie, bo też - gdyby mógł to odetchnąłby z ulgą. Zamiast tego był tylko ten charakterystyczny ruch ręką, kiedy kładziesz ją na wysokości klatki piersiowej, jakby naprawdę się pojawiła jakaś ulga. Uczucia blakły, kiedy czerń zaczynała pochłaniać twoje życie. Ludzie tego do końca nie rozumieli. Nie potrafili pojąć, czym jest zaprzedanie swojej duszy diabłu - i nawet nie chodziło tutaj o wampiryzm. Ten Diabeł, ta Ciemność, ten Mrok - wszystko to, co najbardziej zakazane i przed czym najbardziej cię przestrzegają, stawał się w końcu jakże wielką i ważną ostoją. Blakły i bladły - ale przecież Sauriel sobie w tym wszystkim doskonale radził. Równie dobrze, co Victoria dobrze sobie radziła stając naprzeciwko zagrożeń swojego życia. - Jest ciebie ciekaw, to na pewno. Niekoniecznie mówi o tym wprost, ale nie mam wątpliwości. - O mało osób Joseph zagajał tak często, jak o Victorię. I to było trochę chore, bo z jednej strony Sauriel nie chciał mu niczego mówić, z drugiej... z drugiej to się robiło jakieś dziwne, bo niekiedy peplał aż za dużo. Prawie jakby ktoś mu wcisnął jakąś słabą wersję veritaserum do dzioba.

- O! - Pstryknął palcami i tym wskazującym, z uniesionym kciukiem, by ich ułożenie imitowało broń palną, wymierzył w Victorię. - I to jest dobry pomysł. Czasem ci się zdarza, no... - Uśmiechnął się pod nosem. Siedział trochę pochylony, zgarbiony, więc w zasadzie patrzył teraz na nią z dołu. - Dobra... chodź, zaprezentuję ci moją ruderę. RUDERĘ, bo wyjebałem te zabytkowe meble i urządzam się po swojemu. - Wstał, ale nie puścił jej dłoni. Butelka whiskey grzecznie uniosła się w powietrze i powędrowała za nimi.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#32
25.01.2025, 19:44  ✶  

On czuł, jakby to tłumaczenie obdzierało go z męskości, bo przecież to takie babskie – rozwodzić się nad uczuciami i emocjami, a ona nie widziała w tym absolutnie nic, co miałoby mu zabrać to, kim był. Nigdy nie jawił się w jej głowie jako niemęski, raczej te momenty, kiedy zamykał się w sobie, burczał i nic sensownego nie mówił, to było jakby miała do czynienia z dzieckiem, a nie mężczyzną. A teraz się starał, tak naprawdę starał! Nie to, że wcześniej nie, po prostu teraz było to znacznie bardziej widoczne. Doceniała to. Nawet jeśli jeszcze przed chwilą kłócili się ze sobą o rzeczy bzdurne, w głowie Sauriela wyrośnięte do miara kolosalnych, to te starania były widoczne. I miała nadzieję, że nie jednostronne, że i on dostrzegał, że chciała mu dać tak potrzebną mu przestrzeń.

– Mhm – przytaknęła i uśmiechnęła się niemalże zaczepnie. Tak, słodki. Kilka razy go już chyba takim nazwała, przy okazji podobnych sytuacji, kiedy robił albo mówił coś, co było nieoczywiste na pierwszy rzut oka, a jednak łapało za serce – bo myślał o niej. – To dobrze, nie chcę żebyś był słodki dla innych – jeszcze by tego brakowało, żeby inne panny uważały go za słodkiego. Pięść Victorii chyba by się wtedy bardzo mocno zacisnęła… Dopiero kiedy to powiedziała, wyczuła, co oni tu właśnie zrobili – ten mały flirt, do którego ze strony Sauriela nie była za bardzo przyzwyczajona, nawet jeśli ostatnimi czasy tak się przy niej nie pilnował.

– Całe szczęście, bo uzdrowiciel ze mnie żaden – jeszcze przyszłoby jej wpaść  w panikę, albo zastosować niezawodną metodę usta-usta… Bo jak należało postępować w przypadku zawału? Oczywiście wiedziała, że nie mówił tego na poważnie, nawet gdyby nie był wampirem, to zawału by nie dostał – co najwyżej byłby w wielkim szoku. – Na pewien sposób chyba tę ciekawość zaspokoił – do pewnego stopnia przynajmniej, bo Victoria widziała i czuła, ze ta ich rozmowa mogła potrwać jeszcze długo, gdyby Sauriel się nie zjawił i jej nie przerwał. Nie miała nic przeciwko… Ale matka dobrze ją nauczyła i wyszkoliła, do brylowania w towarzystwie. Potrafiła też postawić w rozmowie granicę tam, gdzie nie chciała, by była przekroczona, Joseph na szczęście nie próbował w takich momentach naciskać. Na ile jednak był ciekawy jej, co… jej relacji z Saurielem?

– Czasem?! – Victoria była niemal oburzona. Doskonale wiedziała, że to dużo częściej niż czasem, miała o sobie całkiem wysokie mniemanie jeśli chodziło o bycie pomysłową. – Za rzadko mnie słuchasz w takim razie – ach ta kamienna twarz… kiedy żartowała, a kiedy nie? Obcy miałby problem to rozczytać, ale Rookwood powinien już wiedzieć, że to właśnie w takich momentach stroiła sobie żarty i zbierało jej się na śmieszki. – I dlatego zamieniło się to w ruderę? – zapytała nieprzekonana, ale również wstała, zarzuciła sobie pasek torebki na ramię i wzięła szklankę z ginem, którego do tej pory nie ruszyła. Lekko zdziwiona, że Sauriel nie puścił jej dłoni nie oponowała przed tym, pozwalając, by zaprowadził ją do siebie – to było miłe, móc go trzymać za dłoń trochę dłużej. Sprawiało to, że robiło jej się tak jakoś… lekko na sercu. Najwyższy to był czas, żeby się ruszyć – bo była bardzo ciekawa, jak się teraz urządził.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#33
26.01.2025, 13:44  ✶  

Jeszcze wyżej podciągnął te brwi, kiedy usłyszał, że nie chce, by był słodki dla innych. Tak jakby mu to groziło..? W zasadzie - chyba groziło. W końcu była na przykład taka Nora, tak? Wszystko wydawało się mieć jednak zupełnie inne odcienie, kiedy dzielona była kreska między światem a tym, co działo się w tym malutkim świecie między nim a Victorią. I tak, nie było tutaj znamion wrażenia pierwszego razu, ale pewnie długo jeszcze przyjdzie mu się przyzwyczajać do tego, że używała takiego słowa klucza w odniesieniu właśnie do niego.

Może i porzucił ścieżkę głębokiego zrozumienia społeczeństwa i zaczął lać zimnym moczem na konwenanse towarzyskie i w większości na to, co inni pomyślą, ale nie był aż takim ignorantom, żeby wiedzieć, że czasem warto się zamknąć. Na przykład - właśnie teraz. Zostawić komentarz tylko w formie lekkiego smirka i tyle. Bo co, miał jej mówić, że nie będziesz mnie ograniczać!, albo może coś w stylu: wiesz, no niby spoko, ale Nore też lubie... Och zgrozo, jakżeby to fatalnie zabrzmiało! Gdyby był sprytniejszy i bardziej mu się chciało, to na pewno znalazłby mądre zdanie, które nie brzmiałoby od razu jak policzek w twarz. Bo to nie były żadne wielkie mecyje, lubił taką Norę, lubił Loraine, uwielbiał Maeve. Czy któraś z nich by go słodkim nazwała - tego nie wiedział, ale z każdą z tych pań jego relacja była, poniekąd, inna. Tymczasem genialne zdania, które mu do łba przychodziły, nie były w żadnej mierze odpowiednio oddające ten fakt. Przy kobietach lepiej za dużo nie mówić o innych kobietach, o. Przynajmniej kiedy te relacje schodziły głębiej niż "typiara ma dobrą kawiarnie".

W pewnym stopniu powiedzenie, że Joseph trochę zaspokoił ciekawość było tak niepokojące jak i ściągające kawałek ciężaru. Część ciekawości, poniekąd zaspokoił, trochę... czasami takie rzeczy sprawiały, że apetyt na więcej rósł. Z jednej odpowiedzi rodziło się pięć kolejnych pytań. Najważniejsze było to, że nie naciskał. I miał nadzieję - nie wyciągnął żadnych dziwnych wniosków. Błędnych. Albo prawidłowych?

- Ble ble ble... - Wywrócił oczami i ułożył palce w formę dziubka - poruszał nim parę razy do świętego oburzenia, którym uniosła się Victoria. - Staruch ma styl z zeszłej epoki. Albo i nawet nie. Wiesz, jak ciężko jest kurwa zedrzeć tapety? - Ciężko powiedzieć, żeby Joseph był zachwycony tym, co się działo w tym pokoju, ale poza niezadowolonymi minami, dziwnymi i wymownymi westchnięciami, albo uniesieniem jednej brwi - niczego nie mówił. Dobra, może nie "niczego". Pojedyncze komentarze się przewijały.

2 piętro było w zasadzie do dyspozycji Sauriela. Może poza biblioteczką, która się tutaj znajdowała, a która dostała zakaz ruszania jej. To jest - użytkowanie jak najbardziej, ale niekoniecznie przekładania czegokolwiek. Sauriel wolał nie wciskać kija w mrowisko. Ale sam pokój wampira był faktycznie aktualnie ruderą. Poobdzierane ściany, pudła stojące pod pokojem i w samym pokoju, nierozpakowane, samotna kanapa wywleczona ewidentnie z jego piwnicy z domu i ten stolik kawowy. Przynajmniej panele się ostały, ale teraz i tak walały się po nich gazety - w końcu to wszystko teraz trzeba pomalować.

- Tadaaa! Pięknie, co? - Nie musiał kupować chałupy, to pieniądze mógł wtopić w zrobienie sobie swojego małego kąta, który nie będzie piwnicą. Ten pokój już miał okno. - Kiedyś to był pokój gościnny. Chociaż domyślam się, jacy goście tutaj przebywali. - Spojrzał na okno, które co prawda miało solidne, wewnętrzne okiennice. Ale nadal.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#34
26.01.2025, 21:37  ✶  

Były pewne rzeczy, których się nie robiło. I były pewne rzeczy, których się nie mówiło. I nie chodziło wcale o ograniczanie kogokolwiek, a o poczucie… stabilności, czy jakkolwiek można nazwać to cokolwiek, co było pomiędzy tą dwójką. Bo Victoria nie miała pojęcia, co to jest, ani czego oczekiwać, ani ile dawać od siebie. Rzeczywiście jednak, gdyby w tym równaniu usłyszała o Norze (o której nie bardzo wiedziała co myśleć, bo miała sprzeczne sygnały i bardzo duży wykrzyknik od czasu lipcowego spotkania Towarzystwa Herbologicznego), albo o Lorraine (która trzymała się zadziwiająco blisko Sauriela, sama będąc niezłą mąciwodą – a przynajmniej taką jej się jawiła po tym, jak musiała pilnować ją w tym jej zakładzie pogrzebowym), to mogłaby się mocno obrazić i wyjść, albo przynajmniej to, nad czym pracowali, cofnąć w chłód o kilka kroków… O Maeve jeszcze nie słyszała, nie widziała jej na oczy i zapewne nie wiedziałaby co myśleć, może prócz tego, że kręci się wokół niego zadziwiająco dużo kobiet.

Czy Joseph zadowoli się tą rozmową, czy raczej będzie szukał kolejnych – to przyniesie dopiero przyszłość, Victoria nie zamierzała się tym zamartwiać, zwłaszcza nie teraz, gdy w ogóle nie myślała o starym wampirze – gdy przy sobie miała znacznie młodszego i dużo jej bliższego, dla którego w ogóle tutaj przyszła. I bliska była uniesienia dłoni i złapania tego dziubka, który sobie z niej kpił, ale drgnięcie wolnej ręki to było wszystko, co się stało.

– Pewnie z tej, w której był żywy – to było tylko przypuszczenie, ale może nawet trafiało w sedno. Może mu to przypominało o tym, co utracił i jest jak kotwica, może Sauriel, znacznie żywszy i temperamentny, z obecnej epoki, też tym dla niego był. – A co, zdzierałeś je rękoma? Nie masz od tego magii? Albo eliksirów? – ona by to zrobiła właśnie tak: magią, a gdyby to nie podziałało, to uwarzyłaby dla siebie odpowiednio mocny rozpuszczalnik do kleju do tapet. – Trzeba było powiedzieć, w moment zrobiłam pastę na czarne zęby, to myślisz, że to zajęłoby dłużej? – zresztą taki eliksir to było nic, do zrobienia z zamkniętymi oczami, wystarczyłoby się posługiwać tylko nosem.

Victoria z ciekawością obserwowała resztę domu, gdy Sauriel poprowadził ją na klatkę schodową, a potem na drugie piętro i cały czas trzymała jego dłoń. Obracała się tylko jej głowa i nie przestała się obracać nawet wtedy, gdy weszli do pokoju, wcześniej tylko uniosła brew, patrząc na pudła stojące przed. I w. Tę kanapę i stolik kawowy kojarzyła, ale reszta godziła w jej zmysł estetyczny i potrzebę porządku. Bo tu był, nie przymierzając, niezły burdel remontowy. Stanęła w miejscu, rozejrzała się, Sauriel mógł zobaczyć, jak wodzi wzrokiem po tych pustych ścianach, podłodze i gazetach, aż w końcu zatrzymała się na Rookwoodzie. I uśmiechnęła. Okno nie umknęło jej uwadze.

– Nieistotne jacy przebywali. Ważne jest to, że to będzie teraz twoje i urządzisz po swojemu – powiedziała, po czym ruszyła się, by stanąć przed stolikiem, kucnęła i odłożyła szklankę z ginem, po czym znowu sięgnęła do swojej torebki. Żeby wyciągnąć tę roślinkę, którą planowała mu dać – i po dwóch sekundach obliczeń, położyła doniczkę z rozwijającym się bluszczem na samym środku. – A to, na dobry początek – uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała na Sauriela, odwracając za siebie głowę. – Pasujecie do siebie. Ty i on – bluszcz, nie Joseph. Wskazała zresztą głową na doniczkę.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#35
27.01.2025, 22:24  ✶  

Kiedy w powietrzu pojawiało się pytanie: jak stary był Joseph Rookwood to Sauriel czuł... smutek. Powinien czuć satysfakcje, że dobrze tak staruchowi, wszystko co kochał, co znał, co było mu bliskie - po prostu zniknęło. Zostały zabytki, którymi teraz się zachwycano na aukcjach i kolekcjonerzy się o nie zabijali i te zabytki na cudzych strychach, które nadawały się już tylko na śmietnik. A jednak czuł smutek. Empatia? Tłumaczył sobie to tym, że przecież sam wiedział, jak jego NIEżycie będzie wyglądać. Wieczność, w której takiej Victorii kiedyś nie będzie. Nie będzie też ludzi, których lubił, ani nawet tych, których nienawidził. Jakże cenni stawali się wrogowie, kiedy groziło zapomnienie o nich. Jak cenna stawała się każda chwila w takiej perspektywie. Był jeszcze naprawdę młody i nawet wyglądem wiele nie odstawał od ludzi wokół. Wiele. Bo ta młodość zamarła na jego twarzy, kiedy chłopcy stawali się prawdziwymi mężczyznami. I już nic i nikt tego nie zmieni... chyba że kolejna operacja Potterów, ale i oni nie byli w stanie całkowicie poprawnie odtworzyć procesu starzenia. Nie żeby mu zależało. Przecież jakby głupio to wyglądało, gdyby miał ryj 60 latka i ciało 20 latka. Więc kiedy Victoria o tym wspomniała, to tylko mruknął swoje charakterystyczne "ay" i na chwilę pogrążył się w tej zadumie. Starając się wykrzesać z siebie przy okazji jak najwięcej negatywnych emocji, jakie tylko miał dla tego człowieka.

- No, a czym? Mam nagle się uczyć magii remonciarskiej? Remonckiej? Remontowej... - Gdyby się skupił to nawet powiedziałby to prawidłowo, ale przeskoczył nad tą kwestią dalej. - No, kupiłem sobie jakiś rozpuszczalnik, przecież nie skrobałem paznokciami... ale nadal to upierdliwe. - Pod sufitem widoczne były płaskorzeźby - ornamentalne. Były piękne - nie żeby były w stylu Sauriela, ale nie był takim ignorantom na sztukę, żeby ich nie docenić. Zresztą psioczył na te meble Josepha, ale tak naprawdę to mu się tutaj podobało. Bo ten dom miał duszę. Był stary. Naprawdę stary. Sauriel się zastanawiał, czy Joseph czasem nie dbał o niego jeszcze od początków swojego zwampirzenia... albo może nie? Ale miał wrażenie, że starzec też czuje do tego miejsca sentyment.

- A co to za koperek. - Chociaż nie wyglądał jak koperek - koperek widział tam w kuchni i ooo... fajny był. Bardzo fajna rzecz. Taka, że na samo wspomnienie Sauriel czuł się tak... itchy. Tak go coś... no coś by tak... NO PACNĄŁ. Taki fajny był ten koperek właśnie. Podszedł do habzia - a że to rzecz nowa, obca, to wiadomo. Trzeba ostrożnie. Nigdy nie wiesz, kiedy nieznany obiekt postanowi ci ujebać rękę przy dupie. Tyknął listka palcem. Nie miał kłów. Nie drapał. W zasadzie to... złapał go w oba palce. Ale fajna struktura... Więc złapał też drugą dłonią inny listek. Test macania kwiatek zdał zawodowo. - No... fajny taki... - Ocenił ekspert florystyki. - A jak ja pasuje do tego zielonego wypierdka? - Podniósł wzrok na Victorię i przestał już roślinkę dręczyć. To było miłe z jej strony. Chociaż podejrzewał ją o to, że bardziej kupiła tego habzia dla siebie, żeby nie było tu tak... niezielono, kiedy przyjdzie.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#36
27.01.2025, 23:23  ✶  

Nie myślała o tak dalekiej przyszłości, w której będzie już podstarzałą, dystyngowaną, zdziwaczałą (z całą pewnością, już teraz była dość ekscentryczna) panią obwieszoną drogą biżuterią nadającą jej estymy. Nie wyobrażała sobie siebie za dwadzieścia lat, a co dopiero za osiemdziesiąt, czy za sto. Jej myśli nie biegły tak daleko, zatrzymane w tym niepewnym tu i teraz, a kto wie, w jaki sposób Limbo na nią wpłynie? Jeśli miała w sobie za dużo energii, jeśli to z niej korzystała, to może i starzenie się zatrzymało? Ale żyć wiecznie? Życie zawsze było za krótkie, czy przeżyło się lat dwadzieścia, sto czy pięćset. Zawsze okazywało się, że jednak czasu było za mało, że ciągle jest coś do zrobienia. Nie chciała umierać. A gdyby miała kogoś u swego boku, to z pewnością nie chciałaby tej osoby opuścić zbyt szybko. Chyba nie było sensu na tym etapie relacji w ogóle o tym rozmyślać, o tym co będzie za pięćdziesiąt lat. Ale każda chwila była cenna, zwłaszcza ta spędzona w towarzystwie kogoś, przy kim czuło się dobrze. Swobodnie. Przy kim czuło się więcej. Przy kim czuło się życie.

– Mogłeś spróbować zrywać to za pomocą translokacji, albo poćwiczyć transmutacje i zmienić właściwość kleju, albo wytworzyć lekkie ciśnienie powietrza od środka i je w ten sposób odrywać – zaczęła wymieniać rzeczy, które przyszły jej do głowy na poczekaniu, zawsze miała głowę pełną pomysłów. A potem spojrzała na Sauriela i uśmiechnęła się lekko. – Pomyśl, że to będzie w całości twoje, nawet przerobione przez ciebie – upierdliwość w tym wydaniu blakła.

Może i nie było to też do końca w jej stylu, to mimo wszystko była przyzwyczajona do starych wystrojów, wysokich sufitów, zdobień, płaskorzeźb i tak dalej. Rodowa rezydencja rodziny Lestrange była równie wiekowa i równie okazała – i robiła wrażenie, jak ten dom. I nawet “rudera” Sauriela miała swój klimat, a Victoria była ciekawa, jak to będzie wyglądać, kiedy skończy ten mały remont.

– Meble będziesz wszystkie kupować nowe? – zapytała, patrząc na pustkę, nie licząc kanapy i stolika.

– Podoba ci się? – spytała, niby to niewinnie. Widziała, że jest zainteresowany, to był już duży krok. – To jest bluszcz. Hedera helix z rodzaju variegata. Variegacja, znaczy chodzi o te przebarwienia na liściach – wyjaśniła i uśmiechnęła się czule do roślinki. Również tyknęła ją właśnie palcem, bardzo delikatnie, głaszcząc jej listek. “Koperek” ani trochę go nie przypominał rzecz jasna, ale jak Sauriel chciał, to mógł mu nadać nawet takie imię, Victoria nie była na tym polu wojującą nazistką poprawności. Rookwood mylił się bardzo, bo rzeczywiście chciała mu podarować tę roślinę nie ze względu na siebie, a na niego: symbol. Symbol tego, czego sam nie dostrzegał. Podniosła głowę, zadzierając ją odrobinę, by spojrzeć na twarz Sauriela. – Ta roślina potrzebuje tylko dwóch rzeczy, by żyć. Wody do picia i ciemności. Światło słońca ją zabija – odparła spokojnie. Bluszcz był jak wampir wśród roślin: musiał pić, co prawda wodę, a nie krew, i pozostać w cieniu. – Nawet w mroku może narodzić się coś pięknego – dodała i lekko przymruzyla oczy w uśmiechu, który dosięgał również ich. Tak naprawdę i ten bluszcz, i Sauriel, potrzebowały jeszcze jednej rzeczy, by się rozwijać, lecz nie powiedziała tego na głos: miłości.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#37
28.01.2025, 03:00  ✶  

Victoria starała się być realistką, osobą, która nie odkleja za mocno swoich butów od ziemi. Albo czasami znowu starała się je odklejać, a wychodziło to różnie. Ten jej realizm, który w oczach Sauriela był niepoprawnym optymizmem, stanowił czasem powód irytacji Rookwooda, a czasem był głównym motorem napędzającym jego siłę do działania. Błogosławieństwem, które skapywało na niego jak ambrozja z kwiatu orchidei zasadzonej w boskich ogrodach. Wszystko tam pięknie rosło, nawet te delikatne kwiaty zaczynały być wiecznokwitnące. Jeśli coś miało z tego koperku, który Sauriel dostał w ręce, skapywać - to tylko krew.

- No, no i ryzykować, że zaraz dziurę w ścianie wydupie, albo co... - Ani nie zamierzał ryzykować uczenia się transmutacji na takim gównie, ani też nie zamierzał ryzykować, że coś pójdzie nie tak przy tak precyzyjnym zajęciu. Już nie wspominając, że skuteczność magii bywała dość kapryśna. Dzisiaj transmutacja się uda, a jutro coś się spierdoli. Albo nagle coś się odjebie z tą translokacją dziwnego. Sprawdzone, stare sposoby - ufać możesz tylko sile swoich ramion! A tamten user manual wywal do kosza, bo przecież prawdziwy samiec go nie potrzebował. - Taak właśnie myślę. - Uśmiechnął się i w zadowoleniu podparł się pod boki. - Ty się znasz. To jakie powinny być ściany? - Panele były z neutralnego, ciemnego drewna. Czarnowłosy przez moment rozejrzał się po ścianach, ale nie pojawił się żaden magiczny napis "czwórkę, czwórkę wybierz panie!". Aktualnie było na nich nic - tylko ten dziwny... to dziwne coś, czym kazali mu posmarować i pomalować przed kładzeniem farby. Specyficzny zapach gładzi nadal unosił się w powietrzu, chociaż okno było otworzone. Wietrzyło się. To była jednak spokojna dzielnica, więc żadnego rumoru samochodów czy darcia się wałęsających się młodych gniewnych. Przynajmniej dzisiejszej nocy. - Wszystkie. Kasy mi nie brak. - Ale spojrzał na tę kanapę i stolik. - ... no, prawie. Te dwie rzeczy lubię. - Inaczej by ich tutaj nie targał. - I akurat z nimi się teleportowałem. - Spojrzał z ukosa na Victorię, jakby to był wielki sekret. Trochę był! Bo przecież to oznaczało przyznanie jej racji, a przyznawanie racji było... nie-e. FUJKA.

- No... zielone jak zielone... ładne. - Bo on się znał na takich habziach zielonych? Może być. Na razie nie robiła żadnego piorunującego wrażenia, ot listki... - A co by się stało jakby zasadzić liście dębu? - Ostatnio się dowiedział, że dęby jednak nie mają igieł, tylko liście. To był prawdziwy szok, bo ze Stanleyem spotkali się przecież pod dębem - i ten dąb miał totalnie igły. Może jakaś inna mutacja i odmiana. No bo znów - przecież nie przyzna żaden, że po prostu nie mieli pojęcia, jak dąb wygląda. - Ooo! Dobrze, że nie wysysa innych roślin. Prawda, wegeto? - Pomiział palcem listek prawie tak, jakby mówił do... kociaka. Albo do dziecka. - Może się nazywać Sauriel junior. - Otulił doniczkę ramieniem i... i odstawił ją, zrobił parę kroków do jednego pudła, wyciągnął aparat. Wcisnął go w ręce Victorii. - Zrób mi fote z Saurielem juniorem. Takie dwie piękności jak my zasługują na uwiecznienie.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#38
28.01.2025, 12:01  ✶  

– Za mało w siebie wierzysz – to była jej diagnoza, chociaż był z niej żaden uzdrowiciel. Ale wystarczyło wykonać długie i uważne obserwacje i wtedy odpowiedzi same wskakiwały na miejsce. Wierzyła, że żeby zrywać tapetę, nie potrzeba było wpakować dużo siły w magię translokacji, ledwie drobne pociągnięcie, przecież ten klej nie mógł być aż tak mocny, chociaż ona przecież guzik się znała na remontach – za swój zapłaciła, po prostu brała udział w procesie decyzyjnym, a z magią wszystko można było bardzo przyspieszyć.

Jakie powinny być ściany? Victoria nie uważała się za jakiegoś wielkiego znawcę, chociaż już druga osoba prosiła ją o opinię odnośnie wnętrza. Ale to nie było takie trudne – rozejrzała się raz jeszcze, tym razem mrużąc odrobinę oczy, jakby to miało jej pomóc w procesie wyobrażania sobie różnych kolorów na ścianach, pasujących do ciemnego drewna na podłodze.

– Możesz pójść w brąz, dwie albo trzy ściany brązowe i jedna w ciepłym beżu, żeby to przełamać i nie było tak ciężko. Albo możesz spróbować taką głęboką zieleń, będzie się dobrze komponować z panelami. Kobalt albo czerwień też będą dobre, tylko nie zestawione ze sobą. Każdy z tych kolorów możesz łączyć z jakimś jaśniejszym brązem – nie była pewna, jakie kolory on by wolał, więc podała kilka opcji, które przyszły jej do głowy. – Albo fiolet, ale nie ostry, też będzie ładny – w zasadzie jako był jego ulubiony kolor? Pierwszym strzałem było, że czarny, bo to w czerń się ciągle ubierał, ale jedno z drugim mogło wcale nie iść w parze. – A jaki jest twój ulubiony kolor? – zapytała po chwili namysłu, bo… może to będzie najlepszy klucz. I moment na rozwianie tej chwilowej wątpliwości, która w niej narosła.

Uniosła wyżej brwi na to nagłe wyznanie – ach, więc jednak się teleportował. Jednak było wygodniej. Oczywiście, wiedziała, że będzie – nie wiedziała jak mogłaby żyć bez teleportacji, nawet jeśli nie była najprzyjemniejszym uczuciem na świecie. Ale do wszystkiego można się było przyzwyczaić. Sauriel też przywyknie. Na jej twarzy wykwitł uśmiech – i to był jedyny komentarz. Żadnego “a nie mówiłam?”.

– Liście dębu? Nic, zwiędłyby niedługo później. Dęby nie rosną z liści, tylko z żołędzi, które zrzucają – wytłumaczyła cierpliwie, nawet nie robiąc min na to, że w ogóle pomyślał, że drzewo może wyrosnąć z liścia. – To zwykły bluszcz, a nie żadna nekromantyczna pustynna mandragora – roześmiała się, pijąc do tego, co spotkało ją na jej pierwszym spotkaniu Towarzystwa Herbologicznego na początku lipca. Nawet nie miała okazji mu o tym opowiedzieć, bo wtedy były te ich ciche dni po próbie samobójczej Sauriela, a dwa dni później ich zaręczyny zostały zerwane… i dopiero było cicho. – Sauriel junior – teraz już nie powstrzymała parsknięcia, ale grzecznie wzięła w ręce aparat, który sama mu kupiła i kazała mu się ładnie ustawić z tą roślinką. Wcześniej nigdy nie prosił jej o zdjęcie, więc można to było uznać za kolejny mały sukces. Odsunęła się, żeby ich razem dobrze złapać w kadrze i pokazać jak najmniej rudery... – Może usiądź – na kanapie – to chociaż ona będzie w jakimś centrum i zajmie większość zdjęcia. – Iiii… – nie zamierzała odliczać. Po prostu cyknęła to zdjęcie, gdy uznała, że to odpowiedni moment i za chwilę zostało wyplute przez aparat. Nie rozumiała jak mugole mogli żyć z tymi swoimi statycznymi zdjęciami. – Nooo! Mówiłam że do siebie pasujecie – odparła, złapawszy zdjęcie.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#39
28.01.2025, 14:36  ✶  

Jak czarodziej wychował się wśród magii. Była z nim od dziecka, był nią otoczony. I przez całe życie przypominała mu, jak brutalną sztuką być potrafiła. Siła fizyczna tak samo, a jednak szybszy był w zaufaniu swoim rękom, niż magii. Tak, nie wymagało to wcale wielkiej finezji, nie wymagało wielkiej siły, wymagało tylko jednego - skupienia. Odrobiny skupienia i odpowiedniego poprowadzenia całego czaru i ruchu, żeby tapeta odeszła. I wiesz co? Nawet byłoby to łatwiejsze. O wiele łatwiejsze niż chodzenie po ścianach i mocowanie się oraz zeskrobywanie resztek ze ściany. Teraz? Bardzo ładnie - efekt jakże satysfakcjonujący. W trakcie prac? jJapierdolekurwacozazjebanegównojegomać! A to i tak z nałożonym już filtrem. Inaczej musiałby tutaj trafić przerywnik o languście.

Wiara w siebie było hasłem pięknym, ale Sauriel nie potrafił powiedzieć, że się z tym zgadza. Naprawdę za mało? Był całkowicie pewien swoich możliwości i umiejętności. Tak samo, jak był całkowicie pewien tego, że nie wystarczyłoby mu samozaparcia do dłubania takich rzeczy magią i dostałby pierdolca. Nie miał cierpliwości. To był ten brak wiary w siebie? Mógłby nad tym podywagować - zdążył jednak wysnuć bardzo sprytny wniosek, że to, co dla niej było realizmem, dla niego było czasem optymizmem, a co dla niego było realizmem, dla niej było pesymizmem. Niekiedy ciężko było się dogadać będąc na tej stopie i to frustrowało. Innym razem zaś zbyło bardzo ciekawe, no bo - skoro Victoria widzi tyle rzeczy tak mocno inaczej... to jak wyglądał ten świat jej oczami? Czy był bardziej kolorowy? Zdjęcia robione jej okiem byłyby piękniejsze?

Słuchał tak tego, kiwał głową, ale w głowie miał: czyli pomaluje na czarno. Albo może nie. Może będzie za ciemno. Grafit? Albo jakąś fikuśną tapete weźmie. Taką... cool. Żeby te zapisy nutowe, które lubił trzymać na ścianach i plakaty, nadal wyglądały dobrze. A może czas wyjebać plakaty do kosza? Może już czas... trochę podrósł, może czas przestać być buntowniczym dzieckiem? Jakoś nie zastanawiał się nad tym, "jak będzie wyglądać mój pokój jak dorosnę". A teraz w zasadzie musiał nad tym podumać. Bo tak dziwnie się składało, że według kalendarza - już dorósł.

- Mój ulubiony kolor... żółty. - Palnął nagle. Pomyślał o słońcu. O blond włosach panien i jasnych, żółtych sukienkach z tymi czarodziejskimi kapeluszami. O żółtych kwiatkach w ogrodzie Anny. Lemoniadzie, która tak pysznie smakowała w najbardziej ciepłe, lipcowe dni. Czy ten pokój powinien być żółty? Zdecydowanie nie, chyba by się porzygał. - Nie będę mieć żółtego pokoju, chyba bym się porzygał. - Więc w sumie jak to działało? Nie miał pojęcia. Ale bez stonowanych kolorów wokół siebie czuł się jak idiota. - Fioletowy nie jest pedalski? - To jak taki niby różowy... nie? Ale w sumie nie do końca. - Fiolet był królewskim kolorem, a królowie byli pedałami. W większości. - Albo ciotami. Rzadko zdarzał się władca z prawdziwego zdarzenia, jak James IV na przykład. Niby jebać Szkotów, a jednak...

- Aha. - A ten Wegeta rósł z liści? Wyglądał, jakby rósł... - Kit to my, ale nie nam. Na pustyni to piasek rośnie co najwyżej. - Gdyby nie trzymał kwiatków to by zaplótł ręce na klatce piersiowej. Usiadł na kanapie i gdyby nie ten kwiatek to wyglądałby jak jakiś boss szajki przestępczej rodem z Nokturna. Och, co za skojarzenie, prawda..? Minę miał grobową, postawił kwiatek na kolanach. Wyglądało to absurdalnie. A mówią, że do zdjęć trzeba pozować. Nie trzeba, czasami wystarczy robić nic, żeby wyszło totalnie zjebanie. I przez to całkiem zajebiście. - Zajebiście, dzięki. - Postawił kwiatka na stoliku. Zaraz obok butelki whiskey. - Para dobrana przez przeznaczenie. - Uśmiechnął się cwaniacko, zaglądając na to zdjęcie. Absurdalne zdjęcie. Wyjął je z dłoni Victorii tylko po to, by je obrócić i włożyć je z powrotem w jej rączki. Poruszył palcem, a na tyle powstał napis S + V remont 1972.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#40
28.01.2025, 20:12  ✶  

Dla niej sięgnięcie po magię było naturalne jak oddychanie. Była nią otoczona od zawsze, jako dziecko oglądała, jak używa jej ojciec, matka, ciotki i wujkowie, a nawet skrzaty w ich rodzinnym domu. Nie sięgnięcie po nią w pierwszej kolejności wydawało się być takie… Jakby brakowało jej ręki – była jej przedłużeniem, kolejną częścią ciała, którą miała od urodzenia, nawet jeśli jako dziecko z magii nie korzystała, a przynajmniej nie świadomie. Bo oczywiście przejawiała jakieś tam magiczne zdolności, pamiętała, że jej rodzice bardzo się cieszyli, kiedy wszystkie jabłka w sadzie spadły na ziemię, a szkło w drzwiach tarasowych zbiło się w momencie, kiedy zaczęła płakać.

Nie dało się zaprzeczyć, że mieli różne spojrzenia na świat, bo i różne odebrali wychowanie, różne mieli też doświadczenia. Victoria nie uważała się za optymistkę, a tam gdzie za taką uważał ją Sauriel… Cóż, kto tu był optymistą? To on nie przyjmował do wiadomości, że umiera, że jej czas może być policzony tylko dlatego, że zupełnie nieświadomie weszła do Limbo. To ona wtedy widziała świat i życie w czarnych barwach, a nie on. Tam, gdzie jej brakowało sił – był Sauriel. Tam, gdzie jemu ich brakowało – była ona. Może i czasami trudno było o zrozumienie, ale starali się i szło to coraz lepiej.

– Nie, odpada – odparła od razu i machnęła ręką, kiedy tak rzucił, że się porzyga od żółtego pokoju. Żółty był… Zaskoczeniem. Ale może nie aż tak wielkim? Kiedy była w żółtej sukience, to jakby patrzył na nią częściej niż zazwyczaj. W żółtej sukience, której nie umiała ściągnąć. – Chociaż… wiesz, jakby taki miodowy użyć jako akcentu gdzieś, ale absolutnie nie cały pokój ani ścianę – czarnego to nie brała nawet po uwagę, nie nadawało się to na ściany, a już zwłaszcza nie w takim domu. – Fioletowy? Absolutnie – czemu miał być niby pedalski? Nie musiała jednak długo czekać na odpowiedź, bo jej ciekawość Sauriel zaspokoił bardzo szybko, co spotkało się z jej uniesioną brwią. – Myślisz chyba o purpurze, a ja o czymś mniej… intensywnym, w bardziej chłodnym odcieniu. Pasowałby do drewna. A jak ty to widzisz? Może faktycznie pójdź w te brązy, będą bardziej neutralne i łatwiej będzie dopasować wszystko inne – u niej też były brązy… ale mogły ginąć pod ilością roślin, jakie trzymała w domu. W domu, który nazywał się bluszczową kamienicą – kolejny symbol.

– Ależ… na pustyni też są rośliny. Sukulenty, kaktusy, palmy… Mandragora też ma swoją pustynną odmianę. Na początku lipca badałam taką, tylko że ona jeszcze została w jakiś sposób zmodyfikowana za pomocą nekromancji i próbowała zeżreć druga mandragorę – uniosła dłoń, by odsunąć na plecy włosy, które zdążyły jej się zsunąć przez ramię. Nawet nie potrafiła powiedzieć kiedy urosły jej takie długie.

Uśmiechnęła się do zdjęcia, a Sauriel z fotografii mrugnął do niej, nim ten rzeczywisty zabrał je jej tylko po to, by zaraz znowu trafiło w jej dłonie. Napis wyrósł ot tak, wystarczyło tylko, ze Sauriel machnął dłonią – i dlaczego on tej magii nie wykorzystywał tam ciągle, skoro nawet nie musiał sięgać po różdżkę, to było poza nią. Ona była w nim jeszcze bardziej, bardziej pierwotna, na zawołanie. Uśmiechnęła się, kiedy przeczytała napis i nawet podniosła spojrzenie na Rookwooda. – Roślinka ma teraz imię na V? – zaczepiła go, ale nie czekając na odpowiedź, odwróciła zdjęcie, by wpatrzeć się w siedzącego na kanapie Sauriela i jego nowego kolegę bluszcza.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (17222), Victoria Lestrange (19233)


Strony (7): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 7 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa