• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria

[25.08.1972] Joseph Rookwood | Sauriel & Victoria
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#41
29.01.2025, 01:00  ✶  

Potarł podbródek kciukiem i pokiwał głową. Ten człowiek czarno-to-widzę i ta dama widzę-to-wyraźnie. Uzupełnienie. To było uzupełnienie i świadomość, że jeśli upadniesz - to drugie podniesie cię z kolan. A jeśli upadniecie razem... och, cóż, wtedy zacietrzewienie sprawi, że wstaniecie razem. Bo przecież nie mogło być tak, że uprawiasz prokrastynację życiową w postaci rozczulania się nad sobą, kiedy ta druga strona cierpi. Prawda?

- Dodatki żółte mówisz... - Zamruczał, przymrużając oczy. Może takie... pasmo ciągnące się przez ścianę? Albo właśnie - coś na tapecie? Bo przecież to wcale nie musiała być farba. A może jakiś w ogóle jebnąć malunek? Zatrudnić jakiegoś artystę z nadzieją, że go nie zeżre Pan Gospodarz? - Jak ja to widzę? No... tak normalnie, nie? - Zrobił krok w kierunku ściany i pokazał ją ręką, a magia zrobiła swoje. Wszystko stało się grafitowe. A kiedy powiedziała o brązie - zrobiło się brązowe. To była tylko iluzja, ale jaka pomocna przy przymiarkach! Ciemno-brązowe, ale w cieplejszych odcieniach. - Jebnąłbym wszystko na czarno, ale byłoby tu ponuro jak w dupie Czarnego Pana. - Oby akurat tego nie wyczytał z jego głowy, jak będzie w niej grzebać, bo będzie przejebane. A nawet i przesrane. Sięgnął po fajki do kieszeni spodni. Papieros sam się z niego wysunął i podleciał mu do ust. Złapał go, a ten zatlił się sam z siebie od pstryknięcia palców. Tak i też zmieniła się nieco ściana przy następnym lekkim ruchu palca. Całkowicie się nie krępował i nie krył z tą magią przy Victorii - tak jak z tym, że jednak wymagała ona jakichś gestów. Tylko niewiele osób zdawało sobie z tego sprawę, bo w Anglii nie była to zbyt popularna sztuka. A zmiana była prosta - dodane zostało pasmo słumionego, nieco brudnego żółtego, żeby zanadto się nie wybijał, w postaci fali, ciągnące się przez jedno ze ścian. Kolejnym gestem ta fala została zmieniona - zamieniona na grafitową tapetę, która miała na sobie florystyczny motyw z tym kolorem bladej teraz żółci. Kwiaty przypominające pajęcze linie nie były jednak rozsiane na całej ścianie. Pokrywały tylko jej jedną część i wyglądały trochę jak dmuchawce roztrącane przez wiatr. Przyszły mu też do głowy jakieś nutki... nutki! Błysnęło aż w jego oczach, wydał z siebie mmm, kiedy przytrzymał zębami papierosa. Klasnął, jakże aktorsko. Ciemny grafit zmienił się na ciemny granat, a na nim, wytłoczone, piękniły się napisy piękną kursywą, gdzieniegdzie przecięte zapisami nutowymi. Teksty, jego ulubione cytaty, jego ulubione piosenki. Całość była na tyle delikatna, że wcale nie rzucała się w oczy, a lśniąc, te bladożółtawe zapisy, wyglądały prawie jak gwiazdy. Nie żeby Sauriel był jakimś fanatykiem motywu, ale... jakoś tak teraz samo wyszło. Przypadkowo po prostu. Bo o żadnym niebie nie myślał.

- Czy gdyby ją zeżarła to potem robiłaby mandragorową kupe? - Rośliny na pustyni. No... jakoś nie chciało mu się wierzyć, że cokolwiek mogło przeżyć w tamtych pojebanych temperaturach, ale to była Victorii. Victorii mógł uwierzyć... tak na słowo honoru. - Ale pojebane, eksperymenty na tarantulach... czy tam innych mandragandorach. - Mandragorach? Jeden pies. Eksperymenty nekromantyczne na roślinach! - Czy ty nazywasz swoje rośliny? Jak koty? Jak to działa?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#42
29.01.2025, 14:29  ✶  

Wcześniej chyba rzeczywiście nawet nie brał żółtych akcentów pod uwagę. Mina, jaką zrobił, świadczyła o tym dobitnie, ale Victoria uważała, że zamknięcie się na jednolity kolor ścian może być pewnym błędem. Doprowadzały do monotonii, ratowałoby to tylko, jeśli faktycznie by na nich coś powiesić, coś co odwracałoby uwagę. Oczywiście z Victorii był żaden architekt wnętrz… ale była kobietą i to już dawało jej pewną przewagę – lepiej się znała na kolorach. A prawda była taka, że wystrój domu podobny był w jej głowie do wybierania kompozycji ubraniowych: to też była sztuka, tak dobrać materiały, kolory i dodatki, by nie zacząć wyglądać wręcz pretensjonalnie.

Patrzyła na niego w bezruchu, czekając na rozwinięcie myśli, bo co to w ogóle znaczyło, że widzi to “normalnie”?

– Hahahahaha – wybuchnęła śmiechem i aż musiała sobie zakryć usta dłonią. Nie powinna się z tego śmiać, a jednak stało się, nie mogła tego powstrzymać. – Nie rób tego na czarno, to może się wydawać z początku dobry pomysł, ale ostatecznie będzie przytłaczać – wyjaśniła i uśmiechnęła się, nadal odrobinę jeszcze chichocząc.

Widziała pokaz magii bezróżdżkowej w wykonaniu Sauriela już wystarczającą ilość razy, by się nie dziwić, a jednak każdorazowo, gdy wykonywał dłońmi jakiś gest, albo pstrykał palcami i działa się magia, to nie mogła oderwać oczu. I nie inaczej było teraz, gdy ściana przed nimi zmieniła kolor, dodany został żółty wzorek… chwilę się przyglądała, nim “obraz” zmienił się w grafit i roślinny wzorek – niby były tu kolory, a jednak przytłumione, ciemne… coś działo się na tej ścianie, nie był to nudny, jeden kolor, a ciekawy wzór, który też się nie utrzymał, bo zaraz grafit zmienił się w granat, pojawiły się bladożółte punkty – napisy, nuty…

I Sauriel mówił o sobie, że nie jest kreatywny? Zobaczyła tu przecież trzy różne próby podejścia do tematu i to tylko chwila po rozmowie o kolorach. Normalnie ludzie potrzebowaliby się nad tym zastanawiać… długo. Zobaczyć może jakieś inspiracje w jakiejś galerii, a on to zrobił… ot tak, o, potrzeba było tylko pstryknięcia palcami. Najwyraźniej jedyne czego potrzebował, to wskazanie mu właściwego kierunku, a potem… popchnięcia, żeby wykonał pierwszy krok.

– Nooo, widzisz! – pochwaliła go, wpatrując się w ten ostatni pomysł. – Pasuje do siebie i reprezentuje ciebie – zbliżyła się do Sauriela, nadal skierowana w stronę ściany i wyciągnęła rękę, by objąć go na chwilę w pasie, dla nabrania otuchy.

– Nie – chociaż na końcu języka miała już retoryczne pytanie, czy on robi kupę, gdy żywi się krwią. Powstrzymała się jednak, co można było usłyszeć przez jej nagłe sapnięcie. – Jedna była przyssana do drugiej i wyciągała z niej energię. Wyciągnęła ją ze wszystkiego, z ziemi też, była całkowicie jałowa po krótkim czasie, w jakim ta mandragora w niej siedziała i urosła do naprawde… ogromnych rozmiarów – wyjaśniła spokojnie, zastanawiając się, ile z tego w ogóle Sauriel zrozumie. – Rośliny nie jedzą, nie mają otworów gębowych jak zwierzęta czy ludzie. Ich pożywieniem jest woda i powietrze, zamieniane przez słońce w cukier i tlen. Oraz składniki mineralne w ziemi. Oczywiście w dużym uproszczeniu, bo są rośliny, które bardzo lubią słońce, są takie, że potrzebują tylko rozproszonego światła i są takie, które wolą cień albo w ogóle ciemność, jak ten bluszcz – Sauriel junior, prawie jakby był kolejnym, po Linie, dzieckiem Sauriela. – Tarantula to pająk. Mandragora to ta roślina, do której na zielarstwie trzeba było zakładać nauszniki bo można zemdleć od jej krzyku gdy jest sadzonką. Dorosła mandragora może zabić swoim wrzaskiem – gadała dalej, czasami nie mogła się powstrzymać, gdy już dostała odpowiedni bodziec w postaci zainteresowania tematem. – Ano, nie wiemy nawet do końca skąd się wzięła… Ministerstwo znalazło sadzonkę w jakimś magazynie,  czy jakoś tak – z różnych powodów nie miała czasu zająć się tym tematem, co jednak nie znaczyło, że nie była ciekawa. Bo była. Może we wrześniu uda się do biblioteki i poszuka na ten temat czegoś więcej… o pustynnej mandragorze, zwykłej mandragorze i może nawet… może znajdzie się coś o eksperymentach na roślinach? Botanika nekromantyczna – jak dziwnie to brzmiało. – Ja swoich nie, nazywam je ich imionami angielskimi albo łacińskimi, zależy która mi się bardziej podoba, albo gatunkowymi, rodzajowymi… noo ale nie nadaje im takich odrębnych własnych imion jak kotom – żadna nie była Victorią junior, to z pewnością. – Ale to nie jest takie znowu nadzwyczajne. Niektórzy botanicy nazywają swoje okazy – często też robiły to dzieci. – Czemu pytasz?

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#43
29.01.2025, 15:23  ✶  

Żadne z niej architekta wnętrz, ale już bliżej jej do tego było, niż jemu. Pod względem wiedzy historycznej pewnie dalej, ale wyczucie stylu Sauriel zostawiał lepszym od siebie. Mógł sobie grać na gitarze, mógł cykać zdjęcia, ale kiedy przychodziło do tworzenia kompozycji to... no tak właśnie - NORMALNIE. Na czarno, chlas i jest. Jemu się podobało! Więc nie ma problemu! Natomiast zdawał sobie sprawę z tego, że niektóre rzeczy po prostu... nie do końca grały. Już tamta piwnica była za ciemna, a co dopiero mówić o pomalowaniu wszystkiego na czarno. Tutaj miało być tak idealnie! Żeby dobrze się mieszkało i zapraszało Staszka na jakąś whiskey. W przerwach od tkwienia w cuchnących Ścieżkach.

Ta bezróżdżkowa magia, która jakoś była dla niego całkiem naturalna i naturalnie przychodziła, była wynikiem właśnie tego - lenistwa. Frustracji wiecznie połamanymi różdżkami, które zresztą przeszkadzały tkwiąc w spodniach. Używał jej oszczędnie - bo nie chciał, żeby ktoś wiedział, że mógł się nią posługiwać. Kiedy zaś uważasz na to, kiedy coś robisz, przestaje być ona zupełnie pierwszym wyborem w codzienności. Może gdyby nie zrozumienie tego, jak bardzo angielscy czarodzieje byli sperdoleni to zastanowiłby się, jaaaki to ma seens, że wszyscy z tymi patykami chodzili! To już było tylko przyzwyczajenie. I pilnowanie oświaty, żeby czasem dzieci nie wpadały na głupiutki pomysł, że można inaczej i da się inaczej. Wtedy musieliby wszyscy przyznać, jakimi są okrutnikami. Kto niewinny pierwszy rzuca kamieniem, co?

- O? - Uniósł jedną brew, zerkając na nią, kiedy go objęła. Ten głupiutki, prościutki gest, odruchowa reakcja, była prawie jak jeden do jednego reakcją Josepha, kiedy usłyszał coś interesującego... albo skrajnie głupiego, ale Joseph był zbyt opanowany, żeby reagować złością, szyderstwem, czy... jakkolwiek inaczej. - Znaczy, że źle. Pokazywanie siebie to pierwszy krok do porażki. - Pokazywanie wrażliwych stron, swoich pasji, noszenie serca na dłoni. Spojrzał znowu na tę ścianę. Podobała mu się. I... smutno mu było na myśl, że to wszystko powinno być w jak najbardziej neutralnych kolorach, a każda tutaj prywatna rzecz powinna zostać rzucona na stos. Jak najmniej śladów o sobie samym. Gdyby ktoś chciał go teraz wyśledzić byłoby to pozornie trudniejsze. Pozornie, bo nigdy nie ukrywał się, że mieszka w rezydencji Rookwoodów. Już chciał zobaczyć złodzieja, który się włamuje do jego pokoju prawie sąsiadującego z Czarnym Panem. Z drugiej strony - chciałby zobaczyć złodzieja, który wchodzi do domu Josepha Rookwooda... no, w sumie chciałby. Może zorganizować jakąś maskaradę, żeby zobaczyć, co się stanie..? Gorzej, jak starze sie dowie, że podpucha i będzie szlaban na wychodzenie z domu przez miesiąc.

A potem uniósł brwi, słysząc dalszy wywód.

- No studiowanie trawek i koperków to rozumiem, ale na chemie też się przerzuciłaś? - Czy może czarodzieje się trochę przeprosili z mugolami i wprowadzili do zajęć herbologii tę znamienitą dziedzinę mugolską? - Jedna chociaż roślina była mogą i została przy magii. - Uśmiechnął się z rozbawieniem, patrząc na nią. Chyba naprawdę uwielbiała te habzie. Czemu? Nie miał pojęcia. Tak samo nie rozumiał tego u Anny. Ale nie trzeba rozumieć czyjegoś hobby, nie trzeba go tym bardziej podzielać, żeby cieszyć się czyjąś zabawą. I tak o ile o tych roślinach to słuchał ją jednym uchem, to wiedział, że lubiła sobie na ten temat pogadać. Więc nie widział przeszkód, żeby jej tego odmawiać. - Bo mnie pytasz, czy ta roślina powinna mieć na imię "V". - Odparł z rozbawieniem i cmoknął ją w czoło. - Dobra, ale teraz powrót do rzeczy... bardziej ważnych w tym momencie. - Żeby nie powiedzieć - ważniejszych. Dla niego to było ważniejsze, ale dla niej ważniejsze były z pewnością kwiaty. Możemy jednak poczynić chwilową priorytezacje wątków. Skoro już tu ją miał. - To jest taka zjebana tapeta, którą pewnie będę musiał kazać zrobić na zamówienie, bo jaki normalny miałby taką na stanie... co ja mam zrobić z meblami.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#44
29.01.2025, 21:02  ✶  

Pokręciła głową i wywróciła oczami. Sauriel był czasami (ok, częściej niż czasami) niepoprawnie niemożliwy, zwłaszcza gdy coś sobie ubzdurał. Próba wytłumaczenia mu tego i lekkiego zachęcenia do wybicia tego z głowy nigdy nie była prosta, ale Victoria i tak zamierzała próbować.

– Dlaczego porażki? Nie pokazujesz siebie na wybiegu czy w zoo, mówimy o twoim własnym pokoju – przed kim chciał te swoje pasje i wrażliwe strony kryć, przed samym sobą? – Będziesz to widział tylko ty i te osoby, które tu zaprosisz. To ma być twój azyl, nie więzienie, w którym musisz uważać na każdy krok i słowo. Nie zapraszaj tu kogoś, komu nie chcesz pokazać, jaki jesteś tutaj – i mówiąc słowo „tutaj”, odwróciła się odrobinę w jego kierunku, by palcem dotknąć jego piersi na wysokości serca, nawet dokładnie tam, gdzie się znajdowało. Nieistotne, że nie biło, nadal się tam znajdowało, a poza tym, chodziło o bardzo metaforyczne serce. – Nie zakładaj sobie kajdan sam – dodała już znacznie ciszej, nie patrząc teraz na tę piękną ścianę, a na Sauriela, trochę zadzierając głowę, żeby lepiej widzieć jego twarz.

– Co chemię? – nie zrozumiała i wyraźnie się zmieszała, próbując pojąć, o co dokładnie może mu chodzić. – To botanika, podstawa „działania” roślin – i zrobiła też w odpowiednim miejscu cudzysłowie w powietrzu palcami dłoni. – Fauna i flora zawsze mnie fascynowały. Może nie jestem żadnym hodowcą i nie robię tego zawodowo, ale jakoś… nie wiem. Zawsze mnie to odprężało – gadała sobie dalej, chociaż teraz, zamiast robić wykład na temat działania roślin, pustynnej mandragory i innych takich, to paplała o własnym doświadczeniu. – To chyba naturalny krąg zainteresowań, gdy złapie się bakcyla w eliksiroznawstwie – zmrużyła oczy, ponownie wpatrując się w tę jedną ścianę. Nawet lekko przechyliła głowę, a jej długie włosy znowu się poruszyły. – Opowiadałam ci? Jak byłam małym dzieckiem, to potrafiłam godzinami przesiadywać na fotelu w pracowni taty, patrzeć jak zajmuje się składnikami, jak warzy… Czasami pozwalał mi pociąć jakieś roślinki, a potem podnosił mnie na ręce i mogłam patrzeć, jak zmieniają się kolory w kotle, kiedy się dosypywało kolejne rzeczy – uśmiechnęła się do swoich wspomnień, bo wcale tak mało tych szczęśliwych nie było. Miała całkiem w porządku dzieciństwo, jej ojciec był spokojny, ona podzielała jego zainteresowania, co wyraźnie napawało go dumą, mogła się bawić z młodszą siostrą, później były to już siostry… No i często przebywała w towarzystwie Brenny, albo u Longbottomów, albo u nich w domu. Gorzej było wtedy, gdy matka zaczęła wywierać swoją presję. Zaś o tych roślinach, świetle i wodzie… chyba już mu kiedyś mówiła. To chyba wtedy właśnie wysnuła swoją jakże śmiałą teorię porównującą wampiry do roślin, a Sauriel zapoznał ją z konceptem ogórzych jajeczek. I dziękował jej, że miała nadzieję za ich dwójkę – że może da się przywrócić wampira do życia. – Oooch… to była tylko zaczepka – wyjaśniła mu, gdy jej twarz trochę się wygładziła po tym jakże słodkim cmoknięciu w czółko. Lubiła, gdy to robił – było bardzo czułe. – Bo na zdjęciu napisałeś „S + V”, a przedstawia ono ciebie i bluszcz – ciuchutko się zaśmiała. – To dla mnie? – chciała zapytać już wtedy, gdy jej to zdjęcie wcisną w rękę, ale zapytała teraz. Czy chciał, żeby to zdjęcie zrobiła, by wręczyć je jej?

Priorytetyzacja wątków wyglądała tak, że kwiaty i wystrój tego pokoju były ustawione w jej głowie na równi: bo to było ważne dla niego. A skoro już sobie pogadała o kwiatkach, to mogli rzeczywiście przejść do rzeczy bardziej przyziemnych, bo namacalnych.

– Kocie, zrobią ci taką za pomocą magii, nie martw się. Ani się obejrzysz i będzie twoja. A to naprawdę, naprawdę bardzo dobry pomysł – miała nadzieję, że jednak z niego nie zrezygnował na rzecz… zupełnej neutralności, która ewidentnie wcale nie wygrywała w jego głowie. – A jaki jest problem z meblami?

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#45
29.01.2025, 23:29  ✶  

I to był właśnie ten niepoprawny optymizm Victorii. Myśl, że tutaj nikt nie wejdzie, nie znajdzie tego miejsca, nie dorwie się do tych najbardziej ckliwych rzeczy. Jasne - przedmioty były tylko przedmiotami. Mogło się zrobić trochę smutno, kiedy zepsują twoją ulubioną gitarę, ale nadmierne przywiązanie do rzeczy martwych nigdy nie leżało w naturze Rookwooda. Często zapominał o niektórych przedmiotach, że w ogóle gdzieś je miał, nawet jeśli bardzo mu się spodobały i coś znaczyły, nie były tylko zimnym kawałkiem metalu czy drewna. Poczucie bezpieczeństwa we własnych czterech ścianach? Nonsens. Tutaj i tak było bezpieczniej niż w jakimś kącie na Nokturnie, więc to był, powiedzmy, też niezły wyznacznik tego, żeby jednak pozwolić sobie na poobserwowanie otoczenia z cienia skrzydeł Josepha. Ale nadal - to nie było pytanie czy. Było pytanie kiedy. Żył w świecie, gdzie nawet przyjaciel mógł się zamienić we wroga. A kiedy się w niego zmieniał - to w tego najgorszego. Wiedzącego o tobie za wiele.

- To w mugolską botanikę się zapuszczasz? - Wiedział, że nie, bo już odpowiedź na swoje przemyślenia uzyskał. Teraz już tylko zaczepiał. - Wiesz, że to osiągnięcia mugoli. Nie czarodziei. - Ale może nie wiedziała wcześniej. Cóż - teraz wiedziała. Czarodzieje zaś lubili sobie niektóre rzeczy przypisywać i uznawać, że tak - to właśnie ich działanie! Ale zapytaj kogoś, czym jest tlen. Nooo tym co oddychamy! Albo zacznie się jakieś pierdolenie o Matce, bogach czy duchach. Ignorancja czarodziei była naprawdę wspaniała. A uważali się za lepszych od mugoli. Wystarczyło zobaczyć, jak ukradli zresztą ich samochody - i kiedy je zaczarowali to już uznali, że wynalazek i inwencja jest ich. Kompletnie jednak nie wiedział, co ma powiedzieć na te historyjke... cieszyła ją, więc to dobrze. To był ten moment małej niezręczności, bo nie wiedział, jak ma na to zareagować. Więc tylko się uśmiechnął. - A co, chcesz moje zajebiście przystojne zdjęcie? - Było chujowe - szczególnie w tym świetle, ale oto mu chodziło, żeby było chujowe. - Nie dam ci tego, to musi trafić do albumu wstydu. Ale możesz sobie cyknąć drugą. Dla ciebie popozuje jak fracuski model. - Wypiął tyłek w tył, oparł na nim dłoń, wygiął dziwnie plecy i przyłożył dłoń do ust, posyłając buziaczka do swojej nieistniejącej widowni. - Chyba mi spodnie na dupie strzeliły. - Wyprostował się i zaczął dziwnie obracać, naciągając materiał spodnie, żeby zobaczyć, czy na pewno szew nie poszedł. No - poszedł. Gaci w panterkę tam nie było. - Kuurwa... a nowe spodnie... dopiero co kupione, jakieś pięć lat temu... - Mruknął bardziej do siebie nawet niż do Victorii. Brzydkie przyzwyczajenie - gadanie do siebie. Ale było. Akurat w całej liście wad ta nie stanowiła wielkiej przeszkody.

- Problem z meblami jest taki, że ich nie ma. A muszą być. Pytanie - jakie. - Bo do tej specyficznej tapety to jednak niekoniecznie wszystko się będzie prezentowało. - Chyba nie pierwsze lepsze... muszą być jakieś... takie dojebane... no wiesz...



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#46
30.01.2025, 01:15  ✶  

Powiedziałaby, że nie ma tu nic z optymizmu – czysty realizm. Czy ktokolwiek kiedykolwiek chodził za nim do domu? Czy nachodzono go, próbowało wywlec siłą z domu? Mocną stroną Sauriela były niestandardowe godziny pracy, a teraz potrafił się również teleportować – idealne by zmylić ludzi co do tego, gdzie właściwie mieszka. Równie dobrze, o ile w ogóle ktokolwiek go szukał, to mogli nadal kręcić się wokół rezydencji Rookwoodów w Little Hangleton. Victoria rzecz jasna nie wiedziała nic na temat tego, jak Sauriel jest paranoicznie wręcz przewrażliwiony. Ale tak – myślała, czy może raczej, miała nadzieję, że czuł się tutaj bezpiecznie. Tak jak miała nadzieję, że czuł się bezpiecznie w jej własnym domu na Pokątnej – bo gdzie być bezpieczniejszym niż pod nosem znanej pani auror?

– Jakie osiągnięcia? No nie wszystkie otaczające nas rzeczy krzyczą, że są magiczne. Nie muszę korzystać z mugolskich osiągnięć, żeby wiedzieć, jak zająć się chociażby takim kotem. Jak magizoolog rozumie procesy związane z magicznymi zwierzętami, to rozumie tym bardziej te, gdzie tej magii nie ma. To samo jest z magibotaniką. Uzdrowiciele też poradzą sobie z chorym mugolem… chociaż tutaj sprawa jest nieco trudniejsza, bo nasze eliksiry mogą im faktycznie zaszkodzić – to wiedziała, bo się tymi eliksirami zajmowała. – Ale rośliny nie są tak skomplikowane. I tak, my czarodzieje też badamy chociażby glebę, w której rosną rośliny, to nie jest zarezerwowane tylko dla mugoli, wiesz? – oto jak z krótkiej odpowiedzi zrobić cały wywód. Ktoś, kto uważał Victorię za osobę cichą, nie znał jej ani odrobiny. – W moim domu nie ma magicznych kwiatów ani roślin, hodowanie takich jest znacznie trudniejsze. Te wszystkie rośliny są całkowicie niemagiczne. I twój bluszcz też jest zupełnie zwyczajny – a swoich informacji w żadnym stopniu nie czerpała od mugoli. Korzystała z wiedzy magibotaników, którzy wcale nie musieli niczego ściągać od mugoli. To śmieszne uważać, że w różnych miejscach na świecie nie mogli dojść do podobnych wniosków. Nie potrzeba było też znać skomplikowanych wzorów chemicznych by zrozumieć, że gdy słońce padało na rośliny i one oddychały, to i ludziom oddychało się lepiej, łatwiej, przyjemniej. – My też mamy swoich naukowców, wiesz? – z różnych dziedzin, nie tylko tych od kwiatków.

Już otwierała buzię, by mu odpowiedzieć, ale coś ją zatrzymało. Zamrugała kilka razy i zmarszczyła brwi w konsternacji.

– Album wstydu? – a co to za nowy koncept, o co tu chodziło? I nie uważała, by tamto zdjęcie było chujowe – było… Miało swój klimat. – Jaki znowu album wstydu. Wstydzisz się tego zd- – urwała nagle w półsłowa, gdy usłyszała cichy trzask po tych dziwacznych wygibasach Sauriela, których nie wiedziała nawet jak skomentować, bo nie było w tym nic zalotnego! Zresztą jej zmarszczone brwi musiały mówić sporo, a potem nagle otworzyły jej się usta na wzór zdziwionego pikaczu. – Nowe pięć lat temu? – nie wiedziała, czy zapłakać czy się zaśmiać i nawet mimowolnie się trochę wychyliła, chociaż wcale nie chodziło jej o to, żeby oglądać jego majtki. – Pstryknij i… i napraw? – zaproponowała nieśmiało, bo ona by pewnie właśnie tak zrobiła, żeby chociaż tymczasowo naprawić materiał. Ale ona nie miała „nowych spodni kupionych pięć la temu”. Miała bardzo dużo różnych ubrań i to niebyle jakich. – I tak, chcę zdjęcie, ale normalne – a nie w jakichś dziwnych pozycjach. Oczywiście, że chciała!

– Wiem. A te, których się stąd pozbyłeś? Może te by pasowały? Jeśli nie… Mogę dać ci kontakt do osoby, która wykonywała moje meble na zamówienie. Do tego nieba będą ci pasować takie… wiesz, rzeźbione. Może z jakimś delikatnym motywem astronomicznym? Albo muzycznym? Może w ramy chciałbyś mieć wplecione te… zapisy nutowe, albo jakieś słowa? – to była burza mózgu, i Sauriel mógł właśnie doświadczyć sposobu, w jaki wpadała na te swoje pomysły: był to przekaz myślowy ciągły.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#47
31.01.2025, 10:57  ✶  

Spojrzał na Victorię z pobłażliwością, której nie chciał okazywać, ale masz - no wymalowała się siłą rzeczy na jego twarzy. Z tym specyficznym uśmiechem, który pobłażliwie mówił tak, tak, sweet summer child, dokładnie tak jest. Mugole byli bardziej imponujący niż czarodzieje, ale tej tezy nie głosił wszem i wobec, nie zamierzał jej też ogłosić tutaj. Z różnych przyczyn. Dom nie mógł być bezpieczny, kiedy nawet twoja własna głowa bezpieczną nie była. Myśli przemijały, gubiły się, ale wypowiedziane słowa mogły utknąć z tobą na dłużej. Szczególnie, kiedy druga strona na nie zareagowała w jakiś charakterystyczny sposób.

Matko, ile ta Victoria gadała. Aż żałował teraz, że poruszył ten temat, bo to ewidentnie była jakaś bomba. Zapisałby sobie notatkę, żeby ten niewygodny temat został omijany w przyszłości (i nie ze względu na to nawet, że gadała, tylko ze względu na to, jaki był problematyczny), ale był przekonany, że i tak zapomni. Przypomni mu się nie w czas. Albo już po ptokach. A zresztą... niech sobie pogada i pogłosił te proczarodziejskie teorie. Nic mu nie szkodzi ich posłuchać. I całe szczęście, że pojawił się temat albumu wstydu - można było uciec od tej niezręczności.

- Ay. Normalnie. - Uśmiechnął się z zadowoleniem, teraz uświadomiony, że w sumie to nigdy Victorii o nim nie wspominał. Aaa tyym baardzieeej go nie pokazywał! A tam były same arcydzieła! Zgoda, były też fotki całkiem normalne i ładne, ale one były pochowane na samym końcu, bo psuły koncepcje. - To nie ja się go wstydzę, to się wstydzą ci, którzy tam trafili. - Zaczął rozpinać pasek od spodni. No bo przecież musi je zdjąć i dać do zszycia krawcowi. Zawsze to taniej niż nowa para, a poza tym te spodnie już trochę z nim przeszły! Ale zatrzymał się na moment, ewidentnie zastanawiając nad poradą, która została tutaj zapodana. No, niby mógł... tak na chwilę... a co, jak potem zapomni o tym? Wyjdzie na Nokturn i siara największa. A może powinien je w sumie wyjebać. Skoro teraz pękły... taaak. Przekonał do tego samego siebie. - Wyjebać je muszę od razu, bo potem zapomnę. - Ściągnął te spodnie jakby nigdy nic i zanurkował w jednej torbie, żeby wyjąć z nich wcale nie tak inną parę. Monochromatyczność garderoby Sauriela pozwalała, na szczęście, sięgać po rzeczy pierwsze z wierzchu i nie przejmować się tym, że kolorem pasować nie będą. A tamte spodnie rzucił na sofę. - Wybierzemy się któregoś dnia, jak będzie pochmurnie. Na zdjęcia. - Skoro chciała normalne zdjęcia. Magią można było, rzecz jasna, pooperować, ale z niego nie był taki wielki artysta, żeby tak dobrze oddać naturalne światło. Wątpił, żeby jakikolwiek czarodziej był w stanie tego dokonać poza iluzją. A tak się składało, że przekłamanie narzucone na nasze oczy jakoś niedobrze się odbijało na fotkach.

- Nie chcę żadnych fikuśnych mebli z epoki wiktoriańskiej rodem wyjętych. - Machnął ręką, ale ta zaraz wróciła do wsuwania paska w szlufki. - Właśnie dlatego tamte wyjebałem, bo mi się nie podobały. Meble starych ludzi. - Z tym mu się kojarzyły. I z kompletnym brakiem charakteru. Zerknął na tę ścianę, próbując sobie jakkolwiek w głowie poukładać, jak taki mebel, o którym mówiła Vika, miałby wyglądać. - Za dużo będzie tych napisów i motywów muzycznych, jak meble też je będą miały. - Co do tego był akurat przekonany. Drobnym ruchem zaczarował pokój znów - pojawiły się meble. Jakaś komoda, regał na książki, szafa na ubrania. Ale wszystkie były właśnie takie, jak były tutaj. Ciężkie, zdobione meble z ciemnego drewna. - No mniej więcej takie tu były. - Czyli to co powiedział - dla niego meble starych ludzi. Zaraz się zmieniły, bo z tej iluzji usunął te zdobienia, przez co meble stały się całkowicie proste. Podobała mu się ta surowość.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#48
31.01.2025, 21:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2025, 21:54 przez Victoria Lestrange.)  

Nie wiedziała, że jest niezręcznie, albo, że za dużo gada. Że gadała źle… To było całe jej życie – rodzina skutecznie wpajała jej czarodziejską supremację, zmiana postrzegania nie mogła mieć miejsca w jeden dzień, nawet nie w tydzień – a i tak przekonała się do przeczytania mugolskiej trylogii fantastycznej. Nadal jednak nie miała informacji zwrotnej, że powinna się zamknąć – a pomogłoby, prawda? Jemu, żeby była cicho i nie ciągnęła tego problematycznego dla niego tematu, i jej, żeby w ogóle wiedzieć, że jest jakiś problem. Tak, bywała trudna, tak byłą uparta, ale to nie znaczyło, że nie dało się jej do niczego przekonać, czy przegadać. Takie rzeczy wymagały czasu, rozmów, zmiany myślenia – a ona nie brała się przecież znikąd, biorąc pod uwagę jak zatwardziałe miała w tym poglądy, nie tylko wyniesione z domu, ale też z pracy z mugolami. Rozmawiali o tym – o tej pracy, a przynajmniej o pewnym jej aspekcie. Mimo wszystko Victoria nie była też całkiem ślepa i tylko krowa nie zmieniała poglądów, sama nie była jeszcze tak stara, by nie było to możliwe, ale to… wymagało pracy. I zaadresowania problemu, co tutaj nie nastąpiło, i Victoria błogo nieświadoma dziwiła się teraz na jakiś album wstydu.

I tak jak on patrzył na nią z pobłażliwością (bo tak, zostało to zauważone, ale chociaż nie skomentowane, to odnotowane i zastanawiała się w ciszy swojej głowy, co takiego powiedziała, by zasłużyć sobie na to spojrzenie, tym bardziej, że Sauriel guzik się znał na temacie, o którym mu właśnie mówiła), tak ona z patrzyła na niego z podejrzliwym niedowierzaniem, z lekko zmrużonymi oczyma i uniesioną jedną brwią.

– Na Matkę, to co to za zdjęcia, że mają się wstydzić? – właściwszym pytaniem było inne, które przyszło jej do głowy już po tym, gdy to powiedziała: – Ja też tam jestem? – robił jej przecież zdjęcia, chociażby pierwsze jakie wyszło w ogóle z tego aparatu, albo na tym… wyjściu w miejsce schadzek (którego żadne z nich przecież nie nazwie randką). No i była też masa zdjęć Luny, Kwiatuszka i innych kotów (z wyłączeniem, oczywiście, Divy, do której Sauriel podchodził jakoś tak… podejrzliwie i to ze wzajemnością), one też tam trafiały? Trzecie pytanie, jakie jej się nasunęło, dotyczyło właśnie rozpinanych spodni i Victoria nawet nie próbowała udawać, że się nie patrzy, kiedy Rookwood bez żadnego skrępowania zaczął się przed nią rozbierać. Ale nie zadała go. Mogło się za to wymalować na jej twarzy.

Ale mógł tego nie widzieć, bo właśnie bezczelnie obczajała jego wypięty tyłek, gdy szukał nowej pary spodni w torbie.

– Potrzebujesz rozpiskę dnia? Wypisane wszystkie rzeczy, jakie masz do zrobienia i kolorowankę gratis? Żeby nie zapomnieć wyrzucić podartych spodni? – zapytała zaczepnie, ale Victoria była niezwykle zorganizowaną i poukładaną osobą (jak na to jaki miała grafik w pracy), i poproszona bez mrugnięcia okiem ułożyłaby dzień też Saurielowi… i innym. Niektórym to by się przydało, takiemu Aidanowi na przykład, Stanleyowi… Był w tym pewien dostrzegalny wzorzec.

To był jeden moment – rzucenia jednych spodni na kanapę, kiedy Victoria porwała aparat wciąż stojący na stoliku, żeby zrobić Saurielowi całkowicie przypadkowe i niewykadrowane zdjęcie z tak zwanej przyczajki. W gaciach nie w panterkę (ależ szkoda), ale w jakichś innych i w czarnych spodniach naciągniętych do połowy.

– Zaszczytne miejsce w albumie wstydu nie może cię ominąć – uśmiechnęła się spokojnie, ale widać w tym było jakąś satysfakcję i lekką złośliwość, której zazwyczaj tak łatwo nie pokazywała za kamienną twarzą swoich gównianych żartów. To zdjęcie zdecydowanie normalne nie było, ale i tak kiwnęła głową, na zgodę, że się któregoś dnia wybiorą. Bardzo by chciała.

Słuchała co mówił, z lekko przekrzywioną głową uśmiechając się do swoich myśli. Wyglądało na to, że wystarczyło Saurielowi podsunąć swoje pomysły, żeby wiedział czego nie chce i tym samym, co by mu pasowało. – Więc… w czym był ten problem z meblami? – tak, że ich nie ma, ale Sauriel nie wiedział jakie, za to teraz… chyba było już jasne. Uśmiechnęła się do niego ciepło, zachęcająco.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#49
31.01.2025, 23:47  ✶  

Kiedy osioł z osłem się spotykał, to kto miał trzymać za marchewkę? Mimo to faktycznie - cielęciami nie byli, a tylko one nie zmieniały swojego zdania, prawda? One i... cała rzesza ludzi, która była głęboko przekonana o swojej racji. Saurielowi świetnie wychodziło to przekonanie i zacietrzewienie w jednym punkcie opinii, by nie poszerzać jej o jakiekolwiek kolejne wnioski. A jednak debilem nie był - i potrafił też... skręcić. Jeednak przekonać się do czyichś racji. Był pod tym kątem jednak bardziej uparty niż sama Victoria. Poziom osła - poziom Sauriela. Czy coś miało sens, nie miało - on po prostu w to wierzył, w tym się zakopał, a dalej można już tylko powiedzieć: no i chuj. Ale Victoria była po prostu mądrzejsza od niego. Lepsza. Świeciła jaśniej i łatwiej potrafiła zrozumieć, co i jak powinna, a czego nie.

- Jasne, że jesteś. - Uśmiechnął się cynicznie, w ten sposób niekoniecznie zwiastujący cokolwiek miłego. Bo to w cholerę go bawiło - była, owszem... ale wcale nie w przypałowych wydaniach. Te, które mu się podobały, z jej wykonaniem, po prostu wyrzucał. Nie zawsze światło było te, czasem dziwnie wyszła mina, źle złapany moment i jakoś dziwnie ten aparat łapał chwilę, tworząc w niej ruch. Ale była. Tam właśnie na końcu, gdzie były te ładne zdjęcia, żeby nie powiedzieć - PRYWATNE. Bo w końcu te z przodu, godne miana albumu wstydu, były do wglądu. I to dla różnych ludzi. Tak więc wyczekiwał trochę reakcji, trochę jej miny, która już widział - była przejęta. Ale zaraz była bardziej przejęta tym rozbieraniem się. - Ale nie w tym prawdziwym albumie wstydu. - Powiedział w końcu, uświadomiony, że chyba zastosował, przypadkiem, jakiś rozpraszać kobiecych myśli. Zmielił gdzieś w gębie pytanie, czy nie widziała nigdy męskiej dupy, bo to byłoby cokolwiek nieodpowiednie. I tak, pomyślał to on w stosunku do Victorii. Chyba nawet nie chciał wiedzieć, czy widziała, jakie widziała i ile ich widziała. A on na nią zerkał. Mrużył trochę swoje oczy spod czarnych kłaków, które teraz porozpadały mu się po całym ryju. Potrząsnął głową i zaraz rozleciały się bardziej na swoje strony - a i tak musiał je zagarnąć palcami, żeby nie chciały mu wbijać się w gałki oczne.

- Oooof... szkoda twojej pracy. Zapomniałbym, że mam rozpiskę. - Uśmiechnął się pod nosem, zadowolony, już w nowych spodniach. Przyjmując taką całkiem nonszalancką pozę kolesia, który wie, że na jego urok złego chłopca łapie się sporo lasek. Na całe szczęście pracował głównie z facetami, a dwie, z którymi się zadawał, były lesbijkami. - Głupio by wyglądało, jakby auror mi wypisywała dni, kiedy mam akurat w grafiku morderstwo, które potem przypadkowo może badać. - Czy to był temat, którego powinni nie poruszać? Powiedział to żartem, ale to w zasadzie była prawda. Niestety jak to on - uzmysłowił to sobie odrobinę za późno. Tym nie mniej... obserwacja. Jak Victoria zareaguje. Co powie. Jaki będzie tu nawiązany poziom problematyki - albo jej braku. - Słońce, dla ciebie mogę się rozebrać bardziej i możesz mnie postawić w ramce nad kominkiem. - W prowokacji na zaczepkę odpiął pierwszy guzik koszuli i nieco rozsunął ją na boki.

- Ty rozwiązujesz wszystkie moje problemy. - Uśmiechnął się szeroko. W zasadzie to mówił szczerze.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#50
01.02.2025, 01:21  ✶  

Być może dlatego była pod tym względem łagodniejsza, bo… miała siostry. Była tą najstarszą i stanowiła wzór, a chciała być tym jak najlepszym. Chciała wysłuchać każdej z nich, być w stanie porozmawiać, i choć upierała się przy swoim bardzo to chciała też zrozumieć, co sprawia, że każdy z nas był sobą, jakie były argumenty. Czy moje zdanie jest najmojsze, czy może jednak zdanie tej drugiej osoby ma sens i jest warte przemyślenia?

– Pokaż – niemalże zażądała, ale jej twarz nie wyrażała złości – to była konsternacja i zaciekawienie w ogóle tym konceptem albumu wstydu. Wstydliwego albumu? Nie umiała powiedzieć, która nazwa byłaby w tym kontekście właściwsza. Uśmieszek Sauriela nie robił na niej wrażenia w ten negatywny sposób, ale chyba zwyczajnie nauczyła się go w pewnym sensie… Dostrzegała te sygnały, kiedy faktycznie był zły, a kiedy nie. To nie był ten moment: złości. On się świetnie bawił. – Nieprawdziwym…? – chyba rzeczywiście brzmiała na lekko rozkojarzoną, bo i owszem, to był bardzo skuteczny rozpraszacz myśli. No kto by z przyjemnością nie popatrzył na umięśnione nogi i tyłek? Przecież nie była wykonana z lodu tak faktycznie, jak to niektórzy sobie o niej myśleli, nie była nieczuła na pewne wdzięki, zwłaszcza, że Sauriel jej się podobał i nigdy się z tym nie kryła. Ale to nie znaczyło, że musi być w tym wszystkim nachalna… Miała nadzieję, że nie jest. Nie była przecież zwierzęciem, które nie potrafi zapanować nad instynktem. Może i dobrze, że nie zapytał ją o byłych, wtedy powinna go zapytać o byłe, tak? Żeby nie było niezręcznie? I o ile ona nie miała z tym problemu, to czy Sauriel byłby przy tym taki spokojny? Wiedziała, że on pod tym względem bardzo doświadczony nie był, tak jej przynajmniej powiedział, kiedy przyszedł ją przeprosić z kwiatami – nie miało to wielkiego znaczenia, nie dla niej, i choć niby tyle mówił o tej wolności, to mimo wszystko potrafił być bardzo zazdrosny… O czekoladowe żaby. A ile z tego w ogóle krył w sobie i nie mówił na głos?

Bo nie była to pierwsza męska dupa w majtkach jaką widziała. I chociaż widziałeś jedną, to widziałeś je wszystkie, to ona tak na to nie patrzyła – jak na jednego z wielu.

– Aach, ale o kolorowance byś nie zapomniał – czy łapała go właśnie za słówka? Oczywiście, że tak, nie mogła się powstrzymać. I oczywiście, że łapała się na jego urok, i nie była to żadna tajemnica. Odpowiedziała mu równie wyzywającym spojrzeniem. – Nie, wypisywałabym ci punkty najważniejsze: umyj zęby, wyrzuć spodnie, kup nowe, nakarm moty, wypoleruj różdżkę – przecież wiedziała doskonale, że jej używa… kiedy nie chciał by ktoś wiedział, że potrafi inaczej. – Miałbyś puste miejsca, żeby resztę wypisać samemu, a do tego zestaw kredek i kolorowanka na nowy dzień. I naklejki do ozdobienia – mówiła to tak płynnie, jakby wszystko miała już od dawna przemyślane i nic nie wymyślała w biegu. …czyli już nad tym myślała? Na słowo „morderstwo” tylko mrugnęła. Zdawała sobie, że życie Sauriela nie jest czarno-białe, że jest w nim dużo szarości i cieni. Że nie ma czystych rąk i sumienia. Że to, jak nazywa siebie śmieciem, rynsztokiem nie brało się z niczego. Ale nie był stracony tak dokumentnie – tego była pewna i w to wierzyła. – No chyba, że potrzebujesz pretekstu i tak zajętych dni, żeby już nie wcisnąć tam żadnego morderstwa? Da się załatwić. Mrugnij dwa razy jak potrzebujesz pomocy – to też był żart… i w zasadzie prawda. Pomogłaby mu. Zawsze by mu pomogła. – Tak? To na co czekasz? – mógł ją prowokować, ale ona też była w to dobra, chociaż prawie powiedziała, że nie zmieści jej się nad kominkiem. – Wskakuj do ramki.

Uśmiechnęła się, bo nawet jeśli była to kolejna zaczepka – to była bardzo miła.

– W takim razie cieszę się, że mogłam pomóc z tym problemem… Ale wydaje mi się, że jednego nie rozwiązuję – tego, którym była sama, bo doskonale pamiętała ich rozmowę o kłopotach… Kłopoty jak problemy – trzeba się z nimi przespać, i wtedy zaniósł ją na rękach do łóżka i utulił do snu. To była miła noc, w której Sauriel rozgonił część jej problemów i złych myśli. I teraz robił dokładnie to samo – rozganiał jej niepokój dotyczący jutrzejszego pogrzebu. – Ty moje też rozwiązujesz – nie mówiła mu tego, a chyba powinien to usłyszeć. I była to prawda.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (17222), Victoria Lestrange (19233)


Strony (7): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa