Potarł podbródek kciukiem i pokiwał głową. Ten człowiek czarno-to-widzę i ta dama widzę-to-wyraźnie. Uzupełnienie. To było uzupełnienie i świadomość, że jeśli upadniesz - to drugie podniesie cię z kolan. A jeśli upadniecie razem... och, cóż, wtedy zacietrzewienie sprawi, że wstaniecie razem. Bo przecież nie mogło być tak, że uprawiasz prokrastynację życiową w postaci rozczulania się nad sobą, kiedy ta druga strona cierpi. Prawda?
- Dodatki żółte mówisz... - Zamruczał, przymrużając oczy. Może takie... pasmo ciągnące się przez ścianę? Albo właśnie - coś na tapecie? Bo przecież to wcale nie musiała być farba. A może jakiś w ogóle jebnąć malunek? Zatrudnić jakiegoś artystę z nadzieją, że go nie zeżre Pan Gospodarz? - Jak ja to widzę? No... tak normalnie, nie? - Zrobił krok w kierunku ściany i pokazał ją ręką, a magia zrobiła swoje. Wszystko stało się grafitowe. A kiedy powiedziała o brązie - zrobiło się brązowe. To była tylko iluzja, ale jaka pomocna przy przymiarkach! Ciemno-brązowe, ale w cieplejszych odcieniach. - Jebnąłbym wszystko na czarno, ale byłoby tu ponuro jak w dupie Czarnego Pana. - Oby akurat tego nie wyczytał z jego głowy, jak będzie w niej grzebać, bo będzie przejebane. A nawet i przesrane. Sięgnął po fajki do kieszeni spodni. Papieros sam się z niego wysunął i podleciał mu do ust. Złapał go, a ten zatlił się sam z siebie od pstryknięcia palców. Tak i też zmieniła się nieco ściana przy następnym lekkim ruchu palca. Całkowicie się nie krępował i nie krył z tą magią przy Victorii - tak jak z tym, że jednak wymagała ona jakichś gestów. Tylko niewiele osób zdawało sobie z tego sprawę, bo w Anglii nie była to zbyt popularna sztuka. A zmiana była prosta - dodane zostało pasmo słumionego, nieco brudnego żółtego, żeby zanadto się nie wybijał, w postaci fali, ciągnące się przez jedno ze ścian. Kolejnym gestem ta fala została zmieniona - zamieniona na grafitową tapetę, która miała na sobie florystyczny motyw z tym kolorem bladej teraz żółci. Kwiaty przypominające pajęcze linie nie były jednak rozsiane na całej ścianie. Pokrywały tylko jej jedną część i wyglądały trochę jak dmuchawce roztrącane przez wiatr. Przyszły mu też do głowy jakieś nutki... nutki! Błysnęło aż w jego oczach, wydał z siebie mmm, kiedy przytrzymał zębami papierosa. Klasnął, jakże aktorsko. Ciemny grafit zmienił się na ciemny granat, a na nim, wytłoczone, piękniły się napisy piękną kursywą, gdzieniegdzie przecięte zapisami nutowymi. Teksty, jego ulubione cytaty, jego ulubione piosenki. Całość była na tyle delikatna, że wcale nie rzucała się w oczy, a lśniąc, te bladożółtawe zapisy, wyglądały prawie jak gwiazdy. Nie żeby Sauriel był jakimś fanatykiem motywu, ale... jakoś tak teraz samo wyszło. Przypadkowo po prostu. Bo o żadnym niebie nie myślał.
- Czy gdyby ją zeżarła to potem robiłaby mandragorową kupe? - Rośliny na pustyni. No... jakoś nie chciało mu się wierzyć, że cokolwiek mogło przeżyć w tamtych pojebanych temperaturach, ale to była Victorii. Victorii mógł uwierzyć... tak na słowo honoru. - Ale pojebane, eksperymenty na tarantulach... czy tam innych mandragandorach. - Mandragorach? Jeden pies. Eksperymenty nekromantyczne na roślinach! - Czy ty nazywasz swoje rośliny? Jak koty? Jak to działa?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.