03.01.2025, 23:22 ✶
Wyszli z kawiarni i Icarusa już od razu owiało chłodne powietrze. Było dosyć chłodno, jednak Mona miała już swój płaszcz. Nie było potrzeby, by być dżentelmenem, przynajmniej w tym zakresie. Co nie znaczyło, że nie mógł otworzyć przed nią drzwi i nieść za nią wręczony jej wcześniej bukiet.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby Mona nagle nie rzuciła tej wydumanej sugestii, że niby miałby już mieć dziewczynę. Icarus aż na chwilę zawiesił się. Przystanął w miejscu i spojrzał na kobietę ze zdziwieniem, przechylając lekko głowę.
— Nie mówisz poważnie, nie? Byłbym okropnym partnerem dla takiej... osoby... gdybym jednocześnie się z tobą spotykał. Szczególnie, że... — nie dokończył. Już miał powiedzieć, że ją ubóstwiał, że jego życie bez niej było jedną wielką porażką. Że kochał ją ponad wszystko. — Że teraz zabieram cię na randkę. Poważną. I zamierzam być uwodzicielskim amantem jedynie wobec ciebie.
Skierował kroki wobec pobliskiego parku i jednocześnie chwycił dłoń Mony. Splótł ich palce, zupełnie jakby rzeczywiście byli na randce. Bo byli. Nadal było dla niego to odrobinę nierealne. Miał ochotę uszczypnąć się, by wybudzić się z tego snu i powrócić do zwyczajnego stanu beznadziei. Tyle, że to naprawdę się działo. Mógł wszystko naprawić, jeszcze była nadzieja.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby Mona nagle nie rzuciła tej wydumanej sugestii, że niby miałby już mieć dziewczynę. Icarus aż na chwilę zawiesił się. Przystanął w miejscu i spojrzał na kobietę ze zdziwieniem, przechylając lekko głowę.
— Nie mówisz poważnie, nie? Byłbym okropnym partnerem dla takiej... osoby... gdybym jednocześnie się z tobą spotykał. Szczególnie, że... — nie dokończył. Już miał powiedzieć, że ją ubóstwiał, że jego życie bez niej było jedną wielką porażką. Że kochał ją ponad wszystko. — Że teraz zabieram cię na randkę. Poważną. I zamierzam być uwodzicielskim amantem jedynie wobec ciebie.
Skierował kroki wobec pobliskiego parku i jednocześnie chwycił dłoń Mony. Splótł ich palce, zupełnie jakby rzeczywiście byli na randce. Bo byli. Nadal było dla niego to odrobinę nierealne. Miał ochotę uszczypnąć się, by wybudzić się z tego snu i powrócić do zwyczajnego stanu beznadziei. Tyle, że to naprawdę się działo. Mógł wszystko naprawić, jeszcze była nadzieja.