15.01.2023, 03:48 ✶
— 10 października 1970 —
Kamienica w Londynie
Perseus Black & Elliott Malfoy
Pomimo tego, że wrócił do Londynu jeszcze przed zakwitnięciem pierwszych wrzosów, część przywiezionych przez niego bagaży wciąż piętrzyła się nierozpakowana pod ścianami jego sypialni zbierając kurz; zupełnie tak, jakby rodzinne Grimmauld Place miało być jedynie krótkim przystankiem w podróży do miejsca znacznie odleglejszego; gdzieś po drugiej stronie rozległego oceanu, za złotym szlakiem słonecznej tarczy skrywającej swe oblicze za atramentem tafli. I chociaż podjął pracę w Lecznicy Dusz, choć brał na swe barki zobowiązania wymagające jego obecności na Wyspach, nadal wierzył, że jego powrót do ojczyzny jest jedynie rozwiązaniem przejściowym. Że przezimuje w Anglii (na Merlina, jakże nienawidził zimy w stolicy; nieba zasnutego gęstym dymem oraz czarnych zasp), zaś wiosną wyruszy dalej jako wolny człowiek.
Lecz czy wolność, której tak rozpaczliwie poszukiwał, nie była skrytą za woalem pięknych słów samotnością? Bez wątpienia, jednak był w stanie zapłacić tę cenę w zamian za poczucie kontroli nad swoim losem. Niewiele bowiem pozostało rzeczy, na które Perseus miał wpływ; większość z nich była pozostawioną w upalny dzień kostką lodu w szklance - topniała na jego oczach i nie był w stanie niczego zrobić. Dlatego zgodnie z wolą ojca wrócił do Londynu, do dawnego życia, które, jak mu się wydawało, miał już za sobą. Czy miał inne wyjście? Owszem, wydziedziczenie, zmiana nazwiska i utrata związanych z nim wpływu oraz majątku. Mógłby wyjechać z Paryża i zamieszkać w domku nad morzem na południu Francji, albo udać się do Wiednia. Perseus jednak był zbyt zmęczony i przede wszystkim przerażony, by kolejny raz zaczynać wszystko od nowa. Zgodził się zatem na spełnienie warunków, jakie postawiła przed nim rodzina. Tylko ona była jedynym stałym punktem zaczepienia w jego egzystencji.
Nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że wszystkie wydarzenia minionych tygodni były efektem jego postępowania; niczym pozostawiony w szafie trup, który zaczął się rozkładać. Łatwiej było mu obarczyć odpowiedzialnością mistyczny byt pociągający za sznurki jego istnienia, niż przyznać się do popełnionych błędów.
Wieczorami wyruszał na długie spacery po Londynie; tylko on i jego laska, wierna towarzyszka od ponad roku. Odwiedzał wówczas okolice słabo lub w ogóle mu nieznane, odkrywał kawiarenki na parterach kamienic i puby ukryte w sutenerach, kolacje jadał w restauracjach na drugim końcu miasta - niemały wysiłek wkładał w unikanie znajomych lokali i parków, zaułków, gdzie przy przewróconym śmietniku ucztowały bezpańskie koty, odwracał wzrok od muzeów i odmawiał zaproszeń do teatrów. Wszystkie te miejsca kojarzyły mu się z mężczyzną, do którego wciąż nie przestał żywić uczuć. Wiedząc jednak, że ten ma żonę, a wkrótce na świat przyjść ma ich pierwsze dziecko, postanowił usunąć się w cień i nie wchodzić mu w drogę. Zbyt wiele cierpienia sprawiało Perseusowi patrzenie na kogoś, kto zapewne już dawno o nim zapomniał.
Tamtego wieczora dał się jednak ponieść tęsknocie; pogrążony w rozważaniach na temat tego, jak wyglądałaby dziś ich relacja, gdyby przed pięcioma laty nie zachował się jak tchórz, nawet nie zauważył, gdy nogi poniosły go pod kamienicę, której każdy detal wywoływał lawinę wspomnień. Jego twarz wykrzywił grymas bólu; już miał odwrócić się na pięcie i odejść stamtąd pośpiesznie, lecz nie mógł się powstrzymać przed zawieszeniem wzroku na oknie na pierwszym piętrze. Jakaś sylwetka poruszyła się za zasłoną, a on poczuł, jak oblewa go pot. Czy to możliwe, że...? Nie, na pewno nie. Mieszkanie to było miejscem ich potajemnych schadzek. Zapewne Elliott pozbył się go jak tylko ożenił się z tamtą dziewczyną, albo może jeszcze wcześniej, zaraz po ucieczce Perseusa do Paryża.
Dlatego postanowił wejść. Przekonać się, że mieszkania już nie ma, tak jak nie ma już ich, zamknąć ten rozdział i skupić się na przyszłości.
Znalazłszy się na piętrze, bliżył rozedrganą dłoń do drzwi i ostrożnie zapukał. Stuk stuk. Stuk. Stuk. Cztery uderzenia paliczków o dębowe panele - dwa następujące od razu po sobie i kolejne dwa po krótkich przerwach - ich własny kod, który wypracowali jeszcze na długo przed tym, jak pierwszy pocałunek złączył ich usta. Raz, dwa. Trzy. Cztery. Znak, że po drugiej stronie nie czyha na nich niebezpieczeństwo, a przyjaciel, zwiastun dobrej zabawy, trochę za głośnego śmiechu, wina szumiącego w głowie i ciepła otaczających ramion.
Strach nagle osiadł na żołądku Perseusa, wbijając swe ostre paznokcie w kruchy narząd, aż ból zaparł mu dech w piersiach. Chciał uciec, tak, jak uciekał przez ostatnie pięć lat, lecz ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Stał więc nieruchomo, w niemym przerażeniu przysłuchując się krokom za drzwiami.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory