Avelina od zawsze była spokojna, nie wychylająca się, obserwująca uważnie otoczenie. Chciała wiedzieć wszystko, ale nie chciałaby ktokolwiek wiedział o niej cokolwiek. Dlatego była zadowolona, że nowo poznany Cody był typem osoby, która mówiła, bo ona sama wolała milczeć, słuchać. Upust słowom dawała tylko w listach, które nigdy nie zostaną wysłane. Jeśli chodzi o dobre samopoczucie to główna ulica, na której się znajdowali była przyjemniejszym miejscem niż ciemen uliczki, gdzie obcy mężczyzna ponaglał ją, aby szła szybciej. Nie wiadomo, dlaczego, bo przemieszczanie się takimi miejscami bardziej rozsądnie jest powoli, aby nie zrobić sobie krzywdy.
Fascynowało ją to ile ten chłopak miał energii. Poruszał się szybko, niespokojnie. Ona natomiast momentami musiała do niego podbiegać, ale to dobrze – dzięki temu rozgrzewała się.
— Ja w sumie nie wiem kim jestem. – odpowiedziała szczerze. – Bycie dobrym, a bycie złym. Niby dwie skrajności, ale nie można być jednym lub drugim, bo w każdym z nas jest trochę mroku, prawda? – zapytała obserwując jak zmienia swoją pozycję i idzie tyłem patrząc na nią.
Starała się być dobra, ponieważ nie chciała podłości na świecie, ale jednocześnie wiedziała, że nie można być skrajnie dobrym, ani skrajnie złym. Zawsze znajdzie się coś podstępnego, co zrobiło się w swoim życiu. Ktoś mógł uwarzyć truciznę i wmawiać sobie, że to nie jego wina, że ktoś od niej umrze. Ściąganie na lekcjach, niedoliczanie drobnych sum do rachunków w sklepie jako sprzedawca. Takie małe, drobne rzeczy powodują, że w sercach człowieka gości zło. Nie są to podłe uczynki jakie czynią ludziom Śmierciożercy, ale jednak każdy człowiek ma skłonność do czynienia zła.
Obserwowała jak bawił się niebieskim płomieniem na swojej dłoni z świetlikami w oczach. Lubiła ten kolor, lubiła niebieską poświatę tego zaklęcia. Lubiła też zaklęcie Lumos. Kojarzyło jej się dobrze. To jak wymykała się z dormitorium po ciszy nocnej, jak skradała się do kuchni, aby zjeść coś po godzinach, lub jak czytała po nocach jakieś książki i żeby nikomu nie przeszkadzać to oświetlała sobie litery słabym światłem różdżki.
— Ma mój ulubiony kolor. – odpowiedziała mimowolnie. Wzrok brązowych oczu cały czas skupiał się na płomieniu, a jej serce zalewała ciekawość czemu on to robi? Dlaczego wyczarował to zaklęcie? Co z nim zrobi? Popisuje się? Próbuje jej zaimponować?
Posłusznie wyciągnęła dłonie, aby zabrać od niego ten płomień patrząc przy tym mu w oczy. Fascynujący człowiek, nie mogła temu zaprzeczyć. Jej brak ufności jednak nie pozwalała się za bardzo spoufalać. Uśmiechnęła się na ten żart i mimowolnie przewróciła oczami.
— Widzę, że skromny z ciebie typ człowieka. – odpowiedziała skupiając się na trzymanym płomieniu. Pilnowała, aby nie zgasł ani nie spadł. Czasami była niezdarna. Wiatr nadal miotał jej ubraniem i kapturem. Wsunęła płomień do wyczarowanego przez mężczyznę słoika i patrzyła na niego pytająco. — Co planujesz? – zapytała obserwując jego ruchy bardzo uważnie. Przez ciekawość, która ją zżerała była bliżej niego niż wcześniej jakby to miało pomóc jej odgadnąć o co chodzi.