Niebo robiło się coraz ciemniejsze, Prue nie miała jeszcze świadomości, że dwie wielkie, spadające gwiazdy, zaraz je rozświetlą swoim blaskiem, póki co była zaabsorbowana rozmową ze swoim bratem.
- Oczywiście, donieś naszej rodzicielce, niech ona zostanie w to zamieszana. - Niezbyt wiele się zmieniło na przestrzeni lat, przynajmniej ze strony Eliasa, najprościej było udać się do rodziców, rzucić kilka słów po to, aby ona później miała suszoną głowę. Nawet jeśli robił to dla żartu niosło to ze sobą dodatkowe konsekwencje, z którymi to ona musiała sobie radzić, a nie do końca była gotowa na kolejne starcie z matką, szczególnie, jeśli miało dotyczyć takiej pierdoły.
- No i wcale nie jestem nikczemna, nie słódź sobie. Nie chodzi tylko o Twój mózg, tak właściwie to wszystkie części ciała mnie interesują, nie tylko te Twoje. - Jeśli już sam zaczął ten temat, to postanowiła go kontynuować.
- To nie tak, że bym chciała, żeby był, raczej wydaje mi się, że jego spora część już dawno jest martwa, albo po prostu nie działa. - Uśmiechnęła się do brata złośliwie, cóż, ich rozmowy zazwyczaj wyglądały w podobny sposób, bardzo, ale to bardzo lubili sobie dogryzać. - Nie chciałabym Ci grzebać w głowie, trochę bym się bała tego, że może być jeszcze gorzej, niż mi się wydaje. - Zdecydowanie wolałaby tego nie sprawdzać. Nie dało się ukryć, że różnili się od siebie diametralnie, zastanawiało ją czasem, jak to właściwie było możliwe, ale chyba nie do końca byłaby gotowa, aby sięgnąć po prawdę.
Oczywiście, że szkoda byłoby marnować jego ciało i chować je w ziemi, skoro można by było przyczynić się gdzięki jego badaniu dla rozwoju nauki, to dlaczego by z tego nie skorzystać, zresztą nie miałaby nic przeciwko temu, żeby i ją ktoś pokroił na części.
- Ellie, naprawdę chcesz rozmawiać ze mną o moich fetyszach? - Zmrużyła oczy i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, to nie był dobry pomysł, zdecydowanie nie był. Ta rozmowa zaczęła się toczyć w złym kierunku i nie do końca umiała ją naprostować. Sięgnęła więc po butelkę wina, którą miała w dłoni, by czymś się zająć i nie daj Morgano nie ciągnąć tego tematu.
Przesunęła się nieco w bok, by zrobić bratu więcej miejsca obok siebie, skoro już postanowił do niej dołączyć na tym hamaku. Spojrzała na niego, nieco zdziwiona. Zawisiła wzrok na twarzy Eliasa na krótką chwilę. Mięsny jeż, co to kurde miało być, nigdy o czymś takim nie słyszała, ani nie czytała. Fanaberie burżuazji nie były jej szczególnie bliskie, mogła spodziewać się wszystkiego, prawda? Zwłaszcza po tym, co zastała w tym miejscu.
- Nie wiedziałam, że jeże się je. - Dodała jeszcze, bo niby można było zjeść wszystko, prawda, kiedy było się do tego zmuszonym, ale, żeby ktoś jadł akurat te zwierzęta dla przyjemności? No nic, powinna się nieco podszkolić z upodobań arystokratów, czy coś.
- Tak, też się cieszę, nie spodziewałam się nawet, że będzie tak przyjemnie. - Oczywiście, że nie miała zamiaru opowiadać bratu, o tym jak jej mijał czas, ale póki co wszystko, co się tutaj działo było raczej miłe (no, nie licząc tej wizyty w lesie z Romulusem, o której zdecydowanie wolałaby zapomnieć, ale na niektóre rzeczy nie miało się najmniejszego wpływu, działy się zupełnie przypadkowo). Skupiała się na tym, co dawało jej radość, a wbrew pozorom było sporo takich momentów w przeciągu ostatnich kilku dni.
- Na szczęście nabyłam doświadczenia przez te lata i mam nieco inne metody od szlabanów. - Nie, żeby zamierzała z nich korzystać, wręcz przeciwnie - Prue naprawdę starała się trzymać z boku i nikomu nie przeszkadzać, tyle, że los chyba chciał z niej zakpić... Znowu.
Zauważyła zamieszanie, które działo się niedaleko nich. Potter wzbił się w powietrze, cóż, nic dziwnego, nie należał do szczególnie ogarniętych osób, tyle, że postanowił się złapać Corneliusa, coś mu nie wyszło, a może wyszło nawet za bardzo, bo po chwili jeden i drugi unosili się nad ziemią. Bletchley zmrużyła oczy, zawiesiła się na chwilę, próbowała przeanalizować całą sytuację, jak wysoko będą mogli się unieść, przy takim porywie wiatru, jak szybko spadną? Jakie będą ich obrażenia, gdy znajdą się na ziemi? Dotarło do niej, że to nie był wiatr, to musiało być coś innego, ktoś był w to zamieszany, tylko kto? Rzuciła okiem na towarzystwo, jednak póki co nie zlokalizowała sprawcy tego zamieszania. Nie powinni daleko polecieć prawda? Chyba?
Nie zamierzała się wtrącać w tę sytuację, gdyby nie dotyczyła ona Romulusa to pewnie pomogłaby Corneliusowi, niestety lecieli razem, bo powodowało, że Bletchley starała się to ignorować.
Oczywiście, że nie założyła tego, co miało się za chwilę wydarzyć. Przeniosła wzrok ponownie na brata, już otwierała usta, by się do niego odezwać i jebs... Romulus Peter Potter postanowił wylądować właśnie na ich hamaku. Pierdolnął w nich niczym dzik w maliny, dlaczego to zawsze musiała być ona? Naprawdę chciała unikać akurat tego osobnika. - Potter, staram się, naprawdę się staram nie wchodzić Ci w drogę, ale Ty zdecydowanie chcesz skosztować jak smakuje moja zemsta. - Na pewno zrobił to specjalnie, by ją wkurzyć, a Elias okazał się być tylko przypadkową ofiarą. Miał pierdolone szczęście, że udało jej się jakoś utrzymać w dłoni butelkę, bo jeszcze brakowało tego, żeby wylała na siebie jej zawartość.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)