Nie była to dla niego żadna nowość. Zatrudnieni w Departamencie Magicznych Gier i Sportów Nottowie niejednokrotnie ustawiali rozgrywki Quidditcha i napychali sobie w ten sposób kieszenie. Wybór niemagicznego sportu jednoznacznie świadczył o tym, że Leach nie był jednym z nich. Wciąż żył w świecie mugoli i narażał świat prawdziwych czarodziejów na ujawnienie i traktował magię niczym zabawkę. Pracownicy Ministerstwa musieli tuszować jego działania.
Kwestie wierności małżeńskiej obecnego Ministra to temat rzeka dla pracujących w Ministerstwie plotkar. Chester do nich się nie zaliczał. To wcale nie znaczyło, że nie posiada jakiekolwiek opinii na temat tego aspektu życia prywatnego mugolaków. Zapewne, podobnie jak większość konserwatywnych czarodziejów czystej krwi, uważał iż szlamom były obce tradycyjne wartości i przez swoją rozwiązłość mnożyli się niczym pufki. Samym swoim istnieniem negatywnie wpływali na czarodziejskie społeczeństwo poprzez wchodzenie w związki z czarodziejami czystej krwi.
Nie wierzył w to, że mugolak mógł dobrym Ministrem, że mógłby w należyty sposób piastować jakiekolwiek prestiżowe stanowisko. Nie targały nim żadne wątpliwości odnośnie pogrążenia Leacha, usunięcia go ze stanowiska albo nawet zabicia go. O tym ostatnim nie mówił głośno, doskonale wiedząc o tym, że takie jawne wygłaszanie gróźb pod czyimś adresem mogło mu zaszkodzić. Nie był to przejaw tchórzostwa, tylko rozsądku z jego strony. Wszystkie osoby działające przeciwko Leachowi zasłużyły na jego poparcie. Sam nie zaangażował się w jakiekolwiek działania przeciwko niemu. Gdyby przyszło co do czego to wolałby go zabić.
O tym, że Nobby Leach zapadł na nieznaną dotąd chorobę wiedzieli chyba pracownicy Ministerstwa. Natomiast tylko nieliczni wiedzieli, że wiele wspólnego z chorobą szlamowatego Ministra miał Abraxas Malfoy. Nie była to pilnie strzeżona tajemnica w kręgach, w których się obracał. Wszedł w posiadanie informacji odnośnie kadencji obecnego Ministra Magii, a raczej jej przedwczesnego zakończenia. Leach zamierzał wycofać się z życia politycznego. W chwili obecnej to nie zostało podane do publicznej wiadomości i nie trafiło na łamy Proroka Codziennego.
Chester postanowił uprzedzić fakty i przekazać tę jakże dobrą nowinę swojemu przyjacielowi, Robertowi Mulciberowi. Poniekąd dobrą, bo pod pewnymi względami nie sposób nie nazwać Mulcibera głupcem. W 1962 Robert uległ naciskom swojego ojca i zrezygnował z pracy w ministerialnym Departamencie Tajemnic. Podobnie, jak reszta jego rodziny i wielu czystokrwistych czarodziejów. Po części ich rozumiał, gdyż sam nie chciał pracować dla siedzącej na fotelu ministra szlamy. Z drugiej strony... nieszczególnie to pochwalał, bo odejście z pracy oznaczało kres kariery. Czas pokazał, że było to stosunkowo niemądre. Tym bardziej, że czarodziej mugolskiego pochodzenia nie był mile widziany na tym stanowisku i jego niepełna kadencja dobiegała końca. Wystarczyło tylko wytrwać.
— Dobry wieczór, Robercie. Wybacz mi to najście. Mam nadzieję, że nie przychodzę nie w porę. Wracam właśnie z Ministerstwa Magii. Postanowiłem osobiście przekazać tobie pewne interesujące wieści, zanim zostaną podane do publicznej wiadomości. Mogę wejść? — Zwrócił się do gospodarza, gdy ten stanął w otwartych drzwiach. Wszystkie wypowiedziane przez niego słowa za wyjątkiem podania powodu swojej wizji służyły utrzymywaniu pozorów kurtuazji z jego strony oraz respektowania pór dnia, w których nie należało składać odwiedzin. Wieczór wydawał się być jedną z nich.