• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[luty 1971, Egipt] Wieści z dalekich krain

[luty 1971, Egipt] Wieści z dalekich krain
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
20.02.2023, 20:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:13 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

- …mugole, jako istotny podrzędne, winni służyć czarodziejom. Osoba urodzona ze związku dwóch mugoli, nie posiadająca wśród przodków czarodzieja, nie jest prawdziwym czarodziejem.
– Jeśli naciśniemy symbole w odpowiedniej kolejności, zgodnie z tą inskrypcją, otworzymy drzwi. Problem polega na tym, że część inskrypcji jest zatarta.
– Ogłasza się więc, co następuje. Lord Voldemort oczyści świat czarodziejów i zakończy z ciągłym ukrywaniem oraz ograniczaniem naszej mocy.
– Szakal, kot, znowu szakal, pies, sokół, szakal... i jeszcze jeden, tu zatarty. Nie ma wzoru. Przy ostatnim symbolu mamy więc dwadzieścia pięć procent szansy na to, że trafimy. A jeśli nie trafimy, albo nic się nie stanie, albo wszyscy zginiemy.
– Jedynie prawdziwi czarodzieje będą mieli prawo do noszenia różdżki.
– Nell?
– Aha?
– Właśnie powiedziałem, że być może wszyscy zginiemy.
Nell Bagshot, drobna czarownica przed trzydziestką, uniosła spojrzenie szarych oczu znad artykułu. Blondynka rozsiadła się na płycie sarkofagu, za nic mając fakt, że tuż pod nią spoczywają czyjeś kości. A raczej czyjeś zmumifikowane szczątki. W jednym ręku trzymała różdżkę, rozświetloną przez lumos, w drugim gazetę. Był to angielski Prorok Codzienny – wydanie z listopada. Nawet mimo wszystkich udogodnień czarodziejskiego świata, informacje docierały do nich zwykle z opóźnieniem.
– Cal, mówisz to regularnie. W każdy wtorek, a czasem też w piątki albo niedziele. Za to czarodzieje, którzy chcą wykończyć wszystkie szlamy i przejąć władzę nad światem, pojawiają się trochę rzadziej.
– Jak wynika ze źródeł, średnio raz na pięćdziesiąt lat, jeśli rozpatrujemy każdy kraj osobno – wymruczał Cathal, przyklękając przy ścianie, pokrytej inskrypcjami w starożytnych runach. – Leta, przyświeć tutaj.
Sala, w której się znajdowali, była pogrążona w ciemności, rozproszonej jedynie przez zaklęcia, rozjaśniające czubki różdżek. Z czterech rogów pomieszczenia spoglądały na nich kamiennymi oczyma cztery posągi o zwierzęcych głowach. Poza nimi, inskrypcjami na ścianach oraz szeregu płyt położonych pod sufitem i sarkofagiem w centrum pomieszczenia – należącym, jak ustalił Cathal, prawdopodobnie do egipskiego kapłana – czarodzieja – nie było tu niczego.
Przede wszystkim, nie było tu drzwi.
Zostali uwięzieni na skutek drobnych niedopatrzeń i wielkiego pecha. W dodatku nawet nie w jakiejś bardzo ważnej sali, kryjącej wielką tajemnicę, a w jednej z bocznych komnat. Shafiq już od godziny odszyfrowywał inskrypcje, usiłując określić, jak stąd wyjść. Wyglądało na to, że kluczem będą właśnie płyty z symbolami, przedstawiającymi zwierzęta, powiązane z posągami. Należało użyć ich w odpowiedniej kolejności, za pomocą magii – były zbyt wysoko, aby inaczej to zadziałało. Rzecz w tym, że niewłaściwa kombinacja mogła uruchomić jakieś zaklęcia. Sytuacja naprawdę była marna, ale Nell po pierwszej nerwowości, miała chyba dość czekania i zajęła się czytaniem gazety, którą miała zwiniętą w torbie. Mogło mieć to coś wspólnego z tym, że trzech innych członków ekipy zostało na górze i była spora szansa, że wkrótce zaczną ich szukać, a że oznaczali drogę - jeśli nie zdołają wyjść, to być może tamci uwolnią ich z pułapki.
– Nie byłoby szybciej, jakby Jamil przyzwał ducha tego tu, żeby nam powiedział, jak stąd wyjść? – zasugerowała, wskazując palcem na sarkofag, na którym siedziała.
– To byłby świetny pomysł, gdybyś nie upuściła torby, w której były rzeczy niezbędne do przywoływania ducha.
– No przepraszam bardzo, podłoga zaczęła się pode mną ruszać i próbowała mnie porwać, to mnie trochę rozproszyło! – prychnęła Bagshotówna, znów opuszczając wzrok na gazetę. – Ktoś z was w ogóle słyszał wcześniej o tym Voldemorcie, Czarnym Panu, Pierwszym Tego Imienia, i cholera wie co, który chce oczyścić świat ze szlamu, blablabla?
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#2
21.02.2023, 09:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2023, 12:43 przez Jamil Anwar.)  
Chodził po grobowcu, przyglądając się płytom, o których mówił Cathal. Jego głos zlewał mu się z paplaniną Nell, która nie miała żadnego sensu. Artykuł był i tak przestarzały o kilka miesięcy, więc jakie to miało znaczenie?
- Jest szakal, jedno zwierzę, szakal, dwa zwierzęta, szakal… I co dalej? – spytał, niemal powtarzając słowa Shafiqa, ale za nic nie potrafił się skupić przy Bagshot wciąż czytającej Proroka. Co za gazeta swoją drogą prezentowała, skoro opisywała wyłącznie wydarzenia przeszłe, zamiast wyrocznie? Prawdy objawionej w niej nie znajdą. No chyba że krzyżówka z ostatniej strony da im rozwiązanie zagadki, która pozwoli wydostać się z grobowca.
- Nell ma rację, mówisz to przynajmniej co drugi dzień, a wciąż żyjemy – zwrócił się do Cala, wciąż jednak wędrując wzdłuż płyt i posągów, jak gdyby to miało pomóc w znalezieniu rozwiązania. W rzeczywistości cholernie się nudził i nie potrafił usiedzieć w miejscu, tak jak blondynka, która usadowiła się na sarkofagu. Zbyt mocno go nosiło, by już wydostać się na zewnątrz. Nawet jeśli sam grobowiec wyglądał fascynująco, nie chciał spocząć w nim na wieki. – Też mieliśmy takiego czarodzieja, El-Hodood się chyba nazywał. Jedyne, co mu wyszło, to fakt, że jakiś mugol o nim usłyszał i nazwał na jego cześć drużynę sportową.
Cofnął się o krok, przepuszczając Letę, by mogła zbliżyć się do Shafiqa. Nie spodziewał się tu znaleźć żadnych bogactw, prędzej wzajemne zgrzytanie zębami i wciąż powiewającą nudę. Nie nadawał się do rozwiązywania zagadek, od tego był Cal, ewentualnie inni specjaliści od historycznych łamigłówek z mumiami w tle.
- I myślisz, że zechciałby nam pomóc poza stwierdzeniem faktu, że marzyło mu się domowe zoo? – spytał, czując, że wzbiera w nim irytacja na samo wspomnienie faktu, że Bagshotówna upuściła torbę z jego cennymi świecami, mającymi pomóc w przywołaniu starożytnych duchów. O wiele prościej było wezwać takiego, który umarł całkiem niedawno i jeszcze nie zadomowił się w zaświatach. Ktoś, kto żył tysiące lat temu, zazwyczaj stawiał opór i przez to też Jamil potrzebował bardziej specjalistycznego sprzętu. A ten – niestety – Nell zgubiła, gdy wpadali do grobowca. – Jedyne, co wiem na jego temat, to że chyba Wolałby Dostać w Mordę, zamiast dopuścić szlamy do głosu, patrząc na to, jak się nazwał.
Prychnął na samą myśl o tym, że Nell wolała zaprzątać sobie głowę jakimś brytyjskim wizjonerem, zamiast pomóc im w rozwiązywaniu zagadki, która mogłaby ułatwić wydostanie się z grobowca. Szakale będą mu się śniły po nocach, o ile po tej przygodzie zdoła w ogóle zasnąć.
- Może chodzi o to, że szakal najpierw zjadł kota, a potem psa i sokoła? – zapytał jeszcze, ponawiając swoją wędrówkę wzdłuż posągów. Śmiesznie by było, gdyby okazało się, że wyjście cały czas znajdowało się w sarkofagu, na którym siedziała ich medyczka. - Nas też jest czworo. Czy to oznacza, że przynajmniej troje z nas zginie?
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#3
21.02.2023, 21:41  ✶  
Bla, bla, bla, prawdziwym czarodziejem, bla, bla, bla otwieramy drzwi, część inskrypcji jest zatarta.
  Głos Nell, odczytującej artykuł stanowił tło do znacznie poważniejszego problemu, przed jakim właśnie stali. Zostali uwięzieni i albo znajdą wyjście, albo następni, którzy po nich przyjdą, zastaną wesołą gromadkę uśmiechniętych szkieletów. No, chyba że jednak ci na górze pójdą po rozum do głowy i postanowią rozejrzeć się za członkami własnej ekipy dość szybko, a nie na tyle późno, żeby stać się ofiarą rozwścieczonych duchów.
  Może nie była do końca pewna Jamala i Nell, niemniej Leta niejednokrotnie się odgrażała, że po śmierci będzie „uprzyjemniać” życie każdemu, kto akurat właśnie jej podpadł i z całkiem dużą dozą prawdopodobieństwa można było założyć, że po kilku dniach spędzonych w grobowcu, wynurzyłaby się z niego jako zjawa, z potępieńczym wyciem na ustach.
  Choć tak po prawdzie, w zjawę mogłaby się w pewnym sensie zmienić od zaraz. Tylko zwinąć się w kłębek w kąciku…
  Bla, bla, bla, prawo do noszenia, bla, bla, bla. Masz magię, to nosisz różdżkę, proste, co to za pierdolenie. Dupą przecież nikt czarować nie będzie… przynajmniej nie w tym sensie.
  - Jak nie trafimy, to też zginiemy, bo jeśli te ciołki nas nie znajdą, to nie wróżyłabym nam świetlanej przyszłości – sarknęła, przyświecając różdżką we wskazanym miejscu. W zasadzie też przykucnęła, próbując dołożyć swoją cegiełkę do rozszyfrowania inskrypcji.
  W końcu zagadki stanowiły treść jej życia – poczynając od wyrafinowanych klątw, a kończąc na starożytnych inskrypcjach, które czasem przyprawiały o ból głowy. Wolałaby wprawdzie tę konkretną zajmować się w o wiele bardziej komfortowych warunkach, póki co jednak – zachowywała spokój. Godzina. Raptem godzina minęła od zamknięcia się komnaty; a jakkolwiek by nie patrzeć, z Cathalem wychodzili już z gorszych tarapatów.
  - Wielki, wspaniały, przepotężny, niech Anubis go strzeże w drodze do Sali dwóch prawd... – wymamrotała, ściągając brwi. Nie, to nie to. Kolejne inskrypcje…? - Oznacz moją drogę, daj mi mądrość, otwórz przede mną drogę, umieść wśród wybranych… ej, Cal, może tym tropem? Anubis-szakal oznacza drogę i przez nią prowadzi, Wepwawet ją otwiera, tylko Bastet z Horusem jak pięść do nosa tu pasują, bo ni cholery żadne z nich nie prowadzi na Pola Jaru… chociaż kojarzę, że o Horusie mówiło się też w kontekście zbawienia, więc może jednak na końcu…? – zniżyła głos do niemal szeptu. Nie widziała potrzeby, żeby głośno rozprawiać nad Cathalowym uchem, zwłaszcza że i tak pozostała dwójka nie okazywała się szczególnie pomocna w rozwikłaniu felernej zagadki.
  - No wiesz, Nell, jeśli coś nie ma co najmniej tysiąca lat, to prawdopodobnie o tym nie słyszałam – rzuciła, zerkając krótko na blondynkę – Jakby był czarnym dzbanem, to miałby moje zainteresowanie, bo a nuż ulepiony tak z parę wieków temu… a tak to chyba sama rozumiesz – dorzuciła, pochylając się z powrotem nad inskrypcją.
  - Jeśli nikt z was nie zwali nam zaraz sufitu na głowy, to żadne z nas nie zginie – odezwała się jeszcze raz, z pewnym zniecierpliwieniem w głosie, przewracając przy tym oczyma.
  O błoga nieświadomości.
  Bo chyba nie mogli być tak głupi, prawda…?
  … prawda?

493
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
21.02.2023, 21:58  ✶  
- Szakal, kot, szakal, pies, sokół, szakal. I jeszcze jedno, niezidentyfikowane - wymruczał Cathal, przypatrując się innej inskrypcji, z nadzieją, że być może ona przyniesie rozwiązanie zagadki. - Leta, jeśli nie trafimy i nic się nie stanie, spróbujemy po prostu od nowa. Cztery razy, aż trafimy. Ale że nietrafienie może sprawić, że na przykład zawali się na nas sufit, chciałbym trafić za pierwszym razem. Mam wiele marzeń i pośród nich znajduje się zjedzenie naleśnika, nie zamienie się w naleśnik...
Tutaj, w mrokach egipskiego grobowca, pełnego pułapek, klątw i duchów, łatwo było lekceważyć ciemność nadciągającą nad Wyspy Brytyjskie. Rodzinna Anglia zdawała się nieskończenie daleka zarówno Cathalowi, jak i Nell. I o ile ten pierwszy mógł jeszcze niejasno przeczuwać, że doniesienia o Voldemorcie są poważne, o tyle dla Nell Bagshot, nie wiedzącej wiele o rodzinach czystej krwi i ich ideologii, po roku spędzonym w spiekocie słońca Egiptu, były to po prostu informacje o fanatyku, jednym z wielu, który szybko zniknie bez wieści.
Między innymi dlatego mówiła teraz o nim z taką lekkością.
- Ja zawsze mam rację - zapewniła Jamila. Nie zawracała sobie głowy zagadką, bo, niestety, nie potrafiła czytać ani hieroglifów, ani starożytnych run. W ich grupie służyła jako uzdrowicielka, zielarka, specjalistka od map i jeden z wielu historyków. Zamiast ruszyć pomagać zmieniła więc pozycję, układając się na sarkofagu na brzuchu, uginając nogi w kolanach i beztrosko wymachując uniesionymi stopami. - No u nas to było trochę gorzej. Trzydzieści lat temu jeden taki narobił wielkiego zamieszania. Pozabijał masę ludzi, podobno pomógł wywołać wojnę mugoli, różne takie - zrelacjonowała, przekręcając stronę. - Wygląda na to, że teraz mamy kandydata na jego następcę. O, patrzcie, jaki ma piękny znak rozpoznawczy. Gustowny, prawda?
Na zdjęciu, na tle nocnego nieba, unosił się zielonkawy mroczny znak. Wąż poruszał się w ustach czaszki.
- Nigdy nie słyszałem imienia "Voldemort" - odparł Cathal, puszczając chwilowo pomimo uszu wszystkie inne uwagi. Gdyby Czarny Pan przedstawiał się swoim prawdziwym nazwiskiem bądź nazwiskiem matki... miałby może coś do powiedzenia. Gdyby się odwrócił i spojrzał na węża, być może też skojarzyłby więcej, ale nie oderwał wzroku od zapisków. - Mogę jednak powiedzieć, że musi być bardzo teatralny. Może mieć francuskie albo włoskie korzenie. "Vol de mort" można w niektórych językach tłumaczyć jako "lot śmierci" albo "złodziej śmierci".
- Aha. To patrząc po tej czaszce... ma chyba jakąś obsesję na punkcie śmierci - stwierdziła Nell w zadumie. - Sądzicie, że powinien odwiedzić Lecznicę Duch?
- Sądzę, że gdy już wrócimy z Egiptu, ja powinienem się tam udać, przepracować traumę nabytą we współpracy z pewnymi ludźmi - stwierdził Cathal. Ton miał nieco zgryźliwy, choć prawdopodobnie był to żart. Przesunął różdżką nad ścianą, mrucząc coś cicho. Znaki zabłysły i na moment stały się nieco wyraźniejsze.
- Jamil, popatrz, przez ciebie Cal chce iść do Lecznicy Dusz - oświadczyła Nell bezczelnie, spoglądając znad gazety prosto na Egipcjanina. Potem znów opuściła wzrok. - Wiesz, Leta, miałam powiedzieć: słuchaj, tysiącletni dzban albo tysiącletni czarodziej nie spróbuje cię zabić, a ten Voldemort może. Ale właśnie przypomniałam sobie o tym zaczarowanym dzbanie, z którego wypełzały jadowite węże. I o tym infernusie z zeszłego miesiąca. Ha, miałam rację. Wiecie, jak nazywają się zwolennicy tego lotu śmierci? Śmierciożercy.
- Inwencja twórcza Voldemorta powala mnie na kolana - odparł Cathal, ale zaraz skupił się na fragmentach zapisanych starożytnymi runami, które wskazała Alethea. - Właściwie to Horus pasuje. To bóg nieba, a tutaj chyba mamy wzmiankę o otwarciu niebios... albo podtrzymaniu niebios, z tymi znakami mogli mieć na myśli jakieś dwadzieścia różnych rzeczy.
Shafiq, całkowicie pochłonięty runami i hieroglifami, nie zwracał uwagi na to, co robią Nell i Jamil. Nie odrywał wzroku od inskrypcji.
- Ostatni symbol to będzie chyba jastrząb albo kot, bo tu na końcu mamy mowę o niebiosach i domowym ognisku - mruknął. Ich szanse właśnie skoczyły do pięćdziesięciu procent.
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#5
22.02.2023, 02:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2023, 02:23 przez Jamil Anwar.)  
Zazdrościł Lecie tego, ze potrafiła wyłączyć się na paplaninę Nell. Jeszcze półtora roku temu fascynował się wszystkim, co wypływało z ust Bagshotówny. Ładna blondynka z zagranicy, zdająca się być o wiele delikatniejszą w obyciu od Crouch nawet mu się podobała. Z czasem przyszła jednak irytacja wywołana tym, że nie dość, że nie potrafiła skupić się na istotnych aspektach, to jeszcze rozpraszała resztę ekipy. Nie żeby jakoś wybitnie się od niej różnił, samemu będąc niezbyt przydatnym, gdy w grę wchodziło wytężenie umysłu i rozwikłanie zagadek logicznych. W tym wypadku wolał polegać na lepszych od siebie. Gdyby jednak udało mu się przypadkiem znaleźć rozwiązanie, nie tylko byłby z siebie dumny, ale może też odkupiłby swoje winy po tym, jak bez żadnego pomyślunku, gdy był zbyt pijany, żeby szare komórki w jego głowie jeszcze istniały, postawił w grze w Kwintopeda sarkofag jakiegoś nieokreślonego kapłana i banda zbirów wpadła w środku nocy do ich obozowiska, by odebrać swoją nagrodę. Jakoś się ich pozbyli, ale z naciskiem na jakoś i istniała opcja, że jeszcze powrócą. Ale nawet wtedy, w przeciwieństwie do Alethei, wolałby nie zostawać duchem. Jeszcze przypadkiem ktoś z rodziny postanowiłby go wywoływać na wszystkie obiady i zamiast spoczywać w spokoju, przyglądałby się, jak jego wciąż żywi krewni zajadają się smakowitymi posiłkami, podczas gdy on mógł karmić się jedynie widokiem.
- W takim razie postarajcie się lepiej trafić – mruknął, zatrzymując się przy szakalu, który nawet w kamiennej formie spoglądał na niego dość groźnie. Zaraz jednak odwrócił się w kierunku Nell, która zmieniła pozycję, jakby leżała na łożu z baldachimem, zamiast na sarkofagu z ciężkiej, twardej płyty. Również nie znał hieroglifów, run, czy innych dziwacznych pism, które Shafiqowi przychodziły z łatwością. Ale w przeciwieństwie do blondynki przynajmniej zawracał sobie głowę zagadką ze zwierzętami. Im dłużej przysłuchiwał się rozmowie głównych archeologów, tym bardziej był przekonany, że wcale nie chodziło o inwencję twórczą w temacie domowego zoo, a o pismo. Kto normalny wykorzystywał obrazki zwierząt do określania słów o innych znaczeniach?
- Paskudna ta kobra – stwierdził, spoglądając na fotografię, którą pokazała Nell. Chyba zwrócił na nią uwagę jako jedyny, ale zbyt łatwo się rozpraszał. Zdążył już zapomnieć o tym, że szukał jakiegokolwiek wzoru w ustawieniu szakali, kotów i sokołów. – A o tym wcześniejszym mówili nawet w Uagadou, pewnie przez tę wojnę mugoli, bo doszła nawet do Egiptu.
Niezależnie od tego, co oznaczało imię tego całego Walącego w Mordę (czy tam w szyję, kto go wiedział), brzmiało to kretyńsko. Gorzej nawet od El-Hoododa, a to nie lada osiągnięcie.
- Żebyś ty tam zaraz nie trafiła przeze mnie – warknął do Nell, pokazując jej przy tym środkowy palec, ale stał na tyle ukryty w cieniu, że raczej nie mogła tego dostrzec. Głównym źródłem światła wciąż pozostawały tylko różdżki. Podlizywanie się egipskim bogom nic mu nie mówiło, niezależnie od tego, czy mieli to odczytywać w formie zagadki, czy dosłownie. Z Egipcjanami nigdy nie wiadomo, nawet dzisiaj. – Wciąż twierdzę, że to nie były węże, tylko animagowie – przyznał, zerkając przelotem na Crouch, chociaż dawno zdołali obalić tę teorię. Węże stworzone przy pomocy klątwy mogły pozostać zamknięte w dzbanie przez tysiące lat. Animagowie? Dawno temu by umarli. Niekiedy jednak zdarzało mu się tworzyć teorie gorsze niż Nell i ten irytujący wielbiciel Insygniów Śmierci razem wzięci. Prychnął pod nosem, słysząc o Śmierciożercach. Gorszej nazwy nie mogli wymyślić, naprawdę.
- Zdajecie sobie sprawę, że mówienie o niebiosach jest równoznaczne ze zbliżającą się śmiercią? Co nam da ten Horus? Zbawienie? – pytał, ponawiając swój spacer wzdłuż posągów. Na nic mu się nie zdawał poza faktem, że w ogóle cokolwiek robił. – Może powinniśmy szukać wyjścia na suficie, skoro w podobny sposób się tutaj dostaliśmy?
Odwrócił głowę w kierunku Cathala i Lety, licząc na jakąś reakcję, ale tym samym tracąc koncentrację na tym, gdzie stawiał nogi. Poczuł pod prawą stopą ruszającą się płytę, ale było zbyt późno, by się cofnąć. Coś szczęknęło, jakby przekładnia i usłyszał skrzypnięcie poruszającego się kamienia tuż nad nimi. Spojrzał w górę w chwili, gdy znikąd spadło na niego kilka sztuk czegoś małego o poruszających się zwinnie nogach. Wrzasnął, domyślając się, co to takiego i kierowany instynktem spróbował odepchnąć z siebie stworzenia przy pomocy wyuczonego lata temu gestu. Panika wzmocniła jednak efekt zaklęcia, posyłając jednego ze skorpionów prosto we wciąż znajdującą się na sarkofagu Nell. Pozostałe, nie wiadomo w jakiej ilości, rozpełzły się po pomieszczeniu, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że rykoszet zaklęcia trafił w jednego z kamiennych szakali, odrywając mu kawałek nosa. Zniszczył kawałek zabytkowej rzeźby, której fragment poleciał w kierunku Shafiqa i Crouch.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#6
25.02.2023, 00:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2023, 01:02 przez Leta Crouch.)  
- ”Nic się nie stanie”? Serio w to wierzysz? Jesteśmy w pułapce, która jest jednocześnie grobowcem kapłana. Ile grobowców-pułapek znasz, w których nietrafiona kombinacja nie skutkuje zamianą w naleśnika albo jeża? Bo ja ani jednego – prychnęła, niemalże z politowaniem. Znaczy… to nie tak, że twierdziła, iż Cathalowi magicznie ubyło mózgu, przez co jego inteligencja i rozsądek mocno ucierpiały. Każdy miewał zaćmienia, zdarzało się. Ale coś takiego…? Nie, naprawdę nie wierzyła w to, że w razie pomyłki zostanie z całej grupki coś więcej niż tylko malownicze mokre plamy wokół sarkofagu. Albo i na sarkofagu, jeśli Nell z niego do tej pory nie zejdzie.
  Zaaferowana inskrypcjami nie zerknęła nawet przez sekundę na „gustowny znak rozpoznawczy”, zresztą, jakikolwiek by nie był, i tak z pewnością nie dorównywał tym, na które można się było natknąć tutaj, w Egipcie.
  - Jak myślisz, Cal, pozwoliliby nam dzielić jeden pokój? – rzuciła niby to od niechcenia na wzmiankę o Lecznicy Dusz – Albo choćby być sąsiadami? – tak, między wierszami najwyraźniej sygnalizowała to samo, co on. Tyle że mówiła to śmiertelnie poważnym tonem, choć jeśli Letę się dobrze znało, to można było dojść do wniosku, iż tak naprawdę te słowa nie były na serio.
  - Śmierciożercy? Czyli co, po Brytanii hasa cała zgraja ghuli i przy okazji całego tego pierdolenia ograbiają cmentarze czy coś w ten deseń? – mruknęła, wstając i wodząc wzrokiem wzdłuż inskrypcji. Wyżej, wyżej i… Och, ile by czasem dała, by mieć taki wzrost, jak Shafiq! Ale niestety musiała sobie radzić z tym, co Natura dała jej w prezencie, czy tego chciała czy nie – Caaaal, będziesz tak dobry i mnie podsadzisz? Widzę tam coś, co... – nie zwracała zbytnio uwagi na Jamila i Nell, wpuszczając ich słowa jednym uchem, a wypuszczając drugim. Co było bardzo, bardzo dużym błędem, jak się szybko okazało.
  Bowiem Jamil, w przeciwieństwie do Nell, nie raczył tak po prostu usiąść na dupie. Tylko musiał krążyć i krążyć, i krążyć, a jakoś nikomu w towarzystwie – o zgrozo – najwyraźniej nie przyszło na myśl, że przecież w tej komnacie to może znajdować się jeszcze więcej niespodzianek. Takich bardziej przykrych niż wzbudzających jakiekolwiek pozytywne odczucia.
  Wrzask skutecznie odwrócił uwagę od studiowania tekstów brzmiących, jakby napisał je ktoś mocno naćpany – co w sumie może nie było takie nieprawdopodobne – potrzeba sprawdzenia, co się dzieje, stała się o wiele pilniejsza niż odcyfrowanie kolejnego symbolu.
  Akurat w sam raz, żeby uskoczyć na bok przed fragmentem posągu. Co gorsza, pod stopą coś chrupnęło, a na dodatek kolejna cośka – skorpionowa, oczywiście – pędziła, najwyraźniej gotowa do zorganizowania sobie obiadu. Machnięcie różdżką – i cholerstwo pofrunęło wysoko, by grzmotnąć zaraz o ścianę z niemałą siłą.
  - Jamil, cholera, zostanę twoim koszmarem do końca twoich dni i dłużej! - obiecała, rozeźlona, zamierzając się na kolejnego skorpiona.

427/921
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
25.02.2023, 01:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2023, 01:13 przez Cathal Shafiq.)  
- Ja trafię do lecznicy, ciebie znowu użre wąż i kto cię wyleczy? - spytała Nell, w ogóle nieprzejęta jego tonem. Czuła się pewnie głównie dlatego, że obok byli Cathal i Alethea, którym zwyczajnie była potrzebna. Bagshot funkcjonowała trochę poza schematem, chyba nie zdając sobie sprawy z tego, że czasem denerwuje ludzi i bardziej skupiając się na przeszłości niż teraźniejszości. Wychodziło to jednak z niej najbardziej przy angielskich członkach ekipy - nawet ona wiedziała, że Egipt nie był przyjazny samotnym Europejkom.
- Nell. Jamil. Bawcie się ładnie albo oboje pójdziecie do kąta i nie dostaniecie deseru - powiedział Cathal łagodnie, na co Bagshotówna prychnęła, niby rozjuszona kotka. Zaraz jednak przekręciła kolejną stronę artykułu, darowując sobie odpowiadanie Shafiqowi. Normalnie może by się z nim kłóciła, ale teraz to od niego zależało, czy stąd wyjdą... - Chodziło mi o "- Jak nie trafimy, to też zginiemy, bo jeśli te ciołki nas nie znajdą, to nie wróżyłabym nam świetlanej przyszłości" - zacytował, zwracając się do Lety. Bezbłędnie, bo jego pamięć, jak zwykle, przechowywała nieco zbyt wiele informacji. Ot zrozumiał, że jej zdaniem jeśli nie trafią, to umrą z głodu, bo nikt ich nie znajdzie. - Jeżeli nietrafienie od razu nas nie zabije, można by próbować dalej i nie musielibyśmy polegać na reszcie. I znam takie. Może skutkować na przykład utonięciem, otruciem, rozerwaniem na strzępy... Same atrakcje!
Shafiq wzdrygnął się teatralnie, gdy Crouchówna spytała, czy mogliby dzielić pokój i na moment na nią spojrzał.
- To miało być dla mnie leczenie, a nie kompletne pognębienie - zaznaczył.
- Aua. Wychodzi na to, że zabili już przynajmniej dwóch mugolaków - mruknęła tymczasem Nell, która skupiła się na artykule, nie rozmowie Cala i Lety, już trochę mniej beztrosko niż wcześniej.
- W takim razie Pan Latająca Śmierć był w Slytherinie - odparł Cathal tonem znawcy. Nie to, że sam był Ślizgonem i Tiara nawet się nie zawahała. Skąd. Wcale. - Gdzie dokładnie...
Nie zdołał dopytać, gdzie dokładnie Leta coś widzi, by ją podsadzić.
Nell krzyknęła, gdy tuż koło jej nogi wylądował skorpion i zeskoczyła z sarkofagu, w ostatniej chwili unikając ugryzienia. A raczej z niego spadła. Gdy jednak zdała sobie sprawę z tego, że kolejne jadowite stwory spadają na ziemię, zaraz wskoczyła na sarkofag z powrotem, tym razem tylko stopami, a różdżkę wycelowała w skorpiona, który spadł na kamienną płytę i właśnie ustawiał się w pozycji do ataku.
Zaklęcie depulso cisnęło nim o ścianę.
Niestety, lumos - którego używała i by czytać, i by oświetlać im częściowo ciemności - wygasło, podobnie jak to, które rzuciła wcześniej Alethea. Znaleźli się w absolutnym mroku, a wokół były skorpiony i niewielka pociecha, że pewnie nie do końca prawdziwe, a transmutowane pułapką. W ostatnim błysku dało się dostrzec przez ułamek sekundy gazetę, teraz leżącą na ziemi, po której biegł inny skorpion. Dokładnie po zdjęciu mrocznego znaku.
- ZAMORDUJĘ CIĘ, ANWAR! - wrzasnęła, wciąż stojąc na sarkogafu, który chwilowo uznawała za najbezpieczniejsze miejsce. - BĘDZIESZ UMIERAŁ DŁUGO I BOLEŚNIE!
- Kurwa mać, JAMIL! - krzyknął Cathal (nieco ciszej jednak niż Nell, której krzyk zapewne mógł obudzić wszystkie okoliczne mumie), wykonując unik przed kawałkami rzeźby, lecącymi w jego stronę. A wydawało się, że po podłodze, która próbowała porwać Nell i drzwiach, które znikły, gdy tu weszli, nie będą mieli większego pecha. - Nie zamordujesz go, bo ja to zrobię pierwszy!!! Co mówiłem o uważaniu na pułapki w zapadniach?! NELL RZUĆ Z POWROTEM TO CHOLERNE LUMOS!
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#8
25.02.2023, 11:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2023, 11:35 przez Jamil Anwar.)  
Zdecydowanie wolałby, żeby w tym wypadku to Leta histeryzowała. Niestety miała rację – w razie ewentualnej pomyłki skończą jako płaskorzeźby przy płytach z hieroglifami albo ser szwajcarski, gdyby ze ściany wyskoczyły jakieś kolce.
– Mam gdzieś jeszcze paczkę daktyli – mruknął na wieść o utracie deseru, uświadamiając sobie, że tak na dobrą sprawę to był głodny. Zaczął grzebać po kieszeniach. – A nie, przepraszam, była w torbie, którą ktoś postanowił upuścić.
Po dwóch latach współpracy z nimi, wciąż nie nauczył się, że nie należało denerwować Nell Bagshot.
- Jako najbardziej interesujący przypadek dostalibyście apartament z balkonem – rzucił z sarkazmem, wywracając przy tym oczami. Niespecjalnie wiedział, jak funkcjonowała Lecznica Dusz w Anglii, ale jeśli podobnie do tutejszej, Crouch mogłaby mieszkać w jednym pokoju z Shafiqiem… i dwudziestką innych pacjentów skumulowanych na niewielkich pryczach. Po słowach Nell skrzywił się tylko w jej kierunku, nie ciągnąc dalej tej dyskusji. Nie miało to sensu, bo wiedział, że miała jeszcze całe mnóstwo kart do wyciągnięcia. Jako jedyna medyczka była praktycznie nietykalna. A spory z Jamilem kończyły się jedynie wypróbowywaniem na nim coraz to gorszych mikstur. Skutki uboczne w postaci zieleniejącej skóry? Trudno, zasłużyłeś sobie.
- Cała armia ghuli? To nie brzmi zbyt poważnie, a doszliśmy już do wniosku, że gość jest dramatycznie teatralny – skwitował. Patrząc jednak na jego zamiłowanie do węży, wątpił, by ktokolwiek z większym rozmachem dołączył do tej jego grupki przydupasów. – A czy wy wszyscy też nie byliście czasem w tym całym Slytherinie? – dopytał, wskazując na każdego z nich z osobna. Nie pamiętał domu Nell, może nigdy mu o tym nie wspominała, a może po prostu puścił tę informację mimo uszu. Patrzył jednak na większość.
Niespecjalnie zwracał już potem uwagę na poczynania Cathala, który próbował podsadzić gdzieś Letę, bo sam wdepnął w pułapkę, rozpętując skorpionie party. Wędrówka drobnych nóżek odbijała się echem pomimo ich wrzasków i ogólnego poruszenia. Jakim cudem? Nie miał pojęcia, ale nieco ułatwiało to zlokalizowanie ewentualnych przeciwników po tym, jak odłamany nos szakala wylądował na podłodze, wzniecając w górę nieco kurzu z rozbitego kamienia. Sam spróbował wyczarować nieco nieudolnie zaklęcie rozświetlające. Kula światła rozpłynęła się praktycznie w momencie, gdy uniosła się nad jego ręce. Był zbyt poruszony. Zdołał jednak w tym krótkim momencie dostrzec pajęczaka wspinającego się po nogawce jego spodni. Strząsnął go, przeklinając przy tym siarczyście i przydeptał ciężkim butem. Chrupnęło, co poinformowało go, że przeciwnik został wyeliminowany. Kolejnego magicznego skorpiona podpalił, dając im na moment trochę światła, gdy ten biegał jak szalony, nim się rozpłynął.
- Po co mi jakiś Lotnik z Anglii, skoro mam was – prychnął. Groźby na temat własnej śmierci słyszał mniej więcej co drugi dzień. Wciąż jednak ich nie zrealizowali i chociaż ufał im na tyle, by wiedzieć, że raczej nie zrobiliby tego na serio, kiedy go potrzebowali, to wciąż czuł się niepewnie, gdy Nell z krzywym uśmiechem podawała mu jakiś eliksir (sadystka chyba celowo dodawała składniki obrzydzające smak), Leta stawiała przed nim kufel piwa albo Cal wołał go, żeby porozmawiali na osobności. Mógłby śmiało stwierdzić, że byli dla niego jak rodzina – uwielbiał ich, jednocześnie trochę się ich bał, a momentami też sam chciał ich pozabijać. – Nie krzyczałeś tak na Nell, kiedy wlazła w poprzednią! – przypomniał mu, uciekając do tyłu przed kolejnym skorpionem, który nagle zaczął lecieć w jego stronę, zapewne przez efekt któregoś zaklęcia. W tym momencie nie wiedział, od kogo wolał się trzymać bardziej z daleka – od jadowitych robali, czy rozwścieczonych ich obecnością kobiet. Cathal zdawał się z całej ich trójki najbardziej opanowany pomimo swojego gniewu.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#9
26.02.2023, 18:42  ✶  
- A, że w tym sensie – zreflektowała się, łącząc kropki. I przewróciła oczyma, chociaż Cathal akurat mógł tego nie zauważyć – nie obróciła twarzy w jego stronę – Hej, takie też się mieszczą w katalogu naleśnika i jeża, dokładnie o czymś takim mówię – zaznaczyła, po czym parsknęła cichym, krótkim chichotem.
  Tak, biedny Cal, mieszkanie w jednym pokoju razem z Letą mogłoby być na dłuższą metę dość problematyczne dla biedaka. Zwłaszcza że kobiecie było bliżej do chaosu niż do ładu i o ile faktycznie potrafiła się skupiać na swojej pracy i być przez to najzwyczajniej w świecie cichą, niemniej stan otoczenia wtedy potrafił zostawić wiele do życzenia.
  - Tak, no i co z tego? – rzuciła z pewnym roztargnieniem. Zwłaszcza że miała te cholerne inskrypcje prawie na wyciągnięcie ręki, ba, w zasadzie już podnosiła dłoń, żeby wskazać Calowi, co dokładnie chce obejrzeć. No i naprawdę niezbyt widziała związek między Latającą Śmiercią a tym, że większość – bo chociażby taki Jamil  się w to nie wpisywał – miała ten zaszczyt przynależeć do domu Slytherina. Nie każdy Ślizgon pędził, żeby pozbyć się paru mugolaków z tego świata, ba, nawet była w stanie wskazać Ślizgonów, którzy mieli to przeserdecznie w dupie.
  Choćby dlatego, że nos wsadzali głównie w swoje wykopaliska, będące głównym priorytetem. Cała reszta…? W zasadzie chrzanić, byleby tylko im nie przeszkadzano w wykopkach. Tylko tyle i aż tyle.
  Jej własne Lumos zgasło, tak samo jak i to Nell. Komnatę spowiły ciemności, co wcale nie polepszało sprawy. Błysk – Jamilowi udało się przywołać trochę światła, akurat na tyle długo, żeby zdążyć potraktować kolejnego skorpiona zaklęciem. Tyle że to nie rozwiązywało bynajmniej problemu, nawet ten podpalony skorpionik.
  I bynajmniej nie zmniejszało żądzy mordu, jaką dyszała pod adresem Jamila – niemniej pogróżki pogróżkami, ich realizacja była zgoła odmienną sprawą. Choćby z tego względu, że zastąpienie jednego specjalisty drugim nie należało do szczególnie prostych zadań – tak więc, na dłuższą metę, mężczyzna faktycznie nie musiał się obawiać, że nagle spadnie na niego jakaś mordercza – bądź tylko upierdliwa – klątwa. Jak to w grupach bywało – konflikty powstawały i się rozpadały; przynajmniej dopóki wszyscy mieli na względzie główny cel, zamiast wzajemne podjazdy.
  - Czekaj ty... – sapnęła, choć trudno powiedzieć, czy było to pod adresem Jamila czy któregoś skorpiona. Koniec różdżki Lety rozbłysł, a ona sama…
  … krzyknęła. Tak po prostu. Głośno, przeraźliwie. Zatkała sobie sama usta dłonią, jakby wystraszona swoim własnym krzykiem, tyle że…
  … raczej miała powód. Jakimś cudem zamarła w bezruchu, choć najchętniej odstawiłaby tu jakiś przedziwny, pokraczny taniec, byleby tylko…
  … pozbyć się skorpiona z głowy. Tak. Miała tego pecha, że nie wszystkie zdążyły już zlecieć na dół. Uchował się jeszcze jakiś i najwyraźniej uznał, że nastroszona czupryna Crouch jest idealnym lądowiskiem.
  Przerażone spojrzenie kobiety odruchowo podążyło w stronę Cala.
  Różdżka upadła na podłogę.


450/1371
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#10
26.02.2023, 19:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 19:25 przez Cathal Shafiq.)  
Cathal nie odpowiedział na pytanie odnośnie Slytherinu, ponieważ stał się chaos. Nell, stojąca na sarkofagu, w miarę bezpiecznym miejscu, znów machnęła różdżką, ponownie wypełniając ciemność grobowca światłem. Brzegi pomieszczenia wciąż jednak tonęły w mroku.
W blasku Shafiq wycelował w jednego ze skorpionów i go nim podpalił. Rozejrzał się, nie mogąc dostrzec żadnego innego stworzenia na podłodze…
…a potem podniósł wzrok na Letę.
Ugryzienia w głowę nie wyleczyłaby nawet Nell. Crouchównę uratowała chyba tylko bardzo bujna fryzura, w którą zaplątał się skorpioni ogon, utrudniając mu wzbicie żądła. Cathal machnął różdżką, z braku pomysłu – bo przecież nie podpali czegoś, co siedzi Alethei na głowie, a z kolei próba rzucenia czegoś wplątanego we włosy mogłaby nie podziałać – transmutując go.
W…
Puchar.
Tak, na głowie Alethei zmaterializował się puchar, który spadł z niej z brzękiem i potoczył się pod nogi Cathala. Ten nadepnął na naczynie, miażdżąc je, tak na wszelki wypadek. Cathal odruchowo postąpił w taki sposób, jaki wbijano mu niegdyś na lekcjach.
- Wreszcie rozumiem Hogwarckie metody nauczania – powiedział Shafiq, rozglądając się ponownie i upewniając, że wszyscy są cali i na nikogo nie czai się wredny skorpion. – Uczą nas transmutacji na zwierzętach, właśnie dlatego, że przewidują, że kiedyś będziemy walczyć z gromadą wściekłych skorpionów.
Potem zatrzymał spojrzenie na Jamilu. I odpowiedział na wcześniej rzuconą uwagę. Ze względu na swoją pamięć zdarzało mu się czasem podejmować rozmowy wcześniej urwane…
- Tak i przynosimy naszemu Domowi wstyd, bo jeszcze nie zamknęliśmy cię w jakimś sarkofagu - poinformował zgryźliwie. - Nie krzyczałem tak na Nell, bo po pierwsze, pułapką była cała podłoga, po drugie, po prostu spróbowało ją porwać, nie wyrzuciło na nas skorpionów, i po trzecie... bardzo nie lubię tej paskudnej, zielonej mikstury, którą tak lubi serwować specjalnie zagęszczoną, jeśli akurat jest zirytowana...
- Serwuję ją, bo jest zielona. Gdzie wasz patriotyzm domowy? - odparła Nell od razu. Po czym widząc, że chyba w pobliżu nie ma już żadnych skorpionów... znów opadła na wieko sarkofagu. Na wszelki wypadek jednak usiadła po turecku, a gazetę z podłogi przywołała za pomocą accio (i zaraz gdy ją złapała, znowu rzuciła lumos). - Muszę napisać do rodziny. Ciekawe, co powiedzą o tym całym Latajku. Swoją drogą, ten jego mroczny znak też jest zielony - powiedziała lekko, po prostu podejmując przerwaną rozmowę, jak gdyby nic się nie stało.
Shafiq oparł się o ścianę i na moment zamknął oczy. Miał dość. Miał dość i to nie pradawnego grobowca pełnego pułapek, a własnych towarzyszy. Z drugiej strony, musiał być masochistą, w końcu pozwolono mu samemu dobrać zespół. Odezwał się po jakichś trzydziestu sekundach.
- Ostatni symbol to kot - powiedział w końcu pewnym tonem. Czy faktycznie odgadł układ? Czy może postanowił, że woli zaryzykować niż spędzić tutaj z nimi zamknięty jeszcze minutę? - Nell, obracasz się do jastrzębia, Leta do kota, Jamil do psa, ja do szakala. Kiedy wymawiam wasze imię, uderzacie zaklęciem w płytę nad posągiem. Uwaga, trzeba to robić bardzo szybko, więc się nie zagapcie.
Mieli to szczęście, że nie było mowy, aby Cathal zapomniał, jaki układ ustalił. Może nawet wolałby sam, ale istniała szansa, że nie zdąży się obrócić i odpowiednio wycelować.
- Dobrze, ale ja walę stąd - oświadczyła Nell stanowczo. Złożyła gazetę i ukryła w kieszeni, a potem podniosła się i stojąc na sarkofagu (dzięki temu, mimo swojego bardzo marnego wzrostu była nawet parę centymetrów wyższa od Cala) obróciła się przodem do boga o głowie ptaka i uniosła różdżkę.
- Gotowi? Zaczynamy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2335), Jamil Anwar (2297), Leta Crouch (2041)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa