• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [23.09.1972, Snowdonia] ceremonia ślubna

[23.09.1972, Snowdonia] ceremonia ślubna
Żelazna Dama
Nearly all men can stand adversity, but if you want to test a man's character, give him power.
wiek
69
sława
—
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
magipsychiatra, uzdrowiciel
wysoka - około 180 cm, zazwyczaj dodatkowo podkreślany butami na rozsądnym obcasie / szczupła, ale nie przesadnie chuda / ciemnobrązowe, falowane włosy lekko za ramiona - zazwyczaj upięte albo elegancko wystylizowane / jasne, lodowatoniebieskie oczy / nosi ciężką, drogą biżuterię i eleganckie, szyte na miarę stroje w odcieniach granatu, szarości i brązów

Ursula Lestrange
#151
26.10.2025, 02:58  ✶  
W tym świecie, w naszym świecie, fatalne momenty były codziennością, tylko czasem przybierały bardziej elegancką formę. Chyba nigdy nie mieliśmy luksusu wyboru właściwego czasu, prawda? Zawsze coś się działo nie wtedy, kiedy powinno.
- Owszem. - Powiedziałam cicho, nachylając się nieco ku Jennifer, by nasze słowa nie uleciały w przestrzeń między ławkami, gdzie mogłyby trafić do niewłaściwych uszu - kiedy wspomniała o córce, jej ton nieco złagodniał, ale w oczach błysnął cień niepokoju. Znałam go, chociaż nie tak osobiście, jak mogłabym sobie tego życzyć, to był ten matczyny strach przed własnym dzieckiem, które dorosło na tyle, by już nie pytać o pozwolenie. Odwróciłam wzrok na ołtarz, nie potrzebowałam spoglądać na nią, by wiedzieć, że się uśmiechnęła, chociaż ten uśmiech nie był zupełnie radosny, był raczej rodzajem zgody, jaką zawierało się z losem, gdy przestawało się oczekiwać sprawiedliwości, a zaczynało doceniać karmę, która zazwyczaj wracała prędzej, aniżeli później.
- O tak, potrafi sięgnąć po swoje, jeśli ktokolwiek potrafi uczynić z przewagi oręż, to właśnie ona, przekonana o własnej gotowości do tego wyzwania. Pytanie tylko, czy nauczy się go nie kierować przeciw sobie. - Przyznałam, bez większych oporów. - Nie zapominaj, Jennifer, że my również potrafiłyśmy grać danymi nam kartami, ale takie zmiany są jak sztorm. - Stwierdziłam, gdy zaczęłyśmy iść w stronę, którą wcześniej wskazałam. Nie sądziłam, by młodzi faktycznie rozumieli, w co się wplątywali, kiedy robili to, co robili, działając tak pochopnie. Gdy się ma trzydzieści, trzydzieści-kilka lat, świat wydaje się inny, a decyzje? Cóż, podejmuje się je z pełnym przekonaniem, że zawsze można je potem odwrócić. Och, gdyby to było takie proste. - Ich pełna świadomość przychodzi przytłaczająco nagle, nawet jeśli, w gruncie rzeczy, są zupełnie naturalne… - Kiedy jej spojrzenie znów spotkało moje, odwzajemniłam uśmiech - krótki, powściągliwy, niemal konspiracyjny, nie musiałyśmy mówić nic więcej, szłyśmy powoli, niemal równym krokiem, dwie kobiety przywykłe do tego, by widzieć więcej, niż wypadało powiedzieć. Widziałam, że rozumiała. Miałyśmy w końcu do czynienia z młodymi czarodziejami, którzy nie znali jeszcze ceny swoich decyzji. My już ją znałyśmy, wiedziałyśmy, że zapłata zawsze przychodziła, prędzej czy później. Geraldine była… Cóż, dzieckiem swojego ojca - zbyt silna, jak na pannę z dobrego domu, nazbyt świadoma, by pozwolić się prowadzić wbrew woli, i za uparta, by ustąpić nawet wtedy, gdy rozsądek tego wymagał, ale nawet ona nie mogła wiecznie być najsilniejszym żywiołem w otoczeniu. Żadne z nich nie mogło - tak już działał ten świat.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#152
26.10.2025, 13:36  ✶  

W tej chwili żałowała, że poprosiła tylko o wodę, chętnie sięgnęłaby po coś mocniejszego, jednak wiedziała, że to nie była odpowiednia pora, obawiała się, że zbyt szybko znalazłaby się w tym śmiesznym stanie, który powodował, że zmysły nieco się rozmazywały. Może faktycznie pomogłoby jej to nieco ukoić nerwy, uspokoić się, ale nie tędy droga. Jeszcze nie. Później na pewno skorzysta z lokalnych specjałów, chociaż wiedziała, że musi być ostrożna, zważając na to, co inni mówili o gościnności gospodarzy.

- Nie byłoby lepiej. - Miał rację, gdyby w tamtej chwili zaczęła dokonywać dogłębnej analizy słów, które miała wypowiedzieć w swojej głowie, to wyglądałoby jeszcze gorzej. Powinna reagować szybciej, składać wszystko szybciej, jednak gdy pojawiało się zbyt wiele zmiennych, to cóż - nie do końca jej się to udawało. Tak już miała. Właśnie dlatego nie lubiła spotkań towarzyskich, szczególnie takich, w których mogły pojawić się osoby, których nie spodziewała się widzić, czynniki, których nie brała pod uwagę w swoich równaniach.

Zauważyła, że kiedy Benjy nie chciał się nad czymś rozwodzić to milczał, nie ignorował jej słów, widziała, że słuchał tego, co miała do powiedzenia, jednak nie mówił nic. Spodziewała się z czym się to łączyło. Ta rozmowa mogła obrać nieodpowiednie tory, może więc lepiej, że jej nie kontynuowali, bo mieli się tu po prostu dobrze bawić. Na chwilę być jak te wszystkie inne pary, dla których podobne wyjścia nie były niczym wyjątkowym. Podskórnie jednak czuła, że tutaj nie pasują, nawet jeśli próbowali udawać, że jest inaczej.

- Tylko popatrz do czego doprowadziły nas te rozmowy. - Wystarczyło piętnaście lat, aby zupełnie się zmienili, każde z nich było dość mocno poturbowane przez przeszłość, takie doświadczenia nieco zmieniały podejście, pozwalały patrzeć szerzej, widzieć więcej. - Poczekał, a ostatnio nawet się chyba zatrzymał. - Przynajmniej tak czuła, jakby dostali jakąś dziwną szansę od losu, aby chociaż przez chwilę mogli nacieszyć się swoją obecnością. W końcu jednak będzie musiał znowu się ruszyć, tego zaczynała powoli się obawiać.

- Wiem, tak akurat miałeś od zawsze, to się nie zmieniło. - Niektórych cech nie można się było pozbyć. Nawet perypetie życiowe na to nie wpływały. Kiedyś okropnie jej to w nim przeszkadzało, aktualnie uważała to za całkiem urocze, że tak bardzo lubił podkreślać swoją pozycję i dominację nad innymi.

Udało im się powoli zacząć odbiegać od tematu, który pewnie kiedyś do nich wróci, tak właściwie to spodziewała się, że raczej niedługo, bo przecież nie mieli wiele czasu, właściwie każdy dzień mógł okazać się ostatnim, miała tego świadomość, chociaż nie była na to gotowa.

- Mnie nie do końca fascynowali. - Sięgnęła po szklankę z wodą i upiła z niej niewielki łyk, musiała zwilżyć usta, czuła też suchość w gardle, pewnie z nerwów, które jej jeszcze przed chwilą towarzyszyły. - Zupełnie nie rozumiem pasjonatów sztuki, czy artystów, może to nie najlepiej o mnie świadczy. - Ale była przecież ich zupełnym przeciwieństwem - nie chodziła z głową w chmurach, nie szukała jakichś znaków, przenośni. Była naukowcem, dla którego najważniejsze były fakty, a jakoś jednak udało jej się zaprzyjaźnić z kustoszką sztuki.

- Jeszcze potrafię zrozumieć chęć utrwalenia chwili, przeniesienie jej na płótno, ale te bardziej awangardowe dzieła? To zupełnie do mnie nie przemawia. - Najwyraźniej mieli co do tego podobne podejście. - Być może jesteśmy zbyt racjonalni, by widzieć więcej. - Skoro istniała pewna grupa ludzi, która faktycznie mogłaby opowiadać o takich pierdołach godzinami, to na pewno się czymś od nich różniła, świat potrzebował też i takich ludzi, dzięki nim był bardziej kolorowy.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#153
26.10.2025, 16:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2025, 16:06 przez Benjy Fenwick.)  
Była spięta, chociaż starała się tego nie pokazywać. Rozumiałem to aż za dobrze - te wszystkie rozmowy, które zamiast coś naprawiać, tylko otwierały kolejne rany, mnie też potrafiły zmęczyć, nawet bardziej, niż powinny, bo nigdy nie wiedziałem, co powiedzieć, żeby nie zabrzmieć jak ktoś, kto się tłumaczył. Gdyby zaczęła ważyć każde zdanie, tam przy stole, wyszłoby jeszcze gorzej, niby przyznała mi rację, a mimo to wiedziałem, że w dalszym ciągu będzie to rozkładać na czynniki pierwsze, analizować, kategoryzować, aż znajdzie coś, co ją zadowoli. Prue miała ten nieszczęsny zwyczaj drążenia, a ja równie silny nawyk udawania, że nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Nie brzmiało to jak przytyk, raczej jak stwierdzenie faktu, chociaż znałem siebie - moje „fakty” często miały w sobie więcej cynizmu, niż powinny. Nie zamierzałem znów wracać do tego, co już przegadaliśmy, więc, gdy wspomniała o mojej „stałości”, przyznając mi w tym rację, uniosłem brew, przybierając najniewinniejszy ton, jaki potrafiłem.
- Więc skolo jusz ustalone, sze jestem twoim pszyjacielem, to chociasz daj mi byś najlepszym. - Podsumowałem z udawaną powagą. Zabrzmiało to lekko, z odrobiną tego rozbawienia, które zwykle wykorzystywałem, żeby rozładować napięcie. Prawda była taka, że rozmowa o „przyjaźni” wciąż gdzieś mnie uwierała, ale nie zamierzałem tego pokazywać, lepiej było zakpić z samego siebie, niż pozwolić, by coś tak delikatnego zaczęło się rozrastać w nieodpowiednim kierunku. Nie patrzyłem na nią, kiedy to mówiłem, zamiast tego odwróciłem się w stronę stołów, gdzie ktoś właśnie wybuchł śmiechem - wiedziałem, że jeśli spojrzę, mogę zobaczyć w jej oczach coś, co sprawi, że te wszystkie „żarty” przestaną być tylko żartami.
A dobrze było usłyszeć, że przynajmniej część napięcia zniknęła z jej głosu, zresztą, wyglądała o wiele lepiej, kiedy się nie martwiła - nie była stworzona do tego, by chodzić spięta jak drut. Nie szukałem w jej słowach kolejnego potwierdzenia, nie potrzebowałem, żeby się tłumaczyła, właściwie, to cieszyło mnie, że wróciliśmy do rozmowy o rzeczach neutralnych, bez niepotrzebnych wyznań, podtekstów, uczuć, których żadne z nas nie potrafiło nazwać. Wystarczyło, że staliśmy przy barze, niby swobodnie, a jednak każde z nas pilnowało, by nie wychylić się zbyt daleko poza tę cienką granicę.
- Nie musisz lozumieś altystów, Sunny. - Stwierdziłem od razu, tonem bardziej rozbawionym, niż przedtem. - Oni tesz nie losumieją siebie nawzajem, gdybyś zapytała pięciu malaszy, co chciano pszekasaś w jednym i tym samym oblasie, dostałabyś siedem odpowiedzi, s czego tszy sprzeczne, od jednej osoby. Czasem myślę, sze to wygodna wymówka, bo jak się coś nazwie „wielowymialową awangdą”, to nikt jusz nie śmie zapytaś, czy ma to sens. - Potrząsnąłem głową z pobłażliwością.
- Zlesztą. - Dodałem po chwili, wciąż tym samym rozbawionym tonem, próbując odepchnąć wcześniejszy ciężar rozmowy. - Gdybyśmy oboje zaczęli nagle fascynowaś szię stuką,  pszeciesz świat by się zawalił. Wyoblaszasz sobie mnie, jak analizuję pociągnięsia pędzla albo kłócę się o intelpretację maltwej natuly? - Parsknąłem. Prawdę mówiąc, wcale nie chciałem mówić o sztuce, nie miałem pojęcia, co wiedziała o moich własnych upodobaniach, pewnie niewiele, tak jak ja o jej preferencjach w tym zakresie. Cóż - wiele o sobie nie wiedzieliśmy, nadal, wielu rzeczy mieliśmy się nigdy nie dowiedzieć. To była ta ciemniejsza strona naszej relacji. Mimo gwaru wokół, w tym miejscu czas jakby się rozciągnął, a my utknęliśmy w małej, złudnie spokojnej bańce. Wydawało się, że czas na chwilę naprawdę zwolnił. Odwróciłem wzrok z powrotem w stronę tłumu - stoły zaczynały się zapełniać.
- Chcesz się pszejść? Wróciś? - Zapytałem po chwili, wskazując ruchem głowy na stoliki w głębi, do których powinniśmy pójść, zanim znowu utkniemy, skupiając się na unikaniu słów, które, jak sama powiedziała, potrafiły docierać najgłębiej. - Twoja pszyjaciółka pewnie jusz myśli, sze cię polwałem. - To miało być lekkie, żartobliwe, ale w środku poczułem znajomy ucisk - ten, który przypominał, że kiedyś naprawdę kogoś „porwałem”, i nie skończyło się to dobrze.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#154
26.10.2025, 23:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2025, 00:16 przez Alexander Mulciber.)  
– W szczerbie chowa się w historia... – powtórzył, przechylając lekko głowę w stronę Helloise, która palcem sunęła wzdłuż dekoltu swej sukni. – ...W cieniu mieszka pokusa. A co w miejscu po wyrzuconym wspomnieniu? – Nie wyrzuconym, lecz odebranym. Nie odebranym, lecz oddanym, poprawił sam siebie Alexander, starając się nie myśleć o wyrwach w swej pamięci. Czym pustkę w jego głowie wypełni Helloise? Pajęczyną, kwieciem, czy ptasim trelem? To były miłe myśli, więc to na nich starał się skupić, ciekaw odpowiedzi, jakiej postanowi mu udzielić. Zwłaszcza że pytanie musiało ją zaskoczyć. Podobnie jak i Helloise, Alexander nigdy nie wyrzucał przecież wspomnień dobrowolnie. Nie, gdy mógł je zamknąć w destylacie szklanej kuli i skatalogować na półce w przestrzeni umysłu, dokładnie tak, jak robiono w sali przepowiedni. Tak przynajmniej zwykł twierdzić w obecności naukowców z sali badania sekretów mózgu. A jednak było to kłamstwo. Wygodne kłamstwo, mające zadowolić badaczy ograniczanych przez dogmatyzm ludzkiej fizjologii. Archiwa, jakie prowadził w swej głowie Alexander, nie mogły być usystematyzowanymi. Nie w sposób, jaki zadowoliłby szanującego się naukowca.

Może dlatego nie nalegał więcej na poszukiwanie opadłych z drzew liści, którymi dałoby się udekorować dekolt jej sukni. Nie proponował, że mogą poszukać zebranych w grona jarzębin i karbunkułów jesiennych jagód, które niczym klejnoty spoczęłyby na jej skórze. Po prostu skinął głową, przyjmując wyjaśnienie Helloise. Podobnie nie skomentował zamiany miejsc siedzących. Czyżby nie zauważył? Nie, przecież przebiegł spojrzeniem po stojących obok ich talerzy karteczkach z imionami... Nie mógł nie zauważyć. A jednak bez słowa położył ręce na oparciu zajętego przez Helloise krzesła, żeby pomóc jej dosunąć się do stołu.

Nie zamienił miejscami karteczek. Po prostu usiadł obok.

Obrócił w palcach jedną z wsuwek, którą Helloise złożyła na jego talerzu. Przez chwilę przyglądał się jej z zainteresowaniem, nie zakłócającym jednak naturalnego biegu ich rozmowy: najpierw jednej, a zaraz potem – drugiej. Trochę tak, jak gdyby zastanawiał się nad architekturą misternego upięcia fryzury towarzyszącej mu kobiety. W końcu przeniósł bowiem wzrok na siedzącą u jego boku Helloise. Niespodziewanie zręcznie złączył wsuwki ze sobą, dbając o to, aby nie uszkodzić ich filigranowej konstrukcji. Cichutkie szczęknięcie metalu stłumione zostało pod dotykiem jego palców. Choć ręce wciąż mu drżały, Alexander nie miał problemów z wykonaniem ruchów wymagających precyzji. Wystarczyło być ostrożnym.

– Za mały rożen jak na naszego dzika – stwierdził, obracając między palcami połączone ze sobą wsuwki dokładnie tak, jak gdyby obracał rożen z pieczenią nad ogniskiem. Minę miał przy tym absolutnie poważną, a jednak coś na dnie jego oczu sugerowało, że... Żartuje.

Czasem można było pomyśleć, że nigdy Alexander Mulciber nie był tak poważny jak wtedy, gdy żartował.

A potem delikatnie wsunął leżącą na talerzu lilię we włosy Helloise, rozdzielając na powrót wsuwki, którymi wpiął kwiat w jej uczesanie. Uważnie poprawił spływające znad skroni loki, przesuwając ręką nad uchem kobiety jak gdyby w parodii kuglarskiej sztuczki... Jak gdyby chciał zza ucha Helloise wyciągnąć kolejną lilijkę. Zamiast tego, ukrył resztki zielonej łodyżki kwiatu pod puszczonym luzem pasmem blond włosów, zabezpieczając upięcie wsuwką. Postarał się umocować lilię w taki sposób, aby fryzura Helloise prezentowała się ładnie z każdej strony: nieważne, czy patrzyło się od profilu, czy en face. Opuszczając dłoń, musnął policzek kobiety opuszkami palców. To był jego sposób na powiedzenie: "dziękuję". Bo tak jak Helloise poczuła się wcześniej słyszaną, tak Alexander poczuł się widzianym.

'Więc kim jesteś?"

– Chyba nikim – odpowiedział. Tak wiele razy zadawano mu ostatnio to pytanie. Za każdym razem odpowiadał na nie tak samo. Za każdym razem zarzucano mu, że kłamie. Nie kłamał. Alexander Mulciber wiedział, kim był. Alexander Mulciber był naukowcem, badaczem, niewymownym. Synem swojego ojca i swojej matki. Wreszcie, był wieszczem, wróżbitą i prorokiem. Jasnowidzem z lekko przymglonym spojrzeniem, który widział ścieżki losu, biegnące tak, jak biegły w ziemi korzenie drzew. Tworząc skomplikowane systemy korzeniowe, wciąż się rozwidlały: raz to krzyżując się ze sobą, raz – kompletnie rozchodząc. Alexander nie był częścią tego podziemnego systemu. Korzenie wrastały w niego tak jak wrastały w kamienne podłoże.  Alexander był skałą, kruszejącą podług praw czasu, nieożywioną materią, na której posadach rozwijało się jednak życie. A Helloise... Helloise była żywa.
A niechby jej dziko wijące się pędy przebiły kamień. Czy można było mieć pretensje do kwiatu, że kwitnie? Do drapieżnika, że zabija? Licz rysy na kamieniach, dziewczyno z Kniei. Może i z nich uda Ci się wyprowadzić jakie równanie.
– Chodziliśmy razem z Geraldine do szkoły. Z Ambroisem łączą nas więzy pokrewieństwa, o które nigdy nie dbałem na tyle, aby prześledzić je uważniej... W życiu zwykliśmy się mijać, chciałem tu jednak przyjść, żeby życzyć im oboje szczęścia. Chciałem powróżyć, jak każe weselny zwyczaj. – Umilkł na chwilę. Mówił niespiesznie, choć nie dlatego, że musiał się zastanawiać nad słowami. Zaczął bawić się ojcowskim sygnetem, który nosił na palcu. – Chciałem tutaj przyjść z tobą.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#155
27.10.2025, 09:24  ✶  

Ambroise jak zawsze potrafił się zachować, udzielił idealnej odpowiedzi, jak najbardziej wymijającej, dzięki czemu Sebastian nie powinien się po nich zbyt wiele spodziewać, ale jednak nie odmówił mu wprost. Wiedziała, że jej mąż lepiej się nadawał do takich negocjacji, ona nie do końca potrafiła owijać w bawełnę, raczej bardzo prosto w kilku żołnierskich słowach podziękowałaby mu za zaproszenie i powiedziała, że niestety ale na pewno coś im wypadnie w tym terminie - tacy bowiem byli zapracowani.

Mogła się spodziewać, że nie kto inny, ale jej ojciec będzie wiedział, kiedy powinien się pojawić. Gerard wpadł do namiotu, nie przejmując się zupełnie niczym i zaczął rozmawiać z kapłanem. Nie zastanawiała się zbyt długo, posłała jednoznaczne spojrzenia swoim towarzyszom, bo wiedziała, że lepszego momentu nie będzie. To był czas, aby się stąd ewakuować. Nawet się nie obejrzała, po prostu ruszyła do wyjścia dając szansę Sebastianowi na rozmowę z jej ojcem. Wiedziała, że łatwo mu się nie wywinie, Gerard potrafił być bardzo przekonujący jeśli chodziło o reklamowanie tutejszych specjałów i raczej nie przyjmował odmowy. Taki już był jego urok. Pozostawało wierzyć, że nie sprowadzi kapłana na złą drogę, nie miałaby jednak nic przeciwko temu, by zobaczyć go na parkiecie po kilku głębszych - w końcu kapłan też człowiek.

Parsknęła śmiechem, kiedy usłyszała słowa Millie. - Nie mam pojęcia i pewnie nigdy się nie dowiem, będziesz musiała sama to sprawdzić. - Chociaż raczej życzyła jej, aby miała tyle samo szczęścia, co oni i również ominęła ją ta część z wizytą w kowenie przed ślubem. Miała wątpliwości co do tego, że rzeczywiście było to potrzebne, raczej wydawało jej się stratą czasu.

- Jeszcze tego by brakowało. - Spojrzała na Ambroise'a uśmiechając się od ucha do ucha.

Spojrzała w stronę stołów, gdzie większość osób już zdążyła zająć swoje miejsca, oni również powinni się znaleźć na swoich. Chwyciła więc swojego męża za rękę i ruszyła całkiem żwawym tempem w stronę stołu, przy którym oni mieli się znaleźć. Nie mogli pozwolić na to, by goście zbyt długo na nich czekali.

- Teraz chyba toasty, później wreszcie będzie można zacząć tańczyć, zrobi się więcej przestrzeni. - Odwróciła się na chwilę w stronę świadków, którzy za nimi podążali. Bardzo zależało jej na trzymaniu się planu ustalonego przez doświadczonych członków ich rodzin, zależało jej na tym, żeby wszystko poszło po ich myśli. To był ten jeden dzień, kiedy faktycznie nie czuła potrzeby, aby robić coś po swojemu, wręcz przeciwnie wydawało jej się słuszne podążanie za radami starszego pokolenia, które zdecydowanie wiedziało, co robiło.

Dotarli w końcu do stołu, przy którym mieli usiąść. Jeszcze moment, a zabawa faktycznie się rozpocznie, pierwszy alkohol był już chyba pity, co sugerowało, że zrobi się bardziej swojsko.

Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#156
27.10.2025, 13:48  ✶  

Niby było to tylko jedno niefortunnie wypowiedziane słowo, jednak niosło ze sobą zdecydowanie większy ciężar. Prue zdawała sobie z tego sprawę, naprawdę próbowała odpuścić, jednak to nie było takie proste. Miała tendencje do nadmiernego analizowania i bardzo głęboko to w niej siedziało. Starała się przestać w to brnąć, jednak chwilę jej zajęło odpuszczenie. Zresztą na pewno miało to do niej wrócić, dopóki nie rozbierze wszystkiego na części pierwsze nie zazna spokoju, to była jedna z tych cech, z którymi nie umiała walczyć. Jej umysł funkcjonował w ten sposób.

Próbowała nieco się rozluźnić, pokazać, że te krótkie wyjaśnienie było wystarczające, chociaż marna z niej była aktorka, i widać było po niej, że nadal to trawi. Była zła na siebie, ale też na samą sytuację, w której się znaleźli. Doskonale przecież zdawali sobie sprawę z tego, że byli bardzo daleko od normalności. Wiedzieli, że są inni, i ich przyszłość, przynajmniej ta wspólna nie miała racji bytu, a i tak pozwolili sobie na zbliżenie się do siebie.

- Mogę to dla Ciebie zrobić. - Tak naprawdę mogłaby zrobić o wiele więcej, gdyby tylko o tym wspomniał. Nie potrafiła mu odmawiać, a może po prostu nie chciała, sama wolała nie szukać powodu dla którego tak było. Mógł ją przerazić, więc po prostu przyjmowała, że tak jest. Tak było łatwiej, nie musiała się przynajmniej mierzyć z tym wszystkim, co tkwiło głębiej, bo dopóki o tym nie rozmawiali, to mogła udawać, że nie istnieje.

Wybrali więc jedyne słuszne rozwiązanie, zmienili temat, jakby to wszystko, co poruszyli wcześniej nie miało żadnego znaczenia, całkiem proste wyjście. Łatwiej jest dyskutować o rzeczach, które nie niosły ze sobą żadnego, emocjonalnego ciężaru, z którym w tym momencie chyba żadne z nich nie chciało się mierzyć. To nie był odpowiedni czas i miejsce, zresztą obawiała się, że jeśli kiedyś dojdzie do podobnej rozmowy, to może wyjść z niej bardziej poturbowana niż się spodziewa, bo zaczęła się angażować, zaczęła się przyzwyczajać, chociaż wiedziała, że nie może tego robić. Była to tylko i wyłącznie jej wina, no może trochę jego, bo był taki, taki, że nie dało się inaczej.

- Nie odnalazłabym się w takim świecie, wiesz, jeśli coś jest czarne, to jest czarne, zawsze było czarne i raczej nigdy się to nie zmieni. - Bletchley wybierała język faktów, nie podchodziła szczególnie filozoficznie do znaków, które ludzie interpretowali na swoje własne sposoby. Zdecydowanie więc głębokie pogawędki o sztuce nie leżały w zakresie jej zainteresowań, pewnie zostałaby uznana za ignoranta, czy coś ze swoim podejściem.

Zmrużyła na moment oczy, wpatrywała się w swojego towarzysza dłuższą chwilę. - Musiałbyś mieć takiego śmiesznego wąsa i co chwila go dotykać, myślę, że wtedy braliby Cię na poważnie, nikt nie śmiałby stwierdzić, że nie znasz się na rzeczy. - Aparycja w końcu była ważną częścią w tym wszystkim. - Ułożyłbyś na szybko jakąś historię, a oni jeszcze by Ci przytakiwali, potrafisz być czarujący, gdy tylko tego chcesz. - Wydawało jej się, że akurat on byłby w stanie wcisnąć ludziom każdą bajkę.

- Możemy. - Się przejść, albo wrócić, czy faktycznie chciała wracać? Co do tego nie była szczególnie przekonana, bo mogły pojawić się kolejne pytania, na które nie znałaby odpowiedzi, albo wybrałaby nie takie, jakie rzeczywiście chciała, musiała jednak jakoś sobie z tym poradzić. - Możemy się przejść. - W sumie póki co, to było lepszym rozwiązaniem, nikt w tym całym zamieszaniu nie powinien zauważyć ich nieobecności.

- Myślę, że ona zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli nie chciałabym się dać porwać, to nie zostałabym porwana. - Jeśli ktoś znał Prue to raczej miał świadomość, że nie postępowała wbrew sobie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#157
27.10.2025, 14:51  ✶  
Nie chciałem już tego ciągnąć, wiedziałem, że im więcej będziemy przy tym grzebać, tym gorzej to się skończy, więc kiedy odparła, z pozoru luźnym tonem, że może to dla mnie zrobić, tylko uśmiechnąłem się szerzej, skinąłem głową i pozwoliłem, by to zdanie zawisło między nami. Nie drążyłem, nie prowokowałem więcej, nawet jeśli na ogół nie miałbym problemów z tym, by to robić, uznałbym to za zabawę, element gry, ale tym razem lepiej było nie wiedzieć, jak wiele jeszcze byłaby w stanie dla mnie zrobić. I ile ja mógłbym zrobić, by jej się odwzajemnić. Wolałem nie sprawdzać, jak daleko bylibyśmy gotowi się posunąć, bo nie byłem pewien, czy chciałbym znać odpowiedź. Widziałem w jej oczach coś, co jednocześnie mnie ciągnęło i przerażało - to, jak łatwo przyszło nam się zaangażować, chociaż przecież od początku wiedzieliśmy, że to miało swój koniec.
Nie zamierzałem tego teraz rozgrzebywać, chciałem po prostu chwilę spokoju, coś zwyczajnego, choćby rozmowę o niczym. Tym bardziej, że dłonie miała już spokojne, głos lekki, całkiem swobodny, ale w oczach nadal coś się tliło. Znałem ten mechanizm, bo poniekąd sam go stosowałem, na trochę inny sposób, ale podobnie - Prue potrafiła zamknąć emocje w środku, odsunąć rozmowę, a i tak coś w niej mieliło każde wypowiedziane słowo, jakby próbowała znaleźć dla niego właściwe miejsce w równaniu. A przecież wiedziałem, że w tym równaniu nie było żadnej poprawnej odpowiedzi. Oboje potrzebowaliśmy tej zmiany tematu, by już tego nie drążyć.
- Tak, wiem. - Przyznałem z cichym rozbawieniem. - To akulat ta twoja stałość, ty zawsze musisz mieś pewność, sze czalne jest czalne, i sze nikt ci nie wmówi, sze to tylko odcień szalości. - Nie powiedziałem tego złośliwie, raczej z uznaniem, może nawet z odrobiną czułości, której wiele lat wstecz nie chciałem dopuścić do głosu, teraz to nie brzmiało jak przytyk, było raczej wyrazem jakiegoś dziwnego podziwu, nawet pomimo naszej trudnej historii, która w jakimś sensie była taka, jaka była, bo czarne nie było czarnym, było właśnie ciemnoszare, skomplikowane. Może oboje myśleliśmy racjonalniej od artystów, ale jednocześnie nie potrafiłem, nie do końca, patrzeć na świat tak jak ona - dla mnie rzeczy nie zawsze były jednoznaczne. Oparłem łokieć o bar, obracając w dłoniach szklankę, przez moment milczałem, ale jej żart o wąsie sprawił, że parsknąłem śmiechem.
- Wąs, mówisz? - Uniosłem brwi, jakbym naprawdę to rozważał. - Taki cienki, podklęcony na końcach, plawda? Ciekawe, skąd akulat ta wizja, hm? - Posłałem jej wymowne spojrzenie, mając pewność, że w tym obrazie widziałaby jeszcze bagietkę i beret, wcale nie kierując się skojarzeniami i krzywdzącymi stereotypami. Nie, nie. - Wystalczyłoby kilka gestów, dwa mądle, obcojęzyczne słowa, mosze jakaś niezlosumiała metafola o cielpieniu duszy i miałbym ich w galsci. Myślę, sze nikt by się nie zolientował, sze nie mam pojęsia, o czym mówię. - Rzuciłem jej krótkie, porozumiewawcze spojrzenie. - Cósz, nie zapszeczę, ale cieszę się, sze w końcu to zauwaszyłaś. Piętnaście lat, tlochę długo, Bletchley. Nie skomentowałem tego, co czaiło się między słowami, nie musiałem - to, że była tu, obok, już wystarczyło.
Kiedy zaproponowała spacer, skinąłem tylko głową - przytaknąłem, bez słowa wyciągając ku niej ramię, zostawiając za sobą szklankę z resztką alkoholu i jakąś część napięcia, którego już nie chciałem dźwigać. Uśmiechnąłem się lekko, może z ulgą, a może po prostu dlatego, że tak było bezpieczniej. Miałem wrażenie, że każde kolejne słowo mogło nas z powrotem wciągnąć w rozmowę, z której oboje chcieliśmy się wydostać. Nie chciałem znowu patrzeć, jak analizuje wszystko po kolei, jak próbuje zrozumieć to, czego nie dało się poukładać, ani samemu tego robić.
Spojrzałem na nią z ukosa, a na moich ustach pojawił się półuśmiech. Przechyliłem głowę, patrząc na nią z rozbawieniem.
- Fakt, odnoszę wlaszenie, sze nawet jeśli pozwoliłabyś się polwaś, to tylko po to, szeby potem splóbowaś pszejąś stely i powiedzieś mi, sze jestem besnadziejnym polywaczem i jeszcze golszym stelnikiem. To tesz się laszej nie zmieniło. - Było w tym coś, co mówiłem całkiem serio, może byliśmy już bardziej dojrzali, ale Prue, jak i ja, nadal lubiła mieć rację.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#158
27.10.2025, 14:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2025, 14:56 przez Anthony Shafiq.)  
Powinien się zaśmiać. Wczoraj róże, dzisiaj sosny? Na czarnym weselu mieli jednak okazję działać razem we czwórkę, dziś najwidoczniej zadania były rozdawane w podgrupach. I nic to, że ich zachowanie może tylko podsycić plotki, bardzo szybko mógł zważyć jakiekolwiek szanse na zatrzymanie tandemu Kelly-Selwyn i nim jeszcze liczydła poszłyby w ruch pogodzić się ze świadomością, że jego opinia w tym względzie nie ma żadnego znaczenia.

– Ach. Tak. – odpowiedział powoli, próbując przełknąć tę gorzką pigułkę, bez konieczności nadmiernej ekspresji rozlewającego się po klatce piersiowej rozgoryczenia. Najsłabsze ogniwo. Czy właśnie dokładnie o tym nie mówił Charlie podczas ich ostatniego lunchu? I nie chodziło o to, czy był wojownikiem, ani o to że bynajmniej nie marzył o wejściu do wilgotnego ciemnego lasu, żeby w eleganckiej szacie gonić za koszmarem. Chodziło o to, że znów dociążało mu barki uczucie wykluczenia. Czy Charlie też była zamieszana w działania tamtej organizacji? Jej nienawiść była potężnym motorem napędowym, a ideologia Śmierciożerców drastycznie naruszała jej system wartości, wybory życiowe i przede wszystkim bezpieczeństwo jej dzieci. To miałoby sens.

Nie zamierzał pytać.

Zamiast tego pielęgnując pozory obojętnego i lekkiego small talku na kilka sekund przed przyjęciem, zamrugał tylko kilkukrotnie, gdy palce zatonęły w bocznej kieszonce marynarki, aby w absolutnie kontrolowanym geście wydobyć złocisty kopertowy zegarek. Wieczko uchyliło się, a Anthony wyciągnął nieco rękę, aby być pewnym odczytanego wyniku.

– Trzy kwadranse. – zamknął zegarek i rozejrzał się po odchodzących gościach. Atreus. Dobrze, jest jakiś auror. Kto jeszcze z czystokrwistych mógł ubrudzić sobie ręce akcją poszukiwawczą i ratunkową? Erika nie powinno być wśród gości, za kilka godzin księżyc w pełni oświetli miejsce fety. Ukłucie niepokoju dotyczące samotnej nocy w schronie tylko zgrało się z i tak rosnącym niepokojem o życia tych obecnych w Snowdonii. Nie chciał się kłócić. Nie, jeśli to mogłaby być ich ostatnia rozmowa. – Będę trzymał dla Was miejsce. Widzimy się za trzy kwadranse, jeśli nie, wyrwę każde drzewo stojące mi na drodze do znalezienia Waszej dwójki. – Obdarzył ich ostatnim spojrzeniem okraszonym kwaśnym uśmiechem i oszczędnym poklepaniem się po kieszonce z zegarkiem, w złudnym komforcie. W bolesnej akceptacji. – W razie czego będę wypatrywał niebieskiej flary. Bardzo bym prosił. Czerwona mogłaby mi umknąć na tle zmierzchu. – dodał, nim wycofał się na powrót do swojej siostry i greengrassowych latorośli.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#159
27.10.2025, 15:49  ✶  

Tak właściwie w każdym momencie ta rozmowa mogła przybrać nie do końca wygodny tor. Prudence więc starała się w tej chwili nie rozkładać jej na części pierwsze, nie skupiać na tym, jak odebrane mogły zostać pojedyncze słowa. Tak było lepiej, wygodniej, chociaż nie oznaczało to wcale, że do tego nie wróci. Zawsze wracała, chociaż mogłaby mówić, że jest inaczej, mogłaby nawet próbować z tym walczyć, ale w jej przypadku to nie miało najmniejszego sensu. Nie byłaby spokojna, gdyby wszystkiego bardzo dokładnie nie przetrawiła.

W tej chwili jednak starała się po prostu skupić na tym, co działo się wokół nich. Śmiechach ludzi dochodzących z różnych stron, dźwięku kieliszków, które się od siebie odbijały, muzyce, która grała gdzieś cicho w tle, to było w stanie odwrócić jej uwagę od niepotrzebnego analizowania sytuacji życiowej, w której się znalazła. Na pewno nadarzy się ku temu lepszy moment, prędzej, czy później, w gorszej wersji wydarzeń będzie to analizować po tym, jak wszystko się skończy, co pewnie ją mocniej zaboli.

- Nie da się ukryć, że czerń to mój ulubiony kolor i podchodzę do niego z odpowiednim szacunkiem. - Oczywiście, że chodziło o coś innego. Prue łatwo przychodziło szukanie swoich opinii na dany temat i nie należała do osób, które łatwo było odwieść od tego, że nie miała racji. Raczej jeśli już coś skategoryzowała, to tak zostawało, chociaż każdy miewał gorsze momenty, czyż nie? Przez to podejście nie miała szansy dostrzec innej strony swojego towarzysza te piętnaście lat wcześniej, na szczęście jakoś tak potoczyło się ich życie, że dostali szansę, by to zmienić. Nie mogła mieć jednak pewności, że byliby w tym miejscu, w takije formie jak teraz, gdyby wtedy miała do niego nieco więcej cierpliwości.

- Tak, dokładnie taki podkręcony. - Najwyraźniej wyobrażali sobie standardowego konesera sztuki w podobny sposób, pewnie tak samo jak większość społeczeństwa. - To pierwsze skojrzanie, najwyraźniej nie tylko moje, bo od razu wiedziałeś o co mi chodzi. - Bardzo dobrze, że nie była jedyną osobą, która sięgała po stereotypy, bo to by o niej źle świadczyło, jeśli jednak była ich już dwójka... to nie było nic wielkiego.

- Widzisz, ten plan ma szansę na sukces. - Nie, żeby spodziewała się, iż zostanie sprowadzony w życie, ale jednak nie wątpiła, że gdyby do tego doszło, to Benjy odnalazłby się w nim jak ryba w wodzie.

- Nie powiesz mi, że nie warto było czekać tych piętnastu lat. Na pewno nie spodziewałeś się tego, że kiedyś tak Cię docenię. - Ich relacja w przeszłości... była bardzo napięta. Podobne słowa na pewno nigdy nie przeszłyby jej przez gardło, ale wiele się zmieniło przez ten mijający czas, przede wszystkim to oni się zmienili, życie dość mocno ich poturbowało. Jakoś jednak tak się złożyło, że zupełnie przypadkiem los postanowił skrzyżować ponownie ich drogi, i mogli naprawić swoją relację, a nawet przenieść ją na poziom, którego pewnie żadne z nich nigdy nie spodziewałoby się osiągnąć.

Wsunęła dłoń pod jego rękę, kiedy tylko ją wyciągnął. Wydawało jej się, że spacer dobrze im zrobi, będą mieli szansę nieco odetchnąć, skupić się na tym, co działo się wokół. To była dobra decyzja.

- Nie przeczę, że mogłoby tak być, chociaż najpierw pewnie musiałabym sprawdzić, jak sobie radzisz. Później pewnie sam stwierdziłbyś, że kogoś takiego jak ja nie ma sensu porywać i lepiej mnie odstawić do domu, bo za dużo gadam. - Nie, żeby zazwyczaj mówiła wiele, on był akurat jedną z nielicznych osób, z którymi chętnie dzieliła się swoimi przemyśleniami, a że tych było sporo... to cóż, mógłby sobie z tym nie poradzić.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#160
27.10.2025, 18:10  ✶  
- Jonathan niepotrzebnie panikuje - stwierdziła Charlotte, unosząc dłoń i poddając inspekcji własne paznokcie. Nie chciała przyznać, że naprawdę trochę się przestraszyła, bo... ona normalnie nie bywała przerażona. Prawda? Łatwiej było przekuć ten strach w działanie i ruszyć szukać odpowiedzi. Mieć nadzieję, że po prostu złośliwy duch przyczepił się do niej w Departamencie Tajemnic. Dużo, dużo łatwiej niż przyznać, że sadza wnikła nie tylko do jej płuc: że osadziła się być może też gdzieś w umyśle. Bo przecież nie w duszy. Charlotte do tej podchodziła bardzo... sceptycznie. - Ja absolutnie niczego się nie obawiam. I przecież nie mówiłam poważnie z tym kopaniem, Johny, naprawdę, sądzisz, że chciałabym to robić w tej sukience? Jeszcze bym ją podarła, a była absurdalnie droga. Usłyszałam dziwne dźwięki i życzę sobie sprawdzić, skąd dochodzą. A jeżeli to jakiś duch, to zrobię sobie z niego nowy obiekt badawczy - wyjaśniła leniwym tonem.
Byłam pewna, że pojawił się V... Sami Wiecie Kto?
Może by i była skłonna im to powiedzieć, ale na razie odpychała tę myśl nawet od samej siebie.
Bo Charlotte Kelly nie szalała.
Nie była tchórzem.
Przewróciła oczami, chociaż nie próbowała zniechęcać Jonathana do towarzyszenia jej w tej wyprawie. Oczywiście, że weszłaby do tego lasu sama, ale też znała go dostatecznie dobrze, by wiedzieć, nie byłby sobą, gdyby nie postanowił iść z nią. Pewnie nie próbowałaby walczyć i z Anthonym, przynajmniej póki nie oznaczałoby to, że Jacqueline postanowiłaby pójść za bratem, a za nią całe to stadko siostrzeńców - co z tego, że było ich tam dwoje, Charlotte troili się w oczach.
Skupiła spojrzenie na Anthonym, uśmiechając się do niego przepięknie.
– Flara? Mój drogi, jeśli coś będzie nie tak, zobaczysz łunę ognia. Na spalenie lasu wystarczy mi kwadrans – oświadczyła, zanim zagarnęła sukienkę tak, by przypadkiem nie zniszczyć jej dołu, gdy się oddali.
W ślad za echem, wciąż rozbrzmiewającym w jej uszach.
Czy naprawdę słyszała te kroki? Był to figiel duchów? Dzieło jej wyobraźni? Ślad popiołów?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (7393), Ambroise Greengrass-Yaxley (6231), Anthony Ian Borgin (2091), Anthony Shafiq (2125), Astoria Avery (2550), Atreus Bulstrode (3809), Basilius Prewett (459), Benjy Fenwick (19354), Brenna Longbottom (4921), Charlotte Kelly (1666), Cliodna (4913), Cornelius Lestrange (6240), Elias Bletchley (1503), Geraldine Greengrass-Yaxley (4490), Helloise Rowle (5688), Icarus Prewett (407), Jacqueline Greengrass (1243), Jonathan Selwyn (1578), Millie Moody (3157), Mona Rowle (321), Morpheus Longbottom (1017), Nora Figg (1721), Pan Losu (331), Paracelsus (4094), Primrose Lestrange (597), Prudence Fenwick (16828), Roselyn Greengrass (1608), Sebastian Macmillan (4319), Ursula Lestrange (5498), Vakel Dolohov (1490)


Strony (21): « Wstecz 1 … 14 15 16 17 18 … 21 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa