• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[08-09.09.1972] Is there anybody out there that's payin' attention?

[08-09.09.1972] Is there anybody out there that's payin' attention?
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
19.10.2025, 22:52  ✶  

Nie wytarła twarzy, w przeciwieństwie do Atreusa, trzymała za to w dłoni ten materiał, ale po prawdzie to planowała rzucić go na ziemię i o nim zapomnieć. Ten i tak zniknie za jakiś czas, a jak będzie potrzebowała, to zrobi sobie nowy, a po co miała łazić z brudną szmatą. Miała wrażenie, że skóra ją swędzi od tego lepkiego dymu oblepiającego ich z każdej strony. Czuła ten dyskomfort i gdyby nie to, że wiedziała, że to nic nie da, to próbowałaby go strzepnąć w odruchu. Kilkanaście razy tej nocy zresztą to robiła, to było silniejsze od niej – nienawidziła nieporządku zwłaszcza na sobie, ale efekt był właśnie taki: żaden. I kuło ją to w mózg na poziomie psychicznym.

– Na szczęście byliśmy w pobliżu. Proszę na siebie uważać – czuła chrypkę i zaraz zresztą odchrząknęła dwa razy i mrugnęła, gdy facet wyciągnął swoją różdżkę i zaraz zniknął z cichym pyknięciem. Westchnęła. Całe szczęście, że był w stanie sam się stąd zmyć, bo Victorii też się nie uśmiechało znowu lądować z rannym w Mungu.

– Taa, szybciej go chyba znaleźliśmy. Zaczęłam się zastanawiać, czy ta chmara dymu nie wybiera sobie ludzi i koncentruje się wokół nich, bo wydaje mi się skrajnie idiotyczne tak o włazić w ten kłąb z własnej nieprzymuszonej woli – oczywiście oni w nią włazili właśnie z tego powodu, ale taka była ich praca i miała na myśli jednak cywili.

A jednak się nie powstrzymała i jej ręka uniosła się, by przejechać mocno po ramieniu, a kiedy dotarło do niej co robi, to zamarła w bezruchu, mnąc przekleństwo na ustach, z bezcelowości tego, co właśnie miało miejsce.

– I tak nie ma żadnego konkretnego kierunku, w którym powinniśmy pójść, więc właściwie to czemu nie – wzruszyła ramionami, bo czemu miałoby jej to przeszkadzać, skoro najwyraźniej byli w okolicy. – Prowadź.


// Odgrywam zawadę: Nerwica natręctw
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#12
20.10.2025, 02:36  ✶  
- Hm, może coś w tym jest? Ale może nawet nie wybiera ludzi, tylko opada szybko na ulice, może gdzieś gdzie zajęło się dużo budynków. Jeśli ktoś jest na przykład w środku, to nawet nie zauważy że się zadymiło. - ale nie było co nad tym teraz aż tak dywagować, co dotarło do Atreusa. Cokolwiek by teraz nie powiedzieli, byłoby teraz zwykłym gdybaniem. Nie mieli narzędzi i warunków, które potrafiłyby sprawdzić ich teorie, co skwitował ciężkim westchnięciem i krótkim atakiem kaszlu.

Przejechał dłonią po włosach, odgarniając pozlepiane kosmyki z czoła. Mógłby się pewnie cieszyć w tym momencie, że nie cierpiał na pedantyzm, który nieustannie podpowiadałby mu cichym głosikiem, że coś było nie tak. Że ciało za bardzo się lepiło, że czuć było popielny pył na skórze, albo nawet dało się w niego wgryźć, gdyby odpowiednio się postarać.

- A ty? Byłaś u siebie? - zapytał, kiwając głową w podziękowaniu, że się zgodziła. Mógł iść sam, ale z drugiej strony mogli wpaść na kogoś, kto potrzebował pilnej pomocy, a po przygodzie z Rosalyn... To nie tak że nagle miał zamiar być ostrożny, ale chyba po Beltane i momencie, kiedy Brenna zostawiła go samemu sobie, czasem zastanawiał się podwójnie nad tym czy wolał czyjeś towarzystwo podczas pracy. Gdyby teraz mieli spotkać jakiegoś śmierciożercę, to wolał wygrać, a że nie miał nic przeciwko w braniu udziału w nierównej walce dwóch na jednego, to lepiej było mieć obok siebie Victorię.

Ruszyli więc dalej, wzdłuż ulicy i zasnutych dymem budynków. Część była już w opłakanym stanie, z któregoś szkieletu snuły się smętne smużki spalenizny, ale niektóre wciąż stały pewnie. Ludzie natomiast przebiegali to tu, to tam w nieładzie, ale chyba nikt nie wymagał natychmiastowej pomocy dwójki aurorów. Lepiej dla nich.

To nie było normalne wejście do kamienicy - nie prowadziło bezpośrednio od frontowej ulicy, skryte za zaklętym przejściem i wymagające odpowiedniego kodu. Ujawnione, pokazało mechanizm, wymagającego wprowadzenia odpowiedniej sekwencji, co Atreus zrobił z resztą szybko, nie tyle nie chcąc by Victoria zauważyła co robił, co zwyczajnie o tym nie myśląc. Otworzyć te drzwi mógł i obudzony w środku nocy z najgłębszego snu. A kiedy się otworzyły, ukazały ciemne, przygaszone wnętrze korytarza.
- Mamo? Tato? - zawołał, wchodząc w drzwi znajdujące się parę kroków dalej i prowadzące do pokaźnego salonu. Świece były przygaszone, jakby w kamienicy nie było żywej duszy. Na pewno było tu dziwnie cicho. - Jest tu ktoś?! - nie denerwował się, może trochę spodziewając się, że zastanie go pustka. Zakładał, że Florence była w szpitalu, Orion na dyżurze, w innej części Londynu, a Gregory w Ministerstwie. Odpowiedział mu z resztą zaraz trzask aportacji.
- Paniczu Atreusie - odezwał się domowy skrzat, przez moment przyglądając Victorii. - Panicza rodzice opuścili kamienicę, gdy wybuchły pierwsze pożary, wierząc że poza nimi będzie bezpieczniej. Z tego co zrozumiałam, pani Bulstrode udała się do Keswick, a pan Bulstrode zamierzał wrócić potem do Ministerstwa. Dom jest pusty, nie wydarzyło się też do tej pory nic niebezpiecznego.

Odetchnął. Kiwając głową i dziękując Jokerowi za informacje.
- No, to chyba nie było sobie czym zawracać głowy... - zaśmiał się nawet, nieco niezręcznie, zaraz wzdychając z ulgą. Tutaj powietrze było faktycznie czyste, najwyraźniej chronione tym, że kamienica była ukryta.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
20.10.2025, 19:40  ✶  

Nie miało to większego znaczenia, tu Atreus miał rację. Była to po prostu obserwacja, jaka przyszła jej do głowy, równie prawdopodobna, co jego teoria. Obie niesprawdzalne, chyba że zaczailiby się na głupi kłąb dymu w jakiejś uliczce (co było absurdalne), albo sami w tym utknęli, a nie wchodzili weń na własną odpowiedzialność.

– Nie… – mruknęła w odpowiedzi, wgapiając się w drogę przed nimi. – Ciągle mi nie po drodze – myślała o swoich kotach na samym początku, a potem nagle wpłynęło na nich tyle akcji i roboty, że chcąc nie chcąc musiała to wszystko zrzucić w kąt i modliła się po cichu do Matki, by wszystko było w porządku. A po tym, jak dowiedziała się, że Dolina Godryka też została zaatakowana, modliła się podwójnie mocno, by i jej najbliższej rodzinie nic nie było. Mogła mieć napiętą relację ze swoją matką, ale nie znaczyło to, że pragnęła jej krzywdy.

Zerkała, czy ktoś po drodze nie potrzebował pomocy, ale najwyraźniej w tej okolicy najgorsze było już za nimi i teraz ludzie walczyli ze skutkami pożarów. Nie było wariatów ciskających w nich zaklęciami, to i w miarę spokojnie przedostali się… dokądś. Zeszli do jakiejś bocznej uliczki, której Victoria w pierwszej chwili w ogóle nawet nie zauważyła i przeszłaby obok jak gdyby nigdy nic, a potem, gdy Atreus robił coś przy ścianie, Lestrange przyglądała mu się z umiarkowaną ciekawością (umiarkowaną, bo zaczynała odczuwać zmęczenie), ale przy tym zamiast Atreusowi, wolała mieć na oku ulicę, z której zeszli.

A potem otworzyły się drzwi i czarnowłosa próbowała jakoś zamaskować swoje zaskoczenie, gdy stanęła za Bulstrodem, który wołał swoją rodzinę. A kiedy pojawił się skrzat, to odwzajemniła jego spojrzenie. Wyglądała na to, że wszystko tutaj było w porządku, dzięki bogom.

– Zawsze jest czym, zwłaszcza w taki dzień – nie widziała w tym zmartwieniu o własny dom i rodzinę nic nadzwyczajnego. Słowa skrzata nieco ją jednak zaniepokoiły… Bo gdzieś z pół godziny temu dotarł do niej feniks niosący wiadomość od Laurenta. I tu już Victoria zmarszczyła brwi, bo zakładała, że skoro kontaktował się z nią, to tym bardziej posłał wiadomość do Atreusa. – A… Laurent? Nie było go tu przypadkiem? – może jeszcze po prostu nie dotarł. Albo zobaczywszy, że nikogo nie ma, ewakuował się… gdzieś. Stąd. Widząc, jak źle jest w Londynie. Nie wiedziała. Próbowała to sobie za to jakoś ułożyć, zapełnić luki czymś, co wydawało się sensowne.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#14
23.10.2025, 01:29  ✶  
Skrzat, wiedziony chyba jakąś wyuczoną ostrożnością, zerknął tylko kontrolnie na Atreusa, kiedy Victoria zadała mu pytanie. Szanowny panicz jednak, pokiwał tylko z roztargnieniem głową i wykonał dłonią parę kolistych gestów, samemu poganiając w tym temacie Jokera. O Laurenta nie pytał z tego prostego powodu, że był przekonany o jakimś tam bezpieczeństwie New Forest - w końcu znajdowało się tak cholernie daleko na mapie i było, zdaniem Atreusa, cholernym wypizdowiem.

- Nie - skrzat pokręcił głową. - Nie było tutaj nikogo z dalszej rodziny - przyznał z jakąś właściwą skrzatom skruchą, kiedy nie mogły w pełni pomóc swoim czarodziejom. Atreus jednak nie zwracał na to większej uwagi, uznając to za jakąś charakterystyczną cechę całej skrzaciej rasy, wzdychając tylko ciężko.

Atreus odesłała skrzata, dochodząc do wniosku, że jego pomoc nie była już aż tak potrzebna. Z resztą, zawsze wystarczyło zawołać, żeby Joker na nowo pojawił się u ich boku. Niemniej jednak, w kamienicy panował taki spokój, że Bulstrode nie spodziewał się by cokolwiek miało go tego wieczoru zakłócić. Grube ściany wyciszały atmosferę, która szalała na zewnątrz, a fakt że budynek schowany był za ukrywającymi zaklęciami i przekładniami, skutecznie blokował także zapachy tłustawej spalenizny i niosący się niebem popiół.

Aż marzyło się, żeby zostać tutaj na dłużej, ale oboje pewnie liczyli co najwyżej na parę głębszych oddechów na uspokojenie, a potem pozostawało zebrać się w sobie i na nowo przekroczyć próg.
- Na pewno nic mu nie jest - rzucił do Victorii, tonem całkiem spokojnym i przekonanym o swojej racji, bo pewnie gdyby sam siebie nie przekonywał całą noc o tym, że ze wszystkimi było okej, to zwariowałby godzinę po rozpoczęciu pożarów.

Przez moment miał pomysł, żeby wyciągnąć fajki, ale było to chyba odrobinę niepoważne. Szybko jednak porzucił ten pomysł, bo coś innego pochwyciło jego uwagę; jasne, o mlecznobłękitnej barwie, wijące się po ziemi i zdecydowanie nie należące do materialnego świata.
- Ki chuj - wyszeptał, przez moment myśląc, że może faktycznie nie było tutaj aż tak spokojnie i bezpiecznie, jak mogło mu się wydawać. Spiął się, uniósł dłoń z różdżką, ale wtedy wąż zasyczał ludzkim, dobrze znanym głosem.

... niedługo... u Florence. Mam nadzieję, że ty też.

A potem zniknął.

Atreus stał przez moment, wpatrując się w miejsce, gdzie znajdował się przed chwilą patronus. Zesztywniał, zacisnął szczękę i przez moment jedyną rzeczą która się u niego poruszała, były mięśnie twarzy kiedy nagle zdenerwowany nie miał co z tą złością zrobić. Było bardzo dużo powodów, przez które mógł być w tym momencie niezadowolony, a najważniejszym z nich było, że jebana nekromancja była w tym kraju zakazana. Wysyłając tego patronusa, Laurent rzucał kością i miał szczerą nadzieję, że trafi w odpowiednim momencie. Albo gorzej - w ogóle się tym nie przejmował. Gdyby nie było tu obok Victorii, albo zupełnie inny funkcjonariusz, albo co gorsza jebany służbista, to wobec Prewetta można było z łatwością postawić oskarżenia i wysłać go najmniej do Clerkenwell.

- Uduszę go. Przysięgam, uduszę go gołymi rękoma... - syknął pod nosem, już teraz nawet się nie wzbraniając i szukając paczki papierosów po kieszeniach. - Dobrze, że nic mu nie jest, bo znowu dostanie w mordę - wyszeptał, wyciągając jednego i zapalając go.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
23.10.2025, 22:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2025, 19:44 przez Victoria Lestrange.)  

Nie miała powodu nie wierzyć słowom skrzata, te w większości były szczere i prostolinijne, tym bardziej, gdy właściciel nie kazał im kłamać – a Atreus pozwolił mu mówić. I tylko dlatego nie dopytywała, czy na pewno, ani nie wyraziła na głos swojego zwątpienia, bo wiedziała, jak bardzo skrzaty potrafią takie uwagi brać do siebie.

– Dziękuję – powiedziała maluchowi i zaraz przeniosła spojrzenie na wnętrze salonu, a później – a niech to – na rękaw swojego munduru, który znowu zaczęła niepotrzebnie i bezskutecznie trzeć.

– Oby… – odparła już Atreusowi, gdy skrzat zniknął z właściwym teleportacji trzaskiem. Wiedzieli już, że inne miejsca poza Londynem też zostały zaatakowane, a poza tym, Victoria dostała wiadomość od Laurenta, któa nie pozostawiała wątpliwości co do tego, że ma zamiar opuścić dzisiaj New Forest. I to ją bardzo martwiło. Bo w jaki sposób chciał się tutaj dostać, na abraksanie? Przecież nie teleportacją. A tu było… tu było źle i nie miała go nawet jak poinformować, żeby za żadne skarby nie zbliżał się do Londynu. Mogłaby spróbować wysłać patronusa, ale niestety problem polegał na tym, ze skoro wysłał do niej ptaka, to musiało minąć trochę czasu nim ten do niej doleciał, a to oznaczało, że w tym momencie Prewett mógł działać. I cholera wie, czy jej patronus w ogóle dotarłby do niego na czas. A potem racjonalizowała sobie, że może przeszedł kominkami do Bulstrode’ów…

Tylko, że najwyraźniej nie.

A chwilę później pojawił się świetlisty wąż sunący po ziemi i Lestrange zdążyła zrobić tylko duże oczy, nim usłyszeli znany im głos. Urywany znany głos. Zacisnęła usta w wąską kreskę.

– Dlatego o niego pytałam – odparła cicho, na moment pomijając fakt, że Atreus powiedział, że znowu dostanie w mordę. Zmrużyła za to oczy. – Jakieś pół godziny temu Fuego złapał mnie na ulicy i przekazał liścik. Nie zdążyłam mu nawet odpisać, żeby nie zbliżał się do Londynu. Byłam pewna, że też dostałeś wiadomość – cóż, wiadomość dostał, ale najwyraźniej z opóźnieniem, bo t e r a z. Czarnowłosa zresztą sięgnęła do kieszeni bardzo brudnej już teraz marynarki i wyciągnęła z niej pomiętą karteczkę (którą Victoria zmiażdżyła w kulkę ze złości, gdy ją przeczytała) i wyciągnęła do Bulstrode’a, żeby sam mógł sobie przeczytać. – I co masz na myśli, że znowu dostanie w mordę? – syknęła.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#16
30.10.2025, 05:34  ✶  
Bulstrode się musiał przez moment zastanowić o czym w ogóle mówiła Victoria. Znaczył oczywiście, to ptaszysko które miał na własność Laurent, ale nie zawsze pamiętał jak miało na imię - to jak wołał go Prewett brzmiało na języku anglika zwyczajnie obco i kuzyn zwyczajnie uważał, że powinno się tego feniksa nazwać jakoś inaczej, lepiej i ogólnie łatwiej. Płomyk, czy coś takiego. Wtedy każdy by zapamiętał. W końcu jednak spłynęło na niego olśnienie, chociaż absolutnie nie dał tego po sobie poznać, no bo nie zamierzał się tutaj wygłupiać. Chociaż gdyby mógł to wytknąłby Lestrange, że to jak to opisała brzmiało jakby ptaszyna przyszła do niej na piechotę, wręczyła rękoma swoimi list polecony, a następnie dostojnie się oddaliła.

- No to jak widać, dostałem ja właśnie teraz - wzruszył ramionami, przez moment jeszcze patrząc w miejsce, gdzie patronus rozpłynął się w powietrzu po przekazaniu wiadomości. - Ale ten patronus wyglądał na... niekompletnego. Myślę, że nie do końca udało mu się związać zaklęcie i dlatego to tak wyszło? Może też wpłynęło na jego szybkość - mruknął, z zastanowieniem przechylając głowę na bok. No cóż, zapytać chwilowo nie mogli, co najwyżej kiedy Laurent łaskawie zjawi się w tych skromnych progach. Tylko czemu w ogóle napisał że u Florence?? Co, Atreus tu już nie mieszkał?

Wyciągnął dłoń po podaną mu karteczkę i przeczytał jej zawartość. Złożył, oddał i skrzywił się mimowolnie, bo na niej wiadomość brzmiała tak samo. Ale może to nie był odpowiedni moment na to, żeby się dąsać o użyte słownictwo i to, gdzie się mieszkało, a gdzie nie czy kto był właścicielem całej kamienicy.

- No... to co powiedziałem. A no tak, bo ty braci nie miałaś, no przecież. Może to bardziej figura słowna? Wiesz, chłopcy się biją. Jako prefekt powinnaś wiedzieć przecież takie rzeczy - machnął lekceważąco ręką, jakby jego słowa wcale nie miały większego znaczenia. - No przecież bym go nie uderzył za coś takiego, co nie? - zmarszczył brwi, bo akurat to było prawdą. Mogło mu się nie podobać użycie tego patronusa, ale nie zamierzał nikogo za to lać.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
01.11.2025, 23:35  ✶  

– Tak… Ta wiadomość nie niosła większego sensu – tak naprawdę to trzeba było się domyślać, co dokładnie Laurent chciał przekazać, bo rzeczywiście nie brzmiało to do końca kompletnie. Czy to dlatego Prewett posłał do niej feniksa? Bo miał problem z patronusem? Czy coś się wydarzyło…? Victoria z każdą chwilą martwiła się bardziej, nim nie przypomniała sobie dokładnej treści wiadomości napisanej do niej: co znaczyło chyba, że nic mu nie jest. Ale czemu do ciężkiego licha ładował się w sam środek tej burzy? Czy New Forest też oberwało przez pożary…? Ale chyba nie mogło tam być gorzej, niż tutaj? – Może, tak – to chyba dobrze, że mieli też wiadomość do niej i mogli z niej poskładać całość. – Myślisz, że mógł mieć na myśli szpital? – a nie dom Bulstrode’ów.

Zwrócona karteczkę z powrotem wrzuciła do kieszeni, po czym wlepiła spojrzenie w Atreusa.

– Mam kuzynów – i to nie byle jakich. Na przykład takiego Louvaina, z którym Atreus trzymał się przecież całe lata. Albo Aidana – o, z niego też było niezłe ziółko. – O ile mi wiadomo, to Laurent też nie ma braci – więc niech jej tu nie mydli gadką o braciach, bo bujać to my, ale nie nas. – Mhm, biją się. Powiedz mi proszę, widziałeś kiedyś, żeby Laurie kogoś uderzył? Bo ja wręcz przeciwnie – owszem, była prefektem. I doskonale pamiętała, jak to Laurent chował się za plecami silniejszych, uskuteczniał to nawet do dzisiaj. – Nie wiem, ty mi powiedz – świdrujące spojrzenie ciemnych oczu było utkwione w Atreusie. – Uderzyłbyś? – w jej głosie można było usłyszeć ostrzeżenie, ale nie robiła żadnych gwałtownych ruchów, a po chwili w końcu oderwała spojrzenie od aurora. – Myślisz, że długo mu zejdzie? Czekamy na niego? – i, na Matkę, jak chciał się tu przenieść? Nie potrafił się teleportować, a kominkiem aż tak długo się nie podróżowało. – Mam cholerną nadzieję, że nie postanowi lecieć na abraksanie – a najgorsze było to,  że kurwa mać, był do tego zdolny. Aż pobladła na samą myśl.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#18
02.11.2025, 00:46  ✶  
- Szczerze wątpię - powiedział powoli, bo przez moment faktycznie się zaczął zastanawiać, czy przypadkiem nie chodziło o szpital, ale w sumie czemu by miało? Odnosił wrażenie, że wtedy otrzymana wiadomość brzmiałaby nieco inaczej, bo może i Florence bywała w szpitalu nieco zbyt długo, ale tam nie mieszkała.

- Laurent to taki brat - przyznał, bo zwykle myślał o nim w tych kategoriach, a nie spychając go na dalszą linię pokrewieństwa. Nie był też pewien, na ile blisko Victoria była z takim Louvainem czy Aidanem. - A ty... ty jesteś kobietą, Vika, nie wiem czy zauważyłaś. To co innego, jak baba ma braci - pokręcił nosem. Pewnie inaczej by się zapatrywał na całą sytuację, gdyby nie prosty fakt że Florence była jaka była. Atreus mógł wydziwiać i wykręcać się od odpowiedzialności całe życie, albo robić rodzeństwu na złość, ale nigdy się z nią przecież nie tłukł. To samo tyczyło się jego kuzynek. Bić się mógł tylko z bratem, kuzynami i kolegami. - Oj ja już doskonale pamiętam jaki był z niego gnojek jak był młodszy - odpowiedział z przekąsem, zaciągając się zaraz znowu papierosem. - No przecież nie - wywrócił na nią oczami i to był trochę dla niego koniec rozmowy, bo chyba by go na kole musiała łamać, żeby się przed nią przyznał do strzelenia Laurenta w lecie. Ta historia miała zostać między nim, Prewettem i Florence.
- Wydaje mi się, że nie? A przynajmniej byłoby dobrze, gdyby się pośpieszył, ale tak, zaczekałbym na niego. Chodź, usiądź sobie - westchnął sobie i usadowił się na podłokietniku szerokiej kanapy. - Ja mam trochę nadzieję, ze nie, bo nie wiem gdzie on tego konia zaparkuje - prychnął jeszcze. Ale cóż, pozostawało im tylko czekać.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (3154), Pan Losu (124), Victoria Lestrange (3017)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa