Wiatr hulał pośród wrzosowisk, nie miał jednak przystępu do majaczącego w oddali domu. Samotnego, surowego, o ostrych liniach kamiennych murów, jak gdyby sam był częścią wzgórz, z których wyrósł. Zabobonni mugole z pobliskiego Bradford gadali, że posiadłość na wzgórzach jest nawiedzona, mieszkańcy Haworth gadali, że po otaczających ją wrzosowiskach przechadzać lubi się sam diabeł... Niewielu zapuszczało się przez to na stare trakty pośród wrzosowisk. Zbyt łatwo można było zgubić tam drogę, nikt jej bowiem nie naniósł starych rozdroży na mapę. Igły busoli wariowały, uniemożliwiając orientację w terenie, na którym kręciły się w kółko, niczym wskazówki na tarczy zegara. Nie było to zasługą wyłącznie spowijającej wrzosowiska magii. Mulciber Manor wzniesiono na pozostałościach meteorytu, spadłego z nieba przed wiekami. Czyniło to posiadłość czymś na kształt trójkąta bermudzkiego pośród morza wrzosowisk. Morza, bo wrzosowiska falowały w wieczornym pomroku jak morze, falami w kolorze wina utworzonymi z ciężkich od wieczornej rosy kwiatostanów wrzosów i wrzośców, którymi targał wszędobylski wiatr. Zdążający na obchody Mabon goście nie musieli się jednak martwić o drogę. Wszyscy wiedzieli, gdzie jest położona rodzinna posiadłość, do której wejścia strzegła ciężka, żeliwna brama z rodową dewizą, "Pomyśl, że to sen", wyrytą tuż poniżej rytunku szlacheckiego herbu.
W głównym skrzydle cała otwarta przestrzeń pozostawała dostępną dla gości. Gdyby któreś z was próbowało podążyć wyłożonymi skrzypiącym parkietem korytarzami w głąb domu, mógłoby jednak odkryć, że drzwi do rodzinnej galerii portretów stanowiącej serce domu pozostawały zamkniętymi. Ale znów, po co mielibyście tam w ogóle iść? Świąteczne obchody skupiały się bowiem w obszernej sali jadalnej.
Wielka jadalnia, otwierała się ku salonowi, i rozlicznym galeryjkom z wydzielonymi dla wygody mniejszymi nawami. Mahoniowy stół biegł przez całą długość sali, podwójnie nakryty ciężkim obrusem z burgundowego aksamitu, haftowanym motywem splecionych gałęzi krzewów różanych, pomiędzy którymi zakwitały pojedyncze kwiaty. Na nim położono dodatkowy obrusek z delikatnej koronki, utkanej z pobłyskujących złotem nici. Stół aż uginał się pod ciężarem w zdecydowanej mierze tradycyjnych potraw. Zdobne półmiski i misy pełne były jesiennych darów: można tam było znaleźć między innymi pieczone przepiórki nadziewane kasztanami, paszteciki z dziczyzny i grzybów, kandyzowane jabłka, aromatyczne placki z dyniowe, a także mięsne pieczenie, do których jako dodatek podawano domowej roboty dżemy z żurawiny i borówek. Nad stołem unosił się słodko-gorzki zapach karmelu i przypraw korzennych, wina i pieczonego mięsa. Wszystkie te wonie mieszały się z zapachem drew płonących w wielkim kominku w salonie. Pośród naczyń stały dzbany z cydrem, ciężkie karafki z winem, a także inne przysmaki, gotowe zadowolić podniebienia gości.
Po obu stronach stołu wznosiły się rzędy wysokich, prostych krzeseł o oparciach zdobionych herbem rodu. Na ścianach wisiały rozległe pejzaże przedstawiające wrzosowisko w różnych porach roku. Obrazy zaklęto, przez co płótna spłowiały, przybierając barwy brązu, ochry, oranżu i żółcienia. Wyglądały przez to tak, jak gdyby wszystkie przedstawiały wciąż tę samą porę, widoczną zresztą za oknami: późną jesień, zmierzch, pożółkłe, nieprzyjazne niebo nad wrzosowiskiem. Tylko jeden obraz różnił się od pozostałych, choć nie na pierwszy rzut oka. Był to wiszący ponad krzesłem pana domu portret Alexandra Mulcibera I, który wniósł przed wiekami Mulciber Manor. Wiekowy czarodziej opuścił jednak ramy swego portretu, pozostawiwszy po sobie jedynie burzowy krajobraz: artysta uwiecznił go bowiem na tle jego ukochanych wrzosowisk. Kto śmiałby jednak zatrzymywać szacownego przodka, któremu zawdzięczali tak wiele? Być może wróci, aby spojrzeć na swych potomków, gdy ci zdecydują się wreszcie zasiąść do uroczystej kolacji.
Alexander oparł suto opierścienione dłonie o rzeźbione wezgłowie krzesła u szczytu stołu. Potężnego krzesła, na którym podczas rodzinnych posiłków zwykł zasiadać jego pan ojciec. Na którym, od czasu jego śmierci, zasiadał Alexander, gdy przychodziła pora wieczerzy.
Teraz jednak stał, opierając na krześle swój ciężar, jak gdyby oczekiwał już przybycia gości. Przywilejem jasnowidza wiedział, kiedy każdemu z nich przyjdzie pojawić się w sali jadalnej Mulciber Manor. Niezbyt liczna, acz skupiona na swoich zadaniach służba, miała się zająć odpowiednio potrzebami zaproszonych gości. Odziany w elegancką szatę Alexander Mulciber trwał więc z oczami utkwionymi w oknie wychodzącym na wrzosowisko, czekając aż wokół zbiorą się ci wszyscy, których nazywał rodziną.
Scarlett zajęła się przygotowaniem kolacji z godnym podziwu zaangażowaniem. Zamierzał ją pochwalić, bo na pochwałę zasłużyła. Zorganizowała zaproszenia, wydała stosowne dyspozycje co do menu, zarządziła przygotowanie świątecznych dekoracji, którymi służba przystroiła dom. Dał jej w tym wolną rękę, ciekaw, jak się sprawdzi w roli gospodyni. A jednak do niego należało ostatnie słowo w gestii usadzenia gości. Takim było jego życzenie, żeby nie powiedzieć, żądanie.
U jego prawicy miała zasiąść babka Philomena, w miejscu, które na co dzień zajmowała Lorien, gdy wspólnie z Alexandrem zasiadali do posiłków. Było to miejsce najbardziej zaszczytne, więc należało się, rzecz jasna, seniorce rodu. Alexander nie usiadł, dopóki Philomena nie zajęła miejsca. Jako jedynej z zasiadłych przy stole kobiet, podsunął jej krzesło, obsługę reszty pozostawiając służbie. Jej obecność sankcjonowała jego władzę, jak gdyby błogosławieństwo staruszki było niezbędnym do zachowania ciągłości tradycji rodu Mulciber. A Alexander nie zamierzał kłócić się z tradycją.
Obok Philomeny miała zasiąść Lorien, a obok niej – matka Alexandra, prorokini Selina Mulciber z domu Ayers. Alexander chciał, aby Lorien zajęła miejsce obok najważniejszej dla niego osoby. Tylko jej ufał, że obejdzie się z jego matką godnie. Sadzając siostrę między matką a babką, chciał ponadto zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa. Cały czas pozostawała w zasięgu jego wzroku. Nie zamierzał tolerować jakichkolwiek nieprzyjemnych komentarzy ze strony brata bliźniaka zmarłego męża Lorien skierowanych pod jej adresem. Gniewał się wystarczająco o to, jak została potraktowana, o to, że wzgardzono powagą jej wdowieństwa, odmawiając czci należnej pogrążonej w żałobie kobiecie.
Po przeciwnej stronie stołu, tuż po lewicy Alexandra, przygotowano zatem miejsce dla Richarda Mulcibera. Drugie najbardziej zaszczytne miejsce przy stole przypadło w udziale dumnemu krewniakowi nie bez powodu. Alexander zamierzał trzymać go blisko siebie, zgodnie z zasadą: "przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej". Niczego nie pozostawiał przypadkowi. Zareagowałby natychmiast, w razie gdyby Richard próbował zakłócić spokój rodzinnej kolacji. Miał z nim zresztą do pogadania. Zależało mu na rozmowie z krewniakiem, poznaniu jego perspektywy po wydarzeniach Spalonej Nocy.
U boku Richarda miała zasiąść jego córka, Scarlett Mulciber. Obok Scarlett, bliżej końca stołu, wyznaczono natomiast miejsce dla córki Thaddeusa, Charlotte Mulciber. Było to naturalnym wyborem, Alexander wierzył bowiem, że dziewczynki w zbliżonym do siebie wieku powinny się ze sobą dogadać, gdyby znudziły ich dorosłe rozmowy. Wierzył ponadto w ogładę Scarlett, licząc, że w razie potrzeby zapanuje nad Charlene, przesiąkłą szkodliwym wpływem Nokturnu.
Miejsce na drugim końcu stołu, naprzeciwko Alexandra, pozostawiono pustym. Na życzenie pana domu dołożono tam jednak dodatkowe nakrycie. Dla Donalda. Alexander chciał w ten sposób uhonorować brata ulokowanego na stałe w Lecznicy Dusz. Jego wzrok obojętnie prześlizgiwał się jednak po pustym krześle, zbytnio skupiony był bowiem na otaczających go gościach.
Gdybyście życzyli sobie interakcji z Seliną, dajcie mi znać, zanimuję ją wam z konta Barda Beedle. Na kolację wprowadzi Selinę Lorien w swoim poście.
Dziękuję serdecznie za pomoc w organizacji Lorien Mulciber i Scarlett Mulciber.
Miłej zabawy, kochani!

Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Opis domu![[Obrazek: 01d5290efaedf2eaf33b1e39f31c2f7cf566419c.jpg]](https://64.media.tumblr.com/3b017dff6a1aaa1d8249e2dd24daf8e3/ace353d92b2c372c-c3/s1280x1920/01d5290efaedf2eaf33b1e39f31c2f7cf566419c.jpg)