— Mnie niestety nie będzie na głównej ceremonii. Będę mógł się pojawić dopiero następnego dnia. Jakoś wczesnym popołudniem, może trochę wcześniej, jeśli dopisze mi szczęście — odparł na pytanie Morfeusza, pozwalając, żeby dziadek Godryk wypowiedział się jakiś pierwszy. Zaraz po tym zwrócił się jednak ku Brennie. — Ale ty, moja droga, nie powinnaś się w ogóle nad tym zastanawiać. Musisz iść. Para młoda na pewno się ucieszy, że cię tam zobaczy. Poza tym, ktoś będzie musiał mi obiektywnie opowiedzieć, co się działo przed moim przybyciem. A kto, jak kto, ale ty masz wręcz wybitne oko do takich szczegółów.
Wieści o tak szybkim terminie ślubu Geraldine nieco go zaskoczyły, ale z drugiej strony... Yaxley przecież zawsze była narwana, a Spalona Noc mogła tylko podsycić jej aspiracje związane z popchnięciem swojego życia do przodu. A może po prostu spieszy się, żeby pan młody nie zdążył uciec z sideł, dodał w myślach, uśmiechając się do siebie pod nosem na samą myśl. Życzył jej jak najlepiej na nowej drodze życia, ale żałował jednej rzeczy: że nie będzie mógł na własne oczy zobaczyć, jak Gerard odprowadza córkę do ołtarza. Córkę w białej sukni. Na Merlina, ciekawe, czy wciśnie się w nią z własnej woli, czy raczej pod namową matki i swoich ciotek? Ech, cholerna pełnia.
— Znając Yaxleyów to prędzej zorganizują gościom zabawę terenową, żeby to oni spróbowali upolować jakąś zwierzynę na ich terytorium — skomentował Erik. — Z tego, co słyszałem, to nie zamierzają się ograniczać z uroczystością... Samo wesele ma chyba potrwać ze dwa-trzy dni. Na pewno mają coś w planach, żeby nikomu się przypadkiem nie zaczęło nudzić. — Jakby kogokolwiek mogło dopaść znużenie. — A Greengrassa znam... Widziałem się z nim jakiś czas temu w klubokawiarni Nory.
Skinął niespiesznie głową na sugestię Brenny odnośnie dokładki. Zamierzał korzystać, póki jeszcze było coś na stole. Powinien się najeść jak najwięcej. A może i napić. Kto wie, może jak zapcha żołądek, to podczas pełni będzie na tyle rozleniwiony, że po prostu prześpi całą pełnię. No, mógłbyś się w końcu na coś przydać wilku. Tak dla Ger. Wypadałoby, żebyśmy pojawili się tam w dobrym stanie, biorąc pod uwagę, jak bardzo o nas dba podczas wspólnych treningów, skomentował w myślach, łudząc się, że chociaż strzępek tej informacji dotrze do jego wewnętrznego wilka.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞