adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange (Pierwsze koty za płoty).
Cynthia spojrzała na Victorię z nutą rozbawienia w oczach, gdy ta opowiadała jej jakąś historię wyniesioną z Pokoju Wspólnego, gdy pokonywały kolejne schodki. Zajęcia skończyły się wcześniej, bo Profesor wykładająca Starożytne Runy musiała udać się na jakieś pilne spotkanie i kadra nauczycielska się nad nimi zlitowała, poniekąd przedłużając ich piątek. Kierowały się do jednej ze szkolnych toalet, która była domem dla niezwykłego ducha. Zainteresowanie Flintówny tym tematem na początku było znikome, ale plotka na temat dziewczyny w okularach i dwóch kitkach, która mogła być w ich wieku rosła i zdawała się wzbudzać coraz więcej kontrowersji, gdy rzeczona wystraszyła jakąś drugoroczną i sprawiła, że wybuchła na nią toaleta, zalewając wszystko. Victoria była odpowiednią osobą do zbadania sprawy, błyskotliwa i znacznie lepsza w rozmówkach, niż Cyna.
- Ona podobno nie chce rozmawiać, ale wzięłam ze sobą krótką historię Hogwartu, jest tam cały rozdział o zamieszkujących go duchach.- mówiąc to, dłonią wskazała na swoją torbę, która leniwie kołysała się na ramieniu. Ciekawość była pierwszym stopniem do piekła, a fakt, że nie wiedziała, jak Marta umarła nie dawał jej spokoju. Może była to kwestia jakieś trucizny? Nieznanego eliksiru? Zaklęcia eksperymentalnego, które stworzył uczeń? Ruchem dłoni zgarnęła jasny kosmyk włosów za ucho, zaciskając usta, gdy palcem zahaczyła o mały, złoty kolczyk. Mimowolnie rozejrzała się, zanim weszły do toalety. Pomieszczenie było trochę zapomniane przez czas i woźnego, ściany i zlewy były czyste, ale popękane. Drewniane drzwi od kabin skrzypiały leniwie, bo jedno z niewielkich okien pozostawało otwarte. Zrobiła kilka kroków do przodu, dostrzegając małe pęknięcia na tafli wiszącego na ścianie lustra. Uczennice nigdy nie lubiły korzystania z tego łazienki, wolały nadłożyć drogi i udać się na kolejne piętro. Było cicho i spokojnie, przez co jasnowłosa zmarszczyła brwi. Zsunęła torbę z ramienia, odkładając ją na jedną z kamiennych ław i podwinęła rękawy, biorąc się za mycie rąk. Może ten odgłos wywabi Martę ze swojej toalety?
- Odrobiłaś już pracę domową na eliksiry? - zapytała Tori, podnosząc na nią spojrzenie. Jej nastoletni umysł wierzył, że duch w tak młodym wieku musiał tęsknić za szkolnym życiem i plotkami. Może jeśli poruszą temat jakichś chłopaków, to się wyłoni? Spojrzała na pokryte pianą ręce i westchnęła bezgłośnie, przez co na kilka sekund jej buzia znów nabrała tego pozbawionego konkretnych emocji, chłodnego wyrazu twarzy, który zwykle nosiła. Nie była duszą towarzystwa. Spłukała dłonie, wycierając je o leżący nieopodal ręcznik w siwym kolorze, ruchem głowy wskazując na kabiny, pytając niemo Ślizgonki, czy może powinny zajrzeć do każdej?