20.02.2023, 20:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:13 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
- …mugole, jako istotny podrzędne, winni służyć czarodziejom. Osoba urodzona ze związku dwóch mugoli, nie posiadająca wśród przodków czarodzieja, nie jest prawdziwym czarodziejem.
– Jeśli naciśniemy symbole w odpowiedniej kolejności, zgodnie z tą inskrypcją, otworzymy drzwi. Problem polega na tym, że część inskrypcji jest zatarta.
– Ogłasza się więc, co następuje. Lord Voldemort oczyści świat czarodziejów i zakończy z ciągłym ukrywaniem oraz ograniczaniem naszej mocy.
– Szakal, kot, znowu szakal, pies, sokół, szakal... i jeszcze jeden, tu zatarty. Nie ma wzoru. Przy ostatnim symbolu mamy więc dwadzieścia pięć procent szansy na to, że trafimy. A jeśli nie trafimy, albo nic się nie stanie, albo wszyscy zginiemy.
– Jedynie prawdziwi czarodzieje będą mieli prawo do noszenia różdżki.
– Nell?
– Aha?
– Właśnie powiedziałem, że być może wszyscy zginiemy.
Nell Bagshot, drobna czarownica przed trzydziestką, uniosła spojrzenie szarych oczu znad artykułu. Blondynka rozsiadła się na płycie sarkofagu, za nic mając fakt, że tuż pod nią spoczywają czyjeś kości. A raczej czyjeś zmumifikowane szczątki. W jednym ręku trzymała różdżkę, rozświetloną przez lumos, w drugim gazetę. Był to angielski Prorok Codzienny – wydanie z listopada. Nawet mimo wszystkich udogodnień czarodziejskiego świata, informacje docierały do nich zwykle z opóźnieniem.
– Cal, mówisz to regularnie. W każdy wtorek, a czasem też w piątki albo niedziele. Za to czarodzieje, którzy chcą wykończyć wszystkie szlamy i przejąć władzę nad światem, pojawiają się trochę rzadziej.
– Jak wynika ze źródeł, średnio raz na pięćdziesiąt lat, jeśli rozpatrujemy każdy kraj osobno – wymruczał Cathal, przyklękając przy ścianie, pokrytej inskrypcjami w starożytnych runach. – Leta, przyświeć tutaj.
Sala, w której się znajdowali, była pogrążona w ciemności, rozproszonej jedynie przez zaklęcia, rozjaśniające czubki różdżek. Z czterech rogów pomieszczenia spoglądały na nich kamiennymi oczyma cztery posągi o zwierzęcych głowach. Poza nimi, inskrypcjami na ścianach oraz szeregu płyt położonych pod sufitem i sarkofagiem w centrum pomieszczenia – należącym, jak ustalił Cathal, prawdopodobnie do egipskiego kapłana – czarodzieja – nie było tu niczego.
Przede wszystkim, nie było tu drzwi.
Zostali uwięzieni na skutek drobnych niedopatrzeń i wielkiego pecha. W dodatku nawet nie w jakiejś bardzo ważnej sali, kryjącej wielką tajemnicę, a w jednej z bocznych komnat. Shafiq już od godziny odszyfrowywał inskrypcje, usiłując określić, jak stąd wyjść. Wyglądało na to, że kluczem będą właśnie płyty z symbolami, przedstawiającymi zwierzęta, powiązane z posągami. Należało użyć ich w odpowiedniej kolejności, za pomocą magii – były zbyt wysoko, aby inaczej to zadziałało. Rzecz w tym, że niewłaściwa kombinacja mogła uruchomić jakieś zaklęcia. Sytuacja naprawdę była marna, ale Nell po pierwszej nerwowości, miała chyba dość czekania i zajęła się czytaniem gazety, którą miała zwiniętą w torbie. Mogło mieć to coś wspólnego z tym, że trzech innych członków ekipy zostało na górze i była spora szansa, że wkrótce zaczną ich szukać, a że oznaczali drogę - jeśli nie zdołają wyjść, to być może tamci uwolnią ich z pułapki.
– Nie byłoby szybciej, jakby Jamil przyzwał ducha tego tu, żeby nam powiedział, jak stąd wyjść? – zasugerowała, wskazując palcem na sarkofag, na którym siedziała.
– To byłby świetny pomysł, gdybyś nie upuściła torby, w której były rzeczy niezbędne do przywoływania ducha.
– No przepraszam bardzo, podłoga zaczęła się pode mną ruszać i próbowała mnie porwać, to mnie trochę rozproszyło! – prychnęła Bagshotówna, znów opuszczając wzrok na gazetę. – Ktoś z was w ogóle słyszał wcześniej o tym Voldemorcie, Czarnym Panu, Pierwszym Tego Imienia, i cholera wie co, który chce oczyścić świat ze szlamu, blablabla?