26.02.2023, 18:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 21:32 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Tego dnia cały czas miałeś wrażenie, że ktoś za tobą idzie. Kiedy wreszcie wróciłeś do domu i położyłeś się spać, w snach nawiedził cię dziwaczny mężczyzna. Próbował zamordować cię trzy razy. Za każdym razem ratowała cię osoba, którą znasz.
[Obrazek: zTHqSAv.png]
Po trzech nieudanych próbach pozbawienia cię życia udało ci się obudzić. Posiadasz na sobie ślady wyglądające tak, jakby ktoś naprawdę chciał zrobić ci krzywdę. Siniaki, nacięcia, ślady duszenia - to wszystko stało się naprawdę! Zarówno ty, jak i twój znajomy (lub znajomi) pamiętacie ten dziwny sen ze wszystkimi szczegółami.
[Obrazek: zTHqSAv.png]
Po trzech nieudanych próbach pozbawienia cię życia udało ci się obudzić. Posiadasz na sobie ślady wyglądające tak, jakby ktoś naprawdę chciał zrobić ci krzywdę. Siniaki, nacięcia, ślady duszenia - to wszystko stało się naprawdę! Zarówno ty, jak i twój znajomy (lub znajomi) pamiętacie ten dziwny sen ze wszystkimi szczegółami.
18.04.1972
Niedopita kawa na stoliku, przygniatająca kilka kartek notatek – być może Leta nie zwróciła uwagi, gdzie stawia kubek, a może potraktowała go jak przycisk do papieru. Razem z nocą nastawał czas ciszy, zresztą, ta pora nierzadko niosła ze sobą swego rodzaju ukojenie. Ukojenie, którego zdecydowanie potrzebowała – ten dzień spędziła w dużej mierze poza domem i nie mogła się pozbyć wrażenia, że ma „ogon”. Jamil się znowu w coś wpakował i ktoś próbował coś osiągnąć, uderzając w innych członków archeologicznej ekipy? Albo… powodów mogło być całkiem sporo. Tyle że jakoś nie mogła nikogo dostrzec, a przez ramię obracała się nie raz i nie dwa.
Ciężar kołdry, miękkość materaca. Miarowy oddech, coraz bardziej leniwe, niemrawe myśli, odpuszczające temat nieznośnego wrażenia, że może jednak była śledzona. W końcu dom to bezpieczne miejsce, nikt nie powinien jej tu dosięgnąć...
… korytarz był skąpany w srebrnym świetle, wpadającym przez ogromne, zamkowe okna. Panowała nienaturalna cisza – w teorii nie powinno dziwić, skoro ewidentnie była noc. Ale… jesienią ciemności zapadały wcześniej niż zwykle. Sam dzień też nie należał do zwykłych, bowiem nadeszło Samhein – o czym świadczyły chociażby dekoracje w Wielkiej Sali, którą dopiero co opuściła.
Była pusta, tak jak i korytarz. Brakowało uczniów, nauczycieli, a w końcu – i duchów, te zaś przecież zazwyczaj się kręciły po szkole o różnych porach, w różnych miejscach…
… biegła, z coraz większym trudem łapiąc oddech…
… dormitorium. Śmiech, przerzucanie się poduszkami i przymierzanie wyjściowych szat. Radosne paplanie, ploteczki, wzajemne układanie sobie włosów. Narastające podekscytowanie nadchodzącym balem, przerzucanie się, kto kogo zaprosił i co to może oznaczać, przeplatane z ochami i achami nad materiałami…
… niełatwo było tańczyć z kimkolwiek, gdy Natura poskąpiła wzrostu. Nos w okolicy klatki piersiowej czy brzucha partnera zdecydowanie nie stanowił największej przyjemności pod słońcem i księżycem, nie było to jednak coś, czym szczególnie się przejmowała. Zapewne dlatego, iż ten, który tego wieczora był parą Lety nie zaliczał się do najwyższych w tej szkole. No i liczyło się głównie to, że całkiem lubiła tego chłopca, że mogli się razem śmiać, gdy któreś jednak pomyliło kroki, że najzwyczajniej w świecie czuła się przy nim całkiem swobodnie. Chwilo, trwaj – chciałoby się powiedzieć…
… wszystko zanikało. Sala pustoszała i nawet nie to, że coraz to kolejni uczniowie opuszczali ją przez drzwi. Nie, te wydawały się być cały czas zamknięte, a jednak, jednak… z każdą chwilą ich ubywało. I ubywało, ubywało, aż w końcu zostali tylko oni – młodziutka Leta i roześmiany chłopiec. Ten sam chłopiec, w którego dłoni nagle błysnął nóż, a ostrze przejechało po ręce, którą zdążyła się zasłonić…
… biegła ile sił, a za sobą słyszała kroki. To już nie był chłopiec, ta twarz opadła niczym porzucona maska, ujawniając kogoś o wiele starszego, z początkami łysiny. Żądza mordu była wręcz namacalna i jakimś sposobem wiedziała, ze jeśli się zatrzyma, to nastanie koniec.
Koniec wszystkiego.
Nie miała różdżki przy sobie, zapewne musiała o niej zapomnieć, gdy wychodziła z dormitorium. Tego samego, do którego zmierzała, tam upatrując nadzieję w tym, że uda się jakoś obronić.
Nawet obrazy były puste, na ścianach wisiały czarne prostokąty w ozdobnych ramach.
- CAAAAAAAAAAAAAAAAAL – głośny krzyk rozdarł ciszę, gdy wpadła w końcu do pokoju wspólnego Slytherinu. Dlaczego Cal? Nie wiedziała, nie zastanawiała się nawet nad tym. Imię to samo wskoczyło na jej wargi…
… nadal biegła.
… a on biegł za nią, niestrudzony, zdający się nie znać zmęczenia.
550