Pierwszy znak.
Czuła jak nieprzyjemny dreszcz na nowo wspina się po karku. Bardzo nie podobała jej się wizja, ze cokolwiek zatrzęsie się w posadach i przestanie stać pewnie. Lubiła swoje życie, o tyle o ile. Wciąż czuła się w nim odrobinę niepewnie, bo na obcej ziemi, ale nie mogła przecież powiedzieć że było to życie złe. Pełne luksusów, bezpieczeństwa, z obecnością ojca na czele - to wszystko było dobre i wcale nie chciała tego tracić.
Drugi znak.
Nie zamierzała też słuchać żadnych szeptów przyszłości. Przyszłość była jej wrogiem, szczególnie ta określana jej przez innych i czająca się w kartach, kryształowych kulach czy wizjach. Czuła się, jakby niewiele wtedy miała niewiele do powiedzenia w temacie tego, co dla niej najważniejsze. Wolała pozostawać nieświadoma, tylko momentami prosząc o rozkłady i to raczej dla zabawy.
Trzeci znak.
Nie chciała się bać, bo kto by chciał? Za strachem krył się brak stabilności, a ona tego potrzebowała, szczególnie wyrwana z bezpiecznych murów Francji. Nie interesowały jej nowe drzewka, szczególnie kiedy te które aktualnie hodowała, nie zapuściły jeszcze pewnych korzeni i nie rozwinęły pąków.
Ciekawa była, ilu gości zaczepiła ta kobieta. Ilu wytrąciła z równowagi i co ważniejsze, czy szanowni organizatorzy w ogóle zdawali sobie sprawę z tego, że ktoś taki im się tutaj pałętał.
Przyjrzała się uważniej swojemu odbiciu i delikatnie poprawiła szminką usta, zanim nie zakręciła jej i schowała, uznając całość czynności za zakończonych. Wciąż jednak jeszcze nie założyła maski, niepewna gdzie dalej iść i czym się zająć, kiedy już opuści bezpieczne wnętrze łazienki.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.