• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [17.09.1972, Guinevere & Lazarus] Gimme shelter

[17.09.1972, Guinevere & Lazarus] Gimme shelter
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#11
17.12.2025, 19:12  ✶  
Ubranie Lazarusa pomału przestawało ziębić, choć nadal nieprzyjemnie lepiło się do ciała. Przesunął się, robiąc miejsce Guinevere obok siebie, blisko ognia. Zerknął na nią kątem oka - przemoczona, w turbanie z ręcznika, wyglądała na zmarzniętą i może trochę zagubioną, podobnie zresztą, jak on, a jeszcze dodatkowo musiała odchorować teleportację.
- Ktoś będzie się o ciebie niepokoił, jak nie wrócisz na noc? - zapytał cicho, bo sam zastanawiał się, jak rozwiązać kwestię swojego jutrzejszego spóźnienia do pracy.

Dziewczęta krzątały się wokół nich, rozwieszając płaszcze - trochę głupio było tak siedzieć i być obsługiwanym, ale gdy spróbował się podnieść i pomóc, został stanowczo odesłany z powrotem na miejsce przy ogniu. Po chwili dołączył do nich pan domu. Lazarus uścisnął podaną rękę i również się przedstawił.
- Dziękujemy za pomoc - powiedział, przyjmując herbatę. Powąchał ją i spróbował - pachniała i smakowała zwyczajnie. Było dziwnie, ale było też zaskakująco domowo i sam nie wiedział, dlaczego nie może się wyzbyć podejrzliwości.
Jakiej też opowieści mógł oczekiwać Archibald Binns?

Drgnął, kiedy Guinevere wspomniała o tym, że jest archeologiem. Poczuł znajome ukłucie tęsknoty - przecież kiedyś sam też pracował w grupie archeologicznej, lubił tę robotę i tam było jego miejsce aż do… aż do…
Aż przestało być, a on musiał sobie ułożyć wszystko od nowa.
Przełknął spory łyk herbaty, nie dbając o to, że jest gorąca. Czuł, jak parzy go w usta i gardło, a potem, wciąż zbyt ciepła, spływa do żołądka. Odwrócił głowę do McGonagall.
- W Walii? Gdzie dokładnie? - zapytał, nie mogąc się powstrzymać, a po chwili dodał tonem wyjaśnienia:
- Ja też… też pracowałem przy wykopaliskach w Walii. Wiele lat temu.
Powinien już umieć mówić o tym bez ściśniętego gardła.
- Myślałem, że państwo podróżujecie razem? - zainteresował się Binns.

Jego córka (a może dwie?) zniknęły w kuchni, z której po chwili zaczęły dobiegać smakowite zapachy i Lazarus uświadomił sobie, że od śniadania nie miał w ustach nic poza papierosem i herbatą. Zanim kolacja zjawiła się na stole, wypadało jednak również zaspokoić ciekawość gospodarza co do jego własnej osoby.
- Ja mam dużo mniej fascynującą pracę - wzruszył ramionami - Jestem klątwołamaczem, ale obecnie pracuję w Ministerstwie Magii. Jeszcze do  niedawna w Urzędzie Celnym, a obecnie w Organie Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego.
Od trzech dni, dokładnie mówiąc.
- Teleportowałem się w sprawach służbowych, kiedy przytrafiła się anomalia. Powinienem wysłać jakąś wiadomość...
Za oknem zagrzmiało, jakby burza chciała o sobie przypomnieć.
- Obawiam się, że to niemożliwe. Psa bym nie wygonił na taką pogodę, a co dopiero sowy!
- Hej! - burknął leżący na dywanie pies, trochę z oburzeniem, a trochę sennie.
- Magiczna komunikacja też raczej nie będzie działać - kontynuował gospodarz beztrosko - W czasie tych burz zawsze jesteśmy odcięci od świata.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#12
20.12.2025, 23:54  ✶  

Musiała tutaj wyglądać naprawdę dziwacznie: ciemniejszy kolor skóry, niczym kawa z mlekiem, rysy twarzy trochę ostrzejsze od tych typowo angielskich,  przemoczona do suchej nitki, siedząc obok Lazarusa, równie jej obcego co cała reszta.

– Pewnie pomyślą, że coś mnie zatrzymało – że może coś się wydarzyło na wykopaliskach takiego, że lepiej było, by została, a potem już nie będzie się opłacało wracać. A na wykopaliskach… no tam słynęła raczej z tego, że zaczynała pracę bardzo wcześnie, ale po prostu powie im prawdę, bo jaki był sens w ściemnianiu. – A o ciebie? – odpowiedziała również szeptem.

Nie miała w sobie raczej takich myśli, że ta burza to jakieś zaplanowane zjawisko, wielka pułapka wabiąca do siebie nieostrożnych czarodziejów tylko po to, by ich zamordować, a potem pokroić na kawałki i zjeść jak tuczone prosię. Gdy więc dostała filiżankę herbaty w ręce, to jedną dłonią trzymała talerzyk, drugą filiżankę za uszko i owszem, powąchała, ale bardziej by wyczuć o jakim smaku ta herbata, niż nieufnie. Chyba wyczuwała tam jakiś sok… Ostatecznie jednak upiła kilka łyków i poczuła, jak przyjemne ciepło rozlewa się po jej ciele od środka. Uśmiechnęła się do jednej z sióstr z wdzięcznością.

– Na terenie, gdzie odkryto ślady pogrzebanej wioski, zamieszkałej bardzo dawno temu przez czarodziejów – odparła Lazarusowi. Cal nie chciał, by kręciło się tam zbyt wiele nieznajomych ludzi, mieli zresztą problem z osobą, która włamała się tam w lipcu, a którą Ginny po części spacyfikowała, a po części przegoniła. W artykule, jaki pojawił się w czerwcu w gazecie też zresztą dokładna lokalizacja nie została podana i Guinevere nie zamierzała podawać jej też teraz. – O, naprawdę? Jesteśmy więc kolegami archeologami? – niektóre zbiegi okoliczności były naprawdę zabawne, choć Ginny widziała w nich splot jakiejś siły wyższej, magii można by rzec, tej samej, która sprawiała, że symbole jakie widziała w snach, szklanej kuli czy fusach, na pewien sposób mówiły o przyszłości. – Och, nie… Wpadliśmy na siebie na wrzosowisku, teleportacja nas wyrzuciła – wyjaśniła Archibaldowi, który z zastanowieniem pokiwał głową.

A chwilę później dostała swoja odpowiedź. Lazarus mógł być archeologiem… kiedyś. Teraz zaś to co powiedział sprawiło, że się zamyśliła, bo ta nazwa urzędu, w którym pracował, coś jej mówiła. Nawet więcej niż coś i aż przekrzywiła głowę, po czym cichutko się zaśmiała – zbieg okoliczności robił się więc jeszcze bardziej pokręcony.

– Pracujesz z Anthonym? – zapytała po chwili, gdy już okazało się, że nawet wiadomości nie da rady posłać w taką pogodę.

Niedługo później cztery (!) urocze córki Archibalda Binnsa pojawiły się w salonie lewitując talerze i półmiski, a pies ożywił się nagle, najpewniej czując zapach smakowitego jedzenia. Ginny też trochę zaburczało w brzuchu.

– Jedzenie! Jedzenie! – warczał Burek i mało brakowało, a zacząłby podskakiwać.

broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#13
22.12.2025, 23:29  ✶  
Lazarus jedynie wzruszył ramionami w odpowiedzi. Nim zapewne zainteresują się dopiero rano. Również nie podejrzewał podstępu ze strony gospodarzy - jego rezerwa wynikała raczej z jego własnego charakteru. Nie czuł się specjalnie pewnie w otoczeniu obcych i w  tak niezwykłej sytuacji. Napił się jeszcze herbaty, tym razem już spokojniej, poczekawszy, aż trochę ostygnie.

Odpowiedź Guinevere nie zaspokoiła jego ciekawości, ale niewykluczone, że kobieta celowo nie chciała doprecyzować miejsca. Lazarus przypomniał sobie, że kilka miesięcy temu faktycznie czytał artykuł o odkryciach w Walii. Możliwe, choć nie pewne, że zespół Guinevere pracował właśnie tam.
Jesteśmy więc kolegami archeologami?
- Można tak powiedzieć - uśmiechnął się do niej znad filiżanki - Jakieś ciekawe lochy?
Pytanie mogło brzmieć dziwnie dla postronnych, ale nie było tajemnicą, że wielu archeologów pasjami lubiło schodzić pod ziemię. Lochy, katakumby, a czasami zwykłe piwnice - tam najłatwiej było znaleźć dobrze zachowane artefakty albo wciąż jeszcze stosunkowo silne zaklęcia. W pierwszej ekipie, z jaką Lazarus pracował po ukończeniu Hogwartu, swego rodzaju inicjacją było spędzenie nocy w okolicznym grobowcu - oczywiście wcześniej dokładnie sprawdzonym i bezpiecznym, chodziło przecież o klimat.

Następnego pytania z kolei wcale się nie spodziewał.
- Z Anthonym Shafiq? Tak, właśnie zaczęliśmy współpracę. Jego biuro… poniosło straty osobowe podczas pożarów. Znacie się? - ta znajomość zapowiadała się interesująco.

Naliczył w sumie cztery dziewczęta. Binns przedstawił wszystkie jako swoje córki. Kiedy stół został zastawiony do kolacji, gospodarz z szerokim uśmiechem zaprosił ich do posiłku. Jedzenie było smaczne, choć proste i prawdopodobnie odgrzewane z obiadu. Cóż, kiedy prowadziło się dom dla pięcioosobowej rodziny i psa, i to jeszcze na takim odludziu, zapewne konieczne było posiadanie zapasów. Archibald Binns dopytywał o wieści z Londynu i okolic, i nawet nie zauważyli, kiedy grzmoty i błyskawice na zewnątrz ustąpiły miejsca miarowemu szumowi ulewy. Najmłodsza z córek gospodarza ziewnęła dyskretnie.
- Nie martwcie się, przenocujemy was! - powiedziała któraś jej sióstr, Lazarus nie wiedział, najstarsza, czy druga w kolejności - Co prawda hmm, mamy tylko jeden pokój gościnny, ale jak trzeba, Bonnie odstąpi swój!
- No jasne! Chyba, że… - dziewczyna nazwana Bonnie szepnęła coś na ucho siostrze i obie zerknęły na gości, chichocząc cicho, a niepowstrzymanie. Ojciec spojrzał na nie i pokręcił pobłażliwie głową, a jedna ze starszych sióstr skarciła je, również szeptem, ale całkiem nieskutecznym, bo doskonale słyszalnym:
- Cicho! Co to za głupoty, za dużo tych swoich romansideł czytacie! - słowom towarzyszył ruch, jakby próbowała kopnąć bliższą siostrę w kostkę pod stołem.
Lazarus niemal zakrztusił się chlebem. Kaszlnął dyskretnie i sięgnął po herbatę.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#14
23.12.2025, 12:27  ✶  

Na oszczędną, zagadkową odpowiedź Lovegooda tylko uniosła wyżej brwi, ale nic nie powiedziała, za to odparła mu na to pytanie, które zadał później.

– Sporo ciekawych lochów – uwielbiała lochy niemalże tak, jak uwielbiała grobowce i cmentarze – czyli bardzo. Już zresztą w wolnym czasie odwiedziła cmentarz w Hogsmeade oraz w Dolinie Godryka i jeden w jakiejś wiosce na zadupiu, na liście miała jeszcze ten sławny z Little Hangleton i londyńskie. – Pełne diabelskich sideł – rozrośniętych tak, że musieli bardzo uważać, gdy próbowali się przedostać do jednej z komnat. O tym, że mieli na wykopaliskach iście wybuchowo, wspominać nie zamierzała – a stało się to na początku września, gdy jakieś stare zabezpieczenie spowodowało eksplozję tak silną, że mieli trochę rannych, w tym jeden członek ekipy niemalże przypłacił to stratą nogi. Na szczęście mieli na miejscu dwóch uzdrowicieli: Ginny i Nell, jakoś więc sobie poradzili.

– Mhm – odmruknęła w odpowiedzi, że chodzi jej właśnie o Anthonego Shafiqa, a potem na jej ustach rozciągnął się uśmieszek. Nie cieszyło ją, że ponieśli straty osobowe, a po prostu niesamowicie bawił ją ten zbieg okoliczności. – Znamy się, całkiem dobrze bym powiedziała. Przekaż mu jutro moje pozdrowienia – a gdyby przez tę cała wycieczkę Lazarus miał się spóźnić do pracy, to może to odwróciłoby uwagę Shafiqa.

Ginny właściwie całkiem ucieszyła się na tę kolację i nie planowała wybrzydzać, skubnęła trochę tego, trochę tamtego, całkiem głodna, tym bardziej, że jej żołądek już się uspokoił. Porozmawiali o wieściach z Londynu, trochę pożartowali a Guinevere w końcu całkiem się rozluźniła, tym bardziej że w większości już wyschła. Też czuła już ciężar całego dnia, zmęczenie, które wkradało się na barki, powoli ciążące powieki i całkiem miłe było to, że zaproponowano im nocleg, tylko…

McGonagall aż uniosła w zdumieniu brwi, ani trochę nie kryjąc się z tym, że doskonale usłyszała co tutaj jest sugerowane.

– Żaden problem, mogę się przespać na fotelu przed kominkiem. Jestem animagiem, zamienię się w kota i to będzie dla mnie wygodniejsze niż jakiekolwiek łóżko. To znaczy o ile to nie problem – tu zwróciła się do gospodarza.

– Nie godzi się tak przyjmować gości… – zaczął, gładząc swój podbródek, po czym spojrzał po swoich córkach.

– Nalegam. Brakuje mi egipskiego gorąca, kominek będzie w sam raz – próbowała przekonać mężczyznę i nawet uśmiechnęła się przy tym szeroko, na co Binns tylko machnął ręką.

– Niech będzie, skoro gość nalega – skwitował, a Ginny uśmiechnęła się jeszcze do szepczących przed momentem sióstr, którym ewidentnie popsuła romantyczną wizję rodem z książek.

broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#15
28.12.2025, 00:25  ✶  
Posłał Guinevere pełne ulgi i wdzięczności spojrzenie. Młode dziewczęta najwyraźniej nie zmieniły się ani na jotę od kiedy sam był w podobnym wieku - a Lazarus, mimo upływu lat, nie nabrał wcale pojęcia, jak sobie z nimi radzić. Dwie młodsze panny Binns umillkły, nieco rozczarowane, ale niespeszone. Kolacja dobiegła końca i jedna ze starszych sióstr zagoniła je do pomocy przy sprzątaniu ze stołu.
- Jedzenie? - mruknął z nadzieją Burek i podążył za nimi do kuchni.
- Pokażę panu pokój - powiedziała ostatnia z dziewcząt. Lazarus skinął głową i dał się poprowadzić w głąb domu.

Pokój był niewielki i znajdował się za kuchnią - być może była to dawna służbówka. Teraz stało tam łóżko, szafa, krzesło i niewielkie biureczko - i to wyposażenie zajmowało niemal całą dostępną przestrzeń. Dziewczyna wskazała jeszcze czarodziejowi malutką łazienkę znajdującą się po sąsiedzku i zostawiła go samego. Nie pozostało mu nic więcej, jak przygotować się do snu.

Lazarus nie spodziewał się szczególnie dobrze wyspać w obcym miejscu. Nieprzespane noce nie były dla niego niczym niezwykłym, czy to z powodu zażywanych eliksirów leczniczych, czy jego własnego niespokojnego umysłu. Słuchał więc szeleszczącego za oknem deszczu i cichych odgłosów pracującej konstrukcji domu. Martwił się swoim jutrzejszym przybyciem do pracy. Przelotnie zastanowił się, czy Guinevere faktycznie jest wygodnie na fotelu przed kominkiem w kociej postaci. Trochę mniej przelotnie rozważył logistykę bycia animagiem.
Absolutnie nie wypadało pytać, ale…


...ciekawe, jak…


...jak...



Ptaki śpiewały iście sielankowo tuż poza namiotem. Poranny chłód kąsał, ale nie było to nic, z czym nie poradziłyby sobie celne zaklęcie i kubek gorącej kawy. Nie słyszał obozowej krzątaniny. Dziwne, o tej porze powinna już…

Lazarus otworzył gwałtownie oczy. Wspomnienia z poprzedniego wieczoru powróciły i przegnały poranną senność skuteczniej nawet, niż dotyk mokrej i zimnej pościeli. Wyskoczył - a właściwie przetoczył się niezgrabnie i prawie wypadł - z łóżka, chwycił różdżkę i rozejrzał się dookoła.
Po przytulnych wnętrzach nie było ani śladu. Nędzne resztki dachu nad głową, bardziej dziurawe, niż czarodziejskie prawo karne, nie zapewniały żadnej ochrony przed padającym w nocy deszczem. Miejsce, gdzie spał, absolutnie nie wyglądało zapraszająco. W pokoju brakowało drzwi, a w rogu spomiędzy klepek podłogi wyrastało całkiem pokaźne już drzewko dębowe.

I wciąż ta pobudka nie znajdowała się w pierwszej piątce, jeżeli chodzi o najgorsze przebudzenia Lazarusa Lovegooda.

Omiótł pomieszczenie Rozproszeniem właściwie odruchowo. Magia - owszem, jakieś słabe pozostałości, ale nie czarna magia. Nic, co mogłoby mu zagrażać w tej chwili, choć na wspomnienie pana Binnsa, jego córek i psa, poczuł się nieco nieswojo.
- Fascynujące - mruknął do siebie.
I wtedy przypomniał sobie o Guinevere McGonagall.
Nie mógł wykluczyć, że również należała do - iluzji? duchów? artefaktów spowodowanych magiczną burzą? Tym razem przynajmniej mógł być pewien - no dobrze, prawie pewien - że nic, co zobaczył wczoraj, nie było urojeniem ani polekową halucynacją.

Starając się stąpać jak najciszej, ruszył w stronę, gdzie wczoraj znajdował się salon.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#16
28.12.2025, 17:51  ✶  

Nie przeszkadzała, gdy dziewczęcia zabrały się do sprzątania ze stołu. Wdała się jeszcze w cichą rozmowę z panem domu i Lazarusem, ignorując już kompletnie rozczarowane spojrzenia dziewcząt, które nie zmieniały się od nigdy – młode dziewczęcia zawsze marzyły o romansach jak z książek, zresztą stare kobiety też potrafiły tak fantazjować.

Ostatecznie jednak wszyscy się porozchodzili, a Guinevere faktycznie zmieniła się w kota i wskoczyła sobie na fotel przy kominku, kręcąc się na nim kilka razy jak prawdziwy kot, szukając odpowiedniego dla siebie miejsca. A w końcu się położyła, kładąc łebek na przednich łapkach. Burek poszedł z Archibaldem, nie łypał więc na nią psim spojrzeniem.

Trudno powiedzieć, czy to deszcz bębniący o drewno na zewnątrz, szumiący do wtóru z wiatrem ukołysał ją do snu, czy może raczej zmęczenie wyziębionego wcześniej i przemoczonego ciała. Oczy przymknęły jej się same i… zasnęła, tak po prostu. Nie czuła tego zimna, nie czuła niewygody, przywykła już zresztą do spania w różnych warunkach i chyba pierwszy raz od dwóch tygodni spała w miarę dobrze, choć w całkowicie obcym miejscu. Jakby tego właśnie potrzebowała – snu. Długiego, ciężkiego. Nie przeszkadzały jej nawet odgłosy domu, choć gdzieś tam je rejestrowała… Tak jak zapach ziemi.


Skrzyp.

Zastrzygła uchem. Coś zaszurało, coś trzasnęło. Złote oczy otwarły się, całkowicie pewne, że spojrzą na wypalony już kominek, ale… Nie było żadnego kominka. Były nierówno porozrzucane drwa w czymś co kiedyś mogło kominkiem być, ale teraz wystawał stamtąd gruby pień, który piął się w górę i przebijał przez ścianę, zostawiając ją zniszczoną. Było tam dużo ziemi i zgniłych już liści, albo trawy. I przez moment Ginny myślała jeszcze, że to nadal sen, chociaż za cholerę nie mogła sobie przypomnieć, o czym śniła jeszcze przed momentem. I wtedy usłyszała kolejne skrzypnięcie i poderwała się na równe nogi – wszystkie cztery, uświadamiając sobie, że nie śpi na żadnym fotelu, tylko na skołtunionych, brudnych szmatach. Aż podskoczyła, jak to tylko koty potrafiły podskoczyć w miejscu i opadła ze stuknięciem na „podłogę”.

Gdzie była do cholery? Gdzie pan Binns, jego córki i pies? I Lazarus? Czy uderzyła się przy tej teleportacji w głowę tak mocno, że to wszystko sobie uroiła, a do tej ruiny zawędrowała w poszukiwaniu kawałka suchego miejsca? Poczuła jakiś ciężar w żołądku, po trochę ze strachu przed takim obrotem sprawy, a po trochę… Zmrużyła oczy. Jej suszące się przy kominku rzeczy nadal tutaj były – rozłożone na jakichś przypadkowych belkach. Tak samo jak rzeczy tego mężczyzny…

Miauknęła cicho, choć w tym pustym budynku dźwięk ten trochę się poniósł.

broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#17
31.12.2025, 16:26  ✶  
Miauknięcie dobiegające gdzieś zza załomu ściany zatrzymało go wpół kroku. Przypomniał sobie jednak, że Guinevere wspominała, że zamierza spać w kociej postaci. Ruszył więc dalej, przestąpił jakieś elementy zawalonego dachu między kuchnią a salonem i stanął w wejściu do pomieszczenia i faktycznie - na fotelu, teraz zbutwiałym i wcale nie przytulnym, siedział kot, Lazarus podejrzewał, że jakiejś egzotycznej rasy, sądząc po szczupłej sylwetce i dużych uszach. 
Uśmiechnął się lekko i nieświadomie na ten widok. Zwierzę wyglądało na nie mniej zagubione, niż on sam. Guinevere, upomniał się. W towarzystwie zwierząt czuł się zawsze swobodniej, niż przy ludziach. Powinien się pilnować, jeszcze tylko tego brakowało, żeby odruchowo powiedział “kici, kici” do animaga, albo spróbował go pogłaskać. To byłoby naprawdę niestosowne.
- Jesteś cała? - zapytał cicho zamiast tego - Wygląda na to, że padliśmy ofiarą jakiejś iluzji…
Podszedł do miejsca, które wczorajszego wieczoru było kominkiem i pomacał wciąż rozłożone tam ubrania. Zgodnie z tym, czego się spodziewał, nadal były mokre.

- Sprawdziłem Rozproszeniem okolicę i wydaje się bezpieczna - oznajmił. Właściwie mogliby się teleportować do domów. Pora była właściwie taka, że on sam powinien od razu udać się do pracy, ale był wystarczająco niedosuszony, wygnieciony i obolały po spaniu w tamtym barłogu, by ten jeden raz dać pierwszeństwo własnym potrzebom. Konkretnie - prysznicowi. I nałogowi.
Wyciągnął z kieszeni płaszcza paczkę papierosów, szczęśliwie zafoliowaną, a więc wodoodporną. Skoro i tak miał się spóźnić, mógł równie dobrze zapalić przed powrotem. Poczuł, jakby wraz z dymem do jego wnętrza wnikła odrobina ciepła. Przyjemne. Odetchnął i spojrzał na McGonagall.
- Dasz radę się teleportować, czy… potrzebujesz jakiejś pomocy? - zawahał się, nie wiedząc, co jest od niego oczekiwane w tej sytuacji. Pamiętał, jak upadła i zwymiotowała po aportacji poprzedniego dnia, nie wiedział, czy to jednorazowy wypadek. Może gdyby to on kontrolował teleportację i zabrał ją ze sobą, byłoby łatwiej? Zmierzwił dłonią włosy w zwyczaju, którego od czasów młodości niemal zdołał się pozbyć. Jego palce trafiły na jakiś patyczek - wyplątał go, przyjrzał mu się i rzucił na zasłaną liśćmi i śmieciem podłogę. Mógł sobie tylko wyobrażać, jak wygląda po nocy w takich warunkach. Z odrobiną nostalgii uświadomił sobie, że od ostatniej spędzonej w ruinach nocy minęło wiele lat. Czy robił się za stary na takie eskapady?
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#18
01.01.2026, 19:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.01.2026, 19:05 przez Guinevere McGonagall.)  

Może jednak nie uderzyłam się aż tak mocno w głowę – pomyślała sobie Guinevere, kiedy Lazarus pojawił się w zasięgu wzroku, wyglądając… no tak jak wczoraj. Na zmęczonego, niewyspanego i ewidentnie równie zaskoczonego. Miauknęła na niego, w odpowiedzi na jego uśmiech. Ginny uwielbiała się droczyć z ludźmi, nieraz w formie kota ocierała się komuś o nogi, albo udawała, że chce być wzięta na ręce, a potem uśmiechała się złośliwie już w ludzkiej postaci, ale to nie był czas ani miejsce na takie wygłupy, tym bardziej, że się z Lazarusem za bardzo nie znali i mogłoby to być niesamowicie niezręczne.

A potem kiwnęła łbem, zupełnie nie po kociemu, bo tak, jak najbardziej była cała, tylko za cholerę nie wiedziała, co się tutaj dzieje. Dlaczego jednego wieczoru znaleźli samotny dom pośród niczego, zamieszkały przez ludzi i gadającego psa, zostali ugoszczeni, nakarmieni, dano im miejsce, gdzie mogą się przespać, by obudzić się… w całkowitej ruinie. Ginny faktycznie usiadła i wyciągnęła łeb w górę, ruszając intensywnie noskiem – próbowała wyczuć jakieś charakterystyczne zapachy, ale jedyne co to dało, to kichnięcie, gdy kurz zakręcił jej się w nosie. Aż ostatecznie zeskoczyła z „fotela” na wątpliwej jakości deski, które mogły być kiedyś podłogą i wyciągnęła przednie łapy do przodu, rozciągając się, teraz już bardzo po kociemu, potem przełożyła ciężar ciała na przód, pozwalając by i nogi jej się rozciągnęły. A potem wygięła grzbiet w łuk, ziewnęła i… zaczęła się zmieniać.

I po chwili przed Lazarusem stała wysoka kobieta z różdżką w ręku, niemal od razu przeczesując długie włosy palcami. Patrzyła przez moment, jak Lovegood wydobywa papierosa, ale sama rozejrzała się teraz już całkowicie ludzkim spojrzeniem na boki, wyłapując zupełnie inne rzeczy. Aż westchnęła ciężko.

– Ciekawe gdzie jesteśmy – powiedziała w końcu, zauważając, że jest… zaskakująco wyspana jak na warunki, jakie tutaj mieli. Może to dlatego, że tym razem faktycznie zasnęła – chyba pierwszy raz w pełni od półtorej tygodnia tak po prawdzie. No a sen w różnych warunkach miała już opanowany. Ostatecznie praca w terenie rządziła się swoimi prawami, ale nie zamieniła by jej na żadną inną. – Dam radę. Nie lubię tego, ale nie zawsze ma się to co się lubi. U ciebie w porządku? – kiwnęła na niego głową i podeszła do swoich rzeczy, może tylko trochę mniej mokrych niż wczoraj i krótko wycelowała w nie różdżkę, chcąc zmienić ich właściwość, z mokrych na suche.


// Transmutejszyn
Rzut PO 1d100 - 21
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 75
Sukces!

Za pierwszym machnięciem z końcówki różdżki wydobyły się tylko iskry, na które Ginny zmarszczyła brwi i spróbowała raz jeszcze – tym razem osiągając to, co zamierzała.

broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#19
03.01.2026, 23:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2026, 23:57 przez Lazarus Lovegood.)  
Obserwował poczynania Guinevere - najpierw w kociej postaci, a po chwili już w całkiem ludzkiej. Przemiana była nie mniej interesująca, niż cała ta dziwna sytuacja. Gdy jako kot pokiwała twierdząco łepkiem - całkiem tak, jak zrobiłby człowiek - Lazarus zaczął podświadomie czekać na jakieś typowo kocie zachowanie już po przemianie.
- Pewnie dałoby się dotrzeć do jakichś siedlisk ludzkich i zapytać… prawdziwych tym razem - dodał z przekąsem - Ale nie wiem, czy mamy czas i siły na wędrówki.
Brak śniadania (i kolacji, bo przecież to, co zjedli również było iluzją) był dla niego do zniesienia, ale taki spacer mógł zająć godzinę albo pół dnia, a możliwość napotkania jakichś kolejnych całkiem obcych ludzi w ich opłakanym i zagubionym stanie wcale mu się nie podobała.
- W porządku - odpowiedział jeszcze, bo przecież mogło być gorzej. Wieczór spędzony w towarzystwie jakichś zjaw być może i brzmiał upiornie, ale najwyraźniej na cokolwiek trafili, nie było to niebezpieczne.

Dopiero, kiedy kobieta użyła magii do osuszenia swoich ubrań, przypomniał sobie, że z jego płaszczem też wypadałoby coś zrobić. Przez noc wrócił już do swojej zwykłej, wełnianej postaci - co tylko pozwoliło wodzie, której nałapał podczas ulewy wsiąknąć w materiał i uczynić go niemal dwa razy cięższym, zimnym i nieprzyjemnym w dotyku. Lazarus wprawnym, oszczędnym ruchem wysunął różdżkę z rękawa i machnął w kierunku odzieży.

Transmutacja - osuszanie
Rzut Z 1d100 - 67
Sukces!

Czarna wełna wyschła niemal w oczach i czarodziej z zadowoleniem zgasił papierosa i włożył okrycie, chroniąc się przed wilgotnym porannym chłodem. Jakkolwiek nie miałby ochoty zbadać tego miejsca dokładniej, podjąć próby wyjaśnienia, a może i usunięcia fenomenu rodziny Binnsów - pojawiającej się akurat na czas, by udzielić schronienia złapanym przez ulewę i rozregulowaną magię czarodziejom, był wtorkowy poranek i szef oczekiwał go w pracy. W Ministerstwie. W prawdziwym życiu, nieważne, jak dalece nudniejszym, niż bieganie w deszczu po lasach i spanie w nawiedzonych ruinach. Jeszcze raz zerknął na przypadkową towarzyszkę. Wypadałoby chyba coś powiedzieć na pożegnanie.
- To… na nas chyba pora - mruknął niezręcznie, rozglądając się za dobrym miejscem do teleportacji. W końcu wybrał środek tego, co dawno temu - albo jak kto woli, jeszcze wieczorem - było salonem - Hmm… Bezpiecznej podróży?… - życzył jej tonem, który zabrzmiał jak pytanie. Teraz, kiedy nie mieli burzy do przetrwania, a sytuacja wydawała się stabilna, nie zostało w nim nic z wcześniejszego zdecydowania.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#20
04.01.2026, 15:19  ✶  

Takie typowo kocie zachowania w swojej oryginalnej formie oczywiście miała, lecz Lazarus zwyczajnie nie miał okazji ich dostrzec. Teraz zaś zachowywała się całkowicie ludzko, gdy próbowała coś wywnioskować z tej dziwacznej sytuacji.

Wymacała swoje suszące się ubrania i gdy upewniła się, że zaklęcie zadziałało, odetchnęła z ulgą. Wsunęła buty, ściągnęła z belki płaszcz i włożyła go na siebie.

– Wiesz co… Ja przede wszystkim nie mam na to ochoty – bo po pierwsze mogli być właśnie gdziekolwiek, po drugie napotkanie kogoś było losowe. Znaczy się prędzej czy później z pewnością by się na kogoś natknęli w końcu, ale czy byłoby to prędzej, czy może jednak później? Nie, nie miała zamiaru marnować na to dnia. Bo czasu na to też specjalnie nie miała, to nie był dla niej czas wolny i powinna wrócić do Walii i tam się jakoś… doprowadzić do używalności. I przede wszystkim coś zjeść. Zapewne jej współpracownicy nieźle się zdziwią jak ją zobaczą taką… wymiętą i zrzędliwą, bo na co dzień zdecydowanie taka nie była, ale to też nie była taka standardowa sytuacja.

Otuliła się mocniej płaszczem, czując ten wrześniowy chłód, do którego nie była jeszcze w pełni przyzwyczajona i uśmiechnęła się do Lazarusa.

– Chyba tak – odparła. – Miło było poznać – ostatecznie mogła w ten sposób trafić na kogokolwiek, a Lazarus wydawał się być przy tym spokojnym i miłym towarzyszem. – Nie zapomnij pozdrowić Tony’ego – dodała na pożegnanie i odsunęła się, robiąc Lazarusowi miejsce. Sama zresztą nie planowała czekać, aż on zniknie. – Miłego dnia, Lazarusie – rzuciła jeszcze, nim skupiła wolę i wybrała cel.

A potem zniknęła z cichym trzaskiem aportacji.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (4692), Lazarus Lovegood (3998)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa