To nie był najlepszy rok dla Morpheusa Longbottoma. Mógł lekką ręką stwierdzić, że plasował się na zaczytnym podium najgorszych lat jego życia. Ani zrzucenie z klifu ani zdrada i śmierć matki ani nawet zahipnotyzowanie i utracenie miłości jego życia nie stały na czele, bo wszystkie działy się w osobnych latach. Były to złe czasy, ale w ostatecznym rachunku, cierpienie rozkładali się równo. Ten rok jednak? Śmierć Derwina, Beltane, Vakel przypomniał mu o swoim istnieniu, Warownia runęła. Poza przebłyskami jasności, które były równie znaczące, okrywał go ciągły smutek. Mroczne były to czasy.
Może właśnie dlatego, w środku kryzysu wewnętrznego, z palącą potrzebą bycia kimś innym, Morpheus stanął w świeżo wyremontowane kuchni w swoim domku w Little Hangleton i patrzył się na książkę z przepisami od Malwy. Równie dobrze mógłby to być Arabskie zaklęcia, tyle rozumiał, a jednakże chciał wypróbować proste, korzenne ciasteczka. Planował je zabrać do najbliższych sąsiadów, aby w końcu się im przedstawić.
Rzemiosło ○○○○○: korzenne Yulowe ciasteczka
Sukces!
Robił dokładnie to, co kazał przepis. Przsiał mąkę, rozpuścił masło i cukier, mieszał bardzo długo. Rozgrzał piec, ciepłem zaklęcia, a nie ogniem, bo tego nie mógł zdzierżyć i wyciął okrągłe placki szklanką. Był bardzo zaskoczony, gdy ciastka, które wyszły spod jego ręki, okazały się być nie tylko ładne, pachnące, ale nawet smaczne. Może to był znak od Bogów, żeby zostawić to wszystko i otworzyć cukiernię w jakimś kraju za żelazną kurtyną?
***
Ciasteczka spakowane w śliczny, granatowy kartonik, wyglądały prawie jak kupne.
— I tak po prostu mi wyszły, nie rozumiem — zakończył opowiadać Antoniuszowi swoją ciastkową przygodę, gdy dotarli do drzwi jego sąsiadów, posiadłości... w sumie nie pamiętał kogo. Chciał przedstawić się jako nowy sąsiad, chociaż do ukończenia remontu brakowało jeszcze dobrze miesiąca i nie mógł jeszcze od tak po prostu się wprowadzić. Natomiast wolał żyć z sąsiadami w pokoju, bogowie wiedzą, jak bardzo potrzebował spokoju.
Zapukał do drzwi. Oczywiście wcześniej się anonsował, nie był gburem i prostakiem, zostawił gospodarzom liścik dwa dni wcześniej, o tym, że chce się zapoznać i przybędzie na gościnę.
!Trauma Ognia