– Na szczęście nie byłoby to nic trwałego. Pewnie bym się wściekła, a później uwarzyłabym eliksir na porost włosów… – w odruchu złapała za pukiel włosów, który przelał jej się przez plecy do przodu i przeczesała długie już teraz włosy palcami. Kiedyś, jeszcze w czasie szkoły, trzymała włosy nieco krótsze, do połowy pleców, ale w ciągu ostatnich dwóch lat pozwoliła im się zapuścić i teraz sięgały kobiecie do pasa. Mogłaby się posłużyć eliksirami, gdyby chciała je zapuścić szybko, lecz nie czuła takiej potrzeby, jeśli można to samo było osiągnąć naturalnie i zresztą nie była nawet pewna, czy będzie się sobie podobać w dłuższym wydaniu. Teraz całkiem te włosy lubiła.
Dotyk Christophera na jej włosach był przyjemny i z zaskoczeniem przyjęła, że nie był przez nią niechciany, dlatego też nie wyrwała mu się, nie odsunęła ani też nie rzuciła na ten temat żadnego komentarza. Sama nie wiedziała do końca jak powinna się zachować, ani, co najważniejsze, co myślał sobie Rosier i ile wiedział, a ile nie wiedział o jej życiu miłosnym, albo czy go to w ogóle obchodziło, czy miało to dla niego znaczenie, czy sam na coś liczył, czy absolutnie nie. Fakt, zaprosił ją, żeby poszli razem, a ona się zgodziła, bo dlaczego nie? Mogła przyjść sama, ale nie miała nic przeciwko towarzystwu Chrisa, lubiła go przecież i był niczego sobie, a poza tym to nie tak, że nie mieli o czym ze sobą rozmawiać.
Mogłaby mu powiedzieć, że pozory mylą, bo był czas, że sama miała wrażenie, że traci rozum i że jej własny umysł wymyka jej się z uścisku i spod kontroli, nie mówiąc już o tym, że przez ostatnie pół roku mnóstwo sytuacji udowodniło jej, że pomimo tego, że opanowała oklumencję, to i tak były sytuacje, gdy ta obrona okazywała się całkowicie bezużyteczna. Zamiast tego jednak uśmiechnęła się do niego po prostu.
– Nie, żadnego prowadzenia armii i widzenia aniołów – stwierdziła, i choć nie mogła potwierdzić, że słyszała głosy regularnie, to jednak był czas, że je słyszała… tak jakby, choć chyba to nie było do końca tak, bo po prostu przypominały jej się… wspomnienia i rozgrywały się one z pierwszej osoby, przypominały jej się myśli, które nie były jej myślami i słowa, których nigdy nie wypowiedziała. – Ani ataków agresji – dodała, choć przy tych zanikach pamięci zawahała się odrobinę. – Być może trochę zaników pamięci – powiedziała w końcu i uśmiechnęła się przepraszająco. – Ale to było dawno, kilka miesięcy temu. Niedługo po mojej epickiej wycieczce za zasłonę – to raczej nie brzmiało groźne, bo kto po takim doświadczeniu by nie ucierpiał…? Choć społeczeństwo nie miało pojęcia, że sytuacja była niebezpieczna. – Chyba by mnie skręciło z żenady. Nie śledzę byłego i nie przeku… – urwała, unosząc spojrzenie na Christophera. Pytające spojrzenie. – Naprawdę? To też robiła?
– Nie wiem czemu nagle zachciało mi się wyjść, dopiero co wróciliśmy – przyznała w końcu. – Po prostu jak następnym razem znowu tak nagle i bez sensu uznam, że muszę się przewietrzyć, to mnie zatrzymaj – miała już takie akcje, na Nokturn, co ją martwiło i faktycznie mogła wyglądać na nieco zdezorientowaną, lecz bardziej chyba po prostu na zirytowaną. – I nie myśl, że ci odpuszczę taniec. Jeszcze będziesz błagać, żeby odpocząć – zażartowała sobie… a może wcale nie? – Ale tutaj też możemy zatańczyć, jeśli nie chcesz widowni…