08.02.2026, 12:06 ✶
—07/09/1972—
Anglia, Londyn
Ceolsige Burke, Jonathan Selwyn & Anthony Shafiq
![[Obrazek: imgproxy.php?id=OIAxK8L.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=OIAxK8L.png)
Black roses, a thornless enigma,
playing tricks in the light.
Evanescent petals shine
like droplets of sangria wine.
![[Obrazek: imgproxy.php?id=OIAxK8L.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=OIAxK8L.png)
Black roses, a thornless enigma,
playing tricks in the light.
Evanescent petals shine
like droplets of sangria wine.
Październikowe powietrze chłodziło twarz w przyjemny sposób, nawet jeśli ta była nieprzerwanie skryta za maską. Inkrustowana powierzchnia lśniła w blasku magicznych latarni oświetlających przestrzenie zaklętego ogrodu, po którym niespiesznie przechadzały się grupki gości rodziny Lestrange.
Pozostawili za sobą gwar sali balowej i atrakcje dedykowane czystokrwistej sociecie. Zamiast tego wybrali atrakcję, która dedykowała się im sama - tajemnicze czarne róże, które wyrosły niedługo przed spaloną nocą. Czy kwiaty wiedziały? Czy był to efekt przygotowywanego przez Lorda Voldemorta zaklęcia, które niedługo potem spopieliło pół znanego przez nich świata? A może był to przypadek, zrządzenie losu, podobne do lipcowego ataku, którego doświadczył w ogrodach Abbottów.
– Jest w tym anturażu zaszyta zabawna dla mnie sytuacja. Zazwyczaj bowiem i tak widzę róże jako czarne. W ten małostkowy sposób, sprawia mi pewną satysfakcję fakt, że otaczające nas kwiaty są takie same dla oczu każdego kto na nie patrzy – podjął swobodnie, kierując ich kroki w okolice wznoszącej się nad krzewami oranżerii. – Przyznam, że nie byłem tu wcześniej. Nigdyś dość często odwiedzałem Lestrangów, ten rok jednak... jest dość napięty w swoim grafiku. Słyszałem tylko, że raczej odradza się wchodzenie na teren ogrodu. Sądziłem, że będzie on zamknięty dla gości, ale teraz... cieszę się, że nie jest. – Dodał, spoglądając z zaciekawieniem na dostojną Sowę, której strój przydawał jej siły i determinacji, podkreślając cechy, które przebijały przez ładną twarz podczas ich poprzedniej rozmowy.
– Koncert zdawał się poruszyć w Pani wrażliwe struny. Czy będzie nietaktem z mojej strony spytać, jakie skojarzenia przywołała muzyka? Wspomnienie? Czy sama treść zadrgała wewnętrzną energią? – Podzielał przed momentem jej poruszenie, choć powątpiewał aby okoliczności były zbliżone. Tymczasem musiał jakkolwiek wypełnić rozmową przestrzeń, skoro lada moment miał się z nimi zrównać właściciel bardzo specjalnych oczu, mogących prześwietlać wspomnianą duszę w sposób nieco przypominający wróżbiarstwo. Aura nie zdradzała całej prawdy na temat właściciela, ale można było znaleźć w niej pewien kierunek poznawania nowej w życiu osoby. Nie było okazji lepszej niż ta. Pozostawało mu mieć nadzieję, że skoro Selwyn zakopał wojenny topór z pewnym amatorem krwi i róż, otoczenie kwiatów nie będzie nazbyt go rozpraszało.
Pozostawili za sobą gwar sali balowej i atrakcje dedykowane czystokrwistej sociecie. Zamiast tego wybrali atrakcję, która dedykowała się im sama - tajemnicze czarne róże, które wyrosły niedługo przed spaloną nocą. Czy kwiaty wiedziały? Czy był to efekt przygotowywanego przez Lorda Voldemorta zaklęcia, które niedługo potem spopieliło pół znanego przez nich świata? A może był to przypadek, zrządzenie losu, podobne do lipcowego ataku, którego doświadczył w ogrodach Abbottów.
– Jest w tym anturażu zaszyta zabawna dla mnie sytuacja. Zazwyczaj bowiem i tak widzę róże jako czarne. W ten małostkowy sposób, sprawia mi pewną satysfakcję fakt, że otaczające nas kwiaty są takie same dla oczu każdego kto na nie patrzy – podjął swobodnie, kierując ich kroki w okolice wznoszącej się nad krzewami oranżerii. – Przyznam, że nie byłem tu wcześniej. Nigdyś dość często odwiedzałem Lestrangów, ten rok jednak... jest dość napięty w swoim grafiku. Słyszałem tylko, że raczej odradza się wchodzenie na teren ogrodu. Sądziłem, że będzie on zamknięty dla gości, ale teraz... cieszę się, że nie jest. – Dodał, spoglądając z zaciekawieniem na dostojną Sowę, której strój przydawał jej siły i determinacji, podkreślając cechy, które przebijały przez ładną twarz podczas ich poprzedniej rozmowy.
– Koncert zdawał się poruszyć w Pani wrażliwe struny. Czy będzie nietaktem z mojej strony spytać, jakie skojarzenia przywołała muzyka? Wspomnienie? Czy sama treść zadrgała wewnętrzną energią? – Podzielał przed momentem jej poruszenie, choć powątpiewał aby okoliczności były zbliżone. Tymczasem musiał jakkolwiek wypełnić rozmową przestrzeń, skoro lada moment miał się z nimi zrównać właściciel bardzo specjalnych oczu, mogących prześwietlać wspomnianą duszę w sposób nieco przypominający wróżbiarstwo. Aura nie zdradzała całej prawdy na temat właściciela, ale można było znaleźć w niej pewien kierunek poznawania nowej w życiu osoby. Nie było okazji lepszej niż ta. Pozostawało mu mieć nadzieję, że skoro Selwyn zakopał wojenny topór z pewnym amatorem krwi i róż, otoczenie kwiatów nie będzie nazbyt go rozpraszało.
!Maida Vale