• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)

[Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#71
06.02.2026, 22:53  ✶  
Następny sabat po prostu musiał wypaść lepiej. Tej myśli starał się trzymać Erik, nie chcąc za bardzo oceniać zorganizowanego pomimo ostatnich wypadków kiermaszu. Jak ponura nie była to perspektywa, tak społeczność czarodziejów przyzwyczaiła się jako tako do tego, że cykl sabatów ostatnimi czasy bywał dość... zaburzony. W dużej mierze z winy Śmierciożerców. I wyjątkowo niestabilnej arcykapłanki, skomentował bezgłośnie, wodząc wzrokiem po wieszakach, na których ciążyły kolejne peleryny i szaty jesienne.

Po wyjątkowo burzliwym Beltane nadeszła stosunkowo mniej huczna Litha, zaraz potem Lammas, które mimo wszystko... Okazało się całkiem nieźle zorganizowaną imprezą. Teraz mierzyli się z kolejnym ''niżem'' wywołanym przez Spaloną Noc. Ludzie dalej lizali rany po niedawnej tragedii, ale kto wie, może Samhain na powrót wszystko odmieni? Mozę przyniesie co poniektórym nieco ukojenia? Longbottom wypuścił cicho powietrze z ust, rozglądając się mimowolnie po sąsiednich stoiskach. Aż ciężko było uwierzyć, że jeszcze niecałe dwa miesiące temu bawił się w najlepsze pośród przyjaciół i znajomych i nawet wylądował na scenie. Porównując do tamtego dnia, Pokątna wydawała się teraz cieniem dawnej siebie.

— Och? — mruknął z lekkim opóźnienie, odrywając wzrok od bliżej niezidentyfikowanego punktu na przeciwko siebie.

Spojrzenie zielonych oczu spoczęło na twarzy mężczyzny, próbując dopasować ją do konkretnego imienia. Nazwisko nie stanowiło problemu. Rosier… Christopher, o ile pamięć go nie myliła. Gdyby wypadało, to może nawet zagwizdałby na jego widok. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio miał okazję zamienić z kimś z tej rodziny, chociaż parę słów w ostatnich miesiącach. Z drugiej strony, nie miał też okazji zjawić się w ich pracowni na jakieś konkretne zakupy. W sumie... Okazja ku temu mogła się przydarzyć całkiem niedługo, kiedy Warownia w pełni wróci do dawnej świetności.

— Ach. Tak. — Pokiwał głową, zerkając na ciemnozieloną pelerynę. — Wydaje się dość uniwersalna, prawda? A przy tym wydaje się szalenie ciepła. — Odsunął się na bok, chcąc na wszelki wypadek ustąpić miejsca Christopherowi, aby ten mógł podejść bliżej. — Jeśli chłody zaatakują w tym roku równie mocno co tegoroczne lipcowe upały, to będzie to dość przydatne.

Pokiwał powoli głową, jakby sam sobie przyznawał rację. Wolał nie ufać departamentowi w kwestii odzieży jesienno-zimowej. Po ostatnich wydarzeniach tu i ówdzie mogły pojawić się drobne dziury w budżecie, a ocieplone mundury i czapki raczej nie będą na samej szczycie listy priorytetów Bonesa. A długie nocne patrole w środku zimy nie były przyjemne. Zwłaszcza w stanie podwyższonej gotowości, kiedy nie można było zawitać na coś ciepłego do pobliskiego pubu lub kawiarni.

— Dom Mody zapewne ma już jakieś plany na ten sezon...? — zagaił grzecznie, zanim zapędził się zbyt daleko we własnych rozmyślaniach. Trajkotanie o wyposażeniu Brygady Uderzeniowej mogło niekoniecznie interesować jasnowłosego czarodzieja.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#72
07.02.2026, 13:33  ✶  
– Jest w jakiś sposób zaklęta – odparł Christopher dyplomatycznie, uznając, że to chyba nie najlepsza pora na wygłoszenie długiego monologu na temat ubrań kupowanych w takich miejscach. – I faktycznie… uniwersalna.
W jego ustach wcale nie był to komplement. Uniwersalność oznaczała, że to strój dostępny dla każdego, że nie był idealny dla tej jednej, konkretnej osoby, że nie pomagał wyróżnić się w tłumie, że mogłeś przypadkiem natrafić na dziesięć innych osób, noszących ten sam płaszcz. To nie tak, że każdy strój musiał być szyty na miarę i na zamówienie – mieli przecież w Domu Mody kolekcje, z których dało się zamówić wybrany model – ale to jednak było coś innego, a Christopher większość swoich strojów szył tylko w jednym egzemplarzu.
Wyjątkowym. Jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym i tak dalej, i tak dalej. Chociaż z drugiej strony Longbottom był Detektywem. Pewnie przesłuchiwanie ludzi z Nokturnu w płaszczu od Rosierów byłoby marnym pomysłem, więc Christopher zdecydował, że ostatecznie lepiej, aby Erik robił to w tym tutaj z Lammas.
Przesunął szczupłymi palcami po materiale jednego z płaszczy, leżących na stoisku. Intrygowało go, jakiej magii użyto, że dopasowywał się do figury noszącego, bo sam wprawdzie był w stanie użyć odpowiednich technik, by uzyskać podobny efekt, ale zastanawiał się, czy tu postąpiono podobnie. Poza tym miał podejrzenia, że płaszcz mógł być zaklęty jeszcze w jakiś sposób.
Ale jednocześnie przecież i tak nigdy go nie założy, i jeszcze potem sprzedawca będzie się chwalił, że jego ubrania noszą Rosierowie. Ta myśl przeważyła i Christopher odrzucił płaszcz z powrotem.
– Mamy wiele planów. Choć wiele z nich poszło z dymem – stwierdził, wykrzywiając usta. Planowany na początek jesieni pokaz, nie odbył się i nie wydawało się, że uda się go szybko zorganizować. Idea strojów inspirowanych emocjami być może będzie musiała poczekać na zimę, choć jesień zdawała się Rosierowi bardziej odpowiednia. – Jeśli interesują pana płaszcze na bardziej eleganckie okazje, niedługo pojawi się nowa kolekcja, inspirowana założycielami Hogwartu. Model Płaszcz Godryka albo Cień Hogwartu może pana zainteresować.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#73
11.02.2026, 20:33  ✶  
Gdyby był psem, to zapewne by zastrzygł teraz uszami niczym czworonogi z Warowni na ten krótki komentarz Rosiera. Czy dobrze mu się wydawało, że usłyszał tam nutkę pogardy? Uśmiechnął się kwaśno. Wprawdzie nie miał zbyt wiele wspólnego ze społecznością artystów w Londynie, jednak wiedział jedno: eksperci w danej dziedzinie zawsze byli skłonni do oceniania tego, co znajdowało się w ich sferze zainteresowań. Właśnie przez to szermierz szybciej wyłapywał leniwą postawę u innych ćwiczących, a śpiewak operowy wykrywał łamiący się ton głosu chwilę przed innymi słuchaczami.

W przypadku ludzi pokroju Rosierów musiało być z tym jeszcze gorzej, bo z ubraniami spotykali się na każdym kroku, chociaż nie zawsze była to odzież ekskluzywna. Czy stroje przeznaczone do użytku praktycznego, gdzie wygląd schodził na trzeci lub czwarty plan, wywoływały w nich wstręt? Aż by się chciało zapytać, jak spróbowaliby przerobić kombinezony kominiarzy lub pracowników magicznych kuźni. Erik nie chciał sobie jednak robić wrogów, toteż darował sobie to pytanie. Przynajmniej dzisiaj.

— Dom Mody raczej nie musi bać się o konkurencję — rzucił jednak po chwili.

Raczej?, powtórzył po sobie, żałując, że nie ugryzł się w porę w język. Szychy z pracowni krawieckiej raczej nie przywiązywały dużej wagi do ciuchów, które były wystawiane na tego typu kiermaszach. To tak jakby nagle zaczęli martwić się o pocerowane koszule widywane na bazarze Lovegoodów w Dolinie Godryka. Rosierowie to była zupełnie inna liga i to raczej po nich kopiowano najróżniejsze pomysły, próbując dogonić ciągle zmieniające się trendy modowe. Taki los pionierów, skomentował bezgłośnie Erik.

— Ale ogień chyba nie wdarł się do waszej siedziby? — Zmarszczył czoło. Wprawdzie osobiście nie pomagał w gaszeniu budynków w tym sektorze, ale nie przypominał sobie, aby gazety wspomniały o pożarze biznesu Rosierów. Nawet gdyby Prorok Codzienny zrezygnowałby z umieszczenia tej informacji na pierwszych stronach, to Czarownica na pewno miałaby coś do powiedzenia. — Rozumiem. W takim razie będę wypatrywał zapowiedzi pokazu. Miło będzie zobaczyć, jak Londyn budzi się nieco do życia po ostatnich wydarzenia. Najpierw teatr, potem pokaz mody.

Pokiwał powoli głową. Pocieszające było to, że ludzie tak szybko wzięli się do roboty i próbowali przywrócić spokój i porządek przynajmniej w niektórych sferach działania Londynu. A łatwe to na pewno nie było, skoro nawet mniejsi sprzedawcy i właściciele biznesów mieli z tym problemem. Dobrze, że Ministerstwo Magii działało jak działało. Może nieco opieszale, biorąc pod uwagę okoliczności, ale przynajmniej mniej więcej było wiadomo, czego się po nich spodziewać.

— Z czystej ciekawości... Cień Hogwartu również ma nawiązywać do Gryffindora? Wydaje się to nieco... niestandardowe.

Nazwa płaszcza zabrzmiała nieco niepokojąca, chociaż z drugiej strony, przecież Rosierowie byli mistrzami w swoim fachu. Ich prace były wielowymiarowe, a kolekcja mogła nieść za sobą wiele znaczeń i całkiem bogatą symboliką. Niewykluczone też, że słowo ''cień'' miało nawiązywać do jego właściwości lub sposobu, w jaki płaszcz prezentował się na żywym modelu. A może natknęli się na jakąś opowiastkę o założycielach, w której każde z czworga dorobiło się podobnego tytułu.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#74
13.02.2026, 14:21  ✶  
Christopher był utalentowany, a w dodatku też bardzo pewny siebie, i skłonny trochę swój talent przeceniać, a tych cudzych nie doceniać. Niby na logikę rozumiał, że nie każdego było stać na ubrania Rosierów, że ci mniej znani krawcy też mogli stworzyć coś dobrej jakości. I niby wiedział, że da się ubrać ciekawie nawet niskim kosztem, jeżeli tylko masz styl i gust – rzeczy, których nie da się kupić za żadne pieniądze. Nigdy nie próbowałby też ubierać jakichś robotników, bo niby czemu?
Ale ta odrobina pogardy i tak w nim tkwiła.
– Nie sądzę, żebyśmy na rynku odzieży ekskluzywnej w ogóle mieli konkurencję – rzucił więc, nie przykładając nawet do tego słowa „raczej” wielkiej wagi. Nie miał pewnie do końca racji, byli magiczni krawcy szyjący piękne suknie, niekoniecznie zatrudnieni u Rosierów, ale jeśli szło o Chrisa, to wierzył w każde wypowiedziane przez siebie słowo. – Dom Mody, szczęśliwie, nie spłonął. Ale do środka dostało się sporo dymu, więc niektórych materiałów musieliśmy się pozbyć, poza tym ucierpieli niektórzy pracownicy.
W tym on, dobry tydzień dochodził do siebie, ale choć zapatrzony w siebie, to Chris nie był aż takim mazgajem, aby teraz skarżyć się Erikowi. Ale były i rzeczy, których nie powiedział. Nie wypadało teraz organizować pokazów mody. Naraziliby się na śmieszność, na krytykę, że to o tym myślą w pierwszych tygodniach po pożarach, to musiało po prostu poczekać. Można było mówić o powrocie Anglii do życia, ale zbyt wiele rąk mogłoby wtedy wyciągnąć się w ich stronę, wskazać Rosierów i spytać: dlaczego akurat ten budynek w ogóle nie ucierpiał? Czy to naprawdę było tylko szczęście?
– Nowa kolekcja inspirowana Założycielami więc obejdzie się na razie bez pokazu, kolejny, jeśli los pozwoli, zorganizujemy dopiero pod koniec jesieni. – Oby. Czy prosił o tak wiele, chcąc po prostu w spokoju pracować, bez tornad, zakłóceń w teleportacji i podpaleń w okolicy? – Nie, panie Longbottom, model Cień Hogwartu jest modelem utrzymanym w ciemniejszej kolorystyce, szarość i czerń, inspiracja to jezioro na którym kładą się cienie wież. Mamy też Hogwarcką Noc. Na czarnym płaszczu lśnią jaśniejsze punkty, jak rozświetlone nocą okna. To wybór dla tych, którzy szukają czegoś bardziej stonowanego.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#75
15.02.2026, 21:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2026, 16:38 przez Erik Longbottom.)  
Co jak co, ale czarodzieje i czarownice odpowiedzialni za dostarczania składników do wytwórstwa mieli teraz niewiarygodną okazję do tego, aby szybko się wzbogacić. Gdyby nie przygotowania do ślubu, to taką Geraldine byłaby teraz trudno złapać gdzieś poza jakąś puszczą czy jaskinią, w której gromadziła się jakaś familia potworów. Na liczbę zleceń raczej nie mogłaby teraz narzekac. To samo alchemicy... Tak, Spalona Noc zrujnowała wiele interesów, ale kto wie, czy nie zrodziła także nowego pokolenia nowobogackich.

— Domyślam się, że problemy z zaopatrzeniem uderzyły też w wasz zakład — odparł z nutą zrozumienia w głosie. — Zwłaszcza, jeśli dym osiadł na zapasach materiałów. Mam nadzieję, że łańcuch dostaw zostanie jak najszybciej wznowiony. To na pewno ulżyłoby wielu lokalom.

Prędzej czy później, ktoś musiałby wykonać pierwszy krok w stronę ponownego otwarcia bardziej ekstrawaganckich miejscówek w magicznej dzielnicy Londynu. Tym razem padło na teatr Selwynów, który zamierzał przyjąć na specjalnym wydarzeniu śmietankę towarzyską miasta, jednak gdyby karty ułożyły się nieco inaczej, Longbottom nie byłby zdziwiony, gdyby miejsce The Globe przejął dom mody należący do Rosierów. Ten okropny marazm wywołany pożarami i zamknięciem co poniektórych biznesów nie mógł trwać w nieskończoność.

Wielu straciło miejsca pracy czy swoje domy i ludzie mieli prawo do tego, aby przetrawić to wszystko we własnym tempie, jednak czas był nieubłagany. Nie dało się go cofnąć ani zakląć kilkoma machnięciami różdżką. Wprawdzie ledwie kilka tygodni temu pożegnali lato, ale trudno było nie myśleć o tym, że już zbliżali się do końcówki września. W ciągu dwóch miesięcy stolicę mogą nawiedzić nawet nie tyle przymrozki, co opady śniegu. Londyn musiał do tego czasu odbić się od przysłowiowego dna, w przeciwnym wypadku ciężko było zgadywać, ile biznesów w ogóle zdecyduje się na otwarcie w takich warunkach.

— Planujecie coś na termin Samhain czy raczej chodzi o bardziej odległą datę? — zapytał, marszcząc delikatnie brwi.

Z tyłu głowy cały czas krążyła mu myśl, że tegoroczne święto zmarłych wcale może nie upłynąć im wszystkim na zadumie, jednak w gruncie rzeczy trudno było jakkolwiek przygotować się na taki scenariusz. Miasto dalej lizało rany po pożarach, Ministerstwo Magii tworzyło kolejne opasłe woluminy wzorów na dokumenty w związku z tym chaosem, a ludzie... Ludzie chyba po prostu chcieli mieć trochę spokoju. Mimo to dobrze byłoby się dowiedzieć, czy w pewnych kręgach krążą już jakieś plany na temat końcówki października. Nawet jeśli informacja pokroju ''Dom Mody Rosier otworzy stanowisko na festynie'' nie miała zbytnio pomóc BUMowi czy Zakonowi Feniksa.

— Ach, tak. W tym kontekście nazwa nabiera większego sensu. — Uśmiechnął się pod nosem, jakby Christopher właśnie objawił mu jakąś wielką tajemnicę wszechświata. — Hogwarcka Noc brzmi ciekawie. Jeśli te punkty będą odpowiednio mocno świecić, to nawet zwiększy to bezpieczeństwo na ulicy. — Pokiwał głową. — Jako funkcjonariusz Brygady Uderzeniowej bardzo pochwalam to podejście.

Nawet jeśli nie było umyślne. Po chwili Erik wrócił spojrzeniem do kolekcji peleryn. Chociaż przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien poszukać innego koloru, tak koniec końców Christopher upewnił go w przekonaniu, że powinien zakupić właśnie ciemnozielony wariant. Zakupu zamierzał dokonać tuż po zakończeniu dyskusji z młodym projektantem mody.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#76
16.02.2026, 16:23  ✶  
Christopher był projektantem, a przy tym osobą łatwo się nudzącą. Takimi rzeczami jak dostawy, planowanie, setkom drobnych i jego zdaniem nudnych, ale niezbędnych rzeczy, zajmowali się ci członkowie rodziny, którzy sami nie mieli (o zgrozo!) talentu albo pracownicy. I dopiero teraz, w obliczu braków – ludzi, materiałów, dostawców – Rosier mógł w pełni zauważyć pewne procesy i w pełni zrozumieć, w jaki sposób takie wydarzenia jak Spalona Noc mogły wpłynąć na jego życie. Cóż… mugole mieli kiedyś odkryć, że mózg intensywnie kształtował się do dwudziestego piątego roku życia, więc w pewnym sensie Christopher dopiero od niedawna był faktycznie w pełni dorosłym człowiekiem. Nawet jeśli Hogwart zostawił za sobą ładnych parę lat temu.
– Radzimy sobie, zamówień na Mabon nie brakowało – stwierdził Christopher jednak gładko, bo i prawda była taka, że przed Mabon faktycznie mieli pełne ręce roboty, ot zmniejszając produkcję ubrań w stałej kolekcji, na rzecz zamówień najlepiej płacących klientów. Na to akurat Rosier nie narzekał. Cała reszta, w rodzaju „nie możemy zrobić butów z tego rodzaju skóry, panie Rosier” była już irytująca. Działali więc: po prostu niezbyt mogli sobie pozwolić na ruszenie z jakimiś wydarzeniami. – Nowa kolekcja jesienna jest już dostępna. Jeśli ma pan na myśli pokaz mody albo sesję zdjęciową, to nie sądzę, żeby przydarzyły się szybciej niż na przełomie października i listopada, łącząc kreacje na koniec jesieni oraz na sezon zimowy i nadchodzące Yule.
Nie miał powodów podejrzewać, że coś wydarzy się w Samhain, bo nie szukał informacji o magii Beltane, o tym, jakie moce budziły się podczas sabatów i w ogóle nie analizował pewnych rzeczy, jak choćby wizje, których niektórzy doświadczali podczas najpierw Ostary, a potem na Lithcie. Ale chyba jak każdy w Anglii miał powody podejrzewać, że… że coś prędzej czy później się wydarzy, i że może pokrzyżować mu plany.
Pierwszy raz w życiu miał się więc stresować przy okazji organizacji pokazów, czy przypadkiem tuż przed nimi albo podczas nich nie dojdzie do jakiegoś wielkiego ataku terrorystycznego. Do tej pory jakoś nigdy nie myślał, że mogłoby to na nich wpływać, byli przecież czystej krwi i nie krytykowali śmierciożerców – ot zwykle udawali, że nic się nie dzieje.
Z pewnym trudem powstrzymał skrzywienie warg, bo przecież oczywiste, że nazwy były starannie dobrane, podobnie jak cała reszta, a Noc Hogwartu Christopher zaprojektował osobiście, choć bardzo rzadko przykładał rękę do projektów dostępnych na zamówienie. Ale zaraz westchnął w duchu, że pewnie wiele osób nie pojmie artystycznego geniuszu… Tak. Christopher pod pewnymi względami był o wiele, wiele zbyt pewny swego.
– Nie jestem pewien, czy poprawi bezpieczeństwo na drogach, ale na pewno czarodziej, który ją założy, będzie błyszczeć – odparł bez choćby krztyny fałszywej skromności. – Mam nadzieję, że nasza nowa kolekcja znajdzie pana uznanie – dodał jeszcze, uprzejmie, bo Longbottom był bogaty, bogacze byli klientami Domu Mody, a o klientów, jak wbijała Rosierowi do głowy matka (po tym, jak paru damom odmówił uszycia sukni na zamówienie w niewybrednych słowach, odebrał wtedy od niej całą serię wykładów odnośnie zachowania), należało dbać. – Miłego dnia, panie Longbottom – dodał jeszcze, a rozeszli się w dwie strony, podszedł jeszcze do kolejnego stanowiska, zaciekawiony wystawianymi tam owocami w popiele. Właściwości umożliwiające łatwe zasypianie zaintrygowały Rosiera na tyle, że zanim opuścił teren targowiska, zdecydował się na zakup
Postacie opuszczają sesję
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#77
16.03.2026, 00:15  ✶  

Victoria mieszkała na Pokątnej i co prawda jej kamienica przetrwała Spaloną Noc, ale obraz zniszczenia i rozpaczy widywała na co dzień; a to z okien mieszkania, a to podczas pracy w terenie, której to w ostatnich dwóch tygodniach miała bardzo dużo, bo i był ogrom do zrobienia. Wiedziała więc czego może się spodziewać po kiermaszu z okazji Mabon, ale i tak czuła wewnętrznie potrzebę, by przejść się i zobaczyć jak wygląda. Jak trzymają się ludzie. Czy jakieś plony lub inne wytwory rzemiosła przetrwały… Ludzie chcieli zarobić i totalnie to rozumiała; potrzebowali pieniędzy na remonty, na nowe meble, na ubrania, na przedmioty pierwszej potrzeby, na wszystko.

Nie było czuć atmosfery święta, chociaż pojawiła się na kiermaszu jeszcze z samego rana, mając z tyłu głowy, że jest kilka rzeczy, które powinna tego dnia zrobić. Straganów nie było dużo, a ceny były bardzo wysokie, zbyt wysokie jak na to, co było sprzedawane, ale czarnowłosa miała ten przywilej, że galeonów jej nie brakowało. Nie czuła się z tym specjalnie lepiej, przecież jej rodzina też poniosła straty i to bardzo bezpośrednie. Jej siostry, rodzice nie mieli niczego, musieli się przeprowadzić i liczyć na pomoc innych członków rodziny, którzy zresztą jej udzielili, ale odbudowanie wszystkiego zajmie czas. Nie, nie czuła się lepsza od innych, gdy zaglądała na stoiska, gdy oglądała zioła, wyroby czy te nieliczne ocalałe owoce.

Zatrzymała się na chwilę dłużej oglądając wywieszone peleryny, ostatecznie jednak się nie zdecydowała, jako wierna klienta Rosierów (a siostrom przecież również załatwiała komplety ubrań ze sławnego Domu Mody, choć z kolekcji katalogowej, by miały w czym chodzić), a trochę później przystanęła przy owocach ususzonych w popiele. Ponoć miały być słodkie, ale uwędzone i pomagać na sen, więc Lestrange po chwili namysłu poprosiła o dwa koszyczki, płacąc za nie sowicie.

Niedługo później wydostała się z kiermaszu.


// Przewaga: Bogacz
Postać opuszcza sesję
sacrificial lamb
Why does my skin start to burn?
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#78
16.03.2026, 20:34  ✶  
Razem z Jessie, Hannibalem i Jonathanem

W dniu, w którym towarzyszyła chłopcom na kiermaszu, Mona ubrała się wyjątkowo ciepło. Na sukienkę narzuciła gruby, miękki sweter, a na niego ciemny płaszcz o modnym kroju. Wokół szyi owinęła szalik, którego końce znikały pod klapami płaszcza, dłonie (i tę metalową) skryła w rękawiczkach. Chłód Londynu zdawał się przenikać nawet przez te wszystkie warstwy wełny.
Jessie, o którym usłyszała wpierw od Electry Prewett, miał rację. Gdyby straciła warsztat albo dom, też próbowała sprzedać wszystko, co tylko by się dało. Jej uwagę przyciągały natomiast krążące w pobliżu służby. Mona opatuliła się mocniej drogą tkaniną — nie chodziło o brak zaufania. W końcu sama pracowała w Ministerstwie, teoretycznie wszyscy grali do jednej bramki. Problem polegał na tym, że Rowle w ogóle nie czuła się bezpiecznie w Londynie.

Z zamyślenia wyrwał ją głos Jonathana. Kobieta skierowała miodowe oczy na kuzyna.
— Co? — powiedziała nieuprzejmie. Szybko się zreflektowała: — Nie… Nie przyszłam tu po ozdoby — zatrzymała się przy jednym ze stoisk z biżuterią. Na czarnym aksamicie rozłożono kolczyki w kształcie grzybów oraz cienkie bransolety splecione z mosiężnych listków. Sprzedawczyni posłała jej blady uśmiech. Mona odwzajemniła go krótkim skinieniem głowy, ale zaraz potem ruszyła dalej. Nieważne, jak miło jej było, że Jonathan pomyślał o niej i próbował ją uwzględnić, nie była w stanie dojrzeć pozytywów kiermaszu. Nie była w stanie jeszcze bardziej cieszyć się, kiedy jej uwagę przykuła kartka przypiętą do drewnianej skrzynki z drobiazgami: część dochodu przeznaczona na odbudowę. Podobnych kartek było więcej. Jedna mówiła o spalonym domu, inna o rodzinie, która straciła wszystko.
— Może napijemy się czegoś ciepłego po zakupach? — zapytała, ledwie mogąc to wszystko znieść.


jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#79
16.03.2026, 23:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 23:22 przez Hannibal Selwyn.)  
Z Moną, Jonathanem i Jessiem.

Mimo ogólnej ponurej atmosfery Hannibal uśmiechnął się na wspomnienie nieprzyzwoitych świeczek. Na pewno nie byłby w stanie zachować należytej powagi ani skupienia podczas modlitwy przy czymś takim. Przelotnie zastanowił się, czy Matka nie doceniłaby odrobiny poczucia humoru i rozrywki w tych przygnębiających czasach, ale w tak ważnej kwestii, jak jego własne mieszkanie wolał trzymać się sprawdzonych sposobów na modlitwę. Zatrzymał się więc przy straganie ze świeczkami - w całkiem tradycyjnych kształtach, z pewnością odpowiednich zarówno dla Matki, jak i dla starszego pokolenia rodu.
- Ta powinna być odpowiednia - wybrał białą, smukłą świecę, ozdobioną złotymi drobinkami - Jak zwykła modlitwa nie podziała, gotów jestem tańczyć nago przy pełni księżyca, tak jak kiedyś mugole wierzyli, że robią czarownice.
Noce były już zimne, ale mógłby tańczyć bardzo energicznie. I rozgrzewać się grzańcem, albo coś.

Miał nadzieję głupimi i może odrobinę niestosownymi żarcikami poprawić nieco humor przyjaciela. Był świadkiem niepokojących (delikatnie mówiąc) objawów, które go męczyły. Gdyby zobaczył w takiej sytuacji kogoś innego, to zwyczajnie zacząłby się go bać. O Jessiego tylko się martwił. Położył mu dłoń na ramieniu, pocieszająco, uziemiająco, jak miał w zwyczaju od szkolnych czasów.
- Czy cokolwiek ci pomaga? - zapytał cicho.
Czy ja mogę jakoś pomóc?
Opuścił dłoń zanim kontakt stał się niezręcznie długi, ale koniuszkami palców złapał za rękaw płaszcza Jessiego i przytrzymał, nienachalnie zaznaczając swoją obecność tuż obok.

Mijali kolejne stoiska, aż natrafił na takie, na którym wystawione były płaszcze i peleryny. Ubiory były raczej tradycyjne w kroju, ale dobrze wykonane i wzrok Hannibala spoczął na ciężkim, ciemnozielonym materiale ozdobionym roślinnym haftem. Sprzedawczyni okazała się młodą, jasnowłosą dziewczyną, spoza Londynu, sądząc po stroju. Hannibal spojrzał na nią przelotnie i posłał jej lekki uśmiech.
- Jonathan, patrz! - pomacał jeden z płaszczy, oceniając jakość - To ładne, jak myślicie, pasuje mi zielony? - przyłożył połę okrycia do twarzy, by zaprezentować się pozostałym w tym kolorze.

W sąsiedztwie ubrań na ladzie pyszniły się wyplatane koszyki, ozdoby w jesiennych, mabonowych klimatach, przetwory, owoce i - jak niemal w każdym kramie należącym do sadowników - małe koszyczki spalonych owoców. Czarodziej ponownie wziął jeden w dwa palce, tym razem, jak podejrzewał, przypaloną gruszkę. Nad tą częścią asortymentu unosił się delikatny, nawet przyjemny zapach, pozostający w niepokojącym kontraście do tragedii, jaką reprezentowały owocowęgielki.
- Na potpourri może by się nadało… Chyba, że Mona ma jakieś zastosowanie dla…  - owoców ususzonych na śmierć, miał ochotę powiedzieć, ale właścicielka straganu mogła ich doskonale słyszeć, a nie chciał, żeby pomyślała, że wyśmiewa jej towar.
- …hmm, tak mocno ususzonych owoców… - dokończył dyplomatycznie.
Spojrzał na kuzynkę. Nie wydawała się w nastroju do żartów.
- Tak czy owak myślę, że warto coś kupić, choćby po to, żeby wesprzeć ludzi. Gdyby ktoś miał takie pieczone jabłka z miodem albo owoce w czekoladzie…

Hannibal nie był beztroski, nie tak naprawdę, ale suma cierpienia i żałoby była tak ogromna, że nie czuł się w prawie do tego dokładać. Ani Selwyni jako tacy, ani ich majątek nie ucierpieli tak, jak niektórzy. Nie stracili nikogo bliskiego, dzięki bogom, Matce, ślepemu szczęściu, czy co tam zawiadywało podobnymi wydarzeniami. Nie miał prawa narzekać. Sam musiał poradzić sobie ze snami, poczuciem winy i tym, że czuł się…
- Bezsilny - mruknął na wpół świadomie. Skrzywił się przelotnie, zirytowany chwilowym obsunięciem się maski i kątem oka zerknął na towarzystwo, sprawdzając, czy ktoś je zauważył.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#80
18.03.2026, 22:54  ✶  
Z Jonathanem, Moną i Hannibalem

Czy Matka doceniłaby humor, gdyby do składania jej ofiar użyto kontrowersyjnych świeczek? Ciężko było powiedzieć, ale jeżeli do wyboru były bezpieczne świeczki w tradycyjnym kształcie i te niepewne, które mogły pomóc, nie zrobić nic albo rozgniewać Matkę, to czy w tym momencie warto było ryzykować?

-Jeżeli masz zamiar tańczyć nago pod gołym niebem, to daj mi wcześniej znać. Przyjdę tam z kocem i herbatą, żebyś nie zamarzł na śmierć - westchnął, a kącik jego ust uniósł się delikatnie.

Czy Hannibal byłby do tego zdolny. Bardzo prawdopodobne, że tak, i może Jessiego powinno to zmartwić, ale Hannibal nie byłby sobą, gdyby nie był takim... Hannibalem.

-Tak, ja... Zazwyczaj się w porządku - odpowiedział wujowi.

Nie chciał opowiadać o tym wśród ludzi, ale nie miał zamiaru mówić, że "wszystko jest w porządku", kiedy jego słowa dały do zrozumienia, że wcale w porządku nie jest. Może powinien był ugryźć się w język... I gdyby chodziło tylko o ten kaszel, to tak dużego problemu by nie było - w końcu było tyle domowych sposobów na złagodzenie kaszlu, dopóki nie przyjrzy się temu lekarz, ale te głosy w głowie, ten strach i słowa, które same wyrywały się z ust... Na całe szczęście było to coś, co zdarzało się zupełnie losowo, a nie za każdym razem, kiedy otwierał usta.

Dłoń Hannibala na jego ramieniu wywołała u niego dreszcz. Nie dreszcz zimna, a jakiś inny dreszcz. Uspokajający. Czy powinien się martwić, że dotyk Hannibala miał na niego taki efekt?

Czy cokolwiek ci pomaga?

Ty mi bardzo pomogłeś.

-...Joga... - odpowiedział bez namysłu.

Na szczęście Hannibal przeniósł swoją uwagę na stoisko z płaszczami i chociaż kotwica emocjonalna w postaci jego dłoni na ramieniu Kelly'ego zniknęła, to jego nienachalna obecność wciąż koiła.

Od płaszczy Han przeskoczył na stoisko z owocami i Jessie na chwilę odpłynął myślami, nawet nie w jakimś konkretnym kierunku. Po prostu wpatrywał się w różne rzeczy, zawieszał na czymś wzrok na kilka sekund, ale myślami był gdzieś daleko. Przynajmniej dopóki usta Hannibala ułożyły się w słowo, które Jessie miał nadzieję, że źle odczytał. Nie był mistrzem czytania z ruchu ust, więc z całą pewnością się pomylił. Bo przecież jego najlepszy przyjaciel nie mógł właśnie powiedzieć sam sobie, że jest Bezsilny, prawda?

-Właśnie, przypomniałem sobie, że miałem cię o coś poprosić. Wróciłem trochę intensywniej do treningów i w sumie przydałoby mi się wsparcie. Wesprzesz kumpla? - podszedł bliżej Hannibala i szturchnął go ramieniem. -Mógłbym niby poprosić Theo, ale, na Merlina, ten dzieciak powinien popracować nad kondycją, a potrzebuję kogoś, kto faktycznie ma siły.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2670), Anthony Shafiq (1606), Atreus Bulstrode (254), Bard Beedle (994), Brenna Longbottom (1572), Cameron Lupin (418), Cathal Shafiq (2055), Ceolsige Burke (1514), Christopher Rosier (1531), Dora Crawford (1510), Erik Longbottom (2296), Eutierria (271), Geraldine Greengrass-Yaxley (1670), Guinevere McGonagall (2847), Hannibal Selwyn (963), Helloise Rowle (1593), Jessie Kelly (1006), Jonathan Selwyn (310), Lazarus Lovegood (1982), Leviathan Rowle (1612), Lorien Mulciber (1837), Mona Rowle (273), Pan Losu (109), Victoria Lestrange (299)


Strony (9): « Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa