15.12.2025, 22:20 ✶
Baldwin to jednak był człowiekiem sukcesu. Może nie dorobił się majątku w tym życiu i nic nie wskazywało aby to miało się zmienić, ale chociaż wiedział jak należy kogoś ugościć i czym prędzej wyjął kieliszki.
Ba! Nawet porozlewał trunków. Życie było piękne. Człowiek sobie siedział w ręcznie robionej czapce i szaliku w barwach ukochanej drużyny. Malfoy polewał alkohol. Mewka uprowadziła Fridę. No po prostu zero potrzeb, bo wszystko pod nosem. Czego człowiek mógł więcej? Rasowo czystego Londynu. W sensie dymisji Harper Moody, ale to było jakieś odległe marzenie.
- Katakumby? - powtórzył pod nosem, przysłuchując się kolejnym słowom. Może Borgin tego nie potrzebował wiedzieć ale dla dobra innych Borginów, jego powinnością było się o tym dowiedzieć. Coś na zasadzie - jeśli będzie trzeba, zrobię to co będzie trzeba czy jakoś tak.
Jaki pusty żołądek? Co ta Lorraine mówiła? Stanley to już się zdążył najeść wstydu, więc nie groziło mu picie na pusty żołądek. W końcu dostrzegł to spojrzenie Peregrinusa. No ale na litość samego Merlina i wszystkich innych świętych - to Maeve była głównym prowodyrem tego wszystkiego, a nie Borgin!
Nie mniej jednak, na okazję do zbicia kieliszków z Alhazredem, Stanley musiał powiedzieć jedno - jeszcze jak.
Jak pomysłał - tak też zrobił. Z Baldwinem zresztą też zbił, bo co mu tam - młody spisywał się na medal.
- No to proponuję za spotkanie na jedną nóżkę - spojrzał w kierunku swoich kompanów - A potem na drugą i to za zdrowie pań - dodał jeszcze, ustalając kolejkę toastów - Za gospodarza też będzie, oczywiście - za wczasu wyjaśnił, nie chcąc urazić Waszej Siwości.
Borgin kiedyś się śmiał ze swoich wujków co znajdowali zawsze pomysły na toasty. Z biegiem czasu okazało się, że Stanley stał się sam takim wujasem - cóż, za wielkimi czynami szła wielka odpowiedzialność, a posiadanie Flądry we czwórkę (a nawet piątkę), było zadaniem wymagającym.
Ale oni tu gadu-gadu, a trunek stygł. Chluśniem, bo uśniem - rzucił sobie w myślach i czym prędzej przechylił kieliszek do dna. Takie niedobre, a Stanley musi..A ugh Przetarł usta, łapiąc świeżego powietrza do płuc.
- Alhazredzie, według mnie to lepiej się znać na ludziach, niż na wystroju wnętrz - zagaił, dodając swoje pięć groszy - Bo moda się zmienia, a ludzie nie i jak się raz nauczy ich rozczytywać, to zostaje to z nami na zawsze - spojrzał wymownie na kieliszki, a to na Baldwina. Borgin liczył na aktywację neuronów u Malfoya.
Ciekawe co u Fridy i Mulan. Oby wszystko było w porządku, bo Stanley nie chciał dostać opierdolu od Lorraine za niepilnowanie tej dwójki.
Ba! Nawet porozlewał trunków. Życie było piękne. Człowiek sobie siedział w ręcznie robionej czapce i szaliku w barwach ukochanej drużyny. Malfoy polewał alkohol. Mewka uprowadziła Fridę. No po prostu zero potrzeb, bo wszystko pod nosem. Czego człowiek mógł więcej? Rasowo czystego Londynu. W sensie dymisji Harper Moody, ale to było jakieś odległe marzenie.
- Katakumby? - powtórzył pod nosem, przysłuchując się kolejnym słowom. Może Borgin tego nie potrzebował wiedzieć ale dla dobra innych Borginów, jego powinnością było się o tym dowiedzieć. Coś na zasadzie - jeśli będzie trzeba, zrobię to co będzie trzeba czy jakoś tak.
Jaki pusty żołądek? Co ta Lorraine mówiła? Stanley to już się zdążył najeść wstydu, więc nie groziło mu picie na pusty żołądek. W końcu dostrzegł to spojrzenie Peregrinusa. No ale na litość samego Merlina i wszystkich innych świętych - to Maeve była głównym prowodyrem tego wszystkiego, a nie Borgin!
Nie mniej jednak, na okazję do zbicia kieliszków z Alhazredem, Stanley musiał powiedzieć jedno - jeszcze jak.
Jak pomysłał - tak też zrobił. Z Baldwinem zresztą też zbił, bo co mu tam - młody spisywał się na medal.
- No to proponuję za spotkanie na jedną nóżkę - spojrzał w kierunku swoich kompanów - A potem na drugą i to za zdrowie pań - dodał jeszcze, ustalając kolejkę toastów - Za gospodarza też będzie, oczywiście - za wczasu wyjaśnił, nie chcąc urazić Waszej Siwości.
Borgin kiedyś się śmiał ze swoich wujków co znajdowali zawsze pomysły na toasty. Z biegiem czasu okazało się, że Stanley stał się sam takim wujasem - cóż, za wielkimi czynami szła wielka odpowiedzialność, a posiadanie Flądry we czwórkę (a nawet piątkę), było zadaniem wymagającym.
Ale oni tu gadu-gadu, a trunek stygł. Chluśniem, bo uśniem - rzucił sobie w myślach i czym prędzej przechylił kieliszek do dna. Takie niedobre, a Stanley musi..A ugh Przetarł usta, łapiąc świeżego powietrza do płuc.
- Alhazredzie, według mnie to lepiej się znać na ludziach, niż na wystroju wnętrz - zagaił, dodając swoje pięć groszy - Bo moda się zmienia, a ludzie nie i jak się raz nauczy ich rozczytywać, to zostaje to z nami na zawsze - spojrzał wymownie na kieliszki, a to na Baldwina. Borgin liczył na aktywację neuronów u Malfoya.
Ciekawe co u Fridy i Mulan. Oby wszystko było w porządku, bo Stanley nie chciał dostać opierdolu od Lorraine za niepilnowanie tej dwójki.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972