19.01.2026, 23:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2026, 00:23 przez Elliott Malfoy.)
Szum morza i resztki letniego słońca. Kamienne plaże Brighton bywały chłodne nawet w środku sezonu.
Lokal był przyjemny, musiał to babci przyznać. W przeciwieństwie do rodziców, starała się słuchać, co do niej mówił. We wszystkich kwestiach, poza tą jedną, w której chciałby być wysłuchany. Nie można mieć wszystkiego, prawda?
'Eliasz, jak dziecko ma się dobrze rozwinąć bez matki? Rozumiem żałobę, ale musisz myśleć o synu. Twoja matka nie była w stanie sprostać swoim zadaniom i musieliśmy się z dziadkiem wtrącać, chyba nie chcesz tego dla Nicholasa?'
Melodyjny, delikatnie uszczerbiony wiekiem głos przesuwał się po myślach, jak dłonie po odpowiednich strunach - wiedział, że dłonie nianiek i guwernantek są równie chłodne, co popiersia marmurowych posągów.
Mówił, a własne słowa zdawały się wypełniać pomieszczenie wraz z dymem cudzej cygaretki. Używał wypowiedzi jako zapełnienia przestrzeni, nie wiedząc na co powinien się nastawić; rozważał czy w ogóle chciał mieć z siedzącą na przeciwko Primrose cokolwiek wspólnego, a przede wszystkim, czy ona chciała. Miała śliczną buzię, ale to ciężkie od złota oczy wydawały się przyciągać go najbardziej - czy też musiała wysłuchać babcinych bądź matczynych argumentów, aby usiąść przy okrągłym stoliku ukrytego w saraceńskim pawilonie lokalu?
- I wtedy zostałem kanclerzem skarbu - podsumował, milknąc na widok poruszenia na dotąd nieskazitelnej tafli twarzy.
Lokal był przyjemny, musiał to babci przyznać. W przeciwieństwie do rodziców, starała się słuchać, co do niej mówił. We wszystkich kwestiach, poza tą jedną, w której chciałby być wysłuchany. Nie można mieć wszystkiego, prawda?
'Eliasz, jak dziecko ma się dobrze rozwinąć bez matki? Rozumiem żałobę, ale musisz myśleć o synu. Twoja matka nie była w stanie sprostać swoim zadaniom i musieliśmy się z dziadkiem wtrącać, chyba nie chcesz tego dla Nicholasa?'
Melodyjny, delikatnie uszczerbiony wiekiem głos przesuwał się po myślach, jak dłonie po odpowiednich strunach - wiedział, że dłonie nianiek i guwernantek są równie chłodne, co popiersia marmurowych posągów.
Mówił, a własne słowa zdawały się wypełniać pomieszczenie wraz z dymem cudzej cygaretki. Używał wypowiedzi jako zapełnienia przestrzeni, nie wiedząc na co powinien się nastawić; rozważał czy w ogóle chciał mieć z siedzącą na przeciwko Primrose cokolwiek wspólnego, a przede wszystkim, czy ona chciała. Miała śliczną buzię, ale to ciężkie od złota oczy wydawały się przyciągać go najbardziej - czy też musiała wysłuchać babcinych bądź matczynych argumentów, aby usiąść przy okrągłym stoliku ukrytego w saraceńskim pawilonie lokalu?
- I wtedy zostałem kanclerzem skarbu - podsumował, milknąc na widok poruszenia na dotąd nieskazitelnej tafli twarzy.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦