07.06.2026, 02:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2026, 02:27 przez Elliott Malfoy.)
Nie przemyślał konsekwencji przywołania historii dziadków, ale przed skarceniem się w myślach powstrzymała go dopiero co kwitnąca gałązka podświadomości - czy nie tak ludzie się poznają? Maski i wyuczone zachowania powinieneś zostawić w pracy i rodzinnej posiadłości.
'[…] to przecież dziecko, które potencjalnie może stać się częścią mojego życia', na Merlina, czy brała to aż tak na poważnie? Wypowiedź w końcu uświadomiła mu, że to nie jest jeden z wielu wieczorków zapoznawczych, że nie powinien polegać na… na, właściwie na czym? Zgubił się we własnym łańcuchu myśli.
Chyba zaczynał wierzyć … nie, chciał wierzyć, że jej intencje są szczere. Wciąż ze spoconymi rękoma, postanowił wydobyć z siebie brawurę zaczerpniętą od kuzyna Roberta, w końcu gryfoni byli w takich rzeczach najlepsi.
- Dlaczego miałbym się złościć? Spotykamy się na osobności po raz pierwszy, nie spodziewałem się, że przyjdziesz przygotowana jak na egzamin z historii magii, taki stres mamy już dawno za sobą - mrugnął do niej, bo panika sięgnęła zenitu, nie było już niczego wyżej, chyba że czyste szaleństwo; było mu gorąco, chciał opuścić to miejsce, choć zaciemnione to zaciskające szpony cudzego wzroku na grdyce.
Spojrzał po raz ostatni na swój wykwintnie ozdobiony talerz i z żalem stwierdził, że mimo jakości, danie nie wyglądało apetycznie. Zamknięte w szczelnej otoczce sosu mięso, ukryte w jego barwie, jedynie przekrojone ulewało karmazynu swego wnętrza.
Jeżeli wszystkie dotychczasowe metody nie działały, cóż miał począć? Siedzieć i rozprawiać o swoich zmartwieniach nad kotletem? Rosfbefem? Polędwicą? Czymkolwiek to było. Tranzakcji miał dużo w pracy, nie musiał powielać tego schematu w małżeństwie… czy na randce, to przecież była pierwsza randka. W ostatnich miesiącach postawił kroki w nieznane strony i był w stanie wziąć naprawdę głęboki oddech, pełnią klatki, bez przyciskającego ciężaru marmurowego chłodu. Słowa Primrose przewijały mu się w głowie jak mantra, jakby przygotowywał się do skoku przez kanion, o których czytał w mugolskich historiach z 'dzikiego zachodu'.
Wbrew wszystkiemu, czego nauczono go o zachowaniu przy stole, rozłożył łokcie na idealnie wyprasowanym obrusie, skrzętnie omijając swój talerz i pochylajac się w stronę Lestrange. Błysk w oku, który kobieta mogła dostrzec, gdy opowiadał o synu, teraz wydawał się intensywniejszy, rozświetlający przyciemnione pomieszczenie zamknięte pod kopułą monumentalności imperium. Miał nadzieję, że zinterpretował jej zachowanie odpowiednio, śledząc zaczerwienienie policzków, brak zainteresowania winem i równie dynamiczne co u samego siebie zmiany w podejściu do rozmówcy.
- Wnioskując po tym, że odłożyłaś sztućce już dobrą chwilę temu, zgaduję, że skończyłaś jeść. Wino mają tu średnie, spodziewałem się czegoś smaczniejszego - zaczął marudnie - Chciałabyś stąd wyjść? Znam przyjemniejsze miejsce przy plaży i molo. Nie wiem na ile twoje buty to przetrwają, ale zawsze możemy kupić nowe - zaproponował, choć nie naciskał. Mówił przyciszonym głosem, zupełnie jakby na trybunach przy szkolnym stadione szeptał koleżance do ucha, ze chce jej pokazac swoją ulubioną część miodowego królestwa.
'[…] to przecież dziecko, które potencjalnie może stać się częścią mojego życia', na Merlina, czy brała to aż tak na poważnie? Wypowiedź w końcu uświadomiła mu, że to nie jest jeden z wielu wieczorków zapoznawczych, że nie powinien polegać na… na, właściwie na czym? Zgubił się we własnym łańcuchu myśli.
Chyba zaczynał wierzyć … nie, chciał wierzyć, że jej intencje są szczere. Wciąż ze spoconymi rękoma, postanowił wydobyć z siebie brawurę zaczerpniętą od kuzyna Roberta, w końcu gryfoni byli w takich rzeczach najlepsi.
- Dlaczego miałbym się złościć? Spotykamy się na osobności po raz pierwszy, nie spodziewałem się, że przyjdziesz przygotowana jak na egzamin z historii magii, taki stres mamy już dawno za sobą - mrugnął do niej, bo panika sięgnęła zenitu, nie było już niczego wyżej, chyba że czyste szaleństwo; było mu gorąco, chciał opuścić to miejsce, choć zaciemnione to zaciskające szpony cudzego wzroku na grdyce.
Spojrzał po raz ostatni na swój wykwintnie ozdobiony talerz i z żalem stwierdził, że mimo jakości, danie nie wyglądało apetycznie. Zamknięte w szczelnej otoczce sosu mięso, ukryte w jego barwie, jedynie przekrojone ulewało karmazynu swego wnętrza.
Jeżeli wszystkie dotychczasowe metody nie działały, cóż miał począć? Siedzieć i rozprawiać o swoich zmartwieniach nad kotletem? Rosfbefem? Polędwicą? Czymkolwiek to było. Tranzakcji miał dużo w pracy, nie musiał powielać tego schematu w małżeństwie… czy na randce, to przecież była pierwsza randka. W ostatnich miesiącach postawił kroki w nieznane strony i był w stanie wziąć naprawdę głęboki oddech, pełnią klatki, bez przyciskającego ciężaru marmurowego chłodu. Słowa Primrose przewijały mu się w głowie jak mantra, jakby przygotowywał się do skoku przez kanion, o których czytał w mugolskich historiach z 'dzikiego zachodu'.
Wbrew wszystkiemu, czego nauczono go o zachowaniu przy stole, rozłożył łokcie na idealnie wyprasowanym obrusie, skrzętnie omijając swój talerz i pochylajac się w stronę Lestrange. Błysk w oku, który kobieta mogła dostrzec, gdy opowiadał o synu, teraz wydawał się intensywniejszy, rozświetlający przyciemnione pomieszczenie zamknięte pod kopułą monumentalności imperium. Miał nadzieję, że zinterpretował jej zachowanie odpowiednio, śledząc zaczerwienienie policzków, brak zainteresowania winem i równie dynamiczne co u samego siebie zmiany w podejściu do rozmówcy.
- Wnioskując po tym, że odłożyłaś sztućce już dobrą chwilę temu, zgaduję, że skończyłaś jeść. Wino mają tu średnie, spodziewałem się czegoś smaczniejszego - zaczął marudnie - Chciałabyś stąd wyjść? Znam przyjemniejsze miejsce przy plaży i molo. Nie wiem na ile twoje buty to przetrwają, ale zawsze możemy kupić nowe - zaproponował, choć nie naciskał. Mówił przyciszonym głosem, zupełnie jakby na trybunach przy szkolnym stadione szeptał koleżance do ucha, ze chce jej pokazac swoją ulubioną część miodowego królestwa.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦