13.06.2026, 18:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.06.2026, 19:45 przez Mona Rowle.)
Akt drugi
Mamma mia
W duszy nadal mi płonie żar
Spojrzę raz i serce wali jak dzwon
Tylko raz i mogę kochać po zgon
Mamma mia
Opamiętaj się
W duszy nadal mi płonie żar
Spojrzę raz i serce wali jak dzwon
Tylko raz i mogę kochać po zgon
Mamma mia
Opamiętaj się
— Kalimera, pani Eleni! Tak, pelargonie podleję wieczorem! Jeśli pański syn jeszcze raz zacumuje łódź pod naszym tarasem, zacznę naliczać opłaty za postój! A ty! Nie podrywaj moich klientek dopóki nie zapłacą za pokoje! — wołała, machając po drodze do każdego, kogo mijała.
Pokój numer trzy należało przewietrzyć, pomyślała. Trzeba było też wysłać kogoś po świeży pokarm dla smoczogników. Co więcej, jeśli ten cały profesorek okaże się miłośnikiem starożytności — na samą tę myśl coś nieprzyjemnie ścisnęło ją pod żebrami, co się zadziało? — można będzie zaproponować wycieczkę do okolicznych ruin i doliczyć odpowiednią opłatę.
— Nie targować się. Uśmiechać — mruknęła do siebie. — Ludzie na wakacjach płacą dwa razy więcej za dokładnie ten sam widok. Lizzy? Smoczyku? — zawołała, kiedy przekroczyła kamienny łuk prowadzący na dziedziniec Ladonu. — Gdzie jest nasz niezwykle szanowny uczony? Mam nadzieję, że jeszcze go nie przestraszyłaś opowieściami o smoczognikach. Będę musiała jakoś zbajerować go, że wszelkie niedogodności związane z upałem rekompensujemy wybornym jedzeniem i najpiękniejszym widokiem na Morze Egejskie… — jej Elizabeth siedziała przy stoliku, kiedy naprzeciwko niej stał Icarus Prewett, dzierżąc w dłoni filiżankę kawy.
Czas cofnął się o dwadzieścia lat, nawet jeśli bogowie zsunęli z jego włosów młodość, zostawili srebro na skroniach. Dodali kilka zmarszczek przy oczach. Był jednak nim. Tym samym mężczyzną, którego kochała wystarczająco mocno, aby pozwolić mu odejść. Tym samym, którego utraciła przez własne działanie.
Jak powinna wyglądać przeciętna reakcja na widok jedynej córki i jedynego, dawno utraconego ukochanego mężczyzny rozmawiających ze sobą? W żadnej książce nie było na to odpowiedzi. W żadnej wersji świata, którą znała, nie przewidziano takiego spotkania!
Mona poczuła, jak ziemia osunęła się jej spod nóg. Zrobiła więc to, co robiła najlepiej. Cofnęła się i schowała za grubą, wapienną kolumną. Oparłszy się plecami o chłodny kamień, rzycisnęła dłoń do piersi. Serce biło jej jak szalone.
Po latach spokoju warto było nadrobić zaległości. Przez dwadzieścia wyobrażała sobie ich ponowne spotkanie. W jej wizjach nigdy nie była spocona od biegania po miasteczku, z mąką na sukience. Dobrze, trzeba było się ogarnąć! Miała przecież czterdzieści osiem lat, prowadziła hotel i hodowlę, wychowała sama córkę, przeżyła smoki, turystów oraz liczne sezony w sierpniu. Da radę jednemu byłemu!
Któremu uciekła sprzed ołtarza…
— Mamo? — odezwała się niepewnie Elizabeth, gdy zerknęła raz na Icarusa, a potem w miejsce, w którym zniknęła jej matka.
Mona zamknęła oczy na krótką chwilę i wzięła głęboki oddech. Mąka nadal zdobiła materiał. Nie miała czasu tego naprawić. Trudno. Jeżeli bogowie postanowili zrzucić jej pod nogi dawnego narzeczonego po dwudziestu latach, to będą musieli zaakceptować również mąkę.
— Oby to był sen i oby cię tu nie było — wyszeptała pod nosem. Niestety, kiedy wyjrzała zza kolumny, nadal tam siedział. Jak wino. Wciąż był piękny, zabójczo przystojny nawet pomimo upływu lat.
Pozostawała jeszcze kwestia jej kruszynki… Może… jeśli zacznie z grubej rury, sama uniknie katastrofy?
— Rozważałam ucieczkę przez tylne drzwi, ale uznałam, że byłoby to mało eleganckie drugi raz — Mona wyprostowała się, oparła dłoń o biodro, aby dodać sobie pewności. Ubrała na twarz swój najlepszy uśmiech do bajerowania mężczyzn, gdy już podeszła do dwójki. — Bogowie, gdybyś nie wyglądał dokładnie tak samo, pomyślałabym, że się starzejesz. Kopę lat, Ari.
Przedstawienie czas było zacząć!
Pokój numer trzy należało przewietrzyć, pomyślała. Trzeba było też wysłać kogoś po świeży pokarm dla smoczogników. Co więcej, jeśli ten cały profesorek okaże się miłośnikiem starożytności — na samą tę myśl coś nieprzyjemnie ścisnęło ją pod żebrami, co się zadziało? — można będzie zaproponować wycieczkę do okolicznych ruin i doliczyć odpowiednią opłatę.
— Nie targować się. Uśmiechać — mruknęła do siebie. — Ludzie na wakacjach płacą dwa razy więcej za dokładnie ten sam widok. Lizzy? Smoczyku? — zawołała, kiedy przekroczyła kamienny łuk prowadzący na dziedziniec Ladonu. — Gdzie jest nasz niezwykle szanowny uczony? Mam nadzieję, że jeszcze go nie przestraszyłaś opowieściami o smoczognikach. Będę musiała jakoś zbajerować go, że wszelkie niedogodności związane z upałem rekompensujemy wybornym jedzeniem i najpiękniejszym widokiem na Morze Egejskie… — jej Elizabeth siedziała przy stoliku, kiedy naprzeciwko niej stał Icarus Prewett, dzierżąc w dłoni filiżankę kawy.
Czas cofnął się o dwadzieścia lat, nawet jeśli bogowie zsunęli z jego włosów młodość, zostawili srebro na skroniach. Dodali kilka zmarszczek przy oczach. Był jednak nim. Tym samym mężczyzną, którego kochała wystarczająco mocno, aby pozwolić mu odejść. Tym samym, którego utraciła przez własne działanie.
Jak powinna wyglądać przeciętna reakcja na widok jedynej córki i jedynego, dawno utraconego ukochanego mężczyzny rozmawiających ze sobą? W żadnej książce nie było na to odpowiedzi. W żadnej wersji świata, którą znała, nie przewidziano takiego spotkania!
Mona poczuła, jak ziemia osunęła się jej spod nóg. Zrobiła więc to, co robiła najlepiej. Cofnęła się i schowała za grubą, wapienną kolumną. Oparłszy się plecami o chłodny kamień, rzycisnęła dłoń do piersi. Serce biło jej jak szalone.
Po latach spokoju warto było nadrobić zaległości. Przez dwadzieścia wyobrażała sobie ich ponowne spotkanie. W jej wizjach nigdy nie była spocona od biegania po miasteczku, z mąką na sukience. Dobrze, trzeba było się ogarnąć! Miała przecież czterdzieści osiem lat, prowadziła hotel i hodowlę, wychowała sama córkę, przeżyła smoki, turystów oraz liczne sezony w sierpniu. Da radę jednemu byłemu!
Któremu uciekła sprzed ołtarza…
— Mamo? — odezwała się niepewnie Elizabeth, gdy zerknęła raz na Icarusa, a potem w miejsce, w którym zniknęła jej matka.
Mona zamknęła oczy na krótką chwilę i wzięła głęboki oddech. Mąka nadal zdobiła materiał. Nie miała czasu tego naprawić. Trudno. Jeżeli bogowie postanowili zrzucić jej pod nogi dawnego narzeczonego po dwudziestu latach, to będą musieli zaakceptować również mąkę.
— Oby to był sen i oby cię tu nie było — wyszeptała pod nosem. Niestety, kiedy wyjrzała zza kolumny, nadal tam siedział. Jak wino. Wciąż był piękny, zabójczo przystojny nawet pomimo upływu lat.
Pozostawała jeszcze kwestia jej kruszynki… Może… jeśli zacznie z grubej rury, sama uniknie katastrofy?
— Rozważałam ucieczkę przez tylne drzwi, ale uznałam, że byłoby to mało eleganckie drugi raz — Mona wyprostowała się, oparła dłoń o biodro, aby dodać sobie pewności. Ubrała na twarz swój najlepszy uśmiech do bajerowania mężczyzn, gdy już podeszła do dwójki. — Bogowie, gdybyś nie wyglądał dokładnie tak samo, pomyślałabym, że się starzejesz. Kopę lat, Ari.
Przedstawienie czas było zacząć!
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception