• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[07.10.1972, Ostoja dla zwierząt] Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać

[07.10.1972, Ostoja dla zwierząt] Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#11
22.06.2026, 12:09  ✶  
Z mokrego, zimnego podwórza Helloise wkroczyła za Guinevere do przytulnie ciepłego domu. Cichy był stukot jej stóp na schodach, szła po stopniach niezbyt energicznie, palcami sunęła po poręczach. Uwagę swoją poświęcała rozglądaniu się po wnętrzu. Błękitne oczy czarownicy przesuwały się leniwie po ścianach, meblach i najgłębszych zakamarkach domu McGonagallów. Choć znała to miejsce, lubiła wypatrywać zmian — drobnych oznak tego, że żyto w tej przestrzeni.
— Musiałam się mojej chacie czymś narazić — podjęła temat zupełnie zwyczajnie. — Czai się na mnie we śnie. Przesuwa rzeczy po pokojach. Rozregulowała zaklęcie unoszące dom. Cała trzęsie się od jakiejś magii. I ciągle na mnie patrzy, ale, ach, nie odezwie się uparcie. — Pokręciła głową niezadowolona z tego, jak niejasne sygnały wysyłała jej chata. — To się wcześniej nie zdarzało.
Czarownica wsunęła się do ciemnego pokoju, do którego poprowadziła ją Guinevere. Usiadła na jednym z wyściełanych krzeseł, poprawiając zaplątany między nogi materiał sukni, i obserwowała z zaciekawieniem przygotowania McGonagall. Wróżbickie gabinety tak często spowite były mrokami budującymi atmosferę tajemnicy. Nie pozostawiały gościom innego wyjścia niż skupić się w pełni na jedynym klarownym punkcie w pomieszczeniu: wróżbicie odsłaniającym wyroki losu. Helloise ulegała tej atmosferze. Takie zamknięte, duszne przestrzenie mocno ją przytłaczały. Nie mogłaby spędzać w podobnym miejscu całych dni, mimo że fascynująca wydawała się praca z magią zamkniętą w kuli. Żałowała, zawsze bardzo żałowała, że nie umie sama spojrzeć przez warstwę mlecznych mgieł i podglądać losu.
Mogła natomiast swobodnie podglądać Guinevere wchodzącą nad kulą w stan przypominający trans — Guinevere była wyjątkowo piękną kobietą. Czarownica nie mogła oderwać oczu od ust wróżbitki wyginających się miękko w kolejnych słowach. Odruchowo podążyła za wydanym przez nie poleceniem: wróciła myślami do swojej chaty. Między te nawiedzone ciemne kąty, z których wyzierały natarczywe spojrzenia, a upiorne oczy wybite w drewnianych sękach próbowały ją doprowadzić na skraj szaleństwa.
— Jakie intencje ma wobec mnie moja chata? — powtórzyła niespiesznie swoje pytanie.
Sama w kuli nie widziała niczego poza kotłującymi się obłokami. Musiała czekać, aż padnie wyrok — i padł: zagrożenie. Przyjęła go nad wyraz spokojnie, jakby wcale nie zaskoczył jej ani nie przejął. Uśmiechnęła się nawet lekko. Nabrała do chaty cichego respektu, odkrywszy, że ta jest drapieżna i niebezpieczna. Helloise również walczyłaby o swoje, gdyby w niej zamieszkał niepożądany lokator.
— Tego się spodziewałam — przyznała, skinąwszy głową. Zastanowiła się nad kolejnym pytaniem. — Czy wiesz, po co powinnam sięgnąć, żeby nad nią zapanować?
To, że poczuła wobec chaty respekt, nie oznaczało, że zamierzała biernie się jej poddać i odejść. Jeśli dom nie pojedna się z nią po dobroci, będzie go musiała docisnąć do posłuszeństwa.


dotknij trawy
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#12
29.06.2026, 12:41  ✶  

Nie patrzyła na Helloise, gdy mówiła jej to, co widziała. W ogóle nie oderwała spojrzenia od kuli. Usłyszała, jak Rowle mówi, że tego się spodziewała, ale jej spojrzenie musiało sprawiać wrażenie nieco mętnego, wpatrzone było w to, co mogła dostrzec tylko ona. Ale jakoś inaczej, nie na własne oczy, tylko…

Mrugnęła.

Nie fizycznie, nie. Stało się coś dziwnego, co Guinevere jednocześnie zauważyła i bardzo szybko o tym zapomniała, bo teraz jej spojrzenie skupione było na czymś innym. Na tej ciemności, która rozlewała się wokół nich głębiej niż powinna. Na mglistym kształcie wewnątrz kuli. Była pewna, że jej oczy są teraz szeroko otwarte, gdy tak patrzyła w mleczną nicość kuli.

Prawdą było, że gdy zbyt długo patrzysz w otchłań, ona patrzy również i na ciebie.

Nie mogła się ruszyć. Palec zbliżał się do jej oka, a ona nie mogła nic zrobić. Paznokieć był już cal od miękkiej tkanki, a ona nie mogła nawet mrugnąć. I wtedy ta mgła, którą widziała kłębiącą się w kuli, osiadła jakby na jej oku. Chciała zamknąć powiekę, zamrugać gwałtownie, ale nic się nie stało, jakby była sparaliżowana. I wtedy to poczuła. Wiosnę, ziemie, trawę, las, wiatr. Te szyszki, zapachy, deszcz, słońce, lato, jesień, zimę, śnieg… mgłę.

Mgłę. Coś na nią patrzyło z wnętrza dziupli. I nie był to żaden ptak. Głos odbił się od jej czaszki.

Cokolwiek Helloise do niej mówiła dalej, pytanie które zadała, Guinevere już tego nie usłyszała, nie reagując nijak. Siedziała przed nią z dłońmi nad kulą, ani drgnęła, ani mrugnęła przez dłuższy czas. Może nawet nie oddychała.

Aż w końcu ruszyła się nagle, odetchnęła głęboko, zabrała dłonie znad kuli i zamknęła oczy, mocno, pocierając przy tym powieki palcami.

Ostatnia taka wizja, która wdarła jej się do głowy, miała miejsce w maju i McGonagall nie wiedziała, dlaczego wybrała właśnie ją. Kłamstwo. Wiedziała. Wiedziała, ale nie chciała dopuścić do siebie głosu i myśli, że jednak odziedziczyła po swojej matce dar jasnowidzenia. Od tamtej pory dziwne wizje zdarzały się nieco częściej, zwykle we śnie, co łatwo było zrzucić na wrażliwość na znaki i symbole podsyłane przez magię. A teraz… Teraz chyba obudziła coś bardzo starego.

– Helloise – powiedziała w końcu i odetchnęła, nadal mocno zaciskając oczy. – To chyba nie jest twoja chata – co można było zrozumieć właściwie dwojako: że chata nie należy do Helloise oraz, że to nie chata jest problemem. Pytanie jak to zrozumie blondynka? – Widziałam… drzewo. Olbrzymie, stare, puste w środku drzewo o intensywnie zielonych liściach. Widziała las. Widziałam polanę w maju. Widziałam szyszki, które właśnie spadły z drzewa i toczyły się po wzgórzu. Krople deszczu albo rosy na liściach w blasku słońca. Śnieg i mgłę. Wiosnę, lato, jesień, zimę. Jakbym czuła samą naturę. I coś na mnie patrzyło z tego pustego pnia. Coś, co powiedziało, że nie lubi jak się go podgląda, i… – wróżbitka otworzyła oczy i spojrzała na Helloise wyciągając do niej rękę, wskazując na nią palcem. Pochyliła się przy tym do przodu, celując tym palcem w czoło kobiety. – Widziałam rękę. I palec w moim oku. Nigdy w życiu nic takiego mi się nie przydarzyło, Hela – czy było możliwe mieć wizję wycelowaną prosto w siebie samego? Nie wiedziała. I być może właśnie dlatego, tłumaczyła sobie, że to nie była faktyczna wizja. Nie miała żadnego trzeciego oka, była tylko i aż wróżbitką, nikim więcej.

A w chacie Helloise działo się coś groźnego. Kula nie kłamała.

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#13
08.07.2026, 20:28  ✶  
Helloise czuła się, jakby została w ciemnym pokoju sama. Obecność Guinevere zgasła, mimo że wróżbitka siedziała wciąż na wyciągnięcie ręki. Czarownica nie znała się na tyle na sztukach dywinacyjnych ani widzeniach, aby potrafić ocenić, czy to naturalna część seansu, czy coś, czym by się należało niepokoić. Im bardziej się jednak sytuacja przedłużała, tym więcej kobieta wątpiła w to, czy wszystko w porządku.
— Ginny? — zapytała półgłosem. Dźwięki były blade, ostrożne. Bała się, czy słowami nie zaburzy jakiegoś istotnego elementu w procesie odczytywania przyszłości.
Wtem wróżbitka powróciła do życia. Helloise odetchnęła i wyprostowała się na krześle uspokojona, mimo że McGonagall wcale nie wyglądała entuzjastycznie.
Cóż to miało znaczyć, że dom nie był jej? Wiedźma była całkiem pewna, że ktoś z rodziny zadbał o poprawność postępowania spadkowego po śmierci babci Teofili. Helloise pamiętała, że coś jej kazali podpisywać, gdzieś z kimś chodziła do eleganckich biur. No i cóż z tego? Ona zawsze wiedziała, że bujdą jest moc tych wszystkich papierów i mistycznych aktów notarialnych, w które nabożnie wierzyły rzesze współczesnych czarodziejów.
— Co masz na myśli? Sugerujesz, że moja świętej pamięci cioteczka komuś ten dom odebrała niegodnym sposobem i on mści się na mnie teraz? — dopytała czarownica.
Byłaby tym w zasadzie nieszczególnie zadziwiona. Z babuszki też było niezłe ziółko.
Dalszej opowieści Guinevere kobieta słuchała jak urzeczona, a jej oczy powoli nabierały rozmarzonego wyrazu. Jakież to było cudowne! W słowach wróżbitki przekręcił się przed oczyma czarownicy pełen cykl roku z obfitością jego pór.
— Piękne — westchnęła. — Jak coś takiego może być złe?
Czy raczej: jak coś tak bliskiego naturze mogło ją odrzucić? Dotykało to jednego z niewielu punktów honoru, jakie dla Helloise były rzeczywiście istotne. Gryzło ją, że jakaś dawna siła leśna — choćby złośliwa czy groźna — mogłaby ją w ten sposób odrzucić czy wprost uznać za nieczystą. Zawsze starała się przecież żyć w harmonii z otaczającą ją naturą i być jej dopasowaną częścią.
Czarownica patrzyła nieruchomo na wycelowany w nią demonstracyjnie palec McGonagall. Powaga Guinevere udzieliła się i jej, mimo że do tej pory traktowała ową sprawę bardziej jak próbę sił niż wymierzony w nią atak. Strach było wracać spać w domu, w którym nieopisana siła na człowieka polowała; z drugiej strony: śmierć w szponach leśnego demona byłaby jedną z lepszych, jakie potrafiła sobie wyobrazić.
— Czasem czuję ten pazur w swojej głowie — powiedziała ciężko, przełykając ślinę. — Drapie moje myśli. Nie umiem tego opisać inaczej. Obserwuje mnie. Odprawia wokół mnie rytuały. — Nabierała dystansu z każdym słowem, aby zamaskować swój niepokój i spróbować przybrać pozę, jakoby ona była dla tej tajemniczej siły równym przeciwnikiem. W rzeczywistości zaś czuła się skołowana i poruszała się na ślepo. — Czy ty masz teorię, co to może być? Jakiś rodzaj opętania? — Nie była specjalistką z żadnej z dziedzin, które by mogły dostarczyć rozwiązania zagadki. Nie słyszała także nigdy o podobnych przypadkach.


dotknij trawy
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#14
11.07.2026, 22:36  ✶  

Trochę tak było – że Helloise została w tym pokoju sama, bo choć ciałem Ginny była tutaj z nią, tak duchem była zdecydowanie w innym miejscu. Pytanie tylko w jakim, bo nie była to chata Helloise, a wzgórze i drzewo, i inne rzeczy, jakie widziała, nie były jej znajome. Ale znowu… nie byłoby to pierwszy raz. W czerwcu miała wiele snów o pewnym jeziorze, snów, które przelewała na papier w szkicach i malunkach, a jeden z takich Thomas Figg rozpoznał i miejsce okazało się całkowicie prawdziwe.

– Co? – zapytała bez sensu po pytaniach blondynki, bo Guinevere zupełnie nie to miała na myśli i aż przekrzywiła w głowę, powtarzając w pamięci swoje słowa i pytania kobiety. – Och. Nie, nie. Miałam na myśli, że to nie twoja chata jest wrogo wobec ciebie nastawiona – powiedziała w końcu nieco zachrypniętym głosem, jakby miała przez ostatnią godzinę zaciśnięte gardło, co rzecz jasna nie było możliwe. Odchrząknęła dwa razy i nawet odruchowo pomasowała swoją szyję, jakby to faktycznie miało pomóc. –  Chata raczej nie jest w stanie mącić we wróżbach z kuli. Wiesz… Te kształty, wiadomości to nie jest kwestia tego, co wróżbita sobie wymyśli – a z pewnością nie gdy wróżbita był na symbole wrażliwy i wiedział jak patrzeć. Nefret przełknęła ślinę, próbując bardzo pozornie nawilżyć gardło. Ta herbata bardzo im się jednak przyda… – To magia, która odpowiada na pytania, wysyła znaki. I to coś… albo ktoś… wyczuł moje spojrzenie w kulę. Nie wiem jak. Nie wiedziałam, że to w ogóle jest możliwe – McGonagall wpatrywała się przez moment w Helloise, po czym bezwiednie spojrzenie spoczęło jej na kuli, na mlecznobiałej mgle, która kotłowała się wewnątrz.

Nie trwało długo, a jasnobrązowe oczy ponownie podniosły się na Helloise. Powoli kiwnęła głową.

– Tak. Wiem o co ci chodzi. Ten głos… To brzmiało jakby hmm… Jakby drapać w drzewo. Był taki chropowaty – czy głos może być chropowaty? – Nie wiem jak to opisać, ale cokolwiek to było, nie spodziewało się tego, że ktoś na nie zerknie. Kula jasno mówi o zagrożeniu, niebezpieczeństwie. Nie mam pojęcia co to było, ale ewidentnie jest związane z naturą. I miałam wrażenie, że to coś jest… stare. Bardzo stare. Pradawne może? Ten palec wyglądał… Wiesz co. Narysuję ci to, co widziałam. Może to ci powie więcej niż mi – Ginny ostatecznie dużo rysowała; kiedyś jako dziecko, następnie wróciła do tego w lecie, nie mogąc sobie do końca poradzić z ciężarem niektórych snów, symbolik, których nie dostrzegała od razu. Pozwalało jej to oczyścić głowę. – Chodź, pójdziemy na to ciasto i herbatę… a ja w tym czasie narysuję to co pamiętam. Póki pamiętam – dodała i uśmiechnęła się krzywo. – Opętanie chyba dotyczy istot żywych, a nie materii nieożywionej jak chata. Chyba, że to coś próbuje opętać ciebie – stwierdziła, nakładając atłasową szmatkę na kulę.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Dobierałam na jesień Sztuki plastyczne I, które musiałam odrzucić ze względu na przymus wzięcia przewagi z jasnowidzenia xD ale dostałam pozwolenie, żeby fabularnie postać mogła nadal malować, po prostu nie ma z tego żadnych korzyści mechanicznych. Dlatego myślę, że spokojnie mogę ci narysować kilka obrazków Serduszko
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#15
22.07.2026, 16:17  ✶  
Idea, jakoby to sama chata stała za wszystkim, co się wydarzyło, nie wzięła się Helloise z powietrza. Mimo że nie zawsze czarownica sprawiała takie wrażenie, to potrafiła wyciągać logiczne wnioski z informacji, jakimi dysponowała. Jej problemem było wyłącznie to, że jej się w owych wnioskach zdarzało zapędzić.
— Zatem to przychodzi z zewnątrz — podsumowała wskazówkę od Guinevere. — Sądziłam, że to sam dom, ponieważ to jest wszędzie, Guinevero. Ma oczy w każdym pokoju. W każdym kącie. W sękach desek obracają się gałki oczne. — Helloise uniosła rękę, wykrzywiając palce niczym szpony, którymi próbowała wydrapać niewidzialne ślepia. Mówiła z pełnym przekonaniem, mimo że słowa brzmiały niczym wariackie urojenia. Wierzyła, że po tym, co sama ujrzała, McGonagall nie będzie powątpiewać temu, że wiedźma spod lasu nie oszalała.
Skoro siła ta zdolna była sięgnąć magicznej kuli, być może rzeczywiście kryło się za nią coś większego niż tylko złośliwy poltergeist rozpanoszony po chatce na kurzej łapie. Helloise nie miała pojęcia, czego trzeba było, aby zakłócać odczyty wróżbitów, lecz z tłumaczeń Ginny pojąć zdołała, że podobne aberracje nie były rzeczą codzienną. McGonagall wydawała się swoimi doświadczeniem głęboko wstrząśnięta.
— Ach, chętnie zobaczę rysunki. — Helloise ospale wstała od stolika, przy którym wróżyła koleżanka. — Nie zrobiło ci to krzywdy, prawda? — zainteresowała się, mierząc Guinevere zatroskanym spojrzeniem.
Podążyła za kobietą na poczęstunek, w ciszy rozważając nowe fakty. Nie zaprowadziły one w jej teoriach rewolucji, lecz uzupełniły temat o kilka szczegółów. Wykluczenie opętania zaś zabiło jej ćwieka. Jeśliby nie chata była podmiotem w tej farsie ani nie duch żaden, to cóż pozostawało?
— Zdaje się, że raczej chce się mnie pozbyć niż opętać. Zna stare rytuały. Ta siła dysponuje zarówno wiedzą, jak i potencją. Wie rzeczy, jak i przynosi rzeczy. Dawne rzeczy. Świece do nieznanych mi rytuałów oczyszczenia. — Nie mogła przez to Helloise przestać odczuwać wobec swojego tajemniczego lokatora głębokiego szacunku. Pradawne siły natury należałoby czcić raczej niż zwalczać, lecz cóż czynić, gdy nie pozostawiono wiedźmie wyboru.


dotknij trawy
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#16
30.07.2026, 10:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2026, 13:28 przez Guinevere McGonagall.)  

Och, Helloise może i sprawiała wrażenie szalonej, ale według Guinevere, było to tylko wrażenie. Może i miała bardzo niekonwencjonalne podejście do wielu rzeczy, ale wariatka nie byłaby w stanie warzyć tych wszystkich eliksirów (bo choć Ginny nie była w tym biegła, to przecież uczyła się tego w szkole i doskonale wiedziała, jak w tej sztuce ważna była precyzja). Daleko jej było do sztywnej damulki w tych przyciężkawych, drogich kreacjach, dygających jak nakazują te wszystkie stare zasady, których zresztą było tyle, że kto by to wszystko pamiętał; nie popisywała się niczym, bo nie musiała niczego nikomu udowadniać. I to w niej lubiła (bo Ginny owszem, przyjaźniła się z Anthonym Shafiqiem, ale był to bodaj wyjątek od reguły, zdecydowanie lepiej czuła się w towarzystwie nieco mniej… okrzesanych typów).

– Widzisz to na jawie, czy w śnie? – zapytała, zastanawiając się nad słowami Helki. O tak, wierzyła jej, miała wszelkie powody sądzić, że to nie jest żadna zbiorowa halucynacja. Rzecz tyczyła się tego, w jaki sposób się wróżyło: dotyczyło to danej, konkretnej osoby i nie spoglądało się w głowę tego czarodzieja, oklumencja nie była więc w stanie zablokować postawienia wróżby, ani nie patrzyło się też na innych, to nie było jasnowidzenie, a wskazówki, drogowskazy… więc tym dziwniejsze, że Coś, przez wielkie C, zdołało się przez to wszystko przebić. – Chyba nie? Jestem trochę skołowana, ale to nie było standardowe wróżenie, więc pewnie mam prawo – bo czy faktycznie coś jej było? Teoretycznie nie powinno, wizja była dziwaczna i akurat tego typu jej się nie zdarzyła, ale miała już na koncie odczyt dziwacznych… obrazów. Nie miała bladego pojęcia, że ten byt coś w niej przestawił, żeby nie była w stanie już na niego “zerknąć”.

Wychodząc, zabrała jeszcze swój notes, w którym zwyczajowo rysowała i ołówek, i poprowadziła je na parter do kuchni, w której ciągle krzątała się babcia Ginny, a na widok dwóch czarownic uśmiechnęła się ciepło.

- Helloise, dobrze cię widzieć, słoneczko - przywitała się i wycelowała różdżką w kilka naczyń, które zatańczyły, chowając się do szafek na swoje miejsce. - Dziewczynki, zrobić wam coś do picia? A może chcecie po ciastku? - żadna z nich nie była już od dawna dziewczynką, ale starszej czarownicy kompletnie to nie przeszkadzało.

– Herbatę? I właściwie to przyszłyśmy na tartę – przyznała, siadając przy sporym okrągłym stole, który znajdował się na środku kuchni, z jednej strony bliżej okna. Niemalże od razu otworzyła swój notes, przekartkowała go i zapatrzyła się na Helloise. – Myślałam ciągle o tym, co mówiłaś. Może faktycznie chce cię stamtąd wyrzucić? – tylko dlaczego? Stare rytuały i dawne rzeczy pokrywały się z odczuciem Ginny, które miała po tej dziwnej wizji. Halsey nuciła sobie pod nosem, gdy zagotowywała dla nich wodę i kroiła ciasto, potem nawet zagaiła Helloise, pytając jak się ma, sama mówiła coś o którymś ze zwierzaków, a chwilę później zostawiła je same. W tym czasie z kolei Guinevere szkicowała – szybko i może nie były to dzieła sztuki, ale według niej wystarczające, by jakoś ukazać Helli to, co sama widziała jeszcze kilkanaście minut temu. Jedno z nich przedstawiało stare, wielkie drzewo na wzgórzu, szyszki, które się po nim toczyły, liście opadłe na ziemię z innych drzew, nieco w oddali, ale nie wokół tego jednego – to była jesień, która widziała. Wyrwała kartkę z notesu i podała ją Rowle, i zabrała się do drugiego szkicu. To było to samo drzewo ale jakby nieco bliżej, pusty pień i cień czający się wewnątrz. Trzeci rysunek przedstawiał dłoń i oskarżycielski wyciągnięty, zakrzywiony, zwyrodniały, sękaty wręcz, palec zakończony długim, ostrym paznokciem.

– Jestem przekonana, że to drzewo jest puste w środku i coś się w nim czai… miałam wrażenie że mnie stamtąd obserwuje – powiedziała, podając blondynce ostatni rysunek.

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#17
08.08.2026, 22:14  ✶  
Helloise również wygodnie rozmawiało się z Ginny. Ich rozmowy nie zawierały elementu wymuszenia, które wiedźma często przekornie stosowała wobec co nadętszych swoich pobratymców. Z każdym bowiem niezależnie od stanu czy wieku mówiła jak z dobrym znajomym, bez zbędnej tytulatury, bez wyszukanej grzeczności. Niektórzy patrzyli na nią z góry, jeszcze zanim się odezwała. Żyła w ciasnej chacie, w której nic nie kojarzyło się luksusowo; gości sadzała na rozchybotanych taboretach i kazała im pić herbatę z wyszczerbionych glinianych czarek. Była biegła w rzemiośle i robiła w drewnie, co kazało sądzić, że liche stołki były albo skrajnym niedbalstwem, albo kpiną.
A były oboma.
Krew takiej choćby Eugenii Jenkins nie była czystsza niż krew Helloise, to i czemu Helloise miałaby ją w specjalny sposób poważać? Każdego zrodziło łono jednej Bogini Matki — i Ginny, i Helloise, i Ministrę Magii. Niektóre dzieci Bogini okazywały się stworzeniami szlachetnymi, inni obrażającymi swoim istnieniem Jej boski projekt, i za to można było je sądzić. Wiedźma z lasu nie dałaby sobie nigdy przypisać nienawiści rasowej. Nie nienawidziła przecież mugoli za to, że byli kimś obcym czy mniejszym od niej, lecz za to, co czynili Matce Ziemi. Byli szkodnikami. Swoje poglądy uważała za zupełnie logiczne.
— Palce widzę we śnie. Oczy… zawsze. I nigdy. Zawsze kątem oka, lecz gdy się odwrócę… ach. — Pokręciła głową sfrustrowana tym, że nigdy nie udało jej się jeszcze przyskrzynić klątwy na gorącym uczynku. Temu, że Guinevere miała pełne prawo czuć się skołowaną, tylko przytaknęła.
Gdy weszły do kuchni, Helloise serdecznie powitała panią McGonagall. Halsey, widząc spuszone wilgocią włosy blondynki, zatrzymała ją przy sobie dłużej, żeby przygładzić je tu i tam, i wpleść z powrotem w warkocz pasma, które wypadły podczas lotu. Wiedźma z lasu przyjęła te zabiegi z cierpliwością, po czym potwierdziła:
— Herbatę. Myślę, że dobrze zrobi nam napar relaksujących ziół.
Wprosiła się do szafki, w której McGonagallowie trzymali herbatki i sama dobrała dla siebie i Ginny mieszankę suszów, o których wiedziała, że najlepiej działają na ukojenie nerwów. Kobieta snuła się ospale po kuchni z mniejszą energią niż stara czarownica, a gdy odmierzała zioła, robiła to z niemal aptekarską precyzją. Gawędziła przy tym sympatycznie z panią McGonagall o zwierzętach, a że temat zakręcił się wokół istot wodnych, Helloise nie omieszkała między wątkami wtrącić, że słyszała o magach, którzy połykają w całości ciamarnice, aby uwalniały w żołądku i jelitach jady oczyszczające organizm z toksyn.
Z przyjemnością owinęła dłonie wokół gorącego kubka, gdy przysiadła się z powrotem do Guinevere.
— Może chcieć. Będzie musiała próbować długo. Nie wygoniły mnie widma. Nie wygoni mnie to. — W nieobecnym zamyśleniu przeciągnęła palcem po krawędzi naczynia, po czym przyjęła rysunek, który wręczyła jej druga czarownica. Było to drzewo, wokół którego nie zalegały liście, mimo że z pozostałych jesień już je postrącała. Helloise zastanowiła się nad tym z cichym pomrukiem, podobnie postąpiła z następnymi szkicami. — Kiełkuje w tobie przyjemny talent — zauważyła mimochodem, sunąc koniuszkiem palca nad powierzchnią kartki. Śledziła pociągnięcia ołówka, nie chcąc go rozmazać. W tym geście rozważała przez chwilę nie treść obrazów, a zdolności Ginny. Nawet jeśli były to tylko szybkie szkice, znać było, że czarownica ćwiczy. — Mam nadzieję, że nie sprowadziłam na ciebie jakiegoś nieszczęścia przez tę wróżbę. — Troskliwie dotknęła ramienia McGonagall, po czym spojrzała na całokształt, jaki przedstawiały rysunki.
Co było wyjątkowego w tym drzewie? Drzewo na wzgórzu… Helloise zanurkowała we wspomnienia Kniei. Dawno w niej nie była, lecz wciąż potrafiła w wyobraźni przejść leśnymi ścieżkami. Znała z pamięci wiele drzew, szczególnie tych starych i w jakiś sposób charakterystycznych. Wpatrując się w rysunki Guinevere, szukała czegoś znajomego.

// Percepcja — czy Helloise rozpoznaje to drzewo i wzgórze jako coś, co widziała kiedyś w Kniei Godryka? (O ile brak sztuk plastycznych Guinevere nie wpłynął aż tak na wierność oddania kształtu drzew i górki? IDK)
Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!


dotknij trawy
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#18
11.08.2026, 03:00  ✶  
Nakreślony przez Ginny krajobraz wydawał się w pierwszej chwili zwyczajnie odległy. Myślałaś intensywnie o Kniei Godryka i niestety, nic konkretnego nie przychodziło ci do głowy, nie ważne ilu ścieżek nie brałaś pod uwagę.
Drzewo, które znajdowało się na obrazku, było jednak specyficzne. Jego kształt nie był formą prostego, zdrowego drzewa, które rosło tylko ku górze. Było doświadczone, stare, pełne historii. Najpierw przyszło ci do głowy, że kojarzysz tego typu miejsca. Dawniej nazywało się je uroczyskami i stanowiły miejsca orientacyjne w lasach, a także uważano że posiadały szczególne magiczne właściwości. A potem tknęło cię dalej. Nie chodziło o Knieję Godryka, ale o twoje rodzinne strony. Gdzieś w tamtych lasach widziałaś podobne drzewo. Podobne miejsce o dziwnej, niepokojącej nieco atmosferze.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#19
12.08.2026, 16:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2026, 16:58 przez Guinevere McGonagall.)  

Guinevere była zwyczajnie wychowana inaczej – nie w sztywnych konwenansach Wielkiej Brytanii, gdzie czarodzieje trzęśli się nad tą czystością krwi, jakby to była największa świętość, a w gorących piaskach egzotycznego Egiptu, którego starożytna historia wciąż była poniekąd żywa pośród wielu czarodziejów. Starożytni bogowie o głowach zwierząt i ciałach ludzi – tak podobni do tego, co potrafili robić McGonagallowie, przybierając pośrednią formę i zmieniając tylko część swojego ciała; czarodzieje, w których żyłach płynęła krew starych dynastii faraonów, jak chociażby w jej własnej rodzinie, faraonów, którzy łączyli się tylko ze sobą, bo przecież „bogowie nie mogą bratać się z pospólstwem” i skończyło się to źle. „Rozrzedzanie” krwi nie było słabością – było siłą, która pozwalała im przeżyć i ciągnąć to dziedzictwo i Egipcjanie już dawno odrobili tę lekcję. McGonagallowie, którzy byli twórcami zaklęć zmieniających żywe istoty w przedmioty, byli starym rodem, ale mieli lepsze rzeczy do roboty, niż kłócić się o status „krwi” – nawet jeśli w rodzinie nie było mugoli, to podchodzili do tego zbyt lekko, machając ręką na te wszystkie stare zwyczaje, nie byli też obrzydliwie bogaci, pieniądze przeznaczając na naukę i opiekę nad zwierzętami. Ginny uczyła się oczywiście o zwyczajach Anglików, o tradycjach, o tym co jest ważne dla kogo, ale sama się z tym nie utożsamiała, bo choć była z urodzenia w połowie Angielką, tak czuła się w pełni Egipcjanką. Co zaś tyczyło się mugoli, to Ginewra nigdy aktywnie nie szukała z nimi kontaktu. Na wykopaliskach archeologicznych przeszkadzali, bo trzeba było uważać, żeby nie czynić przy nich magii, poza tym nieświadomi wielu rzeczy, łatwo mogli uruchomić magiczną pułapkę… ale poza tym nic do nich nie miała, mieli takie samo prawo żyć, jak każde inne stworzenie na tej ziemi.

Rozumiała, co Helloise próbowała jej przekazać. To jak to irytujące uczucie, że ktoś ci się przygląda, że ma oczy wpatrzone w środek twojego karku, aż wypala co to metaforyczną dziurę, a gdy odwracasz się gwałtownie, nagle za plecami nikogo nie ma, ale wrażenie nie znika.

Kilka razy uśmiechnęła się pod nosem, słuchając wymiany zdań pomiędzy babcią, a Helloise, nawet uniosła głowę znad wykonywanego rysunku przy rozmowie o tych ciamarnicach i aż zmarszczyła brwi, na co Halsey odpowiedziała coś w tylu, że to chyba jednak niezbyt zdrowe jeść ciamarnice.

– Dobrze. Nie można pozwolić, żeby cokolwiek cię wygoniło z twojego domu – sięgnęła po kubek z naparem i wzięła pierwsze dwa łyki, po czym odruchowo przetarła dłonią czoło i podniosła spojrzenie na blondynkę. – Pomaga mi poukładać myśli – oddzielić sny od jawy; zastanowić się nad symbolami, które ukazały się jej w snach, czy w kryształowej kuli, a nawet w fusach herbaty czy kawy. – Na pewno nie. Wróżby nie sprowadzają nieszczęścia. Mogą co najwyżej o nim mówić i ostrzec – nie wierzyła, że Helloise miałaby coś złego na nią ściągnąć, nie pasowało to do wizji świata, w którą uparcie wierzyła.

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#20
16.08.2026, 22:02  ✶  
Porządkowanie myśli nigdy nie było czymś, czego Helloise szukała w tworzeniu. Nie porządkowała niczego, oddawała światu swoje pomysły takimi, jakimi rodziły się w jej głowie; możliwie wiernymi, intuicyjnymi, nie analitycznymi. Odnajdywała w sztuce inny rodzaj wytchnienia dla swojej głowy. Hipnotyczne, doskonale wyuczone ruchy, głębokie skupienie na dziele trzymanym w rękach: pomagało jej to odsunąć nadmiar myśli. Gdy tworzyła, wpadała w trans. Zawartość umysłu zostawała po drugiej stronie dzieła, za grubą zasłoną. Helloise wiedziała, że złe myśli wciąż są tam, lecz gdy rzeźbiła i obmyślała nowe projekty, traciła zmartwienia z oczu na długie godziny. Było to jedyne, co oferowało jej stan uniesienia podobny opium.
— Teraz jestem ciekawa galerii wszystkich twoich myśli. Czy mogę ci na razie te trzy ukraść? Chciałabym to komuś pokazać. — Helloise przekrzywiła lekko głowę, mętnym wzrokiem pod innym kątem spoglądając na rysunek drzewa, jakby coś nowego na dwuwymiarowej kartce miała w ten sposób odkryć. I odkryła: — To krajobraz Snowdonii, nie Kniei — powiedziała powoli, po czym podniosła na Guinevere wzrok. Sprawiała wrażenie zirytowanej tą rewelacją.
Sądziła dotychczas, że być może agresja widm przebudziła jakiś byt w Dolinie: coś, co albo zawsze w chacie było, albo przypełzło do niej teraz, aby szukać schronienia przed potworami zakłócającymi spokój. Jednak gdy Helloise wpatrywała się w szkic Ginny, pojawiły się przed nią nie dąbrowy, gdzie spędziła ostatnie lata, lecz wspomnienia czasów na długo przed tym, jak zamieszkała w chacie na kurzej stopie. Helloise odkryła, że to ziemie ojca powinna winić. Albo Rowle sama tę pradawną siłę przyprowadziła za sobą z domu rodzinnego, albo ktoś z rodziny, kto ją odwiedzał.
Drzewo znajdowało się wśród smoczych gór — była tego niemal pewna.
Możliwość pozostania w chacie była w tym czasie dla Helloise ważniejsza jeszcze niż kiedykolwiek, ponieważ opuszczając chatę, opuszczałaby i okolice lasu. Nie miała w Dolinie innego miejsca; musiałaby wracać do Walii. Mawiali, że co z oczu, to z serca. Czarownica obawiała się, że jeśli Knieję opuści, jej przywiązanie do lasu zacznie stopniowo rozluźniać się i — jak wielu innym — Helloise przestanie na rozwiązaniu sprawy zależeć. Życie w sąsiedztwie widm obciążało jej nerwy, lecz jednocześnie utrzymywało ją zaangażowaną w problem z niezmienną żarliwością.
Gdy padło zapewnienie o tym, że wróżby nie sprowadzają nieszczęścia, czarownica wcale nie wydawała się przekonana. W milczeniu piła swoje zioła, namyślając się nad tym chwilę, po czym raz jeszcze rzuciła okiem na rysunki.
— Obyś się nie myliła. Powiedziałaś, że nie powinno móc również wyczuć spojrzenia w kulę, a jednak… — Być może przez to, że brakowało jej zrozumienia teoretycznych podstaw wróżbiarstwa i widzenia, Helloise z większą swobodą wyobrażała sobie, w jaki sposób Byt mógłby odegrać się na Guinevere.


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (631), Guinevere McGonagall (5317), Helloise Rowle (4142)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa