Zarówno obrona obręczy jak i atak na nie, nigdy nie była żywiołem żadnego z nich. Obaj przez lata przywykli do ról wymagających własnego ruchu i inicjatywy, a nie cierpliwego pilnowania trzech obręczy czy mozolnego rozgrywania akcji. Paradoksalnie właśnie dlatego ten sparing był bardziej uczciwy. Żaden nie był w swojej specjalizacji. Zaden nie mógł schować się za specjalizacją, która dawałaby mu wyraźną przewagę. Liczyły się instynkt, doświadczenie i to, kto szybciej odczyta drugiego. Prychnął pod nosem na odpowiedź Atreusa, od razu wyłapując okazję do wbicia kolejnej szpili. - To nie była nauka, tylko tresura. W jego głosie pobrzmiewało rozbawienie, ale również ta charakterystyczna wyższość i ego. Punkt zdobyty chwilę wcześniej przyjemnie pompował ego, rozlewając po jego twarzy coraz szerszy, bezwstydnie pyszny uśmiech.
Odebrał od Atreusa podanie bez najmniejszego problemu i zamiast od razu ruszyć do kolejnej akcji, zawisł nieruchomo nad boiskiem. Rozluźnił dłonie na trzonie miotły, wyprostował nogi i pozwolił sobie na moment całkowitego spokoju, jakby prowokacyjnie demonstrował, że nigdzie mu się nie spieszy. Serdeczne życzenia rychłego spotkania z murawą dotarły do niego wyraźnie, a on roześmiał się lekko, swobodnie, zupełnie bez urazy. Lubił to. Lubił ten moment, kiedy rywalowi zaczynało się ulewać z frustracji. Kiedy drobne uszczypliwości przestawały wystarczać, a emocje same przeciskały się przez zaciśnięte zęby. Siedział mu już pod skórą. - Uważaj, bo jeszcze twoja sio… Urwał. Florence pojawiła się na końcu języka, jak przez tyle wcześniejszych lat, kiedy podobne zaczepki były niemal obowiązkowym elementem każdej ich pyskówki. Louvain cmoknął tylko pod nosem, machnął lekceważąco dłonią, jakby sam uznał własną myśl za niewartą kończenia. Niemal natychmiast pożałował, że w ogóle zaczął je wypowiadać. Uczucie było krótkie, ale wyjątkowo nieprzyjemne, obce, wręcz drażniące. Głupio. Naprawdę głupio. Nie dlatego, że zabrakło mu odpowiedniej riposty, lecz dlatego, że odruch wyprzedził rozsądek. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej podobny żart padłby bez zawahania. Dziś Florence przestała być elementem ich wzajemnych pyskówek. Nie po tym wszystkim.
I właśnie wtedy to poczuł. Znał Atreusa wystarczająco długo, by wyłapać tę ledwie dostrzegalną zmianę skupienia, ten charakterystyczny sposób, w jaki jego uwaga przestawała być zwykłym spojrzeniem. Sprytnie. Odruch był natychmiastowy. Louvain niemal instynktownie zacisnął umysł, próbując odpowiedzieć wyuczonymi mechanizmami oklumencji. Ale nie tym razem. Nie po tej chwili zawahania. Nie z wciąż rozproszonymi myślami. Nie był w stanie skupić się wystarczająco mocno, by postawić przed Atreusem mur. Przeklął w myślach. Najlepszą obroną było odzyskanie inicjatywy. Pochylił się więc mocniej nad trzonkiem miotły i gwałtownie przyspieszył, pozwalając, by wiatr zagłuszył wszystko inne. Tym razem zrezygnował z efektownych zwodów i agresywnego skracania dystansu. Atreus zdążył już udowodnić, że doskonale odnajduje się w takim chaosie. Louvain postawił na coś zupełnie innego, na precyzję. Utrzymał większy dystans od obręczy, lecąc równolegle do nich przez kilka długich sekund. Nie wykonywał zbędnych ruchów, nie zdradzał zamiarów. Rzut z dystansu do skrajnej obręczy. Nie miał imponować siłą. Miał trafić. Kafel opuścił jego dłoń z charakterystycznym świstem, lecąc płasko i szybko.
oklumencja
Słaby sukces...
af, drybling ebi smolarek dortmund 2006
Sukces!