08.07.2026, 12:44 ✶
Za jakieś pół roku Basilius miał przystąpić do pisemnego egzaminu, który oficjalnie zakończy okres jego stażu. Czy zakładał, że poradzi sobie z egzaminami? Na pewno szalenie się nimi stresował i już teraz przesiadywał, nie raz do późna w nocy, nad książkami, tylko po to aby głupio odchorować to kilka dni później, ale Prewett raczej nie podejrzewał, aby miał się nie dostać na specjalizację. Gorzej natomiast miała się jego pewność wobec tego jaka to będzie specjalizacja.
Gdy rozpoczynał staż, był pewny, że zatrucia eliksiralne i roślinne to było właśnie to. W końcu w szkole doskonale radził sobie podczas lekcji eliksirów i no cóż… Skłamałby, gdyby nie odczuwał wtedy cichej ekscytacji na myśl o sporządzaniu różnych odtrutek. Tylko, że potem rozpoczął staż w Mungu i ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że przypadki na tym konkretnych oddziale jawią mu się jako trochę monotonne i nudne. Na całe szczęście Basilius nie pozostał na długo bez pomysłu na swoją magimedyczną część życia. To znaczy te magimedyczną część życia, którą sobie wybrał, a nie tę przez którą miewał krwotoki z nosa. Okazało się bowiem, że naprawdę lubił zdejmowanie klątw i łatanie wszelkich urazów po źle rzuconych zaklęciach. Wybór był więc oczywisty, prawda?
No tylko, że ostatnio jakoś tak przychylniej patrzył na magipsychiatrię i trochę nie mógł się zdecydować.
Ogólnie uważał, że nadawałby się na całkiem porządnego magipsychiatrę. W końcu był cierpliwy, potrafił słuchać no i wytrzymywał bez większego uszczerbku na zdrowiu przy swojej rodzinie, a to był pewnego rodzaju wyczyn. Niestety, gdy był już przekonany, że wybierze pracę w Lecznicy Dusz, szybko przypominał sobie, że naprawdę chciałby umieć zdejmować klątwy. Ostatecznie więc wszelkie dłuższe rozważania na ten temat zmieniały się w jedno wielkie koło i Basilius nie wiedział co robić.
To chyba właśnie dlatego tak ucieszył się, gdy został dzisiaj oddelegowany do magipsychiatrycznego przypadku. Co prawda jego entuzjazm szybko przygasł, gdy okazało się, że pacjent, w którego rzucono mieszającą zmysły klątwą znalazł się pod opieką specjalistów, a on i inny student mieli tylko przeprowadzić wywiad z jego rodziną i ustalić co tak właściwie się stało.
– Oh, hej – powiedział, podchodząc do drugiego, starszego studenta, którym okazał się znany mu już Odysseus Fawley. Złożyło się wręcz idealnie, bo Fawley był akurat osobą, którą mógł swobodnie podpytać o kilka rzeczy związanych z tą specjalizacją. – Co u ciebie? I czyli co? Mamy przepytać rodzinę?
Gdy rozpoczynał staż, był pewny, że zatrucia eliksiralne i roślinne to było właśnie to. W końcu w szkole doskonale radził sobie podczas lekcji eliksirów i no cóż… Skłamałby, gdyby nie odczuwał wtedy cichej ekscytacji na myśl o sporządzaniu różnych odtrutek. Tylko, że potem rozpoczął staż w Mungu i ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że przypadki na tym konkretnych oddziale jawią mu się jako trochę monotonne i nudne. Na całe szczęście Basilius nie pozostał na długo bez pomysłu na swoją magimedyczną część życia. To znaczy te magimedyczną część życia, którą sobie wybrał, a nie tę przez którą miewał krwotoki z nosa. Okazało się bowiem, że naprawdę lubił zdejmowanie klątw i łatanie wszelkich urazów po źle rzuconych zaklęciach. Wybór był więc oczywisty, prawda?
No tylko, że ostatnio jakoś tak przychylniej patrzył na magipsychiatrię i trochę nie mógł się zdecydować.
Ogólnie uważał, że nadawałby się na całkiem porządnego magipsychiatrę. W końcu był cierpliwy, potrafił słuchać no i wytrzymywał bez większego uszczerbku na zdrowiu przy swojej rodzinie, a to był pewnego rodzaju wyczyn. Niestety, gdy był już przekonany, że wybierze pracę w Lecznicy Dusz, szybko przypominał sobie, że naprawdę chciałby umieć zdejmować klątwy. Ostatecznie więc wszelkie dłuższe rozważania na ten temat zmieniały się w jedno wielkie koło i Basilius nie wiedział co robić.
To chyba właśnie dlatego tak ucieszył się, gdy został dzisiaj oddelegowany do magipsychiatrycznego przypadku. Co prawda jego entuzjazm szybko przygasł, gdy okazało się, że pacjent, w którego rzucono mieszającą zmysły klątwą znalazł się pod opieką specjalistów, a on i inny student mieli tylko przeprowadzić wywiad z jego rodziną i ustalić co tak właściwie się stało.
– Oh, hej – powiedział, podchodząc do drugiego, starszego studenta, którym okazał się znany mu już Odysseus Fawley. Złożyło się wręcz idealnie, bo Fawley był akurat osobą, którą mógł swobodnie podpytać o kilka rzeczy związanych z tą specjalizacją. – Co u ciebie? I czyli co? Mamy przepytać rodzinę?