• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[01.10.1972, Hrabstwo Kent] Efekt motyla

[01.10.1972, Hrabstwo Kent] Efekt motyla
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#1
14.08.2026, 00:38  ✶  
1 X 1972, popołudnie
Hrabstwo Kent, siedziba Magicznego Towarzystwa Herbologicznego

[Obrazek: imgproxy.php?id=pq2u2YG.png]

Zajmowanie się sprawą zaginionych, wielkich, zmutowanych pustynnych mandragor, było czasem wyszarpywanym z wolnych chwil i po trochę nadgodzin – bo wcale niełatwo było w tym grafiku i obecnej sytuacji w Anglii wygospodarować w czasie pracy, gdy tej był nawał i ciągle mieli braki kadrowe, odpowiednią jego ilość na wszystko. Ostatnie tygodnie to było dla Victorii skakanie od sprawy do sprawy, od wątku do wątku; problemy w życiu prywatnym to jedno, poszukiwania domu (dzisiaj zakończone sukcesem i podpisem na dokumentach oraz przekazaniem sumy pieniędzy) to drugie, a przy tym radzenie sobie ze skutkami Spalonej Nocy, sprzątanie całego tego bajzlu, to rzecz jasna trzecie. Wiedziała przy tym, że Brenna ma równie mało tego czasu, umawiały się więc ze sobą ostatnio jedynie na spotkania-związane-z-pracą w naprawdę dziwnych porach (chociaż na przestrzeni lat… obie przywykły do tego tak bardzo, że  już tego chyba nie zauważały, że potrafiły się spotkać na przykład w rodzinnym ogrodzie o północy…), chociaż popołudnie pierwszego października mogło być tą najmniej dziwaczną.

Październik jednak jawił się dla Victorii pewną nadzieją. Nadzieją, że oto właśnie zamknęła bardzo przykry rozdział swojego życia, który dość niefortunnie kojarzył jej się również z kamienicą na Pokątnej, która miała być przecież tym świeżym startem po wyrwaniu się ze szponów despotycznej matki – nie było nim jednak. To było przedłużające się, powolne wewnętrzne cierpienie, z którego Lestrange nawet nie  do końca zdawała sobie sprawę, póki nie było tego tak dużo, że coś w niej pękło, a dziwne wydarzenia, jakie miały miejsce w tamtej kamienicy pod sam koniec września sprawiły, że trochę bez żalu się stamtąd wynosiła.

To znaczy póki co została wlaścicielką „domu na zadupiu”, jak miała to w przyszłości dumnie nazywać. Skoro formalności zostały dopełnione, klucz znalazł się już w jej rękach, a i tak miała się zjawić w Ministerstwie, by załatwić podpięcie kominka do sieci fiuu… Tak się jakoś zdarzyło, że wracając chciała zahaczyć o biuro aurorów, choć miała dzisiaj wolne i natknęła się po drodze na Brennę, która oznajmiła jej, że ma właśnie trochę czasu…

I od słowa do słowa wylądowały w Kent, w siedzibie Towarzystwa Herbologicznego, skąd zniknęły bez śladu dwie mandragory.

Victoria powiadomiła Mirabellę Abbott, że przejmuje to śledztwo i zobaczy co da się zrobić, zdobyła wiec pozwolenie przewodniczącej na wejście do siedziby klubu, gdyby potrzebowali tutaj wykonać jakieś czynności. Victoria poprowadziła więc Brennę znajomą sobie drogą z wielkiego holu, z którego na przestrzał widać było przeszklone kondygnacje. Wystrój był tutaj w pewien sposób przypominający to, co można było napotkać w domu Victorii: rośliny pięły się po różnych częściach pomieszczeń przypominających palmiarnię; bluszcz na ścianach, fluoroscencyjne paprocie zwisające z balustrad, ale tez książki na regałach zabezpieczonych przed wilgocią. Zostały na parterze, gdzie musiały zatrzymać się przed pokrytą zielenią ścianę, a rośliny rozsunęły się przed nimi ukazując… no właśnie, ścianę, lecz była to tylko iluzja, a Victoria wprawnie ściągnęła zaklęcie zabezpieczające, i w końcu otworzyła przed nimi drzwi do owalnego (przeszklonego) pomieszczenia o naprawdę sporych rozmiarach. Stały tutaj dwie wielkie, wysokie na ponad dwa metry, przezroczyste tuby.

– Tutaj właśnie siedziały mandragory – zaprezentowała Brennie, zamykając za nimi drzwi ukryte w ścianie. – Z tego co zrozumiałam, to pomieszczenie jest jednym ze specjalnych, w którym przetrzymuje się gatunki niebezpieczne. Tuby wcześniej były wypełnione ziemią, a pędy było widać. Teraz… No sama widzisz – Victoria westchnęła i zresztą sama podeszła do jednej z wielkich tub, by się jej przyjrzeć.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
17.08.2026, 09:13  ✶  
Stwierdzenie, że Brenna czuła się tego dnia niepewnie, byłoby niedopowiedzeniem.
Odwiedziła gabinet hipnotyzerki już jakiś czas temu i było lepiej. Mimo to wspomnienie tej chwili, gdy podpaliła fotel w jej gabinecie, wciąż tkwiło w głowie Brenny i sprawiło choćby, że na sam ślub Geraldine wetknęła własną różdżkę Norze, rozstając się z tą pierwszy raz odkąd miała jedenaście lat, z obawy, że mogłaby spróbować podpalić pannę młodą. Wciąż nie zbliżała się do kominka, chociaż niektórzy zaczynali już w takich palić, bo nad Anglię nadciągnęła jesień i wciąż odruchowo wybierała światło różdżki nad światło świec. Była więc trochę bardziej spięta niż zwykle, kiedy pojawiły się w siedzibie towarzystwa herbologicznego, i to nie dlatego, że nie znała się na mandragorach, bo od tego była tutaj Victoria, a dlatego, że jeśli miałaby użyć widmowidzenia, do tego będzie potrzeba świec.
Lęk zdawał się już rozpływać, ale wcale nie była pewna, czy jakaś wewnętrzna blokada, gdy wejdzie do kręgu takich, nie sprawi, że zawiedzie haniebnie. Albo znów odezwie się to coś, co tkwiło w jej głowie od Spalonej Nocy i spanikuje.
– Hm… pewnie po takim czasie nie będzie tu już zapachu, ale zaczęłabym od rozejrzenia się, ty jako… no ty, a ja jako wilk, na wszelki wypadek – stwierdziła, stając w progu pomieszczenia. – Zobaczę czy coś nie wywoła jakiegoś odczytu, a jak nie, zobaczymy, czy jest tu dość emocji, żeby dało się z tymi tubami pogadać. Tylko Tori?
Zawahała się i przeczesała włosy ręką, zastanawiając się, jak to ująć.
– Po Spalonej miałam problem z ogniem, więc trzymaj rękę w pogotowiu, jakbym miała spanikować, gdy odpalę te świece. Zdaje mi się, że powinno być już w porządku i muszę wrócić prędzej czy później do próbowania, ale lepiej być przygotowanym – rzuciła niemalże na jednym wdechu. Rano celowo spoglądała w płomień świecy, absolutnie bez własnej różdżki w zasięgu dłoni, i poza ogólnego poczucia niepewności nie stało się właściwie… nic. To jednak nie oznaczało jeszcze, że może odetchnąć.
Weszła do pomieszczenia, rozglądając się: przede wszystkim oczywiście spojrzała na tuby, ale potem też na wejście i przetworzyła w głowie drogę, jaką przeszły.
– Zakładam, że pewnie tych madragor nie dałoby się transmutować w coś mniejszego? I pewnie byłyby za duże na woreczek z wsiąkiewki?  Masz gdzieś listę osób, przed którymi te drzwi by się otworzyły czy wystarczy podejść? – zapytała. Mandragory były tak mordercze, że pewnie nie, ale nie znając się na zielarstwie wolała spytać, bo upchnięcie ich w czymś byłoby… no najprostsze.

na wypadek, gdyby wydarzyły się tu jakieś istotne, emocjonalne wydarzenia, rzucam z percepcji na odczyt historyczny – przepraszam, nie wiem jeszcze sama jak do końca to działa i czy powinnamXD

Rzut PO 1d100 - 5
Akcja nieudana


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#3
18.08.2026, 01:50  ✶  

Victoria nie miała pojęcia o tym, że Brennę podczas Spalonej Nocy trafiło przekleństwo ognia – strachu przed nim i niekontrolowanego podpalania swojego otoczenia. Nie miała pojęcia, z czym się mierzyła rzez ostatni miesiąc i jak wielki to był dla niej problem. Co mogłaby zrobić gdyby wiedziała…? Teraz można by o tym tylko gdybać. Nikt z nich nie miał łatwo we wrześniu, ale gdy do tematu dochodzi jeszcze pewnego rodzaju „szaleństwo”, utrata kontroli nad własnym umysłem, gdy wiesz, że nie możesz sobie do końca ufać, polegać na sobie, wtedy było tym trudniej.

– Zapachu pewnie nie… – a przynajmniej dla ludzkiego nosa, bo może ten wilczy był w stanie cokolwiek tutaj wyłuskać – nie wiedziała tego, w końcu nie była animagiem i nie wiedziała jakie to uczucie, chłonąć te wszystkie zapachy, czy dźwięki i w ogóle cały świat w inny sposób niż człowiek. – Ale może jest tu cokolwiek – jeśli nie zapach, to może jakiś zaginiony ślad c z e g o k o l w i e k. Biorąc pod uwagę nastawienie tych młodych brygadzistów, którzy wpierw dostali tę sprawę i ich nieopierzenie, mogli coś pominąć, coś istotnego, co dla nich – to znaczy Brenny i Victorii, które zęby zjadły na różnych sprawach – byłoby oczywiste. Zakładając, rzecz jasna, że nie zadeptali śladów, bo to też mogło mieć miejsce.

Zrobiła już krok do przodu z zamiarem rozejrzenia się po pomieszczeniu, kiedy Brenna zwróciła się do niej po imieniu, na co Lestrange odwróciła się przez ramię i zapatrzyła na przyjaciółkę. Na jej twarzy w pierwszej chwili nie było żadnej emocji, kiedy Brenna powiedziała, że… miała problem z ogniem. I że mogłaby spanikować. Przez pięć sekund panowała cisza, gdy Victoria pop prostu wpatrywała się w Brennę, ale przez jej głowę przelatywało teraz kilka myśli w stylu – czemu nic nie powiedziała, przecież musiała się z tym męczyć. Że przecież by jej pomogła jakby mogła najlepiej. Że, na Matkę, jakie to musiało być dla niej okropne. A ostatecznie ze współczuciem spojrzała na wyższą o pół głowy kobietę i odwróciła się całkowicie, wyciągając do niej lodowate dłonie – chciała ją schwycić za jej ciepłe.

– W takim razie jesteś z najodpowiedniejszą osobą, żeby próbować – powiedziała łagodnie i nawet uśmiechnęła się lekko. Bo… gdyby coś poszło nie tak, gdyby ogień rozgorzał tutaj poza kontrolą, to Victoria była w stanie wyciągnąć stąd Brennę, zasłonić ją przed ogniem, tak jak kogokolwiek innego. Zdusiłaby go nawet swoim ciałem, gdyby trzeba było. Nigdy nie bała się ognia. Nawet wiedząc, jak niszczycielski potrafi być – nigdy się go nie bała. Był dla niej pewnego rodzaju ukojeniem… chociaż od dawna już nie czuła jego przyjemnego ciepła. – Więc nie bój się, jeśli coś miałoby pójść nie tak, to nie pozwolę, żeby stała ci się krzywda. Albo czemukolwiek tutaj – powiedziała, nim puściła Brennę. – W sumie nie znam się na tym i nie wiem czy to tak działa, ale w takim razie chcesz sama zapalić świece, czy wolisz, żebym ja to zrobiła? Nie wiem czy musisz ty, czy może ktoś inny – dodała.

Odsunęła się od wejścia i obeszła jedną z tub dookoła, obserwując ją, jakby miała tam coś dostrzec.

– Może jakiś absolutny mistrz transmutacji by dał radę… One miały gdzieś około pięciu stóp, jakieś pięć razy za dużo niż powinny. Wiesz, nie jestem pewna jak to jest z transmutacją  żywych roślin, pewnie trochę prościej niż zwierzęta i ludzie? No ale takie wielkie… Nie wiem – transmutacja to nie była dziedzina, w której była biegła. Umiała tyle, czego nauczyła się w szkole, ale nie poszła dalej, skupiając się na innych aspektach magii, mogła więc też pleść kompletne bzdury. – Te drzwi są zabezpieczone, nie wystarczy podejść. Przy sobie nie mam listy, ale pewnie gdybyśmy poprosiły Mirabellę, to by ją nam dała.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
18.08.2026, 09:25  ✶  
Problem polegał na tym, że o tym, że dzieją się dziwne rzeczy z ogniem Brenna długo nie przyznała się absolutnie nikomu. Początkowo sądziła zresztą, że to coś w jej własnej głowie, w związku z nerwami i stresem, potem jednak się nasilało… Dopiero pod koniec miesiąca powiedziała o tym Dumbledorowi, pewna już niemal, że szaleje i że do niczego się nie nadaje, a nie mogła ukrywać takich rzeczy. Potem, kiedy zdecydowała, że jeśli nic się nie poprawi, musi odejść i z Zakonu, i z pracy, trafiła do gabinetu Philipy, gdzie w teorii uzyskała pomoc, ale najpierw spaliła jej fotel. To faktycznie ją przeraziło, sprawiła, że dobry tydzień unikała tłumów, pracę nosiła do domu, na dzień ślubu Ger pozbyła się różdżki i z obawy, że coś „odwali”, wspomniała i Atreusowi, że ma mały problem. Victoria pewnie wiedziała sama najlepiej, jak trudno przyznać się komuś, że samego siebie podejrzewasz o bycie szalonym. Panika, halucynacje wzorkowe i słuchowe, pełen pakiet. Do tego stopnia, że musiała pozwolić komuś grzebać w swojej głowie, a nienawidziła samej myśli.
– Nie o siebie się martwię – powiedziała Brenna z uśmiechem, ujmując na moment wyciągniętą ku niej dłoń, by ją ścisnąć. Nie odrzucała takich gestów: i była wdzięczna za próbę pocieszenia. Wiedziała oczywiście, że akurat Lestrange krzywdy ogniem nie zrobi, ale to było coś głębszego. – Tak naprawdę nie sądzę, że powinno być źle, ogień po prostu trochę mnie stresuje. A przynajmniej tak było teraz, po tym, jak odwiedziła Philipę. – Tyle że to jednak wejście do kręgu świec, więc wolę uprzedzić, gdybym nagle postanowiła rzucić się do panicznej ucieczki albo coś takiego.
Próbowała tego we wrześniu i cóż, wtedy poszło raczej słabo, a naprawdę nie chciałaby dostać jakiegoś ataku paniki, kiedy Victoria nie rozumiałaby, o co w ogóle chodzi.
– Rozpalić i ustawić możesz je właściwie ty, ale zaczęłabym od rozejrzenia się w wilczej postaci, jak już je rozpalimy dym utrudni złapanie tropów, jeżeli jakikolwiek tu został. Może choćby te mandragory mają jakiś specyficzny zapach? Jeśli tak, on powinien tu być i warto, żebym go zapamiętała – stwierdziła, odwracając się, by obejść pomieszczenie i przyjrzeć się wszystkim szczegółom. – Okay, czyli szanse na to istnieją, ale są raczej niewielkie. Nie wiem, jak jest z madragorami, ale tak ogółem to ciężko transmutować coś dużego w coś bardzo małego, pewnie by mi się nie udało, a jestem w tym dość przyzwoita. Drzwi otwierają się przed określonymi osobami, to też jakiś początek, jeśli sprawdzimy, ile ich jest… Jak mało, to im zawężało krąg poszukiwań, jak dużo, to już gorzej. Ale ta informacja sama w sobie była cenna. Ktoś albo mógł tu wejść, albo władał dość potężną magią, aby je sforsować i przede wszystkim nie zostawić śladów. Brenna podejrzewała, że magią kształtowania zdołałaby je pokonać, ale to wymagałoby ich zniszczenia. Wiesz, co trzeba by zrobić, żeby sforsować je siłą, czy trzeba spytać Mirabellę? Gdyby ktoś zdjął to zaklęcie, przez które są zamknięte, wiedziałaby o tym? – zapytała, bo Vika należała do towarzystwa od niedawna, ale mogła coś usłyszeć na ten temat gdy była tu wcześniej. Zbliżyła się do drzwi. Zaczęła je oglądać, by zobaczyć czy były jakieś ślady fizycznego ataku. Magia rozpraszająca by takich nie zostawiała, ale Brenna nie była pewna, czy taka by wystarczyła, by je otworzyć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#5
18.08.2026, 20:38  ✶  

Och tak, jeśli ktokolwiek mógł zrozumieć strach związany z tym, że traci się nad sobą panowanie, że nie rozumie się, co się dzieje z własną głową, gdy widzi się rzeczy i słyszy się głosy, albo przeżywa wspomnienia, których nie można było przeżyć, a jest się pewnym, że są własne, oraz jak trudno powiedzieć o tym na głos, to zdecydowanie była to Victoria Lestrange. Być może ktoś inny poczułby się urażony, że Brenna nic nie powiedziała i że próbowała sobie z tym poradzić sama, ale nie Victoria, która wiedziała, ile to czasami człowieka kosztuje: przyznać się przed sobą samym, że jest źle, a co dopiero przed innymi.

– Wiem, ty nigdy się o siebie nie martwisz, a czasami powinnaś pomyśleć też o sobie – powiedziała jej na to łagodnie. – Ale mi tym krzywdy nie zrobisz, to po pierwsze. A po drugie, skoro jestem odporna na ogień, to łatwiej mi też nad nim zapanować i go zgasić, bo nie ma we mnie czegoś takiego, jak opór. Jeśli trzeba, to wsadzę rękę w ognisko, albo wejdę w niego cała – bo widziała to wielokrotnie, ludzie odruchowo odsuwali rękę od gorąca płomienia, gdy ta była zbyt blisko, a on zbyt gorący. Pamiętała, jak ją to dziwiło, gdy była jeszcze małym dzieckiem, jak kuzynostwo bało się zgasić świeczkę palcami – nie było to straszne i każdy mógł to przecież zrobić, ale ten hamulec był chyba wbudowany w człowieka. Tyle, że nie w nią. I nie w jej siostry. – Więc się nie stresuj, chociaż wiem, że łatwo powiedzieć. Nic się nie wyrwie spod kontroli – chociaż rozumiała, że Brenna musiała się bać ognia samego w sobie i jednocześnie tego, co się stanie, to może choć w tym jednym aspekcie ją to uspokoi… – Dobrze, najwyżej cię złapię, jak będziesz chciała uciec – ale czy ją utrzyma, to jakoś wątpiła, bo Brenna była znacznie bardziej sprawna fizycznie od niej.

– Tak, krąg na sam koniec. I tak, one miały bardzo specyficzny zapach. Taki, że od razu byś poznała… Cuchnęły – doprecyzowała, żeby Brenna nie miała wątpliwości o jakiego typu zapachu tutaj rozmawiają. – Te drzwi to jakaś forma iluzji. Po pierwsze najpierw trzeba wiedzieć, że tu w ogóle są… – co faktycznie zawężało krąg ludzi, którzy mogli tutaj wejść, a przynajmniej w teorii. Gdyby ktoś zniszczył ścianę kształtowaniem, to zapewne Mirabella połapałaby się szybciej, niż dopiero po wejściu do komnaty. Zostawało też rozpraszanie… Ale najpewniej przejrzenie takiej listy mogłoby jakoś nakierować. Być może. – Nie rozmawiałam z nią o naturze tego przejścia, więc mogę tylko gdybać. Rozpraszaniem magii, albo kombinacją z jakąś inną dziedziną zaklęć? – podsumowała, również przyglądając się temu przejściu, które od zewnątrz ukryte było za roślinami.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
20.08.2026, 08:59  ✶  
W pierwszej chwili zdziwiła się trochę, że Victoria domyśliła się od razu, że martwi ją możliwość rzucenia w kogoś ogniem – a po prawdzie była gotowa dziś spróbować widmowidzenia przy kimś tylko dlatego, że wiedziała, że Lestrange to tym nie zaszkodzi – ale zaraz uznała, że być może zetknęła się z kimś, kto miał podobny problem. Brenna nie była jedyna, chociaż miała wrażenie, że w jej przypadku problem był znacznie poważniejszy i obejmował daleko idącą panikę. Między innymi dlatego skończyła w tym gabinecie hipnotyzerki.
– Jasne. Spróbujemy i zobaczymy, czy rzeczy tutaj będą miały coś do powiedzenia – stwierdziła, spoglądając na jedną z tub. Czy była pewna, że to ma szanse powodzenia? Nie, nie tylko z powodu tego, że Phil wyleczyła ją raptem tydzień temu. Ale też od dawna z widmowidzeniem eksperymentowała, więc czemu nie próbować. – Okay, to już coś. Jeżeli aż tak cuchnęły, to nawet po dłuższym czasie jest szansa, że wilczy nos wychwyci choćby którędy je wyniesiono.
Węch wilka był ponad dziesięć tysięcy razy czulszy od ludzkiego. Przyzwyczajenie się do odbierania świata w ten sposób w wilczej formie zajęło Brennie chwilę: przy pierwszej przemianie trochę ją to przytłoczyło. Jeżeli Victoria opisywała to jako „strasznie cuchnące”, to istniała możliwość, że nawet kilkanaście dni po ich przepadnięciu ślady zapachu wciąż tu były, niewyczuwalne dla człowieka, ale możliwe do złapania przez psa… lub nietypowo inteligentnego wilka.
– Dobra, czyli to też trafia na listę pytań do Mirabelli, bo wątpię, żeby chłopcy to sprawdzili – powiedziała. Normalnie by ją to może frustrowało, ale teraz naprawdę nie dziwiła się, że zrzucono to na młodzików, a od kogoś nowego trudno było oczekiwać, że będzie wiedział, w jaki sposób prowadzić śledztwo, które… cóż, mogło okazać się bardziej skomplikowane niż zakładano. Przy Spalonej Nocy mieli za wiele rzeczy do ogarnięcia i za mało rąk do pracy, a Brenna wciąż czuła, że wszystko wokół nich drżało w posadach. – No nic, spróbujmy – mruknęła po prostu przemieniając się.
Wilczyca opadła na cztery łapy i zaczęła krążyć po pomieszczeniu. Najpierw w pobliżu tub, gdzie zapach mandragor powinien być najświeższy, potem po pomieszczeniu: szukając właściwie… czegokolwiek. Tropów ludzi. Tropów madragorn. Czy poniesiono je do wyjścia, czy zapach nagle znikał? Ot starała się pochwycić tropy.

percepcja
Rzut PO 1d100 - 90
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#7
20.08.2026, 18:59  ✶  

Właściwie to Victoria w ogóle nie pomyślała, że Brenna może w kogoś rzucić ogniem – chodziło o to, co powiedziała, że nie boi się o siebie. Skoro nie więc o siebie, no to zostawało całe pole do interpretacji. Gdyby Brennie zadrżała ręka przy zapalaniu świec, ogień mógłby trafić nie tam, gdzie się należy, czyli na knot, a na przykład na sznurówkę buta, zaś od tego panika gotowa, tym bardziej że mówiliśmy tu o magii i o kimś, kto potrafił spopielić inferiusa… nawet jeśli przypadkiem. Tutaj też mogło się coś stać przypadkiem. W głowie Victorii to był dokładnie taki ciąg przyczynowo-skutkowy, nie doszukiwała się w tym niczego ponad, po prostu wiedziała, jakim żywiołem jest ogień i jak bardzo jest nieprzewidywalny i niszczycielski, zwłaszcza, jeśli do równania dochodził element strachu. Jedynie… Nie rozumiała, skąd w Brennie ten strach. Nigdy przecież tak nie było, ale po kilku sekundach zastanowienia i słowach przyjaciółki, przyszło jej do głowy, że może ilość pożarów w Anglii, skutki tego wszystkiego, jednak trochę bardziej przytłoczyły Brennę, niżby kiedykolwiek dawała po sobie poznać?

– Chcesz o tym pogadać? Nie, że tu i teraz, ale wiesz, tak ogólnie – bo to było martwiące, ten nagły strach, możliwość paniki. Niby Brenna mówiła, ze już powinno być okej, ale skoro w ogóle jej o tym wspomniała, to znaczyło, że to coś znacznie grubszego.

– To znaczy to był taki zapach… Po którym wiedziałam, że w sprawę była zamieszana nekromancja. Myślę, że jeśli to poczujesz, to zrozumiesz, o czym mówię – dodała, chcąc być możliwie najbardziej precyzyjna jak tylko potrafiła. – Mi się wydaje, że oni sprawdzili ogólnie niewiele, chyba nie wiedzieli w ogóle za co się zabrać i to ich zwyczajnie przerosło. Chyba po prostu założyli, że to jakieś śmieszne zgłoszenie o tym, że ktoś ukradł kwiatki – westchnęła i poprawiła swój warkocz, który zarzuciła na plecy.

Przez moment obserwowała, jak Brenna zamienia się w wilczycę – lubiła na to patrzeć, cała ta przemiana była fascynująca z boku, niezależnie ile razy się to oglądało, po czym sama zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu, szukając bardziej… naocznych szczegółów, jakie mogłyby naprowadzić je na cokolwiek.

A Brenna z pewnością mogła wyczuć, że Victoria zmieniła perfumy.


// Percepcja ◉◉◉○○ – szukam i patrzę
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
from ashes to ashes
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#8
30.08.2026, 12:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.08.2026, 12:45 przez Dearg Dur.)  

Brenna


Jako człowiek nie dysponowała absolutnie możliwością poczucia czegoś, co było w tym miejscu tak dawno. Wszystko - cały obiekt w sumie - pachniało podobnie, jak szklarnie Greengrassów, Abbottów czy Sproutów. Ziemia i roślinność, dobarwiona nieco nawozem, czy ewentualną wonią kwiatów, albo przejrzałych owoców. Wychowała się w Dolinie Godryka, znała te zapachy jako człowiek bardzo dobrze.

Ale jako wilk…

…jej nos stał się niebywale wrażliwym receptorem na otaczającą ją woń i miała w podejmowanej przez siebie akcji śledczej podwójne szczęście. Pierwsze to fakt, że nowe perfumy Victorii nie przeszkadzały w robocie. Drugie - to co znajdowało się tutaj wcześniej, było nader intensywne w swojej woni i szczątki tego, okruchy zapachów były możliwe do odseparowania i wytropienia przez jej wilczy nos.

Była to dziwaczna woń. Nieprzyjemna woń. Gryząca, choć przy takim natężeniu przypominało to bardziej ukłucia komarów. Była to też woń orientalna, przywodząca na myśl afrykańską szamankę, która spotkały przed kilkoma tygodniami w zupełnie innej sprawie. Poszukiwana flora wciąż musiała wydzielać nekromantyczną aurę, podbitą nieustannie czarnomagicznym swądem, zupełnie jakby i całkiem niedawno ktoś rzucał tu krzywdzące zaklęcia. Nawet jeśli minęło tu tyle czasu, nawet jeśli dotyczyło to nieożywionej przecież rośliny. Nic dziwnego, że zapach wprawiał z zdziwienie wcześniej Victorię. Nawet po tych okruszkach Brenna mogła określić go mianem bardzo dziwnego. Unikatowego. Obcego.

I tenże zapach realnie zanikał u progu przy drzwiach, ale też co ważniejsze w sumie nigdy do niego nie docierał. Blakł im dalej od miejsca w którym trzymana była roślina. Musiała obejść całą zabezpieczoną przed zaklęciami komnatę by dotrzeć do miejsca w którym to zapachowe cięcie było o wiele gwałtowniejsze bo zatrzymane ścianą. Łeb uderzył o płaską powierzchnię, bo nos sugerował, że ścieżka prowadzi dalej.

Victoria


Obeszła pokój w celu znalezienia czegokolwiek, co mogłoby umknąć niedoświadczonym brygadzistom. Nikt nie mógł do niego wchodzić, chociaż tyle, że zabezpieczyli miejsce, co umożliwiło jej obejrzenie go w możliwie zbliżonym stanie do czasu kiedy ktoś dokonał kradzieży. Wszystko zdawało się normalne, podobne do tego jak wyglądało tu wcześniej. Osprzęt mający pomagać w badaniach gruntu i dbaniu o roślinę. Stół, krzesła dla ogrodników i badaczy. Gdy obchodziła stojak z narzędziami coś zgrzytnęło jej pod butem. Był to stłuczony gliniany kubek. Płyn w którym się znajdował dawno już wsiąkł w kamienie, pozostawiając po sobie tylko kilka wysuszonych liści naparu, a skorupkę można było ułożyć w spójny napis:

an seanmháthair is fearr ar domhan

Tuż obok, pod stojakiem leżała niedokończona, przerwana w połowie robótka szydełkowa. W paternie wykorzystywanym w zgubionej robótce Victoria rozpoznała wzór czerwonych maków, tych samych które miała na swojej chuście stara irlandka pomagająca im podczas badań, gdy rozdzielili się na grupy.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
31.08.2026, 09:04  ✶  
– Wydaje mi się, że się z tym uporałam… tyle że przyznaję, że za bardzo tego nie testowałam i cóż, zaraz się przekonamy, czy mam rację? – powiedziała Brenna, bo w końcu miała tu spróbować „rozmowy z przedmiotem”. Tymczasem jednak opadła na podłogę, i w wilczej postaci przemierzała pomieszczenie, szukając tropów.
Zapach, niewyczuwalny dla człowieka, wręcz wwiercał się w wilcze nozdrza. Wilczy węch był czuły, i liczyła, że pochwyci wonie i po takim czasie, ale był na tyle mocny, że Brenna od razu miała pewność: Victoria się nie myliła. Wyhodowanie tych madragor miało coś wspólnego z nekromancją.
Manipulacja siłami życiowymi…
Zbliżyła się do ściany, siedziała przed nią przez chwilę, przekrzywiając wilczą głowę, co pewnie wyglądało albo zabawnie, albo nienaturalnie, bo to co za zwierzak, tak zaintrygowany ścianą, a potem znów stała się sobą.
– Ładne perfumy – rzuciła: sama celowo dziś żadnych nie użyła, ale te Viki były dużo słabsze od cuchnącego odoru czarnej magii. Na klęczkach przesunęła się wzdłuż ściany. Zaczęła od jej opukiwania, sprawdzając, czy dźwięk będzie inny niż kawałek dalej. – Nie wiem, czego użyto do wyhodowania tak wielkich madragor, ale nie zdziwiłabym się, gdyby podlewano je krwią i nawożono zwłokami. Rzuć tu proszę zaklęcie rozpraszające – dodała. Wprawdzie wątpiła, aby to było tak proste, by samo rozproszenie mogło wystarczyć, jeśli tu coś się kryło, to prawdopodobnie lepiej zamaskowane, może jakimiś mechanizmami, ale warto było spróbować. – Zapach robi się najsilniejszy tutaj, nie przy drzwiach, więc coś mi nie gra – wyjaśniła, nie odrywając spojrzenia od muru, nie dostrzegła więc na razie, co znalazła Lestrange. Szukała… właściwie czegokolwiek. Jakiejś nierówności. Innego koloru. Zadrapań. Chropowatości, którą da się wyczuć pod palcem. Czy była zdziwiona albo podekscytowana, że być może kryło się tu jakieś przejście? Siedem lat spędziła w Hogwarcie i tam człowiek jakoś przywykł – do pokoi za obrazami, posągów, luster, ścian, kryjących różne tajemnice. Nie spodziewała się czegoś takiego w siedzibie towarzystwa, ale sam fakt tego, że takie przejście istnieje, jeśli faktycznie tu było, jej nie zdziwił. O nie. Bardziej zdumiewające było, że Mirabella Abbott albo o nim nie wiedziała, albo im o tym nie wspomniała.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#10
31.08.2026, 23:42  ✶  

– Potrzebujesz, żeby cię potrzymać za rękę? – zapytała lekko zaczepnie, próbując być może chociaż odrobinę rozładować ewentualne napięcie, które mogło narosnąć w Brennie (Victoria miała jednak nadzieję, że nic takiego nie miało miejsca).

W momencie, gdy  Brenna węszyła pod postacią wilczycy, Victoria krążyła po pomieszczeniu, szukając jakichkolwiek śladów, które mogłyby zostać tutaj przeoczone przez niedoświadczonych brygadzistów. Prawdę powiedziawszy, to nie liczyła na wiele, ale obowiązek nakazywał przejrzenie tego na własną rękę. Większość tego pomieszczenia rzeczywiście nie wyglądała ani trochę podejrzanie, raczej tak jak go zapamiętała (chociaż to było kilka miesięcy temu i szczegóły z pewnością zdążyły jej umknąć). I… pewnie by nic nie zauważyła, gdyby nie to, że nadepnęła na coś, co zgrzytnęło nieprzyjemnie pod podeszwą, więc zaraz cofnęła nogę i zmarszczywszy brwi, kucnęła, by zobaczyć, co jest grane.

Kubek – a raczej jego kawałki, rozrzucone w niewielkiej odległości od siebie na podłodze, niczym ta układanka. I w innych warunkach najpewniej zdziwiłaby się, że nikt tego nie zauważył i nie posprzątał, ale w obecnych… Wyciągnęła z kieszeni rękawiczki, które nałożyła na dłonie, bo choć sądziła, że to może być nic, to i tak warto to było sprawdzić. A przynajmniej tak mówiła jej intuicja. Zapamiętała, gdzie leżały kawałki kubka, gdyby okazało się to istotne do odtworzenia i po chwili złapała w ręce te większe, przykładając je do siebie i oglądając dookoła. Ceramiczne puzzle ułożyły się w napis, który nic jej nie mówił, ale i tak przeczytała to na głos:

– An seanmháthair is fearr ar domhan – kaleczyła to z pewnością, bo nie umiała Irlandzkiego… Bo to chyba był irlandzki? Odłożyła kawałki na ziemię i dotknęła wysuszonej kupki liści, wzięła je w dłoń, przejechała palcami, rozpoznając, że to musiał być jakiś konkretny napar zaparzony prawdopodobnie w tym kubku…

I co, nikt go nie podniósł? Został tak przez prawdopodobnie tygodnie, skoro pomieszczenie było zabezpieczone? Lestrange nadal kucając, rozejrzała się jakoś uważniej po suficie i ścianach, szukając tam jakiejś odpowiedzi, ale wtedy właśnie, gdy tak wodziła wzrokiem, dostrzegła obok stojak. A pod nim… włóczkę, szydełko i nieskończony wzór czegoś… wyciągnęła po to rękę – w maki.

Maki. Maki, maki, maki.

– Dzięki – odpowiedziała (niektóre kobiety w nowym rozdziale swojego życia ścinały włosy, a Victoria… zmieniła perfumy), nie odwróciwszy się jednak do Brenny, bo ciągle kucała przed swoim znaleziskiem, z niedokończoną robótką w rękach, oglądała ją… – Z tego, co mi wiadomo, no to pielęgnowano je zupełnie standardowo. Tyle że minerały z ziemi wyciągały w zastraszającym tempie, tak że… chyba po niecałym miesiącu ziemia była kompletnie jałowa i trzeba ją było wymienić? – nie wiedziała nic o podlewaniu krwią i nawożeniu zwłokami… Ale zrozumiała aluzję. Podniosła się w końcu, wciąż trzymając wełnianą robótkę w ręce, złapała jeszcze kawałki kubka, i zaraz odłożyła wszystko na jeden ze stołów, który znajdował się pod ścianą, upewniwszy się jednak, że jest pusty. – Przy ścianie? – upewniła się, ponownie marszcząc brwi i sięgnęła po swoją różdżkę.

Zbliżyła się do Brenny i przyjrzała ścianie, aż w końcu machnęła różdżką, próbując rozproszyć magię… o ile jakaś tutaj była.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 84
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2632), Dearg Dur (580), Victoria Lestrange (3626)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa