- Sunny, naplawdę nie wiem, co jeszcze muszę powiedzieś, szebyś pszestała uwaszaś się za współwinowajczynię własnego okladzenia. - Mruknąłem w pierwszej chwili, nie obchodziło mnie przy tym, czy portfel wraz całą zawartością był wart pięć galeonów, pięćdziesiąt czy pięćset, bo rzecz nie sprowadzała się do pieniędzy, tylko do tego, że jakiś cwaniak uznał, że mógł sobie wybrać moją dziewczynę na łatwy cel, a potem spokojnie wrócić do środka i zmieszać się z tłumem.
Kiedy mimo wszystko stwierdziła, że „nieco mu to ułatwiła”, następnie interpretując moją wypowiedź jako sugestię uśmiechnięcia się, jakby zjadła coś wyjątkowego obrzydliwego, prawie zgrzytnęły mi zęby. W innym wypadku jej mina byłaby całkiem zabawna, ale teraz…
- Nie oczekuję od ciebie żadnej konkletnej leaksji, chcę tylko, szebyś pszestała uwaszaś, sze kutas zlobił ci pszysługę, pokazując ci, gdzie „popełniłaś błąd”. To, sze się zagapiłaś, nie daje nikomu prawa wsadzaś ci łapy do kieszeni. Gdybym ja zapomniał zamknąś drzwi, a ktoś wszedłby mi do domu - abstrahując od tego, że to oznaczało, iż jakiś bym kiedyś miał, co brzmiało jak totalna ściema - i wyniósł slebla - też musiałbym je mieć - nie powiedziałbym potem, sze miał do tego pełne plawo, bo dszwi były niedomknięte. Powiedziałbym, sze złodziej był złodziejem i powinien dwa lasy upewniś się, skim ma doczynienia. To naplawdę nie jest skomplikowane. - Poczułem, jak naprawdę zaczyna mnie brać cholera, bo przecież znałem już ten mechanizm aż za dobrze i wiedziałem, że jeśli pozwolę jej mówić dalej, za pięć minut dojdziemy do wniosku, że właściwie sama powinna była mu ten portfel wręczyć, ale jednocześnie nie chciałem wychodzić na despotę i tyrana. Po prostu nie chciałem, by czuła się w obowiązku robić tę minę człowieka, który właśnie odkrył, że sam odpowiadał za wszystkie wojny w historii świata.
- Nie jesteś piepszonym wyklywaczem cudzych intencji ani jasnowidzem. Gdybyś była, pewnie jusz dawno plowadziłabyś własny interes i siedziała na kupie galeonów, zamiast spacelowaś ze mną po Londynie. - Może miło byłoby myśleć inaczej, ale taka była moja wersja prawdy i nie miałem zamiaru pozwolić, żeby cała sytuacja zamieniła się w kolejną okazję do rozliczania jej z własnych niedoskonałości, bo wystarczyło mi, że ktoś właśnie ją okradł, żebym miał powód do złości, nie potrzebowałem jeszcze patrzeć, jak sama sobie dokładała.
Przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie policzka, czując, że coraz trudniej przychodziło mi stać spokojnie, po czym skinąłem głową w stronę drzwi. Nie obchodziło mnie już, czym był ten klub, kto w nim siedział ani czy wejście tam miało być dobrym pomysłem, bo plan właśnie się zmienił, a ja miałem bardzo konkretny powód, żeby przekroczyć jego próg.
- A telas chodź. - Dodałem, ruszając w stronę klubu. - Skolo jusz „postanowiłaś ułatwiś mu szycie”, to pszynajmniej ja zamieszam mu je utludniś. - Nie wiedziałem jeszcze, jak bardzo, ale z pewnością miałem coś wymyślić po drodze.
Pchnąłem drzwi i wszedłem do środka, od razu rozglądając się po wnętrzu, szukając wzrokiem znajomej sylwetki, jednocześnie starając się nie dać ponieść automatycznemu odruchowi ani tej impulsywnej myśli, która podpowiadała mi, że najprościej byłoby złapać pierwszego człowieka wyglądającego na pracownika za kark i zapytać, gdzie podział się jego kolega. Nie miałem zamiaru robić sceny dla samej przyjemności robienia sceny, ale jeśli ktoś uznał, że może wyciągnąć portfel z kieszeni mojej dziewczyny, a następnie schować się w cieplutkim kurwidołku, to najwyraźniej potrzebował bardzo praktycznego przypomnienia, że jego wieczór mógł potoczyć się znacznie gorzej. Nie zdążyłem jednak zlokalizować nikogo, kto mógłby odpowiadać wyglądowi delikwenta, ponieważ widok przed moimi oczami okazał się znacznie bardziej osobliwy, niż śmiałem zakładać, już po kilku sekundach zacząłem rozumieć, dlaczego ktoś nazwał to miejsce „The Heaven”, chociaż osobiście miałem kilka innych określeń, które zdecydowanie lepiej oddawały mój pierwszy odbiór wnętrza.
- O–okeej… - Uniosłem brew, kiedy tuż przy wejściu zobaczyłem całujących się mężczyzn, ale nie zatrzymałem na nich spojrzenia dłużej, niż wymagało tego zrozumienie sytuacji, bo cudze życie seksualne interesowało mnie mniej więcej tak samo jak skład jutrzejszego obiadu. Nie byłem tu po to, żeby oceniać cudze upodobania, miałem znacznie bardziej przyziemny problem do rozwiązania, więc kiedy Prue odruchowo złapała mnie za rękę, zacisnąłem palce na jej dłoni. Zerknąłem na nią, potem na tłum, i dodałem. - To tylko klub. Dziwny jak ja pieldolę, ale… - Nie dokończyłem od razu, bo w tej chwili coś mignęło mi przy drugim końcu sali i musiałem upewnić się, czy rzeczywiście zobaczyłem tę samą sylwetkę, która jeszcze kilka minut wcześniej próbowała nas wciągnąć do środka. - Nadal, ekhm, klub… - Tylko najwyraźniej ktoś miał bardzo konkretną wizję raju.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)