• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [Jesień 72, 17.10] Misty mountains sing and beckon

[Jesień 72, 17.10] Misty mountains sing and beckon
pan historyk
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#1
25.08.2026, 16:29  ✶  
[Obrazek: imgproxy.php?id=HPlcZnv.png]
Where dark woods hide secrets
And mountains are fierce and bold
Deep waters hold reflections
Of times lost long ago
17 października 1972
Snowdonia, szlak w kotlinie Cwm Idwal

W górach każdy rozsądny wędrowiec musi stosować się do kilku podstawowych zasad. Zapewnią one takowemu osobnikowi wyższe szanse na przeżycie w tak nieprzyjaznym środowisku, a także uchronią go przed zagrożeniami wynikającymi najczęściej z ludzkiej głupoty i braku pokory wobec surowości przyrody. Po pierwsze: dobre przygotowanie. Obuwie, które dobrze trzyma kostki. Porządna kurtka przeciwdeszczowa schowana w plecaku. Latem – kapelusz chroniący przed słońcem. Zaklęcia odstraszające insekty. Plecak, nie żadna torba. Zapasy jedzenia i wody. Po drugie: trzymać się szlaku, nie zbaczać z drogi. Najgorzej zgubić się w dziczy, a najlepiej iść z kimś doświadczonym w wędrówkach. Po trzecie: regularny odpoczynek. Mierz siły na zamiary.

Icarus stosował się do wszystkich zasad, a dalej wydawało mu się, że zanim dotrze do jeziora w Cwm Idwal, padnie trupem. A to nie mogło się zdarzyć. Musiał zwyciężyć tę walkę z dziką przyrodą i samym sobą. Ze własną słabością, która ściskała jego płuca, paliła go w łydkach, pokrywały jego czoło i plecy warstwą potu. Było mu jednocześnie za zimno i za ciepło, człapał krok za krokiem jakby do jego nogi przyczepiono łańcuch z kulą. Mona szła przed nim, nadając niemiłosierne tempo. Niby jej zwierzęciem totemicznym była owca, ale Icarus podejrzewał, że było inaczej. Kobieta po górach chodziła żwawo jak kozica. A on? Był koniem, który dotychczas chodził tylko po równinach. W dodatku musiał uparcie patrzeć przed siebie i iść jak najdalej od przepaści. Nie chciał nawet myśleć, co by było, gdyby zbliżył się, omsknęła mu się noga i by spadł, uderzając o skały. Cholera… cały czas o tym myślał. A potem patrzył na Monę, widział jej szczęście i odsuwał troski na bok.

Szli od trzech godzin. Co jakiś czas Ari wymacywał w kieszeni malutkie pudełeczko. Gdyby wypadło… to byłaby jakaś katastrofa. Nawet gorsza, niż gdyby spadł sam Prewett.

Już przynajmniej widzieli jezioro. Szli okrężną trasą wokół niego. No i już chyba niedaleko znajdował się punkt widokowy. Ich cel. Icarus nie wiedział, czy bardziej stresowały go wysokości, czy zadanie, które przed nim stało.

– Czy wiesz, że to miejsce badał Charles Darwin? Wiesz, ten sławny mugolski badacz. Odkrył, że to miejsce ukształtowały lodowce – podzielił się swoją wiedzą. Tylko to go ratowało przed upadkiem z wyczerpania. Znowu się przekonywał, że powinien zdecydowanie więcej ćwiczyć.


Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
sacrificial lamb
only there, on a bed of moss and grass would she allow her heart to rest
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#2
27.08.2026, 21:08  ✶  
— Zostajesz w tyle, fy anwylyd! — wołała do niego co pewien czas, nie zwalniając kroku ani na moment. — Za bardzo patrzysz pod nogi. Podnieś głowę. Ziemia się nie zmieni. Niebo już tak! — swoboda, z jaką wypowiada te słowa, nie zdawała się nie licować z surowością krajobrazu. W Rowle pobrzmiewała radość tak szczera i niepohamowana, że prawie dziecięca. Wiatr szarpał jej włosami, rozwiewając je na wszystkie strony, a chłód barwił policzki delikatnym karminem. W oczach kobiety lśniło coś, czego Icarus nie oglądał u niej od wielu tygodni — żywy, psotny blask, który sprawiał, że wydawała się młodsza oraz… beztroska.

Wystarczyło kilka godzin marszu, aby rzeczy, które jeszcze o poranku przedstawiały się jako sprawy najwyższej wagi, poczęły blednąć. Listy mogły zaczekać. Poza tym, góry nie znały ludzkich tytułów. Nie interesowało ich, czy przed nimi szedł lord, włóczęga, uczony czy człowiek, który zwyczajnie pomylił drogę. Nie czyniły różnicy pomiędzy smokologiem a pasterzem. Wymagały tylko pokory, a październik przypominał kobiecie o tym doskonale. Mona zatrzymała się wreszcie na wąskiej, kamienistej ścieżce. Oparła dłoń o chłodny głaz i spojrzała przed siebie.
— Był bystry, jeśli rzecz tyczyła się skał. Mniej bystry, jeśli rzecz tyczyła się smoków. Gdyby zbadał ślady lodowca na wschodnim grzbiecie, niewątpliwie dostrzegłby rysy pozostawione przez pazury. Głębsze niż mógłby uczynić je jakikolwiek lód. Należały do naszych walijskich zielonych z ostatniego okresu lęgowego zanim utworzono rezerwat. Jeśli mnie pamięć nie myli… był to chyba któryś z lat sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku. Chociaż… — powiedziała, niepewnie czerpiąc ze swojej wiedzy, którą niegdyś pożerała tomami. Wnioski Darwina o lodowcach były w tamtych czasach dość kontrowersyjne, ale ostatecznie miał rację. To miejsce było idealnym laboratorium geologicznym. — Być może mylę dekadę.
Mona przesunęła wzrokiem po zboczu.
— Mój ojciec zabrał mnie tutaj, kiedy miałam dziewięć lat. Pozwolił mi podejść do mojego pierwszego gniazda — skinęła głową w stronę stromych, północnych klifów, gdzie cienie zalegały głęboko i zimno. — Czarny hebrydzki. Para w okresie lęgowym.
Bardzo ciekawie prezentowała się jej garderoba. Ciepłą kurtkę wyciągnęła z najdalszego kąta garderoby. Nie pamiętała nawet, do kogo pierwotnie należała. Podejrzewała, że kiedyś była własnością któregoś z kuzynów, lecz ponieważ nikt jej od lat nie szukał, Mona uznała ją za rzecz całkowicie porzuconą i tym samym należącą do niej. Sweter znalazła pod stosem zimowych ubrań. Spodnie natomiast… Cóż. Spodnie stanowiły zagadnienie, którego sama wolała nie roztrząsać. Były odrobinę za duże, dlatego pasek zacisnęła do granic możliwości. Podejrzewała, że należały niegdyś do jej ojca, ale przezornie nie zamierzała go o to pytać. Istniała granica pomiędzy rozsądnym przygotowaniem do wyprawy a przyznaniem się rodzinie, że własną garderobę górską skompletowało się metodą przypadkowego rabunku domowych szaf.
— Jak się czujesz? Niedaleko już do punktu widokowego. Stamtąd zobaczysz całą kotlinę i jezioro. Warto się pomęczyć. Poza tym, chcę ci coś pokazać. Coś, co może cię zainteresować.


Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
pan historyk
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#3
09.09.2026, 09:13  ✶  
Owszem, zostawał w tyle. Nogi miał jak z waty, a na stopach zapewne dorobił się kilku pęcherzy. Czego się nie robi dla miłości? Aktywność fizyczna wpisywała się w niemal każdy związek, jasne, choć Icarus wolałby leżeć na miękkim łóżeczku, a nie włóczyć się po górach. Jednakże z wędrówką niosło się pewne zadowolenie. To tlen uderzał mu do głowy, sprawiał, że wręcz doskonale mu się oddychało. Basil na pewno by skorzystał, gdyby skosztował górskiego powietrza. Ponoć dawniej tak leczono gruźlicę, może więc słabe płuca brata trochę by się wzmocniły?

Mona pięknie opowiadała o smokach. Icarus wiedział, że to była jej pasja, jasne. Ale dopiero tutaj mogła się prawdziwie objawić. W samym Londynie przecież nie było tych gadów, być może poza jednym, gdzieś w podziemiach Banku Gringotta. To jednak tylko podejrzenia.

– Mugole nie widzą bardzo wielu rzeczy. Bo w sumie jak mają to robić, skoro robimy wszystko, by je przed nimi zataić? – wetchnął. Poprawił ramię plecaka, które już zaczynało wpijać się mu w obojczyk. – Jest nawet teoria, że podział na zwierzęta magiczne i niemagiczne ukształtowany został dość… cóż, umownie. Hipogryfy czy smoki mogłyby śmiało zostać przedstawione mugolom jako część fauny, ale jako, że uznano je za magiczne, nagle przeszły do legendy. A przecież na dawnych mugolskich rycinach widniały wizerunki smoków. Nawet w ich religijnych podaniach istnieje postać Świętego Jerzego, który ponoć zabił smoka. Podobnie w polskim Krakowie mamy opowieść o smoku, którego otruto siarką i w ten sposób zwyciężono. Co prawda wszystkie legendy polegają na zabijaniu smoków, ale powiem szczerze, że my czarodzieje nie jesteśmy lepsi. Ty wiesz najlepiej, jakie są problemy z kłusownictwem.

Chociaż Icarus opowiadał o historii stosunku do smoków z taką pasją, bardzo nie chciałby spotkać takowego po drodze. Miał też spore wątpliwości w sprawie metod wychowawczych Rowle'ów, którzy dali dziewięciolatce podejść do smoczego gniazda. Prewett wiedział, że jeśli kiedyś z Mo doczekają się dziecka, będzie musiał jakoś wyjaśnić jej, że smoki najlepiej oglądać z bardzo, bardzo, bardzo daleka. Najlepiej na zdjęciach albo książkowych ilustracjach.

– Powiem ci, że czuję się lepiej, gdy gadam. Więc gadajmy, aż dotrzemy do punktu widokowego. Jakoś lepiej mi myśleć o historycznych ciekawostkach niż o bólu w mięśniach. Bo okazało się, że wbrew pozorom jakieś tam mam.


Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
sacrificial lamb
only there, on a bed of moss and grass would she allow her heart to rest
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#4
12.09.2026, 11:20  ✶  
— To brzmi boleśnie. Siarkę mają w żołądkach, więc w sumie to musiała być cholerna dawka — Mona wysłuchała lubego do końca, nie przerywając mu ani razu. Kiedy wspomniał o kłusownictwie, uniosła brwi i obejrzała się na niego przez ramię. Wcześniej jeszcze mruknęła nieprzyjemnie. Mugole oraz czarodzieje w tej kwestii byli tacy sami, gdy dochodziło do krzywdzenia bezbronnych stworzeń.

Co więcej, czarodzieje od wieków lubili uważać się za istoty stojące ponad mugolami. Wystarczyło jednak stanąć przy martwym stworzeniu, aby wszystkie te wielkie różnice okazały się żałośnie małe. Śmierć nie znała genealogii, nie respektowała magii i nie kłaniała się nazwiskom.
— Smoki są stworzeniami niezwykłej urody, chociaż nie należałoby pozwalać, aby ich piękno przesłoniło człowiekowi zdrowy rozsądek. Są drapieżnikami szczytowymi, terytorialnymi, inteligentnymi i odpornymi na większość znanych nam zaklęć  — dlaczego dziewięcioletnia Mona była dopuszczona w tym wieku do gniazda, tego nie wie nikt. — Trudno mi powiedzieć, kiedy zaczęliśmy je klasyfikować. Gatunek, podgatunek, stopień zagrożenia, zasięg występowania, wartość handlowa poszczególnych części ciała… — skrzywiła się. — I ta ostatnia rubryka jest przekleństwem smokologii — ruszyła dalej, omijając większy kamień. Następnie zaczęła wymieniać: — Łuski. Krew. Rogi. Serce. Jad. Żółć. Wszystko ma swoją cenę. Im rzadszy smok, tym większa cena, a kiedy stworzenie staje się towarem, zawsze znajdzie się ktoś, kto uzna, że kilka martwych osobników nie zrobi różnicy. Tylko że w populacji smoków kilka osobników może zrobić ogromną różnicę. Szczególnie jeśli zabijasz samice w okresie lęgowym albo wyciągasz jaja z gniazd. Smok nie rozmnaża się przecież jak króliki — Rowle spojrzała na Icarusa z rozbawieniem. — Na szczęście. Wyobraź sobie walijskie zielone rozmnażające się w takim tempie… Wybacz, Ari. Nie jest to zbyt romantyczne, prawda? — zaśmiała się przepraszająco. Podrapała się po policzku. Kłusownictwo było zmorą każdego rezerwatu, lecz dla Mony stanowiło coś więcej niż zawodowe utrapienie. Było osobistą zniewagą wobec stworzeń, którym poświęciła całe swoje życie. Nie potrafiła patrzeć spokojnie na istoty zamykane w klatkach, pozbawiane wolności, a później zabijane dla skóry, rogów czy kilku monet. Choroba podopiecznego potrafiła odebrać jej sen na wiele nocy, jego śmierć znacznie więcej.

Była w tym miłość matczyna, ale doświadczenie nauczyło ją, że w rezerwacie nie zawsze można było pozwolić sobie na rozpacz. Mona nauczyła się więc być łagodną kobietą w czasie, gdy mogła sobie na to pozwolić i bezlitosnym profesjonalistą wtedy, gdy wymagała tego sytuacja.
— Biedaku mój! Rano jakoś nie narzekałeś zanim wyszliśmy z łóżka. Tak czy siak, zaraz będziemy na miejscu.


Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
pan historyk
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#5
22.09.2026, 10:20  ✶  
Wiedza Mony o smokach była ekspercka, a eksperta zawsze się miło słuchało. Ze właściwym wsparciem naukowym, odpowiednim zapleczem, Rowle by mogła razem z nim dołączyć do grona badaczy na Uniwersytecie Londyńskim. Przez dotlenienie podobno ludziom przychodziły do głów dobre pomysły. To chyba był jeden z nich.

Kiedy Mo skończyła mówić, Ari spojrzał na nią na tyle przenikliwie, ile potrafił. W końcu był fizycznie wycieńczony, lecz jego umysł… on miał się lepiej niż kiedykolwiek w mieście. Cholera, może to był dobry sposób na wspomaganie pracy naukowej? Gdyby takie spacery stały się regularne, mógłby nawet tak napisać doktorat, może nawet habilitację! Najpierw wędrówka, wykończenie organizmu, pobudzenie umysłu do pracy, a potem… byłby niepokonany.

– Nie myślałaś może, żeby podzielić się swoją wiedzą z innymi? Przecież każdy głupi wie, że kompletnie marnujesz się w Ministerstwie. Mówiłem ci o Uniwerku Londyńskim, nie? – Mówił. Wiele razy. Wiele godzin. Gadał o tym jak najęty przez trzy dobre dni. Skończyło się, gdy zaczął gadać o uniwersytecie w łóżku. To już chyba było dla Mony za wiele. – Mają tam katedrę filozofii natury i alchemii. Wiesz, kto by się im tam przydał? Smokolożka. Cholernie dobra smokolożka, śmiem twierdzić, że jedna z najlepszych w Anglii. No i teoretycznie byśmy pracowali razem. Wciąż można się zgłaszać, bodajże do dziesiątego listopada.

Parsknął głośno, gdy Mona zaczęła się nad nim użalać. Trochę mu się to podobało, ale musiał jednocześnie okazać jej, że jest dzielny i wytrzyma wymagającą wędrówkę.

– Nie narzekałem, prawda. No ale tam to ty robisz większość roboty za mnie. A nie mogę przecież poprosić, żebyś mnie wniosła na punkt widokowy. – W sumie nie był taki pewny, czy Mo nie dałaby rady. Przekonał się ostatnimi czasy, że była bardzo… krzepka.


Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
sacrificial lamb
only there, on a bed of moss and grass would she allow her heart to rest
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#6
27.09.2026, 11:47  ✶  
— Tylko w Anglii? Najlepszą na całych wyspach brytyjskich!
Nie przeszkadzało jej, że Icarus mówił o sobie i swoich planach uniwersyteckich. Zasłużył sobie na to, aby rozprawiać bez fałszywej skromności. Odnosiła wrażenie, jakby po raz pierwszy od dawna pozwolił sobie uwierzyć, że przyszłość mogła być czymś więcej niż kolejnym obowiązkiem do wypełnienia.

Widział ją u swego boku, a skoro widział ją tam, musiał siłą rzeczy planować również ich wspólne jutro. Trudno byłoby jej zatem nie odczuwać umiłowania na myśl, że w jego przyszłości znalazło się dla niej miejsce. Co więcej, jego propozycja nie była wcale głupia. Im dłużej obracała ją w myślach, tym mniej znajdowała powodów, dla których mogłaby ją odrzucić, nie czyniąc tego punktu honoru, aby się wykłócać.
— Nie wiem, Ari — wzruszyła lekko ramieniem. — To, że potrafię przez pół dnia mówić o smokach, nie oznacza jeszcze, że posiadam szczególny talent do mówienia o nich ludziom — mogła prowadzić badania. Spisywać obserwacje. Przesiadywać po nocach nad księgami, aż atrament zacznie się zlewać przed oczami. Mogła wracać w to samo miejsce przez dziesięć lat, w deszczu, śniegu czy przeklętej mgle, tylko po to, aby przekonać się, czy jedna, bardzo konkretna teoria miała choć odrobinę sensu… — Sala pełna ludzi, którzy patrzą na mnie i oczekują, że ich czymś zachwycę? Nie mam tej… charyzmy. Nie jestem jak ty.
Poruszała się przed nim z ekonomią ruchów graniczącą z pogardą dla samego terenu. Jej znoszone buty znajdowały oparcie tam, gdzie Icarus mógł zobaczyć jedynie mokre, zdradliwe zbocze i kamienie gotowe usunąć się spod stóp przy stosownej okazji.

Ziemia wyrównała się pod stopami. Mona zatrzymała się na moment, obejrzała przez ramię i uniosła brew.
— Ależ robiłeś — przyznała. — Good boy. Robiłeś dokładnie to, co ci kazałam.
Ruszyła, wskazując wąską ścieżynę prowadzącą w górę między dwoma wielkimi głazami. Po kilku minutach ostro pnącego się szlaku ścieżka nagle się skończyła. Otwarł się przed nimi szeroki, płaski taras skalny, zawieszony nad całą kotliną jak balkon nad otchłanią. Jezioro leżało poniżej jak wypolerowane, szaro-niebieskie szkło. W dole, na zboczach, widać było nikłe ścieżki, a w oddali — szczyty pokryte pierwszym, cienkim puchem śniegu. Wiatr tu był silniejszy.
— No i? — spytała, patrząc na niego z boku. — Warto było?
Następnie uniosła lewą dłoń i zagwizdała przeciągle przez palce. Dźwięk poniósł się po skałach, odbił od przeciwległych zboczy i zniknął gdzieś wśród mgły.

wop, opieka nad magicznymi stworzeniami III
Rzut PO 1d100 - 57
Sukces!


Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
pan historyk
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#7
09.10.2026, 09:44  ✶  
Czasami dziwiło go, jak bardzo Mona w siebie nie wierzyła. Czyja była to zasługa? Jej ojca? Traumy po utracie ręki? Można było gdybać nad przyczynami tego stanu. Icarus wolał jednak najzwyczajniej go zwalczać za pomocą miłych słów i zachęt.

– Ja też jestem człowiekiem i zawsze z zainteresowaniem słucham jak mówisz o smokach. A nie jestem kimś, kto specjalnie idzie na uczelnię, by się o nich uczyć. Może na uniwersytecie znalazłabyś sobie nawet jeszcze lepszych słuchaczy niż ja. Wiem, że występy przed audytoriami są cholernie trudne. Ja na mojej pierwszej konferencji trząsłem się jakbym był rybą wyciągniętą z wody. Masakra. Ale z każdym kolejnym razem jest coraz lepiej. Charyzma to coś, co można sobie wyćwiczyć. A wiesz, wyobrażam sobie, że nie każdy będzie zachwycony, gdy się rozgadam o ceramice okresu cesarza Hadriana.

Wyrównana ziemia tchnęła nadzieję w serce Icarusa. Byli już coraz bliżej miejsca, gdzie można było usiąść, zjeść, napić się. Chwilę odpocząć. Choć może, pod kątem emocjonalnym, czekał go jeszcze większy wysiłek niż wspinaczka górska. Malutkie pudełeczko ciążyło mu w kieszeni. A co jeśli Mo odmówi? Jeśli nie chciała się wiązać? Zrozumiałby to. Wyszedłby na kompletnego kretyna, ale zrozumiałby.

Łatwiej by było, gdybym mógł sobie dodać animuszu alkoholem – pomyślał, lecz zaraz przepędził ten pomysł. Na spotkaniach AA słyszał, że takie myśli dopadają człowieka w stresowych momentach. Był przed nimi ostrzeżony.

Zarumienił się nieco na słowa kobiety. Takie zalotne sugestie wciąż jakoś krążyły między nimi. W tej ich dynamice tkwiło coś poza zwykłymi preferencjami. Ari czuł się spokojniej, gdy powierzał kontrolę nad sytuacją komuś innemu.

Przeszli na punkt widokowy. Icarus przystanął na chwilę, chłonąc tutejszy krajobraz. Jezioro, krystalicznie czyste, otoczone górskim pasmem. Było pięknie, choć Prewett trzymał się daleko od krawędzi. Ani myślał, by spoglądać w przepaść. Trzymał się od niej jak najdalej.

Już miał się tłumaczyć ze swojego lęku wysokości, gdy nagle Mona gwizdnęła. Icarusowi dopiero teraz krew naprawdę zmroziła się w żyłach. A co jeśli na jej wyzwanie przyleci gigantyczna bestia? Nie było jak wezwać pomocy. A zresztą nie mieliby czasu. Potwór zeżarłby ich w całości i nawet by się nimi nie najadł.

– Mo… Co ty właśnie…? – urwał wpół zdania, bo na skale nieopodal zarysował się cień. Sporych rozmiarów i co gorsza… smoczy.


Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
sacrificial lamb
only there, on a bed of moss and grass would she allow her heart to rest
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#8
10.10.2026, 15:37  ✶  
Argumenty Icarusa miały to do siebie, że trudno było przyznać mu rację bez uprzedniego podjęcia choćby jednej próby obrony własnego stanowiska. Jednocześnie była to jedna z tych rzadkich okazji, kiedy Ari znajdował się w jej świecie, a nie ona w jego.
— No dobrze, ale czy na uniwersytecie możesz tak?! — krzyknęła, kiedy cień, który przesunął się po skale, nie należał do jednej, wielkiej bestii, lecz do kilku mniejszych sylwetek. Kolejno wyłaniały się zza skalnego występu. Rozległ się szelest skrzydeł, potem drugi, trzeci, aż górskie powietrze wypełniło się trzepotem i gardłowymi pomrukami.

Śmiech szczery i donośny wyrwał się z jej piersi, gdy nad skalnym tarasem przemknęła cała gromadka niewielkich smoczogników. Jeden z nich zatoczył szeroki krąg nad jeziorem, drugi pognał za nim, trzeci zaś zanurkował wprost ku kobiecie, aby w ostatniej chwili poderwać się w górę. Mona rozłożyła ramiona, chcąc przyjąć w objęcia całe to nieposkromione, skrzydlate szaleństwo. Odchyliła głowę. Wiatr targnął jej rudymi włosami, wyswobadzając pojedyncze kosmyki, które zatańczyły wokół bladej twarzy.
— No już, ty stary draniu. Nie każ mi czekać! — jeden ze smoczków odłączył się od reszty. Miał zielonkawe łuski, jaśniejsze wzdłuż gardła. Zatoczył niepewne koło nad głową Mony, po czym wylądował na jej wyciągniętym przedramieniu. Kobieta zachwiała się lekko pod jego ciężarem, ale smoczognik natychmiast wyciągnął łeb ku jej twarzy i trącił ją pyskiem w podbródek. Mona parsknęła śmiechem, zamknęła oczy, przytuliła policzek do jego chłodnej skóry. Pozostałe smoczki nadal wirowały nad ich głowami, a jeden z nich przysiadł na pobliskim głazie. Rowle uniosła wzrok ku niemu, a potem odwróciła się w stronę Icarusa. Jej policzki były zaróżowione od chłodu i śmiechu.
— Ari! — zawołała, wyciągając ku niemu rękę, na której spoczywał jej smoczek. — Chodź, musisz go poznać!


Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
pan historyk
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#9
Wczoraj, 14:25  ✶  
Icarus stał w miejscu z szeroko otwartymi oczyma, jakby przejęła go nagła zgroza. I rzeczywiście poniekąd to właśnie ów lęk przed gromadką małych smoczków powstrzymywał go przed zrobieniem kroku do przodu. Dlaczego go jednak zrobił? Powód był prosty. Stał przed nim, śmiał się, nareszcie emanował radością. Wyraz szoku przeszedł u Ariego w uśmiech. Jeśli to sprawiało szczęście Monie, to on też znajdował w tym radość. Nawet jeśli mógł stracić palce.

Kroczek był maleńki, ale smoczoogniki go zauważyły. Jeden z nich, z nieco wybrakowanym uzębieniem, wylądował i podreptał do Icarusa z ostrożnym zainteresowaniem. Skubnął sznurówkę jego buta.

– Eeee… dobry smoczek – wydusił Ari, jednak nie wyciągał ręki. – Są bardzo… bardzo ładne, Mo. Naprawdę. Ale obawiam się, że nie znają mnie za dobrze, a ich zęby są bardzo ostre.

I jak w tej plątaninie ogonów, pazurzastych łapek i hojnie uzębionych paszcz miał się oświadczyć? Smoki ponoć kochały złoto. Przynajmniej tak głosiły podania. A pierścionek zaręczynowy spoczywający w jego kieszeni wykonano ze szczerego złota. Cóż to by była za katastrofa, gdyby jeden ze smoczków porwał go i zaniósł do swego legowiska. Chyba, że były one jak pieski i znały komendy… Choć na przykład Cerber i tak rzadko się do nich stosował.

– Jak się nazywa ten tutaj? Czy to nie sławny Szczerbatek? Albo zębatek? – zapytał Prewett, wskazując na smoczoognika, który obecnie starał się rozsupłać mu buty.


Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Icarus Prewett (1639), Mona Rowle (1542)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa