Do otworzenia się potrzebny był klucz. Klucz należało wyrobić, dopasować do zamka. Najpierw poznać jego mechanizm. Niektórzy mieli łatwość w mówieniu, co im na sercu leży, a jeszcze innych problemy były, nikomu nie umniejszając, trywialne. Nie wszyscy rodzili się zbuntowanymi młodymi, którzy mieli chęć zmiany świata, a potem upadali na ten głupi ryj. Chyba nikt nie rodził się buntownikiem z wyboru. To życie pisało nam scenariusz i zbroiło nasze zamki. Sauriel miał ten zamek może i nie zbrojny, ale na pewno skomplikowany. Nadbudowany latami zebranych doświadczeń i traumami, które zakorzeniły się w jego głowie. Klucza nawet nie zamówił. Nie chciał go nikomu dawać. Bo zaufanie było bardzo kruchą rzeczą w świecie, w którym się wychował.
- Zostaw go i niech sczeźnie na tym mrozie... - Mruknął Sauriel, bardziej sam do siebie, kiedy Victoria postanowiła wykazać się odrobiną empatii i pomóc biednemu zwierzęciu. Sauriel był na jego męki zupełnie nieczuły, bo gdyby nie on to dalej by lecieli. Jeszcze nie pomyślał, że gdyby nie ten abraxan to lecieliby w burzy. I to raczej nie byłoby bezpieczne dla nikogo z nich. A na pewno byłoby traumą dla Victorii, jeśli o traumach mowa.
Sauriel stanął mokry jak kurczak w korytarzu i rozłożył ręce na boki, patrząc jak po nim spływa i ścieka. Nawet on odczuwał w tym wypadku chłód tego deszczu połączonego z temperaturą nocy, kiedy przeszedł do nagrzanego i ciepłego domu. Zanim zdążył teraz on marudzić i narzekać, to jedno zaklęcie doprowadziło go do stanu używalności. Tylko spojrzał na Victorię. To spojrzenie było zamiennikiem podziękowań.
Czarnowłosy uniósł jedną brew, ale i uśmiechnął się pod nosem na to oczko, które zostało mu puszczone, całkiem zachęcony przez ten krótki gest do rozmów. Sportowego flirtu. Poprawił odruchowo pierścinek na palcu i zachęcił gestem Victorię, żeby weszli do środka.
- W takie pogody nie warto latać... dobrze, że wasz abraxan wylądował. - Uśmiechnął się staruszek. - Witam damę, proszę usiąść. Ciepła herbata panią rozgrzeje.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.