To nie były dobre czasy do uzewnętrzniania się. To były dobre czasy, by udawać dobrego synka i dobrą córeczkę, ale Sauriel nigdy nie miał takiej ambicji. Niósł ze sobą skandal, był skandalem i zdobyte za dzieciństwa blizny nauczyły go odrobiny pokory, ale nie na tyle, żeby złamać go całkowicie. Tylko na tyle, żeby nie chciało mu się już walczyć. Więc kiedy padło pytanie, Sauriel tylko kpiąco się uśmiechnął.
- Ay, jestem koneserem pośladków. - Kpił sobie z tego, przelewał swój cynizm, bo nigdy nie był szczególnie kochliwy, a teraz to już w ogóle. Kiedy hormony już nie mogły być odpowiedzialne za jakiekolwiek akcje i nie mogły aplikować pożądania. Pozostawała miłość platoniczna, a ta zaś była trudna do osiągnięcia nawet przez najmądrzejszych filozofów. Sauriel nie zaliczął się ani do najmądrzejszych, ani tym bardziej filozofów. I choć lubił, kiedy inni myśleli, że on nie myśli wcale, to tak - przetrawiał całkiem sporo w swojej głowie. Posiadanie jednak własnych filozofii życia filozofem cię nie czyniło. Tak samo jak myślenie. Za niektóre odpowiedzi można było zapłacić słono, ale Sauriel teraz nie był za bardzo przejęty tym, czy Cynthia poczuje oburzenie, czy może obrzydzenie, albo żadne z powyższych. Za to był ciekaw reakcji. Nie ważna była dawka emocji w reakcji przekazanych, a sam fakt, czy wystąpi. A jeśli tak, to w jakim natężeniu? W jakiej formie? Jak słusznie Cynthia ujęła - nie znali się. Ale każde spotkanie dążyło do tego, żeby poznawali się bardziej. Nawet jeśli nie omawiali prywatnych spraw, a ich rozmowy kręciły się na obsmarowywaniu obgadywanego tyłka Fergusa.
- Ależ dziękuję za oświeconą myśl. - Sarknął z rozbawieniem. Nie, człowiek nie może wybrać, gdzie się urodzi, a zazwyczaj nawet nie może wybrać, gdzie umrze. Narodziny jak i śmierć przychodziły niespodziewanie. Zabierały ci część życia i ustawiały ci drogę. Mogłeś tylko szarpać się na bruku wyłożonym w środku miasta, ale nie zmieni to tego, że w mieście jesteś. Możesz zejść na boczną uliczkę, ale nie wyniesie cię to z Londynu. Cała taka spirala spierdolenia, która dawała człowiekowi ułudne poczucie wyboru i wolnej woli. Nic bardziej mylnego. Może i nie trzeba od razu wierzyć w przeznaczenie, ale nie da się zaprzeczyć temu, że pewne rzeczy były już zapisane. Inaczej wróżbici nie mieliby pracy, a Departament Tajemnic byłby do luftu. Tymczasem obie instytucje istniały i miały się kwitnąco. - Nie jestem już niańką Fergusa. Nie mam ochoty się zastanawiać, kto, o co i po co woła. - Powiedział leniwie i tak samo też leniwie się wyciągnął na swoim miejscu. Czy szczęście samo nie przychodziło? Na pewno. Trzeba było mu pomóc, albo przynajmniej nauczyć się kooperować, żeby nie przeszkadzać.
- Masz bardzo pozytywne podejście do mojego rzekomego poczucia obowiązku. - Co go trochę dziwiło i nie rozumiał, skąd to zdanie o nim, że w ogóle poczucie obowiązku ma. Może od Fergusa? Sauriel lubił uchodzić za słownego człowieka. To jest - gadał dużo pierdół, ale gdy chodziło o dotrzymywanie słowa i obietnic to starał się z całych sił to robić. Poważnie podchodził do długów i spłacał je, tak samo jak oczekiwał, że druga strona je spłaci. - Lubię Tori. I to tyle. Więc spokojna twoja piękna buźka, Królowo Lodu. Jest ze mną bezpieczna. - Bo chociaż Sauriel miał bardzo dużo złych cech, to ludzi, których lubił, bronił własną piersią. Tak było w Hogwarcie i tak samo było dziś. A że pierś Sauriela nie była taka malutka, a parę w łapie miał jak niemało kto, to i było czym bronić. - Sugeruję ci tutaj skończyć temat, bo mnie drażni i wkurwia. - Dopóki faktycznie nie był rozdrażniony, a Sauriel i jego chimeryczność nastroi (iście kociej) były legandarne.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.