07.04.2023, 01:06 ✶
Nic, nigdy nie sprzyjało uzewnętrznianiu się i temu, aby nie być dobrym dzieckiem, zwłaszcza gdy nosiło się ważne nazwisko. Świat, w którym przyszło im żyć, skonstruowany był paskudnie i nie dziwiło ją absolutnie nic, bo każdy szukał swojego sposobu, aby utrzymać się na powierzchni. Każdy szukał właściwej metody, która przyniosłaby najwięcej korzyści.
Na jego słowa nie odpowiedziała, unosząc jedynie kąciki ust w krótkim i również cynicznym uśmiechem. Sauriel był ostatnim człowiekiem poza nią samą, który kojarzył się jej z romansem i seksem, iskrami oraz ogniem. Byli nad wyraz chłodnymi jednostkami, chociaż on był bardziej swobodny i miał więcej wolności, niż Cynthia. Nie doszukiwała się jednak powodów jego wycofania z towarzyskich schadzek, bo nie było to jej sprawą. Nigdy nie postrzegała go jako mężczyzny, który mógłby ją zainteresować na tyle, aby się czegoś dowiedziała się więcej. Był atrakcyjny, ale ona zupełnie nie miała takich potrzeb lub o ich nie wiedziała, wyciszając je lata temu. Mógł lubić koronkowe stringi, mężczyzn i wciągać opium, nie jej oceniać Saurielowe wybory życiowe. Gdyby zapytał o to, czego był ciekaw, to pewnie by mu odpowiedziała.
- Zaraz uwierzę, że potrafisz się uśmiechać inaczej, niż złośliwie lub sarkastycznie. - odpowiedziała ze wzruszeniem ramion, lustrując go wzrokiem. Miał rację, wolna wola i wybór w większości były tylko złudzeniem, próbą prowadzenia wartościowego życia i dosięgnięcia jakiegoś celu, który mógłby dać mu wartość. I dopóki serce biło, ludzie często o to walczyli. Przeznaczenie miało w tym swój udział, niezależnie jak nielogiczne i głupie myślenie w ten sposób było. Upiła kolejnego łyka ze szklanki, czując, jak zaschło jej w gardle. - Nie jesteś już jego niańką. - powtórzyła za nim obojętnie, wzdychając krótko. - Rozumiem. W porządku.
Nie chciało się jej do końca w to wierzyć, ale też nie zamierzała tego kwestionować. Ona również nie spędzała z Olivanderem tyle czasu, co kiedyś, ale nadal w jakiś sposób go niańczyła — chyba z przyzwyczajenia i przeświadczenia, że bez tego wpadłby w jeszcze większe kłopoty, o ile było to możliwe. Na jego słowa przekręciła głowę na bok z niewinnym, ślicznym uśmiechem, który miała opanowany do perfekcji i który pasował do jej bladej cery, jasnych oczu i włosów.
- To intuicja. - skwitowała krótko, bo taka też była prawda. Oczywiście dostrzegała również na przestrzeni lat sposób, w który opiekował się Fergusem i to, jak dotrzymywał danego mu słowa. Musiała sama się upewnić, że Tori też będzie pilnował, nawet jeśli ich relacja była kwestią przypadkowego, zaplanowanego przez rody związku. Chciała dla swojej przyjaciółki bezpieczeństwa, miłość była zbyt rzadko spotykana, aby jej komukolwiek życzyć. - Oh i znów się zarumienię Rookwood, tak ładnie o mnie mówisz. Ciesze się jednak, że mogę powierzyć ją w Twoje dłonie. Patrzcie, jaki nerwowy.
Wywróciła oczyma, opierając się o krzesło i poprawiając, zmieniła nieco pozycję, dłonią wygładzając materiał sukienki. Nie droczyła się z nim dalej, nie ciągnęła tego tematu, przez chwilę milcząc i spoglądając na pół szklanki bursztynowego napoju. Nie wchodził jej tak lekko, jak szampan. Jej spojrzenie jednak wróciło do ciemnych oczu Sauriela, a ona sama westchnęła bezgłośnie. - Ciesze się, że widzę Cię w dobrym humorze i stanie, pomimo ciemnych chmur nad Londynem. Wszystko w porządku?
Cynthia nigdy nie była dobra w rozmówki, zwykle bezpośrednio przechodziła do sedna i od razu zadawała właściwie pytania. Nie chciała być też wścibska, to też nie zamierzała go ciągnąć za język. Ilość trupów w Ministerstwie rosła jednak w zatrważającym tempie i wiedziała, że prędzej czy później znajdzie w worku kogoś, kogo znała.
Na jego słowa nie odpowiedziała, unosząc jedynie kąciki ust w krótkim i również cynicznym uśmiechem. Sauriel był ostatnim człowiekiem poza nią samą, który kojarzył się jej z romansem i seksem, iskrami oraz ogniem. Byli nad wyraz chłodnymi jednostkami, chociaż on był bardziej swobodny i miał więcej wolności, niż Cynthia. Nie doszukiwała się jednak powodów jego wycofania z towarzyskich schadzek, bo nie było to jej sprawą. Nigdy nie postrzegała go jako mężczyzny, który mógłby ją zainteresować na tyle, aby się czegoś dowiedziała się więcej. Był atrakcyjny, ale ona zupełnie nie miała takich potrzeb lub o ich nie wiedziała, wyciszając je lata temu. Mógł lubić koronkowe stringi, mężczyzn i wciągać opium, nie jej oceniać Saurielowe wybory życiowe. Gdyby zapytał o to, czego był ciekaw, to pewnie by mu odpowiedziała.
- Zaraz uwierzę, że potrafisz się uśmiechać inaczej, niż złośliwie lub sarkastycznie. - odpowiedziała ze wzruszeniem ramion, lustrując go wzrokiem. Miał rację, wolna wola i wybór w większości były tylko złudzeniem, próbą prowadzenia wartościowego życia i dosięgnięcia jakiegoś celu, który mógłby dać mu wartość. I dopóki serce biło, ludzie często o to walczyli. Przeznaczenie miało w tym swój udział, niezależnie jak nielogiczne i głupie myślenie w ten sposób było. Upiła kolejnego łyka ze szklanki, czując, jak zaschło jej w gardle. - Nie jesteś już jego niańką. - powtórzyła za nim obojętnie, wzdychając krótko. - Rozumiem. W porządku.
Nie chciało się jej do końca w to wierzyć, ale też nie zamierzała tego kwestionować. Ona również nie spędzała z Olivanderem tyle czasu, co kiedyś, ale nadal w jakiś sposób go niańczyła — chyba z przyzwyczajenia i przeświadczenia, że bez tego wpadłby w jeszcze większe kłopoty, o ile było to możliwe. Na jego słowa przekręciła głowę na bok z niewinnym, ślicznym uśmiechem, który miała opanowany do perfekcji i który pasował do jej bladej cery, jasnych oczu i włosów.
- To intuicja. - skwitowała krótko, bo taka też była prawda. Oczywiście dostrzegała również na przestrzeni lat sposób, w który opiekował się Fergusem i to, jak dotrzymywał danego mu słowa. Musiała sama się upewnić, że Tori też będzie pilnował, nawet jeśli ich relacja była kwestią przypadkowego, zaplanowanego przez rody związku. Chciała dla swojej przyjaciółki bezpieczeństwa, miłość była zbyt rzadko spotykana, aby jej komukolwiek życzyć. - Oh i znów się zarumienię Rookwood, tak ładnie o mnie mówisz. Ciesze się jednak, że mogę powierzyć ją w Twoje dłonie. Patrzcie, jaki nerwowy.
Wywróciła oczyma, opierając się o krzesło i poprawiając, zmieniła nieco pozycję, dłonią wygładzając materiał sukienki. Nie droczyła się z nim dalej, nie ciągnęła tego tematu, przez chwilę milcząc i spoglądając na pół szklanki bursztynowego napoju. Nie wchodził jej tak lekko, jak szampan. Jej spojrzenie jednak wróciło do ciemnych oczu Sauriela, a ona sama westchnęła bezgłośnie. - Ciesze się, że widzę Cię w dobrym humorze i stanie, pomimo ciemnych chmur nad Londynem. Wszystko w porządku?
Cynthia nigdy nie była dobra w rozmówki, zwykle bezpośrednio przechodziła do sedna i od razu zadawała właściwie pytania. Nie chciała być też wścibska, to też nie zamierzała go ciągnąć za język. Ilość trupów w Ministerstwie rosła jednak w zatrważającym tempie i wiedziała, że prędzej czy później znajdzie w worku kogoś, kogo znała.