07.04.2023, 11:23 ✶
- Nikt nie pójdzie nigdzie sam – pokręcił głową, unosząc w górę różdżkę i wycelowując ją w źródło światła – jeżeli nam się to uda, więc skup się, Longbottom – skinął głową w stronę, w którą sam celował – jeżeli cokolwiek z tego wyleci, to spróbuj to zdusić swoim rozpraszaniem. – W jego słowach wybrzmiała powaga, jaką częstował ją rzadko – bo przecież wolał mówić na nią Dolly i cenił ją tak silnie jak tylko potrafił. Ich relację kojarzył z ciepłem, z kubkiem gorącej herbaty i jej ulubionym kocem, pod którym leżała zwierzając się z targających nią emocji. Teraz – biły od niego spokój i zdecydowanie w sytuacji, w której ona okazywała mu strach. Możliwe, że jedynie jego bliskość, ta ręka otaczająca ją wciąż w karykaturalny sposób przypominały o tym, że nie był jedynie tym skupionym, wyzbytym emocji Aurorem zrzucającym innym na głowę kubły zimnej wody, ale i tym uśmiechniętym przyjacielem, od lat oferującym jej oparcie w kryzysowych sytuacjach.
- Dziękuję – powiedział, kiedy Bulstrode uniósł różdżkę i przynajmniej podjął próbę rozgonienia otaczającego ich pyłu. Nie powiedział tego na głos, ale to był chyba pierwszy raz, kiedy musiał mu to przyznać bez dziecinnego konkurowania – Atreus był od niego w tej dziedzinie magii po prostu dużo lepszy. Sam Moody natomiast był już niemal całkowicie skupiony na tym, w czym dobry i doświadczony był on.
Machnął ręką, zataczając czubkiem różdżki kilka koślawych okręgów, próbując wygasić magię płynącą od pulsującego światłem źródła. Otoczył to światło powłoką, zacieśniającą się wokół źródła. A później utworzył kolejną, idącą jej śladem. Cokolwiek to było, działał tak, jakby chciał to zgnieść. Zdusić źródło tej magii w zarodku.
- Dziękuję – powiedział, kiedy Bulstrode uniósł różdżkę i przynajmniej podjął próbę rozgonienia otaczającego ich pyłu. Nie powiedział tego na głos, ale to był chyba pierwszy raz, kiedy musiał mu to przyznać bez dziecinnego konkurowania – Atreus był od niego w tej dziedzinie magii po prostu dużo lepszy. Sam Moody natomiast był już niemal całkowicie skupiony na tym, w czym dobry i doświadczony był on.
Machnął ręką, zataczając czubkiem różdżki kilka koślawych okręgów, próbując wygasić magię płynącą od pulsującego światłem źródła. Otoczył to światło powłoką, zacieśniającą się wokół źródła. A później utworzył kolejną, idącą jej śladem. Cokolwiek to było, działał tak, jakby chciał to zgnieść. Zdusić źródło tej magii w zarodku.
Rzut PO 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 41
Sukces!
Sukces!
fear is the mind-killer.