Zabawna sprawa - akurat Królowa Lodu, Pani Zimy, co opuściła swe włości i może szuka swego Kaia, by zabrać go do lodowego pałacu, nie oceniała. A jeśli oceniała to robiła to z taką klasą i w ciszy płatków śniegu, że nie dotykało to tych, którzy przed nią stali. Sauriel cenił takich ludzi. Tych, którzy wiedzieli, kiedy ocenę zachować dla siebie, a kiedy można (a nawet powinno się) chlasnąć nią komuś w twarz. Nie wiedział za to, na ile to wszystko funkcjonowało w prawidłach zachowań tej damy przy obcych, a na ile przy osobach bliskich. Ci "bliscy", mistyczna grupa osób, które mają zarezerwowane specjalne traktowanie, zarówno te lepsze jak i gorsze. Czy wobec nich była bardziej bezpośrednia? Na pewno. Wyobrażałeś sobie, że potrafi cisnąć Fergusowi prosto w twarz schemat jego beznadziejnych i dziecinnych zachowań. A czy potrafiła też pochwalić jego dobre strony? Te łagodne? Sauriel wpatrywał się kiedyś w Fergusa jak w obrazek, ale łatwo było to przeoczyć w ciemnościach jego oczu, przy wszystkich tych krzywych czy jak zauważyła Cynthia - ironicznych uśmiechach. Fergus ze swoją kreatywnością i wiecznym syndromem Piotrusia Pana trafiał tam, gdzie powinien... Czy widziała jego piękno? Dostrzegałeś odbicie przeszłości w jej chłodnych, jasnych oczach. Lustro jej duszy było tym, które przynosiło zatajone zakamarki twojego własnego "ja" i prezentowało ci je prosto w ryj. Nie robiła tego nawet w dosadny i ostry sposób, nie. To się działo po prostu, gdzieś przed tobą, ale bez huku i gwałtu. Jak płatki opadające na kraniec nosa, których melancholijne wirowanie w powietrzu rzucało czar na duszę.
- Aaa... skoro tak, muszę przestać udawać takiego miłego.. - Nie lubiłeś, kiedy ludzie cokolwiek od ciebie oczekiwali. Dlatego ogólnie - nie opłacało się być zbyt miłym. A nawet jeśli Sauriel miły był przez chwilę to potem czuł się zobowiązany do tego, żeby przypomnieć towarzystwu wszem i wobec, że jednak jest z niego skurwysyn. Niekoniecznie w chwili tej samej, nie koniecznie przy tym samym spotkaniu. - A ty jesteś? - Uniósł brew, to była zaczepka. Z jednym z tych paskudnych uśmieszków, które większość normalnych ludzi uznałaby za obraźliwe. A ona uznawała?
- Rumień się. Do twarzy ci z rumieńcem. - Uniósł szklankę w geście uhonorowania tych słów. Było kilka rzeczy, za które zawsze warto było wypić - piękne kobiety się do tego zaliczały. Oczywiście jeśli pominąć tylko słowo-klucz "rzeczy". - Mam już twojego Fergusa i Victorię. Niedługo zatrudnisz mnie jako bodyguarda twoich bliskich. - Zakpił trochę z tego, że cieszy się z tego, że może powierzyć Victorię w jego dłonie, ale rozbawiło go to w ten pozytywny sposób. Bo to było całkiem zabawne - że jej dwójka bardzo dobrych przyjaciół była związana akurat z nim. Ten świat był mały. Zbyt mały.
- Ay. Wszystko w porządku. - Odparł lakonicznie z enigmatycznym uśmiechem. - Na tyle, na ile może być u mnie dobrze.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.