Strach był pierwotny w swojej naturze. Dlatego był też taki smaczny. Mógł wywracać oczami, nie podchodzić do życia poważnie, ale w chwilach takich jak ta cała ta błaznowatość i cynizm znikały. Ustępowały miejsca zwierzęciu. Nie bójmy się tego nazwać dosłownie - to było zwierzę. W Saurielu niewiele było teraz z człowieka.
Uwaga Bestii przeniosła się na drugiego osobnika - tego, który w ten jakże mężny pojedynek ingerował. Zaklęcie przesunęło tylko dym i pył w powietrzu, ale nie zatrzymało jego samego. Ruszył w kierunku nowego celu, który chciał sobie zaskarbić jego uwagę. Udało mu się to.
- Rzuć różdżkę. Albo cię rozszarpię. - Uniósł dłoń, prezentując swoje palce, zupełnie jakby miał to zrobić ręcznie. Właściwie byłoby całkiem przyjemnie zrobić to ręcznie.* Mężczyzna przed nim i tak już trząsł się jak galareta, w mniemaniu Sauriela był podatny jak dziecko. Więc czy Sauriel był dobrym człowiekiem, że chciał puścić mężczyznę wolno? Nie. Natomiast lubił się uważać za słownego. I przede wszystkim - nie był głupi. Teraz było dwóch, zaraz mogło być 10, a miał związaną Lorettę, która do niczego się nie nadawała. Jeśli jednak mężczyzna nie był chętny uciekać, to Sauriel zamierzał do niego doskoczyć i w efekcie - zabić. Powalić go na ziemię i przytrzymać mu rękę z różdżką, żeby wbić się zębami w jego szyję i ją rozerwać.
Jeśli jednak zaczął uciekać to Sauriel uwolni Lorettę i wróci do Longottoma, żeby zagryźć jego. I nie, nie wypił go do cna. Zostawił dogorywającego.
*Mam talent Zastraszanie.
Powalenie przeciwnika
Sukces!
Rozerwanie szyi
Slaby sukces...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.