Gdyby Sauriel miał na to wszystko chwilę dłużej to pewnie wywróciłby oczami. Nie miał. Miał jednego dogorywającego czarodzieja przy sobie i jednego mężczyznę uzbrojonego i w pełni gotowego do ataku. Walka na dwa fronty nie wchodziła w grę. Zwłaszcza, że czarodziej dogorywający to nadal czarodziej. Z tą magiczną pałką w ręku, którą najchętniej Sauriel wsadziłby większości z nich w dupę.
Słodka nagroda była na wyciągnięcie ręki. Albo raczej - na wyciągnięcie paszczy. Zgodnie jednak z przewidywaniami tego, że nawet ktoś stojący jedną nogą w grobie może narobić problemów (a wiedział na własnym przykładzie, lol) tak i Longbottom bronił się do samego końca. I wiecie co? To imponowało Saurielowi. Imponowałoby mu o wiele bardziej, gdyby nie to, że Longbottom go przy okazji wkurwił.
Przyjebał Longbottomowi prosto w ryj pięścią z całą siłą, jaką miał. A miał jej całkiem sporo.
Potem wziął tę jego zasraną różdżkę i wcisnął mu ją w oko.
Jeśli Longbottom nie będzie już dychał to Sauriel się pozbiera, żeby zorientować się w sytuacji przed sobą. Czyli na Beltane. Bo w tamten chaos wkroczy. Tylko najpierw zabierze swoją magiczną pałkę i magiczną pałkę tamtego uprzejmego pana, co ją wyrzucił.
Uderzenie w twarz piąchą
Slaby sukces...
Różdżka w oko
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.