Nie musiała mówić, że się przejmuje. Widział to. Miał to przed sobą na wyciągnięcie dłoni, a i tak ciężko było mu w to uwierzyć. Coś, co przed sobą widzisz, jest jak sen - nierealne. Możesz zacisnąć na tym dłonie, dotknąć, wybadać. Zmysł wzroku mówił jedno, serce? To niemożliwe. Czarnowłosy nie był głupi i nie był tak uparty, żeby zaprzeczać temu, czego doświadcza. Nie było mu to w końcu całkowicie obce. Anna również się martwiła. Kiedyś bardziej śmiało niż dziś, ale rozumiał to uczucie tańczące w cudzym sercu, które przelewało się poezją do oczu, czynów, gestów. Fakt, były takie momenty, w których słowa były zbędne. Były nawet takie, gdzie słowa mogły to ulotne wrażenie złożone z gestów całkowicie zepsuć. Wprowadzić małe zwątpienie w głowie, bo słyszeć "martwię się" Sauriel słyszał wiele razy. I większość z tego nie była szczera, przynajmniej w jego mniemaniu. Nie zwykł wierzyć w cudzą dobroć. A na pewno nie tę, która wpychana była w twarz niby to oczywistość.
Wzruszyłby ramionami, a nawet chciał nimi wzruszyć, ale jeden drobny ruch ku temu gestowi i już się skrzywił, już barki opuścił. Nie rozluźnił ich jednak. Nie potrafił się rozluźnić. Mogła tu być Victoria, mógł to być jej dom, ale do rozluźnienia mu było bardzo daleko. Głównie z dwóch przyczyn - z bólu jak i z instynktu, który teraz się prężył i mruczał o tym, że nie da o sobie zapomnieć. I że jest głodny po tych perypetiach. Na ludziach nie wszystko samo się goi. A już na pewno nie tak, że nie zostaje po tym ślad. Dlatego potrzeba lekarzy. Na wampirze wszystko zagoi się bez potrzeby ingerencji i bez stresu czy strachu, że zlaiczony zostanie dramatyczny zgon.
- Phaha... haa... - Przytrzymał znowu rękę na poziomie brzucha. Śmiech to też nie był dobry pomysł na teraz. A był to całkiem wesoły śmiech. Z jej siadnięcia, z jej wymagania niemożliwego i z jej "martwię się, to chyba normalne". - Słodka jesteś. - Położył się ostrożnie z powrotem. W tej pozycji było lepiej, o wiele wygodniej, gdy mięśnie i skóra się nie napinały. - Już, zaraz... nic mi nie będzie. Przejdzie. - Wyszeptał, przymykając oczy. Czekając, aż eliksiry zaczną działać. - Nie biorę żadnych używek. - Odezwał się po długiej chwili ciszy ze swojej strony już spokojniejszym głosem. Eliksiry robiły swoje. - Wśród moich licznych wad nie ma już odurzania się jakimś gównem. - Już. Bo było.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.