Gonienie się po lesie za niedobitkami, którzy spieprzali z pola bitwy i opuszczenie posterunku? Nie, nie. Szczególnie, że to było tak - odwracasz się plecami do pobojowiska, z którego mogą uciekać kolejni. I ci kolejni mogą ci strzelić prosto w plecki. No Sauriel by tamtym uciekinierom już strzelał gdyby nie to, że byli za daleko i niknęli między drzewami. Och, cóż. Jego partnerka dała dyla w las tak jak ci wszyscy wokół. Bardzo świadomie powiedział sobie samemu: "na pewno się nimi zajmie". I w pełni świadomie wiedział, że wcale nie. Wymówka jak wymówka, on sam jej nie potrzebował. Ale potrzebował go dla Roberta czy Chestara. Powodu decyzji, jakie podjął.
Dobił Longobottoma, nie zamierzając ryzykować, że ktoś go magicznie uratuje. Ktoś może został właśnie osierocony, ktoś może owdowiał. Chuja na to kładł. Na co jednak nie kładł chuja to na absolutnym wkurwieniu,. że ta ciepła krew poszła na zmarnowanie, a jego po prostu nosiło z potrzeby dorwania do niej.
Wetknął sobie drugą różdżkę za pas i wyszedł naprzeciwko Beltane, zostawiając ogień za plecami. Spełniał swoją rolę aż za dobrze - Sauriela piekły oczy od tego pierdolonego dymu i zapisał sobie w mózgu, żeby następnym razem zrobić cokolwiek innego, byle nie ogniska. Nie wiem, powódź? Jeszcze gorzej, nikt kurwa nie lubił wody w butach.
Sauriel rozglądnął się najpierw za znajomymi twarzami, takimi jak Fergus czy Nora, która wiedział, że była gdzieś w tym koszmarze. Ale to było powierzchowne rozglądnięcie się. Bo pierdolnął czarem rozsadzającym, czy też - wybuchającym, albo rozrywającym, jak kto woli - w pierwszego lepszego czarodzieja, który natknął mu się pod nogi. No chyba że go znał. Wtedy tego nie zrobił.
Sauriel pilnuje, żeby jednak trzymać swój posterunek i nie wchodzić w samo serce tego syfu. Jego zadanie było w końcu jasne. No chyba że kogoś znajomego zauważy...
Bum bum bum bum...
Akcja nieudana
... i want you in my room
Akcja nieudana
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.